jagaa

jagaa

sobota, 4 listopada 2017

Amarantus/ Amaranthus/ Szarłat jako doskonałe źródło witamin i minerałów

 Amarantus z własnej hodowli, fot. Mariola B.B.
Amarantus, fot. Mariola B.B.



 Amarantus jest rośliną uprawną, której historia sięga ponad 5000 lat. Indianie, Majowie i Aztekowie uprawiali tą roślinę na ogromnych polach i uważali, że jest święta. Mielili nasiona amarantusa (nazywanego też szarłatem) tak jak dzisiaj mielimy ziarna pszenicy by powstała mąka, a z niej przyrządzali tortille, placki i napoje. Młode liście i pędy wykorzystywali jako warzywo dodając między innymi do sałatek. Szarłat był uznawany za pożywienie dodające siły, charyzmy i waleczności.  Jak mówią źródła podawano go biegaczom i wojownikom, bo dodawał energii dodziałania. Do Europy amarantus trafił najpierw jako roślina ozdobna. Teraz błyszczy dzięki swoim żywieniowym zaletom.

  • Szarłat jest bardzo dobrym źródłem cennego białka. Posiada w odpowiedniej ilości aminokwasy egzogenne m.in. lizynę, cystynę czy metioninę (cegiełki budujące białka), których organizm sam nie potrafi wytworzyć. Musimy je dostarczyć z pożywieniem.
  • Ziarna amarantusa są lekkostrawne, a jednocześnie zawierają duże ilości błonnika pokarmowego dlatego można stosować go w zaparciach u dzieci, problemach z żołądkiem oraz w ramach usprawnienia perystaltyki jelit.
  • Badania nad szarłatem wykazują, że ma on szczególne znaczenie w obniżaniu wysokiego ciśnienia krwi i zmniejszania stanów zapalnych oraz ryzyka zachorowań na cukrzycę, nowotwory oraz choroby serca.
  • Zboże to zawiera wiele cennych składników mineralnych. Do głównych należy zaliczyć przede wszystkim magnez, wapń i żelazo. W 100 g amarantusa można znaleźć 248 mg magnezu, 159 mg wapnia i 7,6 mg żelaza. Jest również doskonałym źródłem manganu i selenu w diecie. Ilości tych wszystkich minerałów są znacznie wyższe niż w 100 g pszenicy.
  • Wysoka zawartość żelaza powoduje, że szarłat jest doskonałym produktem w walce z anemią. 100 g szarłatu to prawie połowa dziennego zapotrzebowania na ten minerał wśród osób dorosłych. Spójrzcie na tabelę.
  • Wykorzystuje się go jako dobre źródło wapnia w diecie dzieci ale również dorosłych.
  • Amarantus nie zawiera glutenu dlatego może być spożywany przez osoby dotknięte celiakią lub alergią pokarmową na gluten.
  • Zapomniałabym, że amarantus daje orzechowy posmak
za http://kreatorniazmian.pl

PRZEPISY z wykorzystaniem amarantusa (źródło internet)

Placuszki owsiano - amarantusowe:

 

Składniki:
  • 8 łyżek płatków owsianych
  • 6 łyżek amarantusa ekspandowanegoa
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mleka (krowiego albo roślinnego)
  • łyżeczka oleju roślinnego

Przygotowanie:
  • Rozgrzej olej na patelni.
  • Wymieszaj ze sobą wszystkie składniki, aż do powstania jednolitej masy.
  • Uformuj na patelni małe placuszki (4-6 sztuk) i usmaż je.
  • Podawaj polane jogurtem naturalnym lub musem czekoladowym (świetna alternatywa dla Nutelli ) z świeżymi owocami, orzechami i bakaliami.
 Kotlety z indyka z amarantusem
  • 500g mięsa mielonego z indyka
  • 1 jajko
  • 8 łyżek amarantusa ekspandowanego
  • 2 łyżki płatków owsianych
  • przyprawy: sól, pieprz, pieprz ziołowy lub inne ulubione
Przygotowanie: Wymieszaj wszystkie składniki i dopraw do smaku. Uformuj kotleciki (wychodzi około 18 sztuk z całej masy). Piecz w 200 stopniach około 20 minut. Po 10-12 minutach przekręć kotlety na drugą stronę. Podawać je można dosłownie do wszystkiego, nawet jeść na zimno na kanapce

Poniżej przepisy ze str. http://naszecialo.blogspot.com
  Batoniki amarantusowe



 Składniki:
120 g poppingu z amarantusa
80 g razowej mąki orkiszowej 
1/2 łyżeczki sody
50 g posiekanych orzechów nerkowca
50 g ziaren słonecznika
50 g sezamu
50 g posiekanych orzechów ziemnych (niesolonych i nieprażonych)
50 g płatków owsianych
50 g rodzynek
50 g żurawiny
2 łyżki siemienia lnianego (namoczonego w 4 łyżkach wody przez pół godziny)
120 g syropu z agawy/syropu klonowego (u mnie miód z mniszka)
3/4 szklanki wody

Wszystkie składniki wymieszać. Formę wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć do niej masę i równomiernie rozprowadzić. Piec około 30 minut w 170° C.
Po ostudzeniu pokroić na batoniki.



Bułki z amarantusem i ziarnami
Składniki: 
350 g mąki pszennej (typ 450 - 650)
100 g mąki pszennej razowej/pełnoziarnistej
3 łyżki mąki z amarantusa
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
15 g drożdży świeżych lub 7 g suchych
2 łyżki ziaren słonecznika
2 łyżki ziaren siemienia lnianego
2 łyżki oleju
250 ml ciepłej wody
żółtko do smarowania i ziarna do posypania
 
 


Do miski wsypać składniki sypkie czyli mąki, cukier, sól, drożdże, ziarna. Wszystko wymieszać. Dodać olej, wodę i wyrabiać aż ciasto przestanie przyklejać się do rąk, stanie się gładkie, kilka minut. W razie potrzeby podsypać niewielką ilością mąki. Pozostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu aż do podwojenia objętości ciasta, ok. jednej godziny. Następnie wyrośnięte ciasto podzielić na 9 części (lub 12 wtedy wyjdą mniejsze bułeczki) i uformować bułki o dowolnym kształcie. Ułożyć je na blasze posypanej mąką lub wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawić do ponownego wyrośnięcia na ok. 30 minut. Po tym czasie delikatnie pędzelkiem posmarować bułki roztrzepanym z łyżką wody żółtkiem, posypać ziarnami. Piec w nagrzanym do 200°C piekarniku przez ok. 8-10 minut. Bułki mają uzyskać kolor jasnobrązowy.
 


Wegańskie kotlety z ryżu, szpinaku i amarantusa
 
Składniki:
- szklanka ryżu
- 2 szklanki wody
- pół torby mrożonego szpinaku
- dwie garście preparowanego amarantusa
- szczypta kurkumy
- po łyżeczce soli, garam masali (może być też curry) no i dla lubiących pikantne posiłki chili
- oliwa lub olej






 W garnuszku rozgrzewamy tłuszcz, na który wsypujemy wszystkie przyprawy. Następnie wrzucamy ryż i mieszamy go z tym tłuszczem i przyprawami. Zalewamy wodą i gotujemy, aż zmięknie- może się nawet tyci rozgotować.
Szybciej będzie wszystko trwało jeśli szpinak będzie już rozmrożony.
Po ugotowaniu ryżu, dodajemy szpinak i amarantus. Czekamy aż troszkę ostygnie.
Do miski (lub do garnuszka w którym gotował się ryż) dodajemy 2 łyżki mąki ziemniaczanej i mieszamy. Formujemy kotleciki i kładziemy na lekko skropioną olejem czy oliwą patelnię.






Amaranthus cruentus. By kallerna (Own work) [CC BY-SA 3.0 or GFDL], via Wikimedia Commons









Ziele spiżarniane i apteczne



Zgodnie z wynikami badań naukowych, nasiona szarłatu pod względem wartości odżywczych mocno przewyższają popularne zboża, takie jak pszenica czy żyto. Skład chemiczny tej rośliny – zarówno nasion, jak i części zielonych - sprawia, że niewątpliwie warto jest umieścić ją w swojej diecie. Poza tym, amarantus jest naturalnie pozbawiony glutenu, dzięki czemu jego przetwory bez obaw mogą spożywać osoby z celiakią lub nietolerancją pokarmową. Znajdziemy w nim mnóstwo pełnowartościowego i lekkostrawnego białka, dobrze przyswajanej skrobi i bogatego w nienasycone kwasy tłuszczu. Co więcej, produkty z nasion szarłatu dostarczają nam znacznych ilości błonnika pokarmowego i skwalenu, który doskonale odtruwa i wzmacnia odporność organizmu. Są także źródłem witamin (C, E, wit. z grupy B, kwas foliowy) i ważnych dla zdrowia minerałów (wapń, fosfor, potas, magnez, żelazo).

 Unikalny skład chemiczny amarantusa sprawia, że zboże to może być wartościowym składnikiem diety wegetarian, alergików, chorych na celiakię, miażdżycę, a także sportowców i rekonwalescentów. Lekarze zalecają spożywanie wyrobów amarantusowych kobietom w ciąży oraz osobom starszym. Wysoka zawartość białka, żelaza i śladowa obecność cholesterolu w szarłacie sprawia, że zboże to działa leczniczo, poprawiając pamięć i działanie systemu nerwowego. Naturoterapeuci chwalą także właściwości wywaru, który otrzymuje się z całych roślin. Wykazuje on działanie antyseptyczne, ściągające i gojące. Z kolei spożywanie liści tego zboża dostarcza nam mnóstwo wapnia i witaminy K. Amaratus warto mieć nie tylko w domowej spiżarni, lecz także w apteczce. 


 Źródło antyrakowego peptydu

Najnowsze badania naukowe wykazały, że w nasionach szarłatu kryje się pewien peptyd, który potrafi łagodzić stany zapalne w organizmie i unieszkodliwiać wolne rodniki, dzięki czemu ma potężne działanie antyrakowe. Owa substancja może także złagodzić takie choroby, jak zapalenie stawów czy dna moczanowa. Na bazie amarantusowego peptydu mogą powstać naturalne leki, które znacznie poprawią stan zdrowia pacjentów.

Mix minerałów dla zdrowych kości

Liście amarantusa zawierają wysokie stężenie cennych minerałów - w tym – wapnia i witaminy K. Dzięki temu regularne ich spożywanie, np. w formie przyprawy, obniża ryzyko wystąpienia osteoporozy i zwiększa ogólną wytrzymałość kośćca. Wysoka podaż zawartego w szarłacie wapnia i  fosforu jest szczególnie ważna dla osób starszych i dzieci.

Wielotorowe wsparcie dla układu krążenia

Zawarty w amarantusie błonnik, poza wsparciem procesów trawienia, przyczynia się do wyregulowania poziomu cholesterolu w organizmie. Powoduje że „zły” cholesterol zostaje wyprowadzony z układu krążenia. Co więcej, zboże to jest bogate w witaminę K, która nie tylko dodatnio wpływa na kościec, lecz także wspiera zdrowie serca oraz w potas, który obniża ciśnienie krwi, zmniejszając tym samym ryzyko rozwoju miażdżycy. Na zdrowie układu krążenia wpływa także wysoka zawartość fitosteroli w amarantusie. Zawarte w tym zbożu składniki takie, jak liczne flawonoidy, witamina C czy rutyna wzmacniają również naczynia włosowate. Poprzez uszczelnienie ich ścian eliminują żylaki, które są problemem nie tylko natury estetycznej lecz także zdrowotnej. Odpowiednia podaż tych substancji pozwala ich uniknąć albo pomaga się ich pozbyć.

Naturalna ulga dla oczu

Zawarte w liściach amarantusa liczne karotenoidy i witamina A w naturalny sposób są w stanie poprawić zdrowie naszych oczu. Substancje te mają działanie przeciwutleniające, zapobiegają zwyrodnieniom plamki żółtej i zatrzymują rozwój zaćmy. Odpowiednia podaż tych składników jest szczególnie ważna dla osób, których wzrok ulega przemęczeniu ze względu na pracę przy komputerze oraz dla ludzi starszych. Dzięki obniżeniu stresu oksydacyjnego w układzie oka, zboże to jest w stanie poprawić jakość widzenia na długie lata.






 posób na mocne i gęste włosy

W amarantusie znajduje się lizyna - rzadki i cenny aminokwas, którego nasz organizm nie potrafi samodzielnie wytwarzać. Substancja ta wpływa dodatnio na budowę i wygląd włosów. Spożywanie produktów z szarłatu zapobiega ich wypadaniu i zmniejsza ryzyko wystąpienia łysienia androgenowego. Aby zwiększyć skuteczność działania tej rośliny, możemy wyciśnięty sok z jej liści stosować zewnętrznie na skalp jako wcierkę. Tego rodzaju kuracja potrafi zdziałać cuda! 

Amarantusowy jadłospis

Na polskim rynku bez problemu można znaleźć takie produkty z amarantusa, jak mąka, pieczywo, płatki, olej, popping czy museli. W swoim asortymencie mają je sklepy ze zdrową żywnością, a nawet zwykłe supermarkety. Z tego powodu warto umieścić to zboże w domowej spiżarni i rozpocząć eksperymenty kulinarne, przyrządzając bezglutenowe i pożywne dania. Pole do popisu jest naprawdę szerokie – z szarłatu można przygotować takie potrawy, jak racuchy, tosty, babeczki, ciastka, batoniki, a nawet dodawać jego ziarna do koktajli, jogurtów, zup czy sałatek. Jedną ze smaczniejszych propozycji obiadowych są smaczne placki na bazie amarantusowej mąki.

Składniki:

  • 18 dag mąki z amarantusa
  • odrobina drożdży
  • 1 cebula
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • przyprawy: sól himalajska, suszone zioła (np. tymianek, majeranek)
Przygotowanie:

Cebulę obieramy, kroimy w cienkie plasterki i dusimy na oliwie. Następnie dodajemy do niej przyprawy, mąkę z amarantusa i odrobię ciepłej wody. Kiedy wymieszane ciasto będzie miało konsystencję gęstej śmietany, zostawiamy je do wyrośnięcia na ok. 15 minut. Po tym czasie rozgrzewamy na patelni oliwę i kładziemy na nią małe porcje ciasta. Placki smażymy na złoto-brązowy kolor. Smacznego!
Alicja Chrząszcz
za http://www.ekologia.pl



Amarantus zawiera więcej wapnia niż mleko, więcej żelaza niż szpinak, więcej magnezu niż czekolada, więcej błonnika niż owies. Zawarte w nim białko jest bardziej wartościowe niż to w soi, a skrobia bardziej lekkostrawna niż ta w kukurydzy. (pinterest: bienkovska)



I jeszcze podrzucam link odnośnie ciekawostek związanych z amarantusem.
Co ma wspólnego nasza narodowa flaga z amarantusem? to poczytajcie TUTAJ 

Z wikipedii: 
KOLOR Amarant – odcień ciemnej czerwieni przechodzącej w fiolet. W XIX wieku amarant pojawił się na wyłogach polskich mundurów wojskowych, a także sztandarach. Synonim ułańskiego munduru w pieśni żołnierskiej.


czwartek, 26 października 2017

Dziady jesienne - słowiańskie święto pamięci o Przodkach/ Święto Zmarłych


W naszej słowiańskiej kulturze Dziady obchodzi się cztery razy do roku. Jest to czas, kiedy głównie wspominamy naszych zmarłych przodków, oddajemy im cześć oraz wdzięczność.


Jak zawsze, na stronie http://bialczynski.wordpress.com autor dość jasno i precyzyjnie opisuje sens Święta Dziadów;


Poganom polskim chodzi o okazanie wdzięczności Dziadom, zachowanie ich w żywej pamięci i podziękowanie za podarowaną nam przez przodków możliwość bycia między żywymi i odbycia życiowej drogi na Ziemi.

[Podag-Mir jest Panem Drogi Życia i Wszelkich Dróg, Opiekunem Pątników i Podróżnych, Władcą Wypraw i Wędrówek. Stąd jego obecność w Komorze Sowiego przy Moście Wąci Czynu i Prawa (Czinwat – Prawat, Czynwąt – Prawąt), jako świadka owej wędrówki człowieka przez życie ziemskie.]

Dziady obchodzono nie dwa razy do roku (to się robi wśród katolików i prawosławnych do dzisiaj – na wiosnę i w jesieni, chociaż na wiosnę nieoficjalnie, przy okazji Wielkanocy), ale 4 razy do roku, w terminie Równonocy i Przesilenia, czyli zawsze pomiędzy dniem 20 a 26 danego miesiąca, najlepiej w dniu Pełni Księżyca związanej z tym miesiącem. Czasami Dziady Letnie i Zimowe nazywano też Babami.

Tak więc pierwotne terminy i terminy obecne Dziadów powinny być pomiędzy: 20 a 26 marca, 20 a 26 czerwca, 20 a 26 września oraz 20 a 26 grudnia.

To wyłącznie wysiłki chrześcijańskich misjonarzy na Słowiańszczyźnie związały słowiańskie święto Dziadów (albo inaczej Święto Przodków – Dziady i Baby) z dniem Wszystkich Świętych, przechrzciły je na Zaduszki i przesunęły to święto w miejsce, w którym jest dzisiaj.



Dla mnie osobiście święto Wszystkich Świętych, było od wczesnego dzieciństwa czymś niezrozumiałym. Nigdy nie obchodziliśmy go w domu rodzinnym. Obchodziliśmy Święto Zmarłych w Zaduszki – 2 listopada. Ponieważ jednak i władze PRL i KK w PRL dążyły do likwidacji Zaduszek oraz uczynienia jednego państwowo-kościelnego święta 1 listopada, które nazywano oficjalnie Świętem Zmarłych, zmuszeni byliśmy w końcu do oddawania czci Dziadom 1 listopada – w dniu wolnym ustawowo od pracy (do 1973 roku wolna od pracy była tylko niedziela, a dopiero od 1990 roku wszystkie soboty były wolne bez odpracowywania).

W świetle dziejów, gdy przyglądamy się historii nie dziwi, że KK wolał, aby ludzie czcili jego świętych, a nie swoich własnych Dziadów. KK robił wszystko co w jego mocy, żeby wykorzenić poszczególne ludy, plemiona i narody z ich własnej wiary i tradycji podporządkowując je jednocześnie Nowej Wierze. Pamięć Dziadów, którzy wierzyli w coś zupełnie innego niż zmuszano wierzyć ich dzieci, nie była wcale wygodna Kościołowi – choć wydaje się to sprzeczne z jego własną nauką i przykazaniami (Czcij ojca i matkę swoją).



Oddawanie czci zmarłym ma tradycję tak starą jak świat. Tę cześć oddawano zawsze własnym przodkom w miejscach, gdzie grzebano zwyczajowo zwłoki lub prochy – na smętarzach lub żalnikach, albo we własnym gospodarstwie. Czczono też pamięć władców i bohaterów w specjalny sposób – sypiąc im okazałe kurhany i kopce. W miejscach pochówku władców, tam gdzie usypano ich kopce i kurhany odbywały się obrzędy zbiorowe – publiczne, Święta Dziadów. Ponieważ obrzędy te były stare jak świat (jak człowiek człowiekiem), więc miały charakter pogański. Stąd od samego początku chrystianizacji KK stosował wszelkie środki, by o tym święcie zapomniano, a jeśli to niemożliwe, żeby zapomniano o zwyczajach mu towarzyszących.

To się zupełnie nie udało i można powiedzieć, że dzisiejsi Katolicy w Polsce, obchodzą nieco zmienione w formie święto Dziadów właśnie, a nie żadnych katolickich świętych. Tak jak w Dziadach bowiem, najważniejszym elementem tego dnia u polskich katolików jest bycie na cmentarzu i oddanie czci własnym zmarłym. W tym dniu także katoliccy księża pobierają myto od wiernych za wspominanie ICH przodków (a nie wszystkich świętych katolickich) przez głośniki cmentarnych kaplic. Temu świętu nadal towarzyszą jarmarki, na których sprzedaje się nie tylko cmentarne akcesoria.

Nadal też nie zaniknęły nie tylko obrzędy związane z paleniem świateł, z ofiarą z kwiatów, ale także z ofiarą z pokarmu (miodek, chlebek) i z kadzidłami – dymem ofiarnym (z ziół wonnych) posyłanym do Zaświatów (Weli, Nieba) poprzez dym świec i kadzideł, który jest nosicielem modłów, obiat oraz żalów tego dnia.

Dla ludzi (co widać szczególnie wśród starszych, często schorowanych i bardziej niedołężnych) najważniejsze jest nie być w kościele na mszy w to święto , ale być na grobach przodków i jeśli im sił nie staje, to prędzej porzucają to pierwsze, a nigdy tego drugiego.

Tak więc w Polsce katolicy obchodzą współcześnie coś co możemy nazwać Zaduszkami albo Świętem Zmarłych (czyli tak czy owak Dziady), a nie Wszystkich Świętych – tyle, że czynią to albo w dniu 1 listopada, albo 1 i 2 listopada, jeżeli to jest możliwe, albo w okoliczne dni poczynając nawet od poprzedzającego święto tygodnia (bo często, w związku ze zmianami społecznymi jakie zaszły, trzeba pokonać spore odległości, aby być na grobach ważnych osób ze swojej rodziny).

Gdy idzie o cel Święta Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej, to nigdy nie różnił się on od celów współczesnego Święta Zmarłych, czyli tych które są obecnie realizowane przez Święto tzw. Wszystkich Świętych.

W Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej jest to wspomnienie o duszach zmarłych, które żyją wiecznie (jako dusze eteryczne) w Zaświatach, to znaczy – zależnie od przyjętego do wierzenia podania (taji, baju, bajorka Baji): albo w Niebie, albo na Weli, albo pod Wyrajem, albo w Rajcu. Jest to też wspomnienie o tych, którzy znajdują się w Nawiach czasowo, oczekując swojego kolejnego wcielenia ziemskiego.


Celem jest oddanie czci przeszłym pokoleniom, które wydały nas na świat, które spowodowały że ŻYJEMY TU i TERAZ, że JESTEŚMY.(...)



Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Panią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także -  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń, Kole-Swęto (kole-swo, kole-so)

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kalendar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara. To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru. (...)


Wzywano Dziadów do wspólnego posiłku i biesiady (strawy) chociażby dlatego, że trudno biesiadować w domu gospodarza bez niego samego, a miejsce pochówku (grób na smętarzu, urna na żalnikach, miejsce przodków w domostwie – często pod owinem, albo pod progiem) było traktowane jak pośmiertny dom zmarłego.

Czynności związane z czarami, wzywaniem zmarłych w konkretnym celu, po to by powiedzieli coś żywym, przekazali wiedzę – nie mają nic wspólnego ze Świętem Przodków – Dziadów. To specjalna procedura i obrząd związany z praktykami kącinnymi (świątynnymi).

W bardzo, bardzo odległych czasach, kiedy nasi przodkowie dopiero co wyszli z jaskiń w neolicie i przenieśli się do ziemianek i półziemianek, całkiem poważnie wzywano Dziadów na pomoc w Przesilenia i Równonoce (Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy), niejako chcąc wzmocnić Siły Boskie walczące w te święte dni o Ocalenie Światła Świata, Zwycięstwo Światła nad Ciemnością,

Uzyskanie przewagi Białej Swątlnicy – Krowy Jasnego Dnia nad Ciemną Nocą – Czarnym Bykiem Welesowym, było niezbędne po to, by zaczęła się wiosna i wegetacja, albo by płody ziemi mogły dojrzewać w Mocnym Słońcu Lata, a także w jesieni żeby Słabe Upadające Światło mogło ujść boskim prześladowcom z Krainy Ciemności, a wreszcie w najstraszniejszym ze strasznych dni – w Najdłuższą Noc Roku, aby w ogóle nie zgasło na wieki i odrodziło się kolejnego ranka.(...)



Miód, kasza, jajka – nie są pokarmem dla zmarłych, lecz ofiarą dla Bogów i Bogunów. Tych szczególnie bogów, którzy są ludziom bardzo, bardzo przychylni – stąd miód, kasza i orzechy (w kutji) dla Sporów (bogów Powodzenia i Szczęścia), Rgłów (Bogów Upraw i Hodowli) i Bożebogów (Bogów Domu i Domowego Ogniska – Radogostów). Przynoszono też inne pokarmy, specjalne chlebki (podobnie jak na wesele, czy plony – dla Ładów) i na przykład mak (w kutji) dla bogów Przeznaczenia – Mokoszy, głownie dla 7 Bogiń Szczęśliwych, tj. Przychylnych Ludziom, ale w gruncie rzeczy dla tych których szczególnie uczcić chcemy lub którym składamy modły albo obiaty.

Wezwanie dusz zmarłych do wspólnego posiłku, zaproszenie ich na biesiadę – jeszcze raz powtórzmy –  było też symboliczne. Także gdy obrzęd odbywał się w domu (potem w pustych domach we wsi, potajemnie przed klechami) należało przywołać jego dawnych budowniczych i gospodarzy – Dziadów i podzielić się z nimi – symbolicznie.(..)


Dziady mają dalekie korzenie... bardzo pięknie opisuje to święto Adam Mickiewicz w swoich "Dziadach".  Zjawiskowe dzieło.
Na http://bialczynski.wordpress.com czytamy dalej; "


Sam Adam Mickiewicz – jeden z największych i najbardziej zasłużonych Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian tak objaśnił to co zapisał przy pierwszym wydaniu „Dziadów”: „…Jest to nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz)”…

Nie są to więc wcale Dziady w kształcie pogańskim, lecz reminiscencja. Natomiast nazwa Uczta Kozła  nie jest wyssana z palca, lecz nie dlatego że koźlar (guślar, huślar) prowadził  uroczystość. Uroczystość przywoływania Dziadów (u Mickiewicza bardziej ta kącinna uroczystość niż Święto Dziadów) była prowadzona przez gromadę koźlarów czyli guślarzy, czyli kapłów Kozła. Kozioł to zwierzę Welesa , sam Weles był nie raz ukazywany jako Bóg Koźlogłowy lub Koźlonogi, być może że od tego Boga Zaświatów pochodzi na całym świecie współczesny wizerunek Diabła upowszechniony przez chrześcijaństwo. Okryty czarnym futrem, koźlorogi i koźlonogi , ogoniasty Weles – Pan Zaświatów, Bóg Śmierci, Władca Weli, Król Nawi.(...)


Tak naprawdę to dopiero po przeanalizowaniu opisu tego święta na ów stronie, znalazłam idealny obraz, treść i pochodzenie Dziadów. Wiedziałam tylko, że należy w tym czasie odwiedzić miejsca pochówku naszych przodków i zapalić znicz. Reszta była niezrozumiała, jak sądzę dla większości.  





Na stronie http://www.mojeopinie.pl natknęłam się na ciekawe porównanie słowiańskiego święta Dziady z Halloween. Czy dziady mają coś wspólnego z tym celtyckim obrzędem? Być może, ale zawsze warto poczytać. 

""Dziady, czyli Halloween po słowiańsku
Autor: Juliusz Sabak

Dziady kojarzą nam się dziś z „dziadostwem”, lub co najwyżej z dramatem Mickiewicza którym męczono nas w szkole. A przecież święto Dziadów, czyli noc z 31 października na 1 listopada, była jednym z najważniejszych świąt słowiańskich. Od Dziadów do Samhain, irlandzkiego przodka Halloween jest zaś o wiele bliżej niż wam się wydaje.
...Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy.


Nieprzypadkowo wspomniałem Adama Mickiewicza, bowiem to fragmenty z jego „Dziadów”, a dokładnie części II, poprowadzą nas przez ślad pogańskiej tradycji, której nie potrafiło pokonać przez tysiąc lat chrześcijaństwo, a zmogła najwyraźniej komercja z Ameryki. Ze świecą, czy może raczej ze zniczem, szukać dziś kogoś, kto pamięta, czym jest święto Dziadów i czemu było tak ważne dla naszych przodków. A przecież jesienne Dziady były jednym z głównych świąt słowiańskich. Noc przełomu października i listopada wyznaczały zamknięcie się cyklu życia i otwarcie bram zaświatów. Na tą jedną noc przodkowie przybywali z zaświatów, aby obcować ze swymi rodzinami. Nie było to wcale święto smutne. Nadarzała się przecież okazja spotkania z krewnymi, których kochano i szanowano. Niestety wraz z nimi powracali do świata żywych także nieproszeni goście. Dla jednych i drugich palono ogień. Ale zacznijmy może od samego początku i po kolei.

Kilka słów o nawii, Nawii i Welesie

Aby zrozumieć wagę tego jesiennego święta musimy powiedzieć kilka słów o wierzeniach naszych przodków. Przede wszystkim trzeba nam wiedzieć, że nie znali oni koncepcji piekła i nieba. Słowianie wierzyli, że każdy człowiek ma duszę, nazywaną nawią. Dusze dobrych ludzi trafiały do Nawii – podziemnego świata wiecznej szczęśliwości, natomiast dusze kłamców przestępców i ogólnie ludzi złych, nie miały do niej wstępu. Nawii strzegł bóg Weles, któremu poświęcone było jesienne święto.

Weles nie był bóstwem złym, ani dobrym, natomiast niezaprzeczalnie bardzo zapracowanym. Miał w swej pieczy podziemia wraz z wszelkimi bogactwami i światem zmarłych, a prócz tego również rzemiosło, sztukę i handel, a przede wszystkim bydło. Podlegały mu wszelkie słowiańskie demony. Na Welesa powoływano się też przy wszelkich przysięgach i traktatach. Jedynie wojownicy klęli się w takich sytuacjach na jego antagonistę, a swego patrona, gromowładnego Peruna.

Nocą z 31 października na 1 listopada Weles otwierał bramy Nawii, aby dusze zmarłych mogły się spotkać ze swymi krewnymi. Niestety przy tej okazji do świata żywych przychodzili też ci, którym nie było dane zaznać wiecznego szczęścia. Tych pierwszych nasi przodkowie chętnie przyjmowali na świątecznych biesiadach, ale też bacznie strzegli swego spokoju przed drugimi. Podobnie jak w celtyckim Samhain wielką wagę grał tu ogień i ofiary dla duchów. Jednak, gdy Celtowie obawiali się ich obecności, nasi przodkowie traktowali je jak wszystkich gości w tej dzikiej krainie. Chętnie przyjmowali sobie przychylnych, ale bacznie strzegli się przed agresorami i przestępcami. (...)
Aby duchy trafiły do celu, rozpalano na rozstajach dróg oraz na miejscu biesiady ogniska. Ogień miał ogrzać zmarłych i wskazać im drogę, ale był też przeszkodą dla złych duchów. Na grobach przestępców, zbrodniarzy oraz zmarłych tragicznie palono ogień, aby nie mogli ich opuścić i nękać żywych. Stąd pochodzi najpewniej tradycja palenia zniczy w miejscach tragicznej śmierci: wypadków, bitew, miejsc kaźni. W niektórych rejonach kraju, na przykład na Podhalu, była tradycja składania gałązek w miejscu czyjeś śmierci przez każdego mijającego je podróżnego. Powstały w ten sposób stos drewna odpalano właśnie w dzień Dziadów.

Kiedy nasi przodkowie zapraszali duchy swych krewnych do wspólnego biesiadowania, nerwowi Celtowie kryli się przed przybywającymi z zaświatów, opuszczając swe domy i wygaszając w nich wszelki ogień, aby nie przyciągały złego. Również oni wierzyli, iż tej nocy, z 31 października na 1 listopada, zaciera się granica miedzy światem żywych i umarłych, lecz z tej okazji nie cieszyli się na spotkanie ze zmarłymi krewnymi. Obawiali się za to duchów, które mogły posiąść ich ciała na cały nadchodzący rok. Dlatego ubierali się w dziwne stroje, przywdziewali maski i spędzali całą noc poza swymi siedzibami. Pozostawiali też jedzenie dla głodnych duchów. Cóż, co kraj to obyczaj. (...)
Gdy nic tobie nie pomoże,
Idźże sobie precz, nieboże.
A kto prośby nie posłucha,
W Imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański krzyż?
Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju!
A kysz, a kysz!
Oto ostatni dziś cytat z Mickiewicza, bowiem zbliżamy się do końca Dziadów i nadejścia chrześcijaństwa. Nie mogąc sobie poradzić ze świętem tak wrosłym w kulturę i świadomość społeczną, Kościół uczynił to, co zwykle czynił w takiej sytuacji. Na starszej tradycji nadbudował nową. Przy „Dniu Zadusznym”, czyli Zaduszkach przypadających 2 listopada, spotykają się znów tradycje celtycka i prasłowiańska. Święto to pojawiło się w X wieku we Francji i Anglii, właśnie jako przeciwwaga dla pogańskich obrzędów poświęconych zmarłym, takich jak Samhain i jemu pokrewne. W XII i XIII wieku zwyczaj ten rozpowszechnił się w całej Europie, docierając również do Polski. Do XV wieku Zaduszki obchodzono już w całej Koronie.

Tak żywot swój zakończyło święto zmarłych, pozostając jedynie niezrozumiałymi dla ogółu strzępami tradycji zatopionymi w chrześcijańskim anturażu: zwyczajem palenia zniczy, składania na grobach kwiatów i wspominania zmarłych. Dziś nawet one zanikają pośród zgiełku i tempa naszego życia. Zamiast dni wspomnienia zmarłych i zadumy nad własną śmiertelnością, mamy maraton między cmentarzami. Kombinujemy gdzie kupić znicze a gdzie kwiaty, jak dotrzeć najszybciej do cmentarza. Pędzimy dzieci i krewnych w rozwrzeszczanym tłumie zalewającym komunalne cmentarze. Próba spożycia rodzinnego obiadu na grobie dziadka spotkałaby się w najlepszym wypadku ze znaczącymi spojrzeniami krewnych i gniewnymi okrzykami otaczających ludzi. No chyba, że rzecz działaby się np. na Romskim cmentarzu. Ale to już całkiem inna historia."
 
 
Ogień towarzyszy nam zawsze i wszędzie...

Świat i Zaświaty - Pablo Amaringo
(fot ze str. http://bialczynski.wordpress.com/tag/dziady-2011/)

Święto zmarłych w Meksyku


1



2





3



4





5


  1. “Zaduszki” by Witold Pruszkowski, oil on canvas, 1888
  2. Inscenization of Mickiewicz’s “Dziady”  Słupsk, Polska
  3. “Dziady”  Konin, Polska
  4. “Dziady” spektakl Narodowy Teatr Edukacji Wrocław
  5. Inscenizacja “Dziady”  Słupsk, Poland 



tekst z art. https://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/search?q=dziady


Sława Bogom! Pamięć Przodkom!