niedziela, 20 listopada 2011

Ręce Boga


SYBOL RÓWNOWAGI WSZECHŚWIATA
Symbole, znaki umowne, ideogramy, które prezentują jakieś wartości istnieją chyba odkąd istnieje człowiek. 
Za nasze słowiańskie święte symbole, które uznajemy są zawarte na posągu tzw. Światowida Zbruczańskiego, którego oryginalna statua znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.



Piktogram zwany Rękami Boga był używany także przez Wandalów, według części badaczy symbol ten stanowi ideogram oznaczający pojęcie Boga Najwyższego. Cztery piorunowładne ręce, o pięciu, lub sześciu palcach ułożonych w grzebień, tworzą krzyż równo ramienny, będący głównym elementem symbolu. Ramiona krzyża skierowane w cztery strony świata są wyrazem wszechwładności stwórcy, zwanego w rodzimej wierze Słowian Bogoświatem. Są, więc Ręce Boga symbolem wszechświata, ze wszystkimi jego poznanymi, jak i nie odgadnionymi obszarami.
Często w czterech polach pomiędzy ramionami Rąk Boga umieszczane są łamane krzyże, czyli swarzyce. Z pośród czterech swarzyc dwie mają pojedynczo zagięte ramiona, dwie pozostałe posiadają na końcach podwójne zagięcie. Jest to symbolem dwoistości ognia niebiańskiego. Swarzyce o pojedynczych zagięciach oznaczają Swaroga i jego syna Swarożyca, czyli bóstwa ognia, zaś te o podwójnym zagięciu można rozumieć jako symbole Peruna, to ze względu na większa dynamikę oddawaną w rysunku, a typowa dla zjawiska burzy.
Tu warto zauważyć, że same ręce krzyża wraz z grzebieniami na ich zakończeniach, także można przypisać jako atrybut Boga gromów. Mogą, bowiem symbolizować deszcz i chmury typowe dla gwałtownych zjawisk atmosferycznych. Jednak nie należy odrzucać teorii, jakoby grzebienie na końcach ramion krzyża mogły symbolizować promienie słoneczne Swarożyca. Obie interpretacje potwierdzają dwoistość tego symbolu i nie powinny być rozpatrywane oddzielnie.
Całość ideogramu Ręce Boga wyraża Najwyższą Boskość w dwóch jej aspektach: słoneczno-ognistym i władczo-opiekuńczym. Jest symbolem mocy wszechogarniającej, czczonej przez Słowian od wysp na Bałtyku, aż po naddnieprzańskie stepy.

Na podstawie różnych materiałów, w tym ulotki RKP, opracował Sieciech.
(ze strony http://www.rbi.webd.pl)









środa, 16 listopada 2011

Chrobacja- Kraina zapomniana przez "historyków"

Bardzo zainteresował mnie artykuł na temat Chrobacji na stronie http://chrobacja.narod.ru/.
Co prawda czytałam co nie co o tej historycznej krainie, lecz były to powierzchowne opowieści. Miały raczej za zadanie zaprzeczyć temu, że Chrobacja kiedyś istniała... Otóż istaniała. Zapomnieli o niej historycy, ale nie zapomnieli Słowianie. Bo my, swoje pogańskie credo mamy na stałe zapisane w kodzie dna :)


A więc CHROBACJA to starożytna kraina słowiańska z pierwotną stolicą na Łysej Górze (Łysiec) (przez chrześcijan nazywana kłamliwie Świętym Krzyżem), rządzona przez Kagana(Cesarza Słowian), której istnienie negują współcześni historycy. Nie umiescza się jej na obecnie drukowanych mapach średniowiecza, jednak jeszcze 100 lat temu Chrobacja istniała w historycznej samoświadomości Polaków. Te mapy nie kłamią – kłamią za to historycy, którzy nie mogą uwierzyć, że do 999r Chrobacja istniała i była pogańska, a Mieczysław I (Mieszko) ochrzcił tylko Polan/Kujawian.




Mapy pochodza z książki „Zarys Dziejów Polski od najdawniejszych do ostatnich czasów” autorstwa Stanisławy Pisarzewskiej. Data wydania nieznana jednak wnioskując ze starodawności języka i dopuszczenia cenzury książa musiała być wydrukowana jeszcze pod zaborami.Jeżeli dalej nie wierzysz w istnienie Chrobacji przeczytaj fragmenty z książki „Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu” Kazimierza Władysława Wójcickiego z 1836 r.

(Fot.1  nie udało mi się dodać, więc zacytuję str. 321 z "Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu");


" Założenie klasztoru na Łysey-Górze.
Niniejszą legendę zapisałem z rękopisu 1609; gdzie przypis dodany że ją lud śpiewa.
Stare podanie o założeniu klasztoru Śgo Krzyża na Łysej-górze w Sandomierskiem jest następne.
Gdy Bolesław Chrobry, z synem Szczepana króla węgierskiego Emerykiem, polując w lasach około miasta Kielc, (*) zapuścili się za jeleniem, aż na wierzchołek gór najwyższych w Polszcze, Łysemi-górami zwanych: zaniechali  <cd poniżej>
(*)Kielce założenie 1171. Od tego miasta jadąc robioną drogą, jest do Łysej-góry mil polskich4,
nie utrzymując się zaś drogi w prostej linii, i dóch mil niemasz.
Pieśń ludu. Tom II. 


Bolesław Chrobry (Chrobacki ?) zobaczył ruiny pałacu-świątyni intronizacyjnej Kagana Słowian, która została zniszczona przez Franków ok. 790r. Ślady obrzędu intronizacji Kagana można znaleźć w starych słoweńskich zwyczajach plemiennych, które nakazywały aby nowego księcia intronizować na kamiennym tronie. Ceremonia ta była kultywowana do XV wieku. Taki tron i pozostałości pałacu-świątyni na pewno znajdują się na Łysej Górze. Aby odkłamać historię Polski należałoby odebrać christolubskim czarownikom siedzibę Kagana i dokładnie ją przebadać archeologicznie.

Gosposvetsko polje – Słowenia

Innym legendarnym śladem istnienia świątyń na Łysej Górze jest ta oto christolubska legenda:
„Bardzo dawno temu, na Łysicy i Łysej Górze stały dwie świątynie pogańskie. Dookoła rozciągały się ogromne bory jodłowo-bukowe. Oddziały wojowników stały na straży świątyń i kleryków, ponieważ już kilka razy zostały one rabowane przez Jaćwinów. Gdy w gontynach odbywały się uroczystości podbierania miodu, z południa podążał orszak książęcy. Mieszko I wiózł do kraju Dąbrówkę, młodą córkę króla czeskiego. Książę jechał na pięknie przybranym koniu, zaś córka króla czeskiego spoczywała w wygodnej karecie, którą ciągnęły białe rumaki. Rycerze, duchowni i służba towarzyszyli parze książęcej. Gdy zapadł wieczór, wyczerpani podróżni chcieli zanocować w jednej z okazałych świątyń, ale – jako obcych – nie wpuszczono ich do środka. Kiedy orszak odchodził, napadły na nich oddziały strzegące świątyń, Wywiązała się walka. Po obu stronach było wielu rannych. Jedna strzała raniła Dąbrówkę, inna zaś utkwiła w krzyżu niesionym przez zakonnika. W tym momencie nastąpił straszliwy huk i potężny wstrząs zniszczył obydwie świątynie, gruzy pochowały znajdujących się w nich pogańskich kapłanów. Na miejscu gdzie one stały, utworzyło się kamienne gołoborze. Przerażeni ludzie zaprzestali walki. Poganie wycofali się w głąb puszczy, a poturbowany orszak książęcy zatrzymał się pod szczytem Łysej Góry, gdzie rozbito namioty. W nocy rozpętała się straszliwa burza, zbudziła śpiących; słychać w niej było jakieś jęki, krzyki i przeraźliwy płacz. Obfite opady deszczu i huragan, trwały parę dni, uniemożliwiły dalszą podróż orszaku królewskiego. Dąbrówka, która bardzo przeżyła zdarzenie w puszczy poprosiła męża, aby w tym miejscu została wybudowana kapliczka, w której chciała podziękować bogu za ocalenia oraz prosić go o syna – przyszłego władcę narodu.
Rok później w Gnieźnie na świat przyszedł syn królewskiej pary Bolesław, zwany Chrobrym. Kapliczka zaś przetrwała całe wieki, aż wreszcie ze starości w proch się rozsypała. Na jej miejscu została postawiona nowa skromniejsza, która jest tam do dziś. „
Mamy zatem dwie legendy o chrystianizacji Chrobacji i obydwie mówią o istnieniu świątyń słowiańskich na Łysej Górze. Elementy chrześcijańskie tych legend są skrajnie naiwne i widać, że dodane na siłę. Zastanawiające jest po co orszak Mieszka I jechał przez Góry Świętokrzyskie z Czech do Wielkopolski, skoro to okrężna droga. Czyżby Mieszko postępował według zasady: Jehovie świeczkę, a starym Bogom ogarek i chciał zostać intronizowany na Kagana na Łysej Górze ?
Polakotolicy twierdzą, że prawie nic nie wiadomo o naszych dziejach sprzed 966 roku, a to co wiadomo to nic nie warte bajki, których nie należy traktować poważnie. Skoro nasze bajki wartości historycznej nie mają, to dlaczego katolicy mówiący po polsku wierzą w semickie podania o mesjaszu i jego koczowniczym narodzie ? Bliskowschodnie legendy znać musi każdy ! Nasze narodowe niekoniecznie – bo po co wiedzieć w co wierzyli przodkowie, jakie diabły wyznawali i jacy królowie im panowali ? – tak myślą czciciele syna boga Jehovy. Im zależy aby nasze starożytne dzieje całkowicie zginęły w pomroce krzyża. Na ich nieszczęście, nasz język i kultura przechowały fragmenty dawnej historii narodu Słowian.
Stanisław Samuel Szemiot (ok. 1657-1684) napisał wierszowaną historię władców Polski od 550 roku. Powiecie, że zmyślał. A ja wam mówie: przeczytajcie !

Książeta

fragment KOMPEDIUM KSIĄŻĄT I KRÓLÓW POLSKICH POCZĄWSZY OD ROKU 550
„Kiedy rok pięćdziesiąty pięćsetny bieg toczył
Swój, i Febus tylekroć w morzu koła zmoczył,
Pierwszym Orła polskiego książeciem nazwany
Lech, który żył fortunny i nieprzekonany,
W Gnieźnie sławną stolicę wprzódy ufundował
Gdzie długo z potomkami swymi rozkazował.
Wiszymir po nim księży majestat otrzymał,
A ten najpierw morzem wojować zaczynał.
Pierwszy zdrowia powierzać śmiał drzewu lichemu,
W czym dał met Sywardowi, monarsze Duńskiemu.
Sprzykrzyli się Polakom lub dobrzy panowie,
Po czym jęli rządzić źli wojewodowie,
Których dwanaście było, a ci lud gubili
I prawie do ostatniej toni dopędzili.
Obaczywszy się potem, Krakusa obrali,
Króla czeskiego temu miry powierzali,
Który Kraków założył i z Gniezna stolicę
Przeniósł do niego mocno obwiodszy granicę.
Smoka przy tym z porady szewca struł pod górą,
Która po dziś dzień widać w skale z dawną dziurą.
Lech wtóry, syn Krakusów, po ojcu panował,
Który tak się na państwie osiedzieć gotował,
Że nawet braterską krew tyrańsko wysączył.
Za co dosyć mizernie żyjąc, wiek swój skończył.
Siostra po nim fortunniej na tronie siedziała
Wanda, trzykroć niemieckie książę porażała.
Nawet czystości broniąc, pogańską manierą,
W Wisłę sama skoczyła z niestroskaną cerą.
Dwanaście wojewodów ponownie rządziło,
Co Polakom z nieznośnym utęsknieniem było,
Nie barzo jednak długo, bo Lestka obrali
Pierwszego i onego poddaństwo oddali,
Który nieprzyjaciela bił u Łysej Góry
I częstokroć kusił o warowne mury.
Trzydzieści lat fortunnie Polakom panował,
Morawiany pod swą wszystkie zawojował.
Leszko wtóry królestwa prędkim biegiem dostał,
Ale dla chytrej zdrady obnażony został.
Trzeci tego imienia książę pokój mając
Węgrom pomagał, a sam wieku dopędzając.
Dwudziestu synów swoich zostawił na potem,
Jako Kromer w swej księdze rządnie pisze o tem.
Za nim Popiel nastąpił, syn Leszka Trzeciego.
Ten Kruszwicę założył, dalej nic dobrego
Nie sprawiwszy odumarł. Żył rozkosznie prawie,
Delicyi szukając w każdej niemal sprawie.
Popiel wtóry w książecym honorze panował.
Ten dwudziestu trucizną stryjów pomordował,
Ale jawnie pokaran, bo go myszy zjadły.
W Kruszwicy, które z Wisły na zamek wypadły.
Po nim Piast, człek z Kruszwice narodu prostego
Rządził fortunnie państwo do czasu długiego.
Tego potomstwo, aż do Kazimierza trwało
Wtórego i szczęśliwie dosyć panowało.
Semowit w tym, syn Piasta, księstwo osiągł prawie,
Który Węgry potłumił wojennej rozprawie,
Nie odrodził się Leszko od ojca swojego
Semowita, choć obran był wieku młodego.
Bo cnotliwie panując, pokoju zażywał
I czujnie strzegł granic, lubo odpoczywał.
Zemomysła obrano, co syna ślepego
Miał, lecz w rok przejrzał, co Bóg dekretu swojego
Oznajmił, że te państwo miało przejrzeć potem
I wiarę świętą przyjąć. Jakoż zaraz o tem.
Polacy nic nie wiedząc wzięli Mieczysława,
Którego niechaj będzie wiekopomna sława,
Bo ten państwo do wiary prawdziwej nawrócił,
A pogańskie bałwany z odwagą ukrócił.”

Utwór wygląda jakby był wzorowany na „Kronice Wielkopolskiej” z ok. 1377-1384r. W tekście przewija się motyw walk pod Łysą Górą z Niemcami. Dlaczego autor wspomina o walkach tam, a nie pod Krakowem czy pod Gnieznem ? Bo tam było serce Słowiańszczyzny ! To wtedy chrześcijańscy Frankowie i ich sojusznicy jednoczący Europę, zniszczyli świątynię, której kapłanką była Wanda. To te ruiny widział Bolesław Chrobry.

Śmierć Wandy – Aleksander Lesser (1814-1884)


Ciekawy jest motyw przyjaźni z Węgrami. Czyżby Kaganat Słowian sprowadził Madziarów (będących wtedy pod panowaniem Chazarów) do walki z Frankami, tak jak Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków do walki z Prusami, a oni poźniej obrócili się przeciwko nam? Być może. Jeszcze ciekawszy jest motyw zwycięskich walk ze Duńczykami.
O sławie starożytnej Chrobacji świadczy hinduskie podanie o powstaniu Wed – świętych ksiąg Indii. Według hinduskich wierzeń, przed wiekami przywędrował z Indii na Wawel jeden ze świętych „riszi” – wielkich nauczycieli. To właśnie riszi spisać mieli święte księgi Wedy. Słowo „weda” (porównaj weda-wiedza) oznacza w sanskrycie wiedzę lub objawienie. Hinduscy nauczyciele szukali w swoich wędrówkach wzgórz ponad wodami. A taka jest właśnie etymologia nazwy Wawel. Jeżeli legenda jest prawdziwa to znaczy, że w Chrobacji istniało centrum religijne promieniujące na cały ówczesny świat Ariów. Ariowie wywodzący się z Europy Centralnej podbili Indie ok. 1700 lat przed narodzeniem syna boga Jehovy, a Wedy powstały ok. 1000-700 lat p.n.s.J. Czyżby święci nauczyciele z Indii wiedzieli gdzie jest religijna stolica świata białych ludzi i pielgrzymowali do Chrobacji po oświecenie ? O związkach hinduskiego mitu z Wawelem wiedzieć miał ponoć premier Indii, Jawaharlal Nehru, który odwiedził to miejsce w latach 50. Wprawił on w konsternację oprowadzających go po zamku oficjeli, kiedy poprosił o pozostawienie go na kilka minut w samotności w jednej z komnat, aby mógł w tym świętym miejscu zagłębić się na chwilę w medytacji. Podobno potem stwierdził, że potęgi duchowe Wawelu były mu bardzo pomocne w rozwiązaniu pewnego problemu.
Potwierdzeniem obecności ludów bardzo blisko spokrewnionych ze Słowianami, na terenach północnych Indii są nazwy w królestwie Ladakh (Lada – Diabeł?): góry Stok i miasto Leh.

Góry Stok – Ladakh – północne Indie

Mały słownik polsko – hinduski

brama – dvara [dwór, drzwi]
bóg – devata, bhaga
wiedza – vidya
ciemny – bura [bury]
brat – bhrata
biały – śveta [świetlisty stąd świat]
stać – sthana
hala – kamara [komora]
ziarno – makka [mąka ?]
bohater – bahadura
wąż – sarpa [sierp-serb]
grób – guru [góra - kurhan]
leżeć – lagana
przebudzony – budda
ogień – Agni

1 – eka
2 – do
3 – tina
4 – chara
5 – pancha
6 – chhah
7 – sata
8 – ashta
9 – nau [devata - boska cyfra dziewięć]
10 – dasa

Mimo 4000 lat rozdzielenia obu języków niektóre słowa zachowały swoje znaczenie. Słowianie to naród odwieczny.
Ciekawostki:
Po pasztuńsku (Pakistan/Afganistan) słowo oznaczające cyfrę pięć(5) jest wymawiane jako…..”pięć”.
W tych samych okolicach grób to „mazar”. Mazur (Mazowsze) – strażnik grobów.

Czy Chrobacja została wymyślona ?

Niektórzy historycy twierdzą, że Chrobacja to wymysł Habsburgów, którzy chcieli odciągnąć mieszkańców Małopolski od sprawy polskiej i stworzyć z nich nowy etnos w wielonarodowym cesarstwie austro-węgierskim. Można się z tym częściowo zgodzić – Chrobacja, dzięki propagandzie i polityce austriackiej wyszła wtedy z zapomnienia, ale nie było to tworzenie czegoś nowego ex nihilo. Podobnie w czasie II wojny światowej postąpili Niemcy tworząć administracyjnie z górali podhalańskich tzw. „Goralenvolk”, akcentując różnice między folklorem polskim a góralskim. Nie da się zaprzeczyć, że górale różnią się od mieszkańców nizinnej Polski nie tylko strojem, ale także mową i kultura. Patrząc obiektywnie, górale polscy bardziej podobni są do górali słowackich, niż do Polaków czy Niemców, jednak mimo to zalicza się ich do narodu polskiego. Dlaczego ? Tylko dlatego, że długo byli pod władzą królów Polski i przez swoistą kulturową dyfuzje nasiąkneli polskością. Ogólnie rzecz biorąc, współczesne nacjonalizmy są całkowicie nieodpowiednie do opisu ludów, które kiedyś istniały. Chrobatowie byli jednym z plemion słowiańskich rywalizujących w ramach kaganatu z Polanami i tylko przez przypadek Polska nazywa się Polska, a nie Wielka Chrobacja, Kaganat Słowiański, Ruś, Serbia czy Rzeczpospolita Weletabska (Wilków). Ten sam lud i teren nazywa się różnymi słowami w różnym czasie. Na dowód tej tezy warto rozważyć problem nazwy „Ukraina”. Ukraina to nazwa młoda – oznacza coś co leży „u kraju”, na końcu, na granicy – z perspektywy Polaków to tereny gdzieś na skraju Rzeczpospolitej. Przez większość znanej historii nie było ani Ukrainy ani narodu ukraińskiego – była Ruś i Rusini czyli Słowianie ochrzczeni po bizantyjsku. Stopniowo Rusini z dawnej Chrobacji Czerwonej zaczynają nazywać siebie Ukraińcami, a swoją ziemię Ukrainą, przy czym nazwa ta przechodzi potem także na tereny tzw. Małorosji, czyli terenów zdobyty przez Rosję na Chanacie Krymskim. Podobnie mogło być z Chrobatami małopolskimi. Jeżeli carowie Rosji mogli nazwać Małorosją tereny zdobyte na Tatarach, tak samo Polanie mogli nazwać Małopolską tereny Wielkiej Chrobacji przyłączone do swego państwa. Austriacy w imię swoich interesów przywrócili tylko dawną nazwę tego terenu.
Historycznym źródłem wyminiającym nazwę „Biała Chrobacja” jest przekaz cesarza Bizancjum Konstantyna Porfirogeneta (913-959) w którym czytamy: „(…) Wiedzieć należy, że Serbowie pochodzą od nie ochrzczonych Serbów, którzy też nazywają się Białymi i mieszkają z tamtej strony Turkii [Węgier]w okolicy nazwanej u nich Boiki [Czechy ]. Z nimi graniczy kraj Franków [Niemcy], równie jak i Wielka Chrobacja nie chrzczona, czyli tak zwana Biała.” I dalej: „(…) Chorwaci zaś mieszkali wtedy [w czasach Awarów] z tamtej strony Bagibarei [Bawarii], gdzie teraz są Białochrobaci.” Chrobacja istniała na prawdę, jednak prawda o niej jest skrzętnie ukrywana !

Kto jest kim ?

Smutne jest to, że wszystko co odkrywa się w naszej świętej ziemi przypisuje się dorobkowi Germanów lub Celtów, a nikt przekonująco nie odpowiedział na pytanie: gdzie byli Słowianie gdy ich jeszcze na terenie Polski niby nie było?! Nasi wrogowie twierdzą, że Słowianie to urodzeni niewolnicy bez państwa ale mam dla nich małą zagadkę: skąd wzięły się słowa King i König na zachodzie i Khan-Chan na wschodzie ? – słowa oznaczające władcę – Kagana! Ignorantom wytresowanym w jednej słusznej wizji świata nawet przez myśl nie przejdzie, że język polski jest równie stary jak łacina i sanskryt, a wszystkie nowożytne, indo-europejskie języki Europy oprócz słowiańskich i bałtyjskich to języki kreolskie, w porównaniu z naszym starożytnym, bardzo młode. Aby tego dowieść wystarczy porównać ilość przypadków w językach germańskich (2-4) i słowiańskich. Język polski historycznie ma 8 przypadków (ten zapomniany przypadek to ablatyw, łac. ablativus comparationis; przykład: „gość nie w pore gorszy Tatarzyna”) – tyle samo co sanskryt i więcej niż łacina. Musiał kształtować się długo i trwać wsród ludzi prowadzących osiadły tryb życia. To pasuje do Słowian – rolników. Inaczej jest z Germanami, posługującymi się językami prostymi – kształtującymi się podczas mieszania różnych kultur. W tym prymitywiźmie wyróżnia się na plus język niemiecki. Jeżeli wierzyć „historykom” i uznać, że wszyscy przodkowie Niemców na prawdę przywędrowali ze Skandynawii to ich mowa powinna mieć tylko 2 (i to zredukowane) przypadki, tak jak języki: norweski, duński i szwedzki. W języku niemieckim zaskakuje ogromna ilość wyrazów oznaczających to samo – wygląda to jak zbieranina słów różnych ludów zmiksowana przez chrześcijaństwo w wydaniu Karła Wielkiego (takim mianem nazywa Karola Wielkiego Marcin Bielski w „Kronice Polskiej” z 1597r.). Dlaczego zatem niemiecki ma 4 przypadki ? Czyżby mroźny klimat Skandynawii sprzyjał prymitywizacji języka ? A może po prostu germańska prymitywna mowa została przez kogoś ucywilizowana ? Postawmy teze, że tym cywilizującym eliksirem była średniowieczna łacina. Ale tutaj pojawia się pytanie: dlaczego język francuski (romański przecież) jest równie prymitywny jak oryginalne języki germańskie, a niemiecki ze wschodnich rubieży państwa Karła Wielkiego ma tych przypadków więcej ? Historia milczy na ten temat, ale po to człowiek ma rozum by dociekać prawdy. 25 listopada 2007 niemiecka państwowa rozgłosnia radiowa Deutsche Welle podała wyniki badań nad genotypem Niemców, prowadzonych przez firmę Igenea. Okazało się, że statystycznie germańskich przodków ma tylko ok. 6%(!) Niemców. Przodków semickich ma ok. 10% mieszkańców Niemiec , słowiańskich ok. 30% (!!!) – reszta w większości celtyckich.


Podobne badania przeprowadzone w Polsce wykazały, że wbrew pozorom naród Polski jest bardzo homogeniczny i podobny genetycznie do ludów Iranu, Afganistanu, Pakistanu i północnych Indii, a więc terenów, które zostały zasiedlone przez Ariów ok. 1700 p.n.s.J. Zatem, kto jest w Europie centralnej gościem, a kto gospodarzem od tysiącleci ?! Potwierdzeniem dawnego zasiedzenia Słowian w Europie i najazdów ich przodków na Indie jest rozpowszechnienie w świecie haplogrupy R1a1. l


Czy to Piast Kołodziej ? Nie, to oblicze partyjskiego księcia. Iran – II wiek n.e.
Między bajki należy włożyć twierdzenie, o pierwotnym germańskim pochodzeniu takich ludów jak Wandale wywodzący się z Chrobacji i Słewowie (czy to jest germańska nazwa ?). Longobardowie (długobrodzi), Allemanowie (wszyscy ludzie – potomkowie Swewów), Sasi (Sax;sacks-worki? pierwotne siedziby Sasów umiejscawia się na półwyspie Jutlandzkim, który można uznać za pewnego rodzaju worek – czyli mieszkańcy worka. W staropolszczyźnie słowo „sak” = sieć, worek, klatka;), Goci (Guteje; Ostrogoci-Goci z wyspy, a nie jak kłamią Niemcy: wschodni Goci; słow. ostrów = wyspa), Burgundowie, Bawarowie (Bajuwarowie, Bayern, Bojavariorum; bojowi ? bojarzynowie ?; o dziwo w Pakistanie istnieje kraina Bajawar [Badżauar].) to ludy o mieszanym pochodzeniu.
Orzeł biały na biało-czerwonej fladze ? Czy to Polska ? Nie !
To gmina Markt Schwaben w ziemi Swewów zwanej obecnie Szwabią (Górna Bawaria)
Zachowane zabytki języka gockiego, z późnej historii tego ludu, wskazują, że miał 4 przypadki i zbliżone do słowiańskich końcówki co tylko potwierdza, że był językiem kreolskim – słowiańsko-germańskim. Jeszcze jednym potwierdzeniem związków gocko-słowiańskich jest to, że Kazimierz Wielki, wznosząc na miejscu zrujnowanej za jego czasów bazyliki romańskiej w Poznaniu – katedrę gotycką, wystawił nowy okazały grobowiec dla swego wielkiego poprzednika – pogrzebanego w tej świątyni Bolesława Chrobrego. Na jego płycie kazał umieścić wierszowany napis głoszący sławę zmarłego oraz informujący że Bolesław Chrobry był królem „Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polanorum” czyli „królem Słowian, Gotów czyli Polan” – władcą ponownie zjednoczonego państwa słowiańskiego. Pytanie: kim byli Frankowie, którzy zbudowali podwaliny pod Niemcy ? Karol Wielki wygląda mało europejsko. Ma bardzo długą, pociągłą, wąską twarz i haczykowaty nos spotykany raczej u ludów bliskiego wschodu. Niemiecka wikipedia twierdzi, że germańskie słowa związane z życiem społecznym i żeglarstwem mają pochodzenie nieindoeuropejskie. T. Marski w „Księdze popiołów” twierdzi, że jednym z substratów ludu określanego współcześnie jako „germanie” (to słowo pochodzenia celtyckiego !) mogli być uciekinierzy z Kartaginy podbitej przez Rzym, którzy osiedlili się na północy. Kartagińczycy opłyneli podobno Afrykę, więc żadnym problemem dla nich nie powinna była być wycieczka na wybrzeża obecnej Norwegii. Zadziwiające jest to, że w Skandynawii odsetek ludzi o cechach semickich jest wyższy niż w Polsce, co zdaje się potwierdzać tą teorię. Obrońcy germańskości twierdzą, że te fizyczne podobieństwo Skandynawów do mieszkańców Bliskiego Wschodu to przypadek, jednak ja nie wierze w takie przypadki.
Potwierdzeniem bliskich związków ludów Skandynawii z semitami jest także fakt, że uchodząca za normańską haplogrupa typu I jest bardzo blisko spokrewniona z haplogrupą J, charakterystyczną dla bliskiego wschodu.
Fascynujące jest odkrywanie świata na nowo...

środa, 9 listopada 2011

wtorek, 8 listopada 2011

Dąb Bartek - pomoc w ratowaniu drzewa



O akcji "zbiórka funduszy na ratowanie Dębu Bartek z Zagnańska dowiedziałam się na str. http://bialczynski.wordpress.com/
Oczywiście pomysł popieram. Należy zrobić wszystko, by uratować tak piękny "kawał historii".


Dąb Bartek – Pomnik przyrody rosnący w Zagnańsku, 24 września obchodzi symboliczne 1011 urodziny. Bartek jest tak wiekowy, że wydaje się, iż będzie trwał wiecznie, ale tak nie jest.
DĄB BARTEK
Zycie Bartka jest zagrożone i drzewo wymaga coraz to nowych umocnień. Najnowsza koncepcja dotyczy wykonania futurystycznego łuku, do którego Dąb zostanie podwieszony - dzięki temu unikniemy ewentualnego złamania i wywrócenia się drzewa. Koszt realizacji łuku to aż 2 miliony złotych! Ministerstwo Środowiska obiecało przeznaczyć pieniądze na ten cel, ale najpierw trzeba wykonać dokumentację i opracowania, co wyniesie ok. 100 tys. złotych.




Gmina nie posiada takich środków, dlatego Fundacja Odzyskaj Środowisko podjęła się realizacji zbiórki funduszy. Obecnie akcja prowadzona jest w szkołach, kieleckich firmach i instytucjach a także poprzez wpłaty na konto. Prosimy o wsparcie finansowe i wpłatę funduszy! Każda, nawet niewielka kwota przybliża nas do zgromadzenia potrzebnej sumy. Już teraz aktywne jest konto zbiórki na serwisie siepomaga, gdzie można dokonać wpłaty w bardzo prosty sposób (bez wprowadzania nr konta itp.) pod adresem: http://siepomaga.pl/f/fosrodowisko/c/384
Wpłat można także dokonywać bezpośrednio na konto zbiórki:
Konto zbiórki:Bank Ochrony Środowiska S. A., Oddział Operacyjny w Kielcach
ul. Warszawska 31 PL 39 1540 1014 2005 7320 6664 0002 nr SWIFT: EBOSPLPW005

Akcja trwa do 2 grudnia 2011 r.

Więcej informacji na stronie: http://odzyskajsrodowisko.pl/


piątek, 4 listopada 2011

Ile Państwo Polskie wydaje tak naprawdę na kościół katolicki?

W dobie internetu i szybkiej informacji nie jest trudno o źródła spraw, które nas interesują...
Chociaż jeśli chodzi o KK to już cięższa sprawa, ale nie niemożliwa :)
Na youtube znalazłam filmik, który opisuje ile kosztuje nas obywateli utrzymanie kościoła kat.


oto link http://www.youtube.com/watch?v=hr3gDqgRP8M




EDIT 24 lipiec 2021:
W związku z tym, że pisowska inkwizycja cenzuruje wszystko i powyższy filmik został usunięty wraz z kontem autora, postaram się wrzucać aktualne dane dotyczące tematu posta.







Stanisław Obirek: Bezsilność polityki, kompromitacja kościoła i chore społeczeństwo



2010-08-31

Stosunek do katastrofy lotniczej koło Smoleńska 10 kwietnia i do wyborów prezydenckich 4 lipca 2010 roku wyznacza polaryzację postaw społeczeństwa polskiego. Jest też swoistym papierkiem lakmusowym wskazującym nie tylko na jakość polskiej polityki i specyfikę polskiej religijności, skupiają się w nim bowiem jak w soczewce wszystkie choroby polskiego społeczeństwa. Mówiąc w pewnym skrócie wskazuje on na postępującą erozję zarówno polskiej polityki jak i na wynaturzenia obecności religii w przestrzeni publicznej oraz na pewne postawy całego społeczeństwa, którego reprezentantami są zarówno politycy jak i hierarchowie największej wspólnoty religijnej w Polsce – kościoła katolickiego. Nie jest przecież tak, że politycy wraz z reprezentantami wspomnianej wspólnoty religijnej stanowią obce ciało społeczeństwa polskiego, wręcz przeciwnie, są jego najbardziej reprezentatywną częścią. Poza tym nawet najbardziej ekstrawaganckie zachowania polityka czy księdza znajduje mniej czy bardziej jawne przyzwolenie reprezentowanych przez nie społeczności. Moją tezę postaram się krótko uzasadnić.
Najpierw jednak słowo wyjaśnienia. Łączenie tych dwu wydarzeń może się wydawać dziwne, a nawet nieprzyzwoite. Cóż bowiem może łączyć katastrofę lotniczą z przewidzianą demokratycznymi procedurami decyzję obywateli. Otóż w Polsce okazuje się, że nawet tak różne wydarzenia mają swój wspólny mianownik – stają się okazją do prezentacji nader egzotycznych opinii, a ściślej pretekstem do bezwzględnej walki ideologicznej. W tym wypadku jest jeszcze jeden znaczący łączniki obu tych wydarzeń – bliźniaczy brat prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jeden z głównych kandydatów do urzędu prezydenckiego, będący jednocześnie przywódcą ugrupowania partii pozostającej w opozycji Jarosław Kaczyński. Choć w czasie kampanii prezydenckiej zrezygnował z charakterystycznego dla siebie języka konfrontacji, insynuacji i agresji, to po przegranych wyborach sięgną do tej retoryki w sposób zwielokrotniony dodając argument smoleński – ogłosił siebie jedynym rzecznikiem ofiar katastrofy, która w jego mniemaniu nie była nieszczęśliwym wypadkiem lotniczym, tylko zaplanowanym zamachem na głowę państwa polskiego.
Swoistym zwieńczeniem ciągu wydarzeń sprowokowanych przez katastrofę lotniczą i przegrane przez Jarosława Kaczyńskiego wybory prezydenckie była nieudana próba przeniesienia ustawionego przez harcerzy przed pałacem prezydenckim krzyża do kościoła św. Anny w dniu 3 sierpnia. Ta groteskowa akcja znakomicie wpisuje się we dynamikę wspomnianych wyżej zachowań. Są one tym dziwniejsze, że wymknęły się spod kontroli zarówno kościoła jak i państwa. Jednym z głównym sprawców eskalacji nastrojów przed pałacem prezydenckim był właśnie Jarosław Kaczyński ze strony polityki i Tadeusz Rydzyk ze strony kościoła. Obaj zręcznie manipulują emocjami zarówno swoich zwolenników jak i nawiedzonych „obrońców krzyża”. Z upływem tygodni większość zarówno polityków jak i przedstawicieli klery dystansuje się do wydarzeń na Krakowskiem Przedmieściu, na placu boju pozostali niezawodni Tadeusz Rydzyk i Jarosław Kaczyński. Niemniej jednak już sam fakt trwania „bojów o krzyż” zasługuje na odnotowanie nie tylko jako wydarzenie socjologiczne, ale również jako wskaźnik jakości zarówno polityki jak i religijności.
Inna, mniej medialnie nagłośniona sprawa (to różni polskie media od zachodnioeuropejskich i amerykańskich), to oskarżenia księży katolickich o przestępstwa pedofilskie. Tylko pozornie nie mają one związku z tym co się dzieje od 10 kwietnia pod pałacem prezydenckim. W istocie wpisują się one w przemyślaną strategię zarówno polityków jak i hierarchów kościelnych tuszowania ciemnych stron kościoła. Groteskowym efektem tych oskarżeń jest fakt, że obracają się one przeciwko ofiarom i ich rodzinom. Prym wiodą w tym katoliccy hierarchowie pomawiając media o chęć szkodzenia kościołowi i pogoń za medialną sensacją. Być może to ten rodzaj reakcji katolickich hierarchów owocuje dyskrecją mediów i brakiem reakcji ze strony prokuratury. Istnieje jednak wiele znaków wskazujących na to, że niedługo ta osobliwa zmowa milczenia może się zakończyć.
Każde z trzech wydarzeń (do reakcji mediów w Polsce na ujawnione przypadki pedofilii księży jeszcze wrócę) wzbudziło w polskich mediach falę komentarzy dających się uporządkować wokół dwóch wykładni. Jedna, którą nazwałbym zdroworozsądkową, próbuje wpisać katastrofę samolotu prezydenckiego w ciąg niefortunnych zachowań prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wspomina się jego uporczywe i nierozsądne próby kreowania niezależnej polityki zagranicznej, która przybierała zazwyczaj groteskowe rysy, jak choćby wsparcie udzielone prezydentowi Gruzji połączone z niefortunna wyprawą do Tbilisi w sierpniu 2008 roku, czy odkładanie podpisania aktu ratyfikacji traktatu lizbońskiego (zrobił to wreszcie 10 października 2009 roku). Powracającym motywem tych rozważań jest swoista przemiana jakiej doznał Lech Kaczyński, który przed katastrofą był niezwykle nisko ocenianym politykiem bez większych szans na reelekcję, którego szczątki zostały pochowane z honorami przysługującymi najwybitniejszym mężom stanu na Wawelu a jego tragicznie przerwana prezydentura przez wielu zaczyna być oceniana jako niezwykłe osiągnięcie polityczne. Druga, o charakterze mitycznym czy wręcz mistycznym, próbuje nadać katastrofie lotniczej, z zwłaszcza tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego, znaczenie symboliczne w nawiązaniu do śmierci polskich oficerów w lesie katyńskim w 1940 roku. Głównym interpretatorem tej drugiej wykładni jest właśnie Jarosław Kaczyński, bliźniaczy brat zmarłego prezydenta. To on właśnie próbuje wykorzystać lotniczą katastrofę spod Smoleńska i przekuć je w znaczące wydarzenie nie tylko polityczne, ale wręcz historiozoficzne.
Krzyż postawiony przez pałacem prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu przez harcerzy stał się dla Jarosława Kaczyńskiego i jego zwolenników dogodnym i wręcz idealnym punktem odniesienia dla obsesyjnych teorii spiskowych. Jak wspomniałem, zawieszona na okres kampanii agresywna retoryka prezesa największej partii opozycyjnej po przegranych wyborach prezydenckich wróciła w formie zaostrzonej i ocierającej się o szaleństwo. Dla obserwatora zewnętrznego, podobnie zresztą jak i dla większości samych Polaków ta symboliczna wykładnia jest absurdalna i postrzegana jest jako desperacka próba zdobycia utraconej władzy politycznej. A jednak to właśnie ten chorobliwy sposób spojrzenia na rzeczywistość zdominował media i debatę polityczną, a głosy zdrowego rozsądku zostały skutecznie zmarginalizowane. Stało się to przede wszystkim z powodu „obrony krzyża” – jednej z najbardziej groteskowych akcji przypominających podobną z końca lat dziewięćdziesiątych na żwirowisku przylegającym do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Zresztą główny „obrońca” krzyży ze żwirowiska Kazimierz Świtoń, pojawił się również na Krakowskim Przedmieściu wspierając ciągle działających jeszcze „obrońców krzyża prezydenckiego”.
Oprócz wsparcia polityków krzyż na Krakowskim Przedmieściu stał się ważnym punktem odniesienia akcji propagandowej Tadeusza Rydzyka i kontrolowanego przez niego Radia Maryja. Właśnie jego głos daje się wokół krzyża najczęściej słyszeć, a interpretacja zarówno katastrofy smoleńskiej (kto za tym stoi?) i wyborów prezydenckich (czy naprawdę demokratycznych?) jest przedmiotem debaty zgromadzonych wielbicieli toruńskiego redemptorysty. Mimo pojednawczych głosów innych hierarchów, a nawet całego episkopatu wzywających do pokojowego przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny, jak i ekspresowego wmurowania tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia w ścianę pałacu prezydenckiego od strony Krakowskiego Przedmieścia w dniu 12 sierpnia, „obrońcy krzyża” nie myślą się poddawać. Dla nich tablica to za mało, potrzebny jest pomnik i to możliwie najbardziej widoczny.
Dość nieoczekiwanym efektem „bojów o krzyż” było powstanie grup przeciwnych jego umieszczeniu w tym miejscu. Co ciekawe w większości miały one charakter zabawowy, prześmiewczy i kpiarski. I to właśnie one, jak się wydaje, zmobilizowały kościół do zajęcia oficjalnego stanowiska i zdecydowanego odcięcia się od wydarzeń wokół krzyża. Było to jednak za późno. Krzyż stał się obiektem nie tylko polityczno-religijnego przetargu, ale punktem odniesienia do zabawy. Brak politycznej woli zdecydowanego działania, a raczej próba wykorzystania krzyża postawionego przez harcerzy przez polityków jak też wyczekująca postawa kościoła przyczyniła się do klęski tego ostatniego. W chwili obecnej można już powiedzieć, że kościół utracił wiarygodność w oczach społeczeństwa, którą zdobył w czasach konfrontacji społeczeństwa z systemem komunistycznym. Stał się zakładnikiem swego sukcesu społecznego i religijnego. Nawet więcej. Popierając skrajne i antydemokratyczne tendencje w samym kościele doprowadził do eskalacji nastrojów społecznych, które ostatecznie obróciły się przeciw samej instytucji. Nie jest bowiem tak, że to tylko grupa nawiedzonych radykałów nie chce się podporządkować rozsądnej władzy politycznej i nie chce słuchać równie rozsądnego głosu kościoła. Tak naprawdę jest ona wyrazicielem poglądów większości biskupów kościoła katolickiego i polskiego kleru, który z entuzjazmem poparł kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta Polski. W tej chwili to właśnie katolicyzm jest największym przegranym, a wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu stanowią punkt zwrotny w postępującej coraz szybciej sekularyzacji polskiego społeczeństwa.
I na koniec słów kilka o pedofilii w kościele. Jej związek z wyrzeż opisanym zjawiskiem wydawać się może zupełnie przypadkowy. A jednak to właśnie sposób reagowania na ten rodzaj przestępstwa dokonywanego przez księży w Polsce (oczywiście nie tylko przez nich, ale akurat w tym kontekście interesuje nas ta grupa społeczna) wiele tłumaczy. Przede wszystkim może zaskakiwać, że tak mało się o tym w polskich mediach mówi. Polscy hierarchowie wskazują na nie jako na problem innych społeczeństw – amerykańskiego i krajów Europy Zachodniej przede wszystkim – a nie polski. Również media, poza skrajnie antyklerykalnymi, temat ten podejmują niechętnie i przeważnie odnoszą się do zjawisk komentowanych przez prasę zagraniczną.
By tę sprawę nieco naświetlić muszę się odwołać do osobistych doświadczeń, gdyż jak się rzekło brak w Polsce na ten temat materiałów. Otóż zostałem wychowany w typowo katolickiej rodzinie i przeszedłem typowo katolickie wychowania. Mimo, że był to czas komunizmu, to jednak w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (to lata mojej edukacji podstawowej i średniej) kościół i księża odkrywali ważną rolę w wychowaniu dzieci i młodzieży. Być może to przypadek (nie znam pogłębionych badań na ten temat), ale akurat w moim miasteczku ksiądz katecheta i później proboszcz znany był z zachowań pedofilskich. Byłem tego świadkiem i ofiarą. Nie potrafiłem o tym rozmawiać ani z rodzicami, ani z rówieśnikami. Podobnie było w mieście nieco większym gdzie chodziłem do szkoły średniej. Obaj księża już nie żyją. Jeden popełnił wiele lat później samobójstwo pod wpływem artykułów jakie się na jego temat ukazały. Drugi w ostatnich latach został odsunięty od pracy z dziećmi pod wpływem protestu matek. Trudno szacować szkody wyrządzone przez tych dwóch księży. Mogę mówić za siebie. Jednym z powodów dlaczego przez wiele lat byłem księdzem katolickim (nie wiem na ile świadomym) było zapewne przekonanie, że można być kimś takim w sposób odmienny niż ci, którzy przed laty stanęli na mojej drodze. Piszę o tym tylko dlatego by wskazać na ogrom społecznego i religijnego tabu jaki otacza kościół katolicki w Polsce. Jak długo nie uda nam się jako społeczeństwu podjąć głębokiej dyskusji na tematy kościoła i jego prawdziwej roli w społeczeństwie tak długo będą pojawiały się w nieoczekiwanych miejscach krzyże, tak długo oczywiste zjawiska będą obrastały mitycznymi wykładniami, a hochsztaplerzy będą mieli wpływ zarówno na kościół jak i na politykę.
Osobiście jestem przekonany, że zarówno polityka jak i instytucjonalne formy religii stracą wpływ na życie prywatne Polaków, co w moim przekonaniu jest dobrą wiadomością dla Europy, której Polska staje się integralną częścią, gdyż czas Kaczyńskich i Rydzyków definitywnie się kończy. Ostatnie dni sierpnia potwierdzają mój optymizm. Bo oto anemiczne oświadczenie Episkopatu Polski spotkało się z reprymendą rzecznika rządu: "nie doczekaliśmy się ze strony Kościoła, aby zajął w sprawie krzyża odpowiedzialną postawę". Metropolita gdański abp Głódź, wie jednak lepiej niż jego koledzy w biskupstwie i przypomniał pielgrzymom na Jasnej Górze, że: „do dziś nie padło słowo » przepraszam «wobec tragicznie zmarłego prezydenta, z którego szydzono i kpiono” (za: GW z tekstu Katarzyny Wiśniewskiej, „Jasna Góra urodziła mysz” 27 08 2010). Oraz, że krzyż stoi na ulicy, gdzie podczas wojny „krzyż sprzed bazyliki Świętego Krzyża i krzyż króla Zygmunta III Wazy z kolumny na placu Zamkowym doznały upokorzenia z rąk najeźdźcy ”. Warto przypomnieć, że to właśnie ten hierarcha od lat jest głównym obrońcą dyrektora Radia Maryja. Trudno się więc dziwić, że jego wezwania brzmią dziwnie podobnie do tych rozlegających się z toruńskiej rozgłośni.
                                                               Stanisław Obirek 

źródło powyższego tekstu http://alfaomega.webnode.com

środa, 2 listopada 2011

Czarna dziura

Czarne dziury to na pewno bardzo interesujący i zarazem zagadkowy temat.
Od najmłodszych lat interesowało mnie co jest "za niebem" ;) Więc teraz w wolnych chwilach lubię poczytać o Galaktykach, Czarnych Dziurach itp.


A więc co to jest Czarna Dziura?
Czarna dziura jest to obiekt astronomiczny wewnątrz którego znajduje się  punkt o nieskończenie wielkiej gęstości materii, wytwarzający w najbliższym otoczeniu niewyobrażalnie silne pole grawitacyjne. Przyciąganie jest tak potężne, że powoduje zjawisko zaginania czasoprzestrzeni.
Aż ciężko to sobie wyobrazić, że istnieje coś tak wielkiego, co ma wpływ na upływ czasu..A w silnym polu grawitacyjnym czas płynie wolniej, jak stwierdził to Albert Einstein.Co prawda teorie jak z filmów SF, a jednak..
2011-01-18 na stronie http://odkrywcy.pl został opublikowany artykuł o tym, że Czarna dziura w centrum galaktyki eliptycznej oznaczonej symbolem M87 ma masę aż 6.6 miliarda mas Słońca!


We wnętrzu Czarnej Dziury również przestrzeń ulega odkształceniu, nieskończone ciśnienie zagina ciało do wnętrza. Tak powstała czarna dziura pochłania materię znajdującą się wokół niej. 



Kopytka, Knedle, Szagówki

Składniki:
1 kg ugotowanych ziemniaków
25 dag mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
Jajko
sól
Sposób przygotowania:
Ugotowane ziemniaki przepuścić przez maszynkę lub praskę. Gdy całkiem ostygną połączyć je z jajkiem i mąką. Posolić i dokładnie, ale szybko wymieszać, podzielić na części. Na oprószonej mąką stolnicy toczyć wałeczki grubości 2-3cm (lub cieńsze wg uznania),  kroić ukośne kawałki, wrzucać je do lekko osolonego wrzątku, gotować na małym ogniu, licząc od wypłynięcia kopytek na powierzchnię gotować ok. 3min. Podawać ze skwarkami i cebulką, do tego kefir czy maślanka :) lub stopionym masłem. Kopytka świetnie się komponują z różnego rodzaju surówkami, ja czasami podaje z zasmażaną kapustą. Kopytka dobrze też smakują odsmażone na maśle. porcja ok.100 g - 140 kcal.

ARKONA

"Arkona (ros. Аркона) to rosyjski zespół muzyczny wykonujący pagan/folk metal. Korzenie grupy sięgają początku 2002 roku, kiedy członkowie wspólnoty rodzimowierczej z miasta Dołgoprudnyj, Masza “Scream” Arichipowa i Aleksandr “Warlock” Koroliew, postanowili zorganizaować muzyczny kolektyw odpowiadający ich muzycznym i ideologicznym poglądom. Z początku kolektyw nazywał się “Hiperboreja” (ros. “Гиперборея”) w skład którego wchodzili: Masza “Scream” Arichipowa (wokal), Jewgienij Kniazjew (gitara), Jewgienij Borzow (bas), Ilia Bohatyriew (gitara), Aleksandr “Warlock” Koroliew (bębny), Olga Łoginowa (klawisze).  Ponieważ nazwa pochodziła z języka grackiego (tak dawni Grecy nazywali Ruś), w lutym 2002 roku nazwa zespołu została zmieniona na “Arkona” (ros. Аркона) – nazwa grecka jak najbardziej nie pasowała do tematyki zespołu.

Nazwa “Arkona” pochodzi od  miasta i duchowego centrum bałtyckich Słowian na wyspie Rujan (Bujan), dzisiejszej Rugii, leżącej na terytorium Niemiec, w którym znajdowała się słynna świątynia słowiańskiego najwyższego boga Roda-Światowita i świątynie innych bogów.  W 1168 roku duński  król Waldemar I ze swoim wojskiem i pomocniczymi oddziałami nadmorskich książąt (swoich wasalów) zajął wyspę Rugia i zniszczył miasto Arkona, które było ostatnią opoką słowiańskiego pogaństwa. Wszystkie pogańskie świątynie zostały zburzone.
Jeśli chodzi o etymologię słowa “Arkona” to dosłownie można przetłumaczyć je jako Biały Koń (od Ярый Конь – czyt. “Jaryj Koń”). Tak nazywał się jeden ze starych słowiańskich obrzędów, kiedy białego konia puszczano przez szereg oszczepów powbijanych w ziemię. Jeśli choć jeden z oszczepów został potrącony wróżyło to klęskę w nadchodzącej wojnie.
Arkona w swojej twórczości nawiązuje do tradycji i wierzeń słowiańskich. Wiele tekstów piosenek oraz melodii zaczerpniętych jest z narodowego czy też słowiańskiego folkloru, pozostała większość jest autorstwa Maszy – wokalistki Arkony., i tylko
kilka jest autorstwa innych osób (”Гой, Купала” i “Славься, Русь”
- autorem jest gitarzysta grupy – Lazar, “Зов Битвы” – autorem jest kuzyn Maszy – Roman ). Prawie wszystkie teksty wykonywane są w języku rosyjskim. Wyjątkami są: “Tuman Jarom” – w języku ukraińskim, oraz  “
На моей Земле”, gdzie wystąpiło gościnnie kilku wokalistów z różnych krajów Europy. Nie znajdziemy ani jednego utworu w języku angielskim – co jest, w przypadku Arkony, zaletą a nie wadą.
Muzyka Arkony nie jest monotonna, można w niej odkryć całą paletę stylów i nastrojów zależnych od danego utworu. Zarówno miłośnicy ostrych brzmień, spokojnych ballad przepełnionych melancholią czy też bardzo żywych melodii ludowych (oczywiście wzbogaconych gitarami) znajdą coś dla siebie. Arkona wyśmienicie sprawdza się w każdym z tych stylów. Całość wzbogaca przepiękny głos Maszy potrafiącej uraczyć słuchaczy zarówno płynnym wysokim jak i niskim gardłowym wokalem odpowiednio dobranym do treści wykonywanego utworu. Arkona jest jednym z niewielu zespołów metalowych, w których żeński wokal doskonale komponuje się z tym pięknym stylem muzyki.
Ponieważ uważam, iż twórczość Arkony jest bardzo wyjątkowa, a zarazem mam świadomość, że język rosyjski może być przeszkodą w poznawaniu jej przesłania, dlatego postanowiłem stworzyć tę stronę, dla polskich fanów.


wtorek, 1 listopada 2011

Dynia

<z wikipedii;>Dynia (Cucurbita L.) – rodzaj roślin jednorocznych z rodziny dyniowatych obejmujący około 20 gatunków. W stanie dzikim występują w strefach klimatu gorącego i ciepłego Ameryki. Gatunkiem typowym jest Cucurbita pepo L.


Nasz Kasper- smakował wyśmienicie;)

 DYNIA nie ma za wiele  kalorii, bo tylko(27 kcal w 100 g miąższu. 
Dynia zawiera beta-karoten, który chroni przed wolnymi rodnikami,  posiada dużo potasu oraz kwas foliowy. Pestki dyni mają wysoką zawartość cynku oraz lecytyny, które zwiększają przemianę materii i wpływają korzystnie na czynności mózgu. Olej z pestek dyni tłoczony na zimno oprócz mnóstwa witamin i minerałów, zawiera też fitosterole, substancje obniżające poziom cholesterolu i zwalczające wolne rodniki. 

"Zduszanka z dynią"

W tym roku zrobiono mega reklamę dyni i naszła mnie ochota na wypróbowanie potrawy z dyni.
Nie chciało mi się tracić czasu i szukać przepisów , więc wymyśliłam swoją potrawę z dyni.
Najpierw spróbowałam jak ów warzywko smakuje na surowo; jest mdła i przypomina mi w smaku pewną odmianę ziemniaka.
Dynię można pociąć na kawałki, obrać i wyciągnąć pestki. Ja dynię "wypatroszyłam, bo posłużyła mi na lampion (jak widać na powyższym zdjęciu)
Na 5-ciokilogramową dynię użyłam 1kg ziemniaków,
0,5kg warzyw w równych proporcjach: marchewka, groszek zielony, kukurydza, pieczarka,
1 cebula, 1czerwona papryka, 30dkg kiełbasy podwędzanej, 4 plasterki surowego boczku,
przyprawa "do kebaba", zioła prowansalskie, pół łyżeczki soli, 3 "groszki" ziela ang.
doprawić vegetą wg uznania, 50ml oliwy, 1 łyżeczkę oliwy z oliwek, pół szklaneczki wody.
Do tej potrawy użułam prodiża elektrycznego podgrzewanego z góry i z dołu.

Ziemniaki, cebulę, marchewkę, pieczarki, paprykę  i twardszą warstwę dyni pokroić w kostkę.
Wszystko wrzucamy od razu do prodiża. Włożyć resztę warzyw-kukurydzę i groszek.
Kiełbasę i boczek również pokroić w kostkę i włożyć do prodiża, wszystko wymieszać. Przyprawić, podlać oliwą i wodą.
Czas pieczenia w prodiżu wyniósł 45 minut.  SMACZNEGO!