jagaa

jagaa

środa, 29 listopada 2017

Czy demokracja jest jedynie tearem lalek? System Pan-Niewolnik.

Regularnie czytuję blog https://bialczynski.pl/ i znowu natknęłam się na ciekawy artykuł TUTAJ, po którym, jak po nitce do kłębka zaczytałam się na kilka bardzo długich chwil.
Polecam nowo odkryty blog bardzo interesujący przeczywistosc.pl

Na początek zacznę od słynnego przemówienia J.F.Kennedy;
.
.

John F. Kennedy -  " ...Samo słowo 'tajemnica' jest odrażające w wolnym, otwartym społeczeństwie. Jako ludzie jesteśmy tak z natury jak i historycznie przeciwnikami tajemnych stowarzyszeń, tajnych przysiąg oraz ukrytych biegów wydarzeń.......Na całym świecie działa przeciwko nam monolityczny i bezwzględny spisek, bazujący przede wszystkim na ukrytych środkach, by rozszerzać swą strefę wpływów poprzez infiltrację (szpiegostwo), zamiast inwazji, poprzez działalność wywrotową zamiast wyborów, poprzez zastraszanie zamiast wolnego wyboru. Jest to system, który zgromadził ogromne ludzkie i materialne zasoby, dla zbudowania zjednoczonej i wysoce skutecznej maszyny, która łączy operacje militarne, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne. Jej przygotowania są ukrywane, a nie ogłaszane, jej pomyłki są grzebane, a nie publikowane, jej przeciwnicy są uciszani, a nie pochwalani. Żaden wydatek nie jest kwestionowany, żaden sekret nie jest ujawniany."
  Waldorf-Astoria Hotel New York City, 27 Kwietnia 1961
(Linki do źródeł w języku angielskim. Pełny tekst przemówienia JFK )-( link już nieaktywny)




22.11.1963  prezydent Kennedy, za publiczne ujawnianie owego spisku został według własnych słów... 'uciszony' na zawsze. Najprawdopodobniej to przemówienie zaważyło o jego losie.
Spisek?  Oczywiście!  Tylko, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistych celów tego morderstwa. Większość z nas myśli, że jedynie usunięto niewygodnego człowieka, który rozpoczął obnażanie prawdy na temat największej światowej konspiracji. Powstrzymanie Kennedyego przed ujawnianiem detali było drugoplanowym celem morderstwa. Głównym celem tej zbrodni było zupełnie co innego.
Zamach na JFK był publiczną egzekucją prezydenta, który
 przekroczył linię wytyczoną przez rzeczywisty rząd .

Publiczna egzekucja była przestrogą dla każdego członka rządu, który odważy się przekroczyć wyznaczoną przez ukrytych spiskowców linię działania. Wyrok wykonano w publicznym miejscu, w masońskim centrum, a udział brały niemal wszystkie agencje rządowe, jak służby ochrony, CIA, FBI, także mafia, media a nawet służba zdrowia. Sprawcy tej zbrodni zademonstrowali, że są w stanie zrobić co zechcą i nigdy nikt nie wskaże na nich palcem, pomimo, że dokonano tego w biały dzień na oczach tysięcy ludzi, przed obiektywami wielu aparatów fotograficznych oraz przez kamerami filmowymi.  Owa okrutna akcja zakończyła się całkowitym sukcesem morderców!
Jaką zbrodnię popełnił John F. Kennedy?
Wystąpił on przeciwko rzeczywistemu rządowi, która w ukryciu sprawuje władzę nie tylko w USA ale na całym świecie. Głowy państw są jedynie marionetkami w ich rękach oraz są przez ów rząd wybierani.
Kennedy rozpoczął ujawnianie światowego spisku, planował ujawnienie tajemnicy UFO, planował rozwiązanie CIA oraz rozpoczął wydawanie rzeczywistej rządowej waluty, srebrnego dolara w celu uniezależnienia się od prywatnie kontrolowanego przez syjonistów Banku Federalnego USA - Executive Order 11110 Podobną 'zbrodnię' popełnił także zamordowany prezydent Lincoln.

za :http://www.iluminaci.pl/filmy/kennedy-a-nwo


Na blogu przeczywistosc.pl autor teksu bardziej rozwija powyższy temat dotyczący JFK, polecam http://przeczywistosc.pl/rozedre-strzepy-rzuce-wiatr/ 

Pozwolę sobie wrzucić parę fragmentów bardzo interesującego tekstu;
.
.



Przemówienie Johna Kennedy’ego o światowym spisku jest dość znane, często się do niego wraca wspominając byłego prezydenta. Ja chcę dziś przytoczyć jednak inną jego wypowiedź – słowa równie mocne, choć nieco bardziej zapomniane:

„Rozedrę CIA na 1000 strzępów i rzucę na wiatr”

JFK miał wielu wrogów i wygląda na to, że według jego własnych słów jednym z nich była Centralna Agencja Wywiadowcza. Z jakich to powodów prezydent chciał potraktować CIA nie inaczej, niż jak Cersei Lannister traktuje swych przeciwnikiów? Czy mówiąc, że „samo słowo „tajemnica” jest odrażające w wolnym, otwartym społeczeństwie” mógł mieć na myśli między innymi działalność tajnych służb? I wreszcie – czy mamy do czynienia z niedorzeczną „teorią spiskową”, jak to określa CIA, czy raczej z prawdziwym, globalnym spiskiem, jak przestrzegał Kennedy?

Deep state, czyli państwo w państwie

Na całym świecie schemat jest ten sam – politycy żrą się wzajemnie w kampanii wyborczej, straszą społeczeństwo apokalipsą, jaka niehybnie nastąpi w razie wygranej ich politycznych oponentów, a potem, niezależnie od tego kto wygrywa nie zmienia się nic. Nie ma różnicy czy to prawica czy lewica rządzi – wszystkie ich ruchy muszą podlegać regułom systemu – markują więc jakieś działania, wprowadzają w państwie zmiany kosmetyczne, w kwestiach jednak najistotniejszych idą tą samą ścieżką, powielają te same wybory, pchają nas wszystkich w tym samym kierunku: niezależnie od tego kto rządzi, tak samo zadłuża państwo, zwiększa dług publiczny, wysyła wojska na te same, nie nasze wojny, powtarza tę samą narrację strachu, wprowadza narzucane z góry rozwiązania oddające coraz więcej władzy w ręce wielkich korporacji i banków, jednocześnie coraz bardziej zwiększając system kontroli obywateli, coraz to bardziej ograniczając naszą wolność. W tym wszystkim prawica z lewicą działają zgodnie, ramię w ramię. W tych kwestiach nie ma między nimi zgrzytu.
Coraz więcej osób zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że demokracja jest więc jedynie teatrem lalek, igrzyskami dla tłumów, mającymi dać nam poczucie współuczestnictwa w sprawowaniu władzy. Niezależnie jednak od tego, kto wybory wygrywa, prawdziwa władza pozostaje w tych samych rękach, system nie ulega zmianie.
„Deep state” – czyli państwo w państwie – to służby, tajne stowarzyszenia i grupy interesów, które poprzez przekupstwo, groźby lub szantaż sterują podstawionymi politykami jak marionetkami na sznurkach – dokładnie tak jak powiedział więc Kennedy – metodą działania cementującą system jest zastraszenie. W ten sposób ci, którzy prawdziwie sprawują władzę, zapewniają sobie ciągłość rządów, niezachwianą pozorowanymi dla społeczeństwa zmianami politycznymi między prawicą a lewicą. Podstawione kukły polityków mogą w kampaniach obiecywać wiele rzeczy – koniec końców jednak zawsze kontynuują linię wyznaczoną z góry – niezależnie od tego kto wygrywa wybory, rządzą ci sami ludzie.
Tyle ze spiskowej teorii. Przejdźmy teraz do spiskowych faktów.
Pół roku temu pisałam o aferze #pizzagate – czas osadzić ją w szerszym kontekście. Do tej pory wiele osób kpi z doszukiwania się powiązań między polityką, a pedofilskim podziemiem i handlem dziećmi. Wciąż jednak nikt nie znalazł innego wytłumaczenia dlaczego dla starego dziada – Johna Podesty zwozi się Uberem do basenu małe dzieci „dla jego rozrywki”. Nikt też nie sprostował co oznaczają sprowadzane przez Obamę z Chicago „specjalnymi kanałami” przez agencję Stratfor za 65000 dolarów „hot dogi” – mimo, że zabronione jest wnoszenie do Białego Domu przygotowanego jedzenia z zewnątrz. Żadne media też nie zgłębiły, dlaczego małżeństwo Clintonów od lat było silnie powiązane z przemytniczką haitańskich dzieci – Laurą Silsby i z jakich to powodów tak bardzo zaangażowali się w jej uwolnienie, mimo że została złapana na gorącym uczynku.
Media przekonują, że afera #pizzagate jest niedorzeczna – że przecież niemożliwe, by najwyższe elity władzy uwikłane były skandal pedofilski. „To tylko głupia teoria spiskowa internetowych szurów” – powtarzają. Czyżby?
Kiedy w 2005 roku była agentka FBI i słynna demaskatorka – Sibel Edmonds zaczęła otwarcie mówić o tym, że ówczesny przewodniczący Izby Reprezentantów, a więc trzecia osoba w państwie – Dennis Hastert jest pedofilem reguralnie wykorzystującycm seksualnie małych chłopców przy całkowitej wiedzy tajnych służb, że na tej podstawie jest szantażowany i nawet szpieguje dla obcego wywiadu, będącego w posiadaniu materiałów go obciążających – wtedy też nikt jej nie wierzył, a media milczały. Po 10 latach okazało się, że mówiła prawdę – ile dzieci zostało skrzywdzonych w trakcie tych 10 lat całkowitej bierności służb i mediów?
Jeffrey Epstein przez całe lata obracał się pośród samej śmietanki wielkich polityków, znanych osób, arystokracji i gwiazd. Ekspresowo dorobił się wielkiego majątku – w tym prywatnego odrzutowca zwanego „Lolita Express” i własnej wyspy – przez niektórych nazywanej Wyspą Orgii. Z jego gościny zarówno na pokładzie samolotu, jak i na wyspie korzystali między innymi Clintonowie, Książe Andrzej czy Stephen Hawking. Dopiero po latach okazało się, że ta błyskotliwa kariera, status społeczny i wielki majątek mają swoje mniej oficjalne źródło – okazało się bowiem, że Jeffrey Epstein jest pedofilem, który rekrutował dziesiątki dziewczynek do ekskluzywnej sieci opartej o seksualne niewolnictwo – samolot i willa na prywatnej wyspie były naszpikowane sprzętem nagrywającym wszystkie ekscesy jakie miały tam miejsce – a materiały w ten sposób zdobyte były potem podstawą szantażu.
W zeszłym roku, tuż przed wyborami prezydenckimi wybuchł kolejny skandal – kiedy to ponownie przyłapano męża Humy Abedin (najbliższej współpracownicy Hillary Clinton) – Anthony’ego Weinera na wysyłaniu wiadomości o charakterze seksualnym 15-letniej dziewczynce. Policja zajęła jego komputer, na którego dysku odkryto 650000 zapisanych maili i folder „ubezpieczenie” – jakimi plikami mógł „zabezpieczać się” na przyszłość Anthony Weiner?
Ale powiązania świata polityki z pedofilskim podziemiem w Ameryce nie są niczym nowym. W latach 80′ ujawniono, że prominentny polityk z ramienia partii Republikańskiej – Larry King (nie mylić z gwiazdą telewizji) zabierał dzieci w wieku 8-10 lat z domów dziecka w Nebrasce do Waszyngtonu, na ekskluzywne orgie dla ważnych polityków partii, a nawet do Białego Domu. Tam czołowym działaczom politycznym wykonywano kompromitujące zdjęcia w trakcie kopulacji z dziećmi, w celach późniejszego szantażu. Kiedy próbowano nagłośnić sprawę zebrano spisane zeznania 271 ofiar, które były ze sobą spójne i obciążały wielu znanych polityków – od tych niższego szczebla, aż po sam szczyt:


Oprócz polityków w cały proceder seksualnego wykorzystywania dzieci z domu dziecka zaangażowane były też tajne służby, znane organizacje charytatywne, policja i kościół. Wiele lat później wszystko to potwierdził były szef oddziału FBI w Los Angeles – Ted Gunderson, który nie ukrywał, że jest to tylko jedna nitka wielkiej sieci pedofilskiej, która oplata cały kraj.
Ale te same rzeczy dzieją się na całym świecie.
W 2003 roku rozbito pedofilski krąg w Portugalii. Okazało się, że przez całe dekady tamtejsze elity (politycy, znani dziennikarze i biznesmeni) tworzyli tajne stowarzyszenie, którego członkowie regularnie wykorzystywali seksualnie dzieci (niektóre głuchonieme) z państwowego sierocińca Casa Pia w Lizbonie. Wszystko to miało miejsce przy współpracy z osobami sierociniec prowadzącymi – członkowie stowarzyszenia mogli sobie wybierać ofiary spośród sierot, jak w supermarkecie. Sprawa ta wstrząsnęła całym krajem – przesłuchano ok. 800 świadków i ekspertów, kilkadziesiąt skrzywdzonych dzieci odważyło się zeznawać w sprawie – skazano kilka osób, jednak nazwisk wpływowych polityków i dyplomatów nigdy nawet nie ujawniono, nie mówiąc o ich skazaniu. Z tego powodu wiele osób uważa, że odkryto jedynie fragment znacznie większego i bardziej mrocznego obrazu, że akty pedofilskie w kręgach tamtejszych władz wciąż mają miejsce, a nielicznych skazano tylko po to, by wyciszyć skandal.
W zeszłym roku afera wybuchła w Norwegii – gdzie policja rozbiła tamtejszy gang pedofilski, którego członkami byli między innymi politycy Partii Postępu i Partii Pracy, policjanci, sędziowie i wysoko postawieni urzędnicy. Na skonfiskowanych materiałach filmowych udokumentowane są liczne gwałty na dzieciach, w tym na niemowlakach, torturowanie i wiązanie dzieci, zmuszanie ich do seksu ze zwierzętami i sobą nawzajem. Policja ujawniła, że planowano też przyszłe gwałty na dziecku jeszcze nienarodzonym. Nazwisk zamieszanych w tę sprawę polityków – tak samo jak w Portugalii, nigdy nie ujawniono.
W latach 90′ podobna historia ujrzała światło dzienne w Belgii – kiedy aresztowano Marca Dutroux pod zarzutem porywania, torturowania, wykorzystywania seksualnego i mordowania tamtejszych dzieci. Sprawa ta od samego początku budziła wielkie emocje ze względu na okrucieństwo dokonanych zbrodni, szybko się okazało jednak, że jest to jedynie wierzchołek góry lodowej – Marc Dutroux twierdził bowiem, że jest członkiem pedofilskiego kręgu w którym są też politycy, w tym członkowie rządu, oraz policjanci. Ujawnili się świadkowie, których zeznania potwierdziły te zarzuty, śledczy prowadzący sprawę również dał wiarę tej wersji i twierdził, że są na to wszystko dowody. Kiedy jednak zaczął za bardzo drążyć i dociekać, został od sprawy odsunięty bez podania przyczyny. Do śledztwa przydzielono osoby, które usilnie próbowały zamieść wszystko pod dywan – łącznie z tym, że przyłapano organy prowadzące śledztwo na mataczeniu poprzez zmianę zapisów zeznań świadków i na próbach ich zastraszenia. Sędziujący w sprawie Jean Marc Connerotte czwartego dnia procesu wybuchł płaczem na sali sądowej, mówiąc, że jest zastraszany przez mafię pedofilską, która nigdy nie pozwoli na to, by ujawnić prawdę na ten temat. Wszystko to odbywało się przy ogromnym oburzeniu społeczeństwa – ulicami Brukseli przeszło wtedy ponad 300 000 ludzi w tzw. białym marszu protestu – nic to jednak nie zmieniło, śledztwu i procesowi ukręcono głowę.
Niedawno swoją historię opowiedziała Anneke Lucas, która w wieku sześciu lat została sprzedana przez własną matkę do pedofilskiej sieci europejskich elit. Według jej wyliczeń – jeszcze przed ukończeniem 12 lat, była gwałcona przez 1716 godzin. Jedną z osób, przez które była wykorzystywana i torturowana był obrońca Marca Dutroux. Według słów Anneke – europejskie elity, politycy, znane osobistości i arystokracja wykorzystują dzieci jako luksusowe akcesoria, seksualne zabawki. Wiele z tych dzieci jest też mordowanych dla rozrywki ważnych panów i wielkich dam.
Te same rzeczy, według słów Fiony Barnett, mają też miejsce w Australii – która jest „niebem dla pedofilii„. Dwa lata temu na konferencji prasowej Fiona ujawniła listę znanych osób, które wykorzystywały ją, gdy jako dziecko trafiła do pedofilskiej sieci. Na liście tej znajdują się bardzo prominentni politycy australijscy (w tym 3 premierów i lider opozycji), były prezydent Stanów Zjednoczonych  – Richard Nixon, znany dziennikarz CNN – Ted Turner, czy ewangelicki pastor – celebryta Billy Graham. Mówiła też, że w cały proceder uwikłana jest też policja, sędziowie i prokuratorzy – dlatego te sprawy nigdy nie zostają wyjaśnione, a elity żyją z poczuciem całkowitej bezkarności.
I nie są to puste słowa, bo tak się akurat składa, że jeżeli ujawnione zostają akty pedofilskie osób ze świecznika, to zazwyczaj dopiero po ich śmierci. Dlatego dopiero w tym roku komendant policji w Wiltshire potwierdził, że były premier Wielkiej Brytanii, piastujący to stanowisko w latach 70′- sir Edward Heath był pedofilem, mimo że oskarżenia tego typu padały od kilku dekad. Sprawiedliwość nie dosięgła też za życia wnuka twórcy psychoanalizy – Clementa Freuda. Tak samo było z przyjacielem rodziny królewskiej, wielu brytyjskich gwiazd i polityków – Jimmy’m Savile – którego oficjalna liczba ofiar na przestrzeni całych dekad bezkarności sięga 500 dzieci. Jeden z brytyjskich parlamentarzeystów z partii pracy Tom Watson twierdzi, że istnieją niepodważalne dowody i są one w rękach policji na to, że u szczytu brytyjskiej władzy od dziesiątek lat istnieje sieć pedofilska, której członkami są parlamentarzyści, członkowie rządu, a nawet premierzy. Kilka lat temu Anthony Gilberthrope z partii Konserwatywnej wyznał, że przez całe lata dostarczał ministrom w rządzie Margaret Thatcher nieletnich chłopców „do zabawy” – miało to miejsce przy pełnej świadomości sprawującej wtedy rządy pani premier. Wersję tę trzy lata temu potwierdzili oficerowie Scotland Yardu mówiąc, że w Wielkiej Brytani działała sieć pedofilska dla VIP-ów, do której należeli bardzo „prominentni politycy„. Sieć, według śledzczych, „wykorzystywała, terroryzowała i mordowała dzieci„. Nigdy nie ujawniono o jakich „prominentnych polityków” chodziło, a sprawa, tak jak wiele jej podobnych, została wyciszona.
I jeśli myślisz, że cały ten skandal polega na tym, że elitom światowym woda sodowa uderza do głowy i dają upóst swoim najgorszym żądzom tylko dlatego, że system ich chroni – to znaczy, że wciąż nic nie rozumiesz. To nie jest tak, że tym ludziom odbija, jak zasmakują władzy. Cały system jest odwrócony, jest przeczywisty. Oni wyłącznie dlatego u władzy się znajdują, bo są psychopatami, pedofilami i mają zero zahamowań – dzięki temu szantażem można łatwo ich kontrolować, bez ryzyka, że kukiełka kiedykolwiek wyrwie się ze sznurków. Co więcej – ktoś kto nie ma skrupułów gwałcić i mordować małe dzieci, nie będzie też mieć skrupułów, by wykonać każdy rozkaz – by kraść, zabijać, niszczyć, zniewalać, truć i wszczynać wojny – to właśnie takie osoby najlepiej się sprawdzają w roli marionetek dla rządzących z ukrycia. Ci ludzie nie są zepsuci, dlatego, że są u władzy – oni są u władzy dlatego, że są zepsuci.

Media niczym cienie w jaskini platońskiej

W alegorii Platona o jaskini więźniowie przez całe życie widzieli tylko cienie na ścianie i myśleli, że tym jest prawdziwy świat, że cała rzeczywistość to ciemne, co i rusz zmieniające się plamy. W pewnym momencie jeden z nich uwolnił się z kajdanów i wyszedł z jaskini. Zobaczył po raz pierwszy nie cienie, a obiekty które je rzucały, ujrzał źródło światła i pojął, że wszystko co widział do tej pory było jedynie ciemnym śladem prawdziwej rzeczywistości – dosłownie i w przenośni. Wrócił więc do jaskini i próbował wytłumaczyć to pozostałym więźniom, próbował ich uwolnić z kajdan, by też wyszli z jaskini i ujrzeli na własne oczy prawdziwy świat. Ci jednak nie chcieli go słuchać, uznali go za wariata, co chce im namieszać w głowie, zwieść na manowce, oszukać.
Podobnie jest z mediami. Ludzie od urodzenia patrzą w ekrany i myślą, że przekaz, który z nich płynie przedstawia rzeczywistość, że taki jest świat, jakim pokazują go w telewizji, czy jak opisują w gazetach. Niektórzy z nas zerwali jednak łańcuchy i wyszli poza jaskinię. Wiemy kto rzuca te cienie i dlaczego. Widzieliśmy źródło światła i wiemy, że przekaz medialny jest tylko ciemnym śladem prawdziwej rzeczywistości – dosłownie i w przenośni. Próbujemy to wytłumaczyć innym, ale oni reagują jak ci więźniowie z jaskini Platona – mają nas za wariatów, za szurów, foliarzy, spiskowców. „Przecież wszystkie cienie nie mogą kłamać”.
A jednak kłamią, wszystkie bez wyjątku. Ludzie w mediach, tak samo jak politycy, ciągani są za sznurki przez władzę z ukrycia, za pomocą służb.

„CIA ma w garści każdego, kto ma jakiekolwiek znaczenie w wielkich mediach”

– były dyrektor CIA William Colby
To z tego powodu media zamiast dociekać prawdy – powtarzają łgarstwa, nie uświadamiją społeczeństwa, tylko szerzą propagandę, zamiast patrzeć politykom na ręce – ręka rękę myje, miast informować, sieją dezinformację. Nie liczy się prawda, liczy się percepcja. Również na tym szczeblu – pluralizm jest pozorny. Media prawicowe i lewicowe mogą nawzajem ze sobą walczyć, spierać się i atakować – ale te same osoby nimi sterują, dlatego nawet głosząc przeciwne sobie hasła, realizują dokładnie te same cele: dzielą społeczeństwo, otumaniają i koncentrując naszą uwagę na kolejnych bzdurnych konfliktach, odwracają ją od tego, co na prawdę jest ważne.
Mało kto ma odwagę mówić o tym głośno – ale kilka lat temu zdobył się na to niemiecki dziennikarz Frankfurter Allgemeine Zeitung – Udo Ulfkotte:


 Dlaczego mamy wierzyć jego słowom? W końcu w internecie każdy może powiedzieć wszystko – czy jesteśmy w stanie podawane informacje zweryfikować? Otóż to, o czym mówi Udo Ulfkotte nie jest żadnym sekretem od wielu już dekad – fakt, że mediami sterują służby nie jest zakotwiczony w powszechnej świadomości tylko z jednego powodu – to media sterują tym gdzie kierować mamy naszą uwagę, a od czego odwracać wzrok. A w ich interesie nie jest, by ludzie o tym wiedzieli. Przynajmniej od lat 50′ ubiegłego wieku CIA pod szyldem operacji „Mockingbird” aktywnie dezinformuje społeczeństwo:
(...)
 

System finansowy na kształt piramidy

Szkieletem przeczywistości w której przyszło nam żyć nie są jednak politycy, ani media – jest nim system finansowy, za pomocą którego władza pozostająca w cieniu wyzyskuje i kontroluje całe państwa, jak i nas – zwykłych ludzi. Nikt nie zgodziłby się grać w grę planszową, której reguły wskazywałyby przeciwnika jako zwycięzcę i Ciebie jako przegranego jeszcze przed pierwszym rzutem kostką – dlaczego więc godzimy się na poświęcenie życia grając na takich właśnie zasadach?
Oddajemy nasz czas i naszą pracę, nasz wysiłek i talenty w zamian za wirtualne numerki na koncie i papierki zwane banknotami, które warte są tyle, co banknoty z Monopolu. Banknot cię nie nakarmi, ani cię nie napoi – jedyną jego wartością jest to, że i inni ludzie wokół wierzą, że za numerkiem na papierku stoi jakaś wartość – cały nasz system finansowy oparty jest więc na tej samej sztuczce co „Nowe szaty króla”. Wartość pieniądza nie jest samoistna, tylko pozorna i umowna – dlatego państwo sztucznie musi chronić tę ułudę dyktując wysokie kary dla każdego, kto ośmieli się drukować sobie fałszywe banknoty – dostaje wtedy kartkę z policjantem z gwizdkiem „idziesz do więzienia” i kibluje przez 3 tury. Ale właściwie dlaczego nie możemy sobie sami drukować stuzłotówek, zamiast męczyć się pod jarzeniową żarówą na hali? Dziś każdy ma drukarkę i jest w stanie metodą kopiuj – wklej – wydrukuj samodzielnie stworzyć sobie papierek z podobizną Jagiełły – czemu więc grożą za to 3 tury za kratkami?
Wyobraź sobie co by się stało, gdyby każdy drukowałby sobie pieniądze – każdy miałby tyle kasy, co amerykańscy raperzy w teledyskach i bogate dzieci z Teheranu na Instagramie, ale nikt by nie pracował. Pieniędzy byłoby w bród – ale nie byłoby co za nie kupić – szybko by wyszło na jaw, że jednak król jest nagi, a banknoty z Jagiełłą warte są tyle, co zużyte chusteczki. Dlatego mamy monopolistę na rynku – jedynie Narodowy Bank Polski może robić kopiuj – wklej – wydrukuj pieniądze. I większość osób czytając to pokiwa w zrozumieniu głową, myśląc – „no tak, skoro nie możemy sobie wszyscy drukować tych banknotów, to niech robi to wyłącznie państwo” – w końcu słowa „narodowy” i „polski” muszą świadczyć o tym, że jest to instytucja której właścicielem jest państwo, czyż nie?
Otóż wcale nie koniecznie. Z jakiegoś powodu informacje na temat struktury właścicielskiej naszego banku centralnego nie są nigdzie dostępneNarodowy Bank Polski prawdopodobnie nie jest więc ani narodowy, ani polski – nazwa ma jedynie to pozorować, tak jak prawdziwą wartość pozorują tylko drukowane przezeń banknoty. W rzeczywistości jednak nasz bank centralny – tak samo zresztą jak większość banków centralnych wszystkich państw na świeciejest w rękach prywatnych. Niech ta informacja zakotwiczy się w Twym umyśle – nie tylko większość życia poświęcamy grając o papierki pozbawione realnej wartości – ale podczas gdy my musimy oddawać w zamian za nie nasz czas i wysiłek – inni gracze po prostu je sobie drukują. A gracz, który może sobie wydrukować cały poczet królów polskich z dowolnym nominałem, może też zawsze przebić Twoją ofertę na rynku, cokolwiek chciałbyś kupić. Nie stać Cię więc na nieruchomość na niebieskiej linii, ani na domek na czerwonej, nie stać Cię nawet na koleje.
Jest jednak „rozwiązanie”. Wystarczy, że pożyczysz te papierki z Jagiełłą od banku – weźmiesz kredyt i proszę – bank sypnie gotówką. Od pożyczki naliczą Ci odsetki, tak że za pożyczone teraz 100.000 zł oddać będziesz musiał na przestrzeni lat 250.000.
Tu dochodzimy do kolejnego punktu w którym reguły gry są ustawione przeciw „zwykłym graczom”. Narodowy Bank Polski jest bowiem jedynym emisariuszem gotówki – tylko on może drukować złotówki. Ale nie tylko on tworzy pieniądz.
Podstawowy schemat, jakiego uczą nas w szkołach jest taki: jedni ludzie mają gotówkę na koncie, która sobie leży bezwładnie, inni zaś jej potrzebują. Bank więc pośredniczy w udzielaniu pożyczek – przy czym lokata da właścicielowi 0.5% zysku, ale kredyt oprocentowany jest na 7. W pewnym momencie ustalono jednak, że nie ma sensu by bank był ograniczony w swoich możliwościach udzielania kredytu jedynie co do środków, które realnie na kontach posiada – pozwolono więc bankom udzielać kredytów ponad posiadane sumy, byle były w stanie zabezpieczyć je w niewielkim stopniu – musiały więc posiadać rezerwy gotówki – depozyty. Ale i to jest mitem – bo depozytem w jednym banku może być kredyt udzielony w drugim. To oznacza, że kiedy idziesz do banku i bierzesz kredyt, bank tworzy pieniądze, których wcześniej nie było, ot tak, z niczego.
Kiedy bank tworzy nowe pieniądze – tym samym odbiera wartość wszystkim pozostałym pieniądzom na rynku. Jeśli więc masz jakiekolwiek pieniądze – to Ty na tym tracisz.
W ten sposób powstaje pieniądz jako dług – tworzy go bank w momencie udzielania pożyczki. Ale i to nie wszystko. Bank tworzy to 100.000 złotych, które wyświetli się na twoim koncie – nie tworzy jednak tych pieniędzy dodatkowych (150.000zł), które też będziesz musiał oddać – nie tworzy pieniędzy na odsetki – te pieniądze nie istnieją. A teraz rozejrzyj się po planszy – graczy takich jak ty są miliony – ich pionki też pożyczyły pieniądze w banku. I nie chodzi tylko o pojedynczych ludzi, ale o przedsiębiorstwa, instytucje, całe państwa. Suma waszych długów jest więc znacznie wyższa niż ilość pieniędzy na rynku – żeby więc spłacić swoją pożyczkę, każdy z Was musi walczyć z pozostałymi, jak w tej grze, w której co turę jednego krzesła ubywa. Dokładnie tak skonstruowany jest nasz system finansowy – by co turę eliminować graczy – ktoś musi zbankrutować, upaść, komuś bank musi przejąć majątek – to nie jest jakiś wypadek, niezaradność czy okrutny los – takie były założenia, taki był biznesplan.
Skoro więc przez odsetki jest ciągły niedobór pieniędzy – to jeszcze więcej osób się zapożycza, a każdy nowy dług tworzy nowy pieniądz – zmniejszając wartość pozostałych pieniędzy i równocześnie pogłębiając jeszcze bardziej niedobór pieniądza przez naliczanie kolejnych to odsetek. Drukowanie nowych pieniędzy zaś jeszcze bardziej dewaluuje wartość wszystkich pieniędzy (inflacja) – co oznacza, że banknot z Jagiełłą jest wart coraz to mniej. Ludzie mogą nominalnie zarabiać coraz więcej – a mimo to, być coraz biedniejsi.



W tej grze nie wystarczy więc iść do przodu, by faktycznie się ruszyć – bo system skonstruowany jest tak, byś się nieustannie wspinał po ruchomych schodach, co ciągną cię w dół. Rozumiesz już jak to się stało, że 1% najbogatszych posiada więcej niż pozostała część ludzkości? Nie zdobyli tego zaradnością, ciężką pracą czy talentem – zdobyli to wszystko przez wielki szwindel. Cały nasz system finansowy jest oszustwem.
„Jeśli chcesz wiedzieć, co na prawdę się dzieje na świecie, to nie słuchaj pustych słów, tylko sprawdź jakimi strumieniami płyną pieniądze”. Holenderski demaskator – Ronald Bernard w udzielonych niedawno wywiadach wytłumaczył dokładnie jak ta wielka machina systemu finansowego działa, jak kręcą się poszczególne trybiki, które poruszają kolejne, by bogactwo zawsze trafiło w odpowiednie ręce. Ujawnił też znacznie bardziej mroczne oblicze światowej finansjery:

(...)

 Podobnie postąpił bohater tego tekstu – John F. Kennedy 4 czerwca 1963 roku wydając dekret o numerze 11110 – na jego podstawie to rząd miał drukować dolary a nie FED pozostający, podobnie jak Narodowy Bank Polski, w prywatnych rękach. I miała to być waluta poparta krajowymi rezerwami srebra, a nie „pusta”, jak jest do tej pory. Wiemy dlaczego jego plan się nie ziścił.
Kilka lat temu podobne zamiary powziął libijski przywódca – Muammar Kaddafi. Planował on stworzyć nową libijską walutę – złoty Dinar, poparty zgromadzonymi zasobami srebra i złota. Jego dalekosiężnym celem było wyzwolenie całej Afryki spod szponów Rothschildów. Niedługo potem Stany Zjednoczone dopatrzyły się w Libii „rażących praktyk łamania praw człowieka” i postanowiły dokonać interwencji uśmiercając sprawującego tam rządy Kaddafiego i pozostawiając kraj w ruinie. Hillary Clinton śmiała się wtedy przed kamerą, mówiąc: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, on zmarł„. W ten oto sposób i Libia dołączyła do długiej listy krajów, którch banki centralne znajdują się w tych samych, prywatnych rękach.
Lista krajów wolnych od władzy Rothschildów wciąż się skraca – wszczyna się wojny by zniewolić kolejne narody, zniszczyć państwa i podstawić u władzy swoje marionetki na sznurkach, które oddadzą całe bogactwo kraju w zamian za pożyczkę w drukowanych papierkach – na wojnach kręci się największy biznes.

„Zadaniem CIA jest utrzymanie chaosu na świecie, sianie propagandy i uczenie Amerykanów nienawiści po to by establishment miał pretekst by wydawać każde pieniądze na zakup broni”

– John Stockwell, były oficer CIA
Jeszcze raz rozejrzyj się po planszy – spójrz na to, co się dzieje na świecie: na zdeformowane dzieci które się rodzą w Iraku na skutek użytych tam bomb, na zburzone miasta w Syrii, nastolatków którym miny oderwały kończyny, na to że każdego dnia 21.000 ludzi na świecie umiera na skutek głodu lub niedożywienia, na zrujnowane rodziny, które tracą cały majątek na rzecz banków, podczas gdy te „są za duże by pozwolić im upaść, na ogólnoświatowy handel dziećmi – w którym uczestniczą tajne służby, ONZ, największe światowe organizacje charytatywne, agencje adopcyjne, sędziowie i policja. Wszystko to, to nie jest nieszczęliwy los, przypadek czy naturalny porządek rzeczy. Wszystko to są zaplanowane skutki powziętego biznesplanu.

Oczy szeroko zamknięte

I jest jeden powód, dla którego wszystko to ma miejsce, jedna siła napędowa, która wszystkie trybiki wprawia w ruch. Machina się kręci, bo większość społeczeństwa siedzi w jaskini, ma „oczy szeroko zamknięte”.
Są dwie możliwości – albo to my postradaliśmy wszystkie zmysły, zwariowaliśmy, daliśmy się omamić i teraz szerzymy własne psychozy jako „teorie spiskowe”, albo jest tak jak mówimy – spisek nie jest teorią, a faktem i garstka bogaczy chce zniewolić całą ludzkość, stworzyć z nas bezkształtną masę zniewolonych eunuchów pozbawionych celu i tożsamości, by efektem kontrastu samych siebie uczynić bogami. By dociec tego kto mówi prawdę, a kto kłamie musisz sam podnieść pytania i znaleźć na nie odpowiedzi, nie przyjmować nic za pewnik bez weryfikacji, niezależnie od tego czy mówią to media głównego nurtu, czy piszę to ja. Podważ więc wszystko – prawda nie boi się pytań.
Kiedyś to, o czym piszę było oczywistością, było podstawą wszelkich intelektualnych dociekań, ostoją racjonalizmu. Ceniono samodzielne myślenie, podważanie dogmatów, dociekanie prawdy nawet za cenę szyderstwa. Jednak kiedy cały system jest odwrócony, kiedy wszystko wokół jest odwrotnością tego, jakim się jawi, to i sposób rozumowania trzeba było odwrócić. Taki był prawdziwy cel operacji psychologicznej przeprowadzonej po śmierci Kennedy’ego – uczynić cnotę ze skrajnej ignorancji. Wpojono masom, że wszystko co wymyka się głównej, szerzonej przez media narracji jest tylko „teorią spiskową” – a więc skrajnym uwstecznieniem intelektualnym, konfabulacją oszołomów, jest kłamstwem, na które tylko ludzie głupi dają się nabrać. Nie wypada wręcz nawet słuchać tego co mówią „spiskowcy” – każde ich pytanie, każdy argument można zbić powtarzając z nieukrywaną wyższością, że „to tylko teoria spiskowa,to tylko szuryzm”.

„Nasz program dezinformacji się wypełni wtedy, gdy wszystko w co wierzyć będzie społeczeństwo amerykańskie będzie nieprawdą”

– William Casey,  były Dyrektor CIA


 Rok zero

„Pojedyncza osoba zostaje porażona stając twarzą w twarz ze spiskiem tak potwornym, że aż niewiarygodnym. Amerykański umysł nie jest w stanie pojąć ogromu zła, które zostało pomiędzy nas wszczepione. Odrzuca nawet samo założenie, że istoty ludzkie są w stanie przyjmować filozofię, której najwyższym celem jest zniszczenie wszystkiego, co dobre i przyzwoite”

– John Edgar Hoover – były dyrektor FBI
Świat który znasz od urodzenia, o którym uczyli cię w szkole i którego obraz tłoczono w mediach nie istnieje. To tylko cienie. Zrzuć te kajdany i wyjdź z jaskini, a zrozumiesz, że wybieramy rządy, które nie rządzą i mamy prawdziwą władzę w ukryciu, której nikt nie wybrał. Mamy system, który wypycha na szczyty najgorszych szubrawców, ścieżką kariery usłaną wojnami, złodziejstwem i ciałami bezbronnych dzieci. Mamy pieniądze, które są długiem i służby, które nie służą nam, a naszym oprawcom. Wszystko jest odwrócone, wszystko to przeczywistość.
Ale w tym punkcie nasza linia czasu jeszcze się nie kończy. Od momentu zabójstwa Kennedy’ego nie było w Ameryce prezydenta, który nie byłby podstawioną marionetką, kukiełką na sznurkach. Aż do tego roku.

(...)

 W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump obiecywał, że „uczyni Amerykę ponownie wielką” – a jego słowa niosły się niczym echo innego przemówienia z przeszłości: (...)

Niedługo po jego zwycięstwie Wikileaks rozpoczęło publikację dokumentów na temat prawdziwej działalności CIA, w segmencie nazwanym Vault 7. Hasło do pierwszej transzy brzmiało: „Rozedrę na 1000 strzępów i rzucę na wiatr”.
Poza jaskinią toczy się więc teraz walka, której nie dostrzeżesz wpatrując się w media. Zaangażowanych jest wiele frakcji i grup, by dokończyć to, co przed laty rozpoczął Kennedy. Ale i Twoja pomoc się przyda, by obudzić ludzi wokół bo i Ty nie jesteś tylko ciemną plamą na ścianie, nie jesteś tylko cieniem. Czas rozedrzeć tę przeczywistość na 1000 strzępów i rzucić na wiatr. Czas na rok zero.

Całość artykułu  TUTAJ

Sami wyciągnijcie wnioski.
 

 


sobota, 4 listopada 2017

Amarantus/ Amaranthus/ Szarłat jako doskonałe źródło witamin i minerałów

 Amarantus z własnej hodowli, fot. Mariola B.B.
Amarantus, fot. Mariola B.B.



 Amarantus jest rośliną uprawną, której historia sięga ponad 5000 lat. Indianie, Majowie i Aztekowie uprawiali tą roślinę na ogromnych polach i uważali, że jest święta. Mielili nasiona amarantusa (nazywanego też szarłatem) tak jak dzisiaj mielimy ziarna pszenicy by powstała mąka, a z niej przyrządzali tortille, placki i napoje. Młode liście i pędy wykorzystywali jako warzywo dodając między innymi do sałatek. Szarłat był uznawany za pożywienie dodające siły, charyzmy i waleczności.  Jak mówią źródła podawano go biegaczom i wojownikom, bo dodawał energii dodziałania. Do Europy amarantus trafił najpierw jako roślina ozdobna. Teraz błyszczy dzięki swoim żywieniowym zaletom.

  • Szarłat jest bardzo dobrym źródłem cennego białka. Posiada w odpowiedniej ilości aminokwasy egzogenne m.in. lizynę, cystynę czy metioninę (cegiełki budujące białka), których organizm sam nie potrafi wytworzyć. Musimy je dostarczyć z pożywieniem.
  • Ziarna amarantusa są lekkostrawne, a jednocześnie zawierają duże ilości błonnika pokarmowego dlatego można stosować go w zaparciach u dzieci, problemach z żołądkiem oraz w ramach usprawnienia perystaltyki jelit.
  • Badania nad szarłatem wykazują, że ma on szczególne znaczenie w obniżaniu wysokiego ciśnienia krwi i zmniejszania stanów zapalnych oraz ryzyka zachorowań na cukrzycę, nowotwory oraz choroby serca.
  • Zboże to zawiera wiele cennych składników mineralnych. Do głównych należy zaliczyć przede wszystkim magnez, wapń i żelazo. W 100 g amarantusa można znaleźć 248 mg magnezu, 159 mg wapnia i 7,6 mg żelaza. Jest również doskonałym źródłem manganu i selenu w diecie. Ilości tych wszystkich minerałów są znacznie wyższe niż w 100 g pszenicy.
  • Wysoka zawartość żelaza powoduje, że szarłat jest doskonałym produktem w walce z anemią. 100 g szarłatu to prawie połowa dziennego zapotrzebowania na ten minerał wśród osób dorosłych. Spójrzcie na tabelę.
  • Wykorzystuje się go jako dobre źródło wapnia w diecie dzieci ale również dorosłych.
  • Amarantus nie zawiera glutenu dlatego może być spożywany przez osoby dotknięte celiakią lub alergią pokarmową na gluten.
  • Zapomniałabym, że amarantus daje orzechowy posmak
za http://kreatorniazmian.pl

PRZEPISY z wykorzystaniem amarantusa (źródło internet)

Placuszki owsiano - amarantusowe:

 

Składniki:
  • 8 łyżek płatków owsianych
  • 6 łyżek amarantusa ekspandowanegoa
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mleka (krowiego albo roślinnego)
  • łyżeczka oleju roślinnego

Przygotowanie:
  • Rozgrzej olej na patelni.
  • Wymieszaj ze sobą wszystkie składniki, aż do powstania jednolitej masy.
  • Uformuj na patelni małe placuszki (4-6 sztuk) i usmaż je.
  • Podawaj polane jogurtem naturalnym lub musem czekoladowym (świetna alternatywa dla Nutelli ) z świeżymi owocami, orzechami i bakaliami.
 Kotlety z indyka z amarantusem
  • 500g mięsa mielonego z indyka
  • 1 jajko
  • 8 łyżek amarantusa ekspandowanego
  • 2 łyżki płatków owsianych
  • przyprawy: sól, pieprz, pieprz ziołowy lub inne ulubione
Przygotowanie: Wymieszaj wszystkie składniki i dopraw do smaku. Uformuj kotleciki (wychodzi około 18 sztuk z całej masy). Piecz w 200 stopniach około 20 minut. Po 10-12 minutach przekręć kotlety na drugą stronę. Podawać je można dosłownie do wszystkiego, nawet jeść na zimno na kanapce

Poniżej przepisy ze str. http://naszecialo.blogspot.com
  Batoniki amarantusowe



 Składniki:
120 g poppingu z amarantusa
80 g razowej mąki orkiszowej 
1/2 łyżeczki sody
50 g posiekanych orzechów nerkowca
50 g ziaren słonecznika
50 g sezamu
50 g posiekanych orzechów ziemnych (niesolonych i nieprażonych)
50 g płatków owsianych
50 g rodzynek
50 g żurawiny
2 łyżki siemienia lnianego (namoczonego w 4 łyżkach wody przez pół godziny)
120 g syropu z agawy/syropu klonowego (u mnie miód z mniszka)
3/4 szklanki wody

Wszystkie składniki wymieszać. Formę wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć do niej masę i równomiernie rozprowadzić. Piec około 30 minut w 170° C.
Po ostudzeniu pokroić na batoniki.



Bułki z amarantusem i ziarnami
Składniki: 
350 g mąki pszennej (typ 450 - 650)
100 g mąki pszennej razowej/pełnoziarnistej
3 łyżki mąki z amarantusa
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
15 g drożdży świeżych lub 7 g suchych
2 łyżki ziaren słonecznika
2 łyżki ziaren siemienia lnianego
2 łyżki oleju
250 ml ciepłej wody
żółtko do smarowania i ziarna do posypania
 
 


Do miski wsypać składniki sypkie czyli mąki, cukier, sól, drożdże, ziarna. Wszystko wymieszać. Dodać olej, wodę i wyrabiać aż ciasto przestanie przyklejać się do rąk, stanie się gładkie, kilka minut. W razie potrzeby podsypać niewielką ilością mąki. Pozostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu aż do podwojenia objętości ciasta, ok. jednej godziny. Następnie wyrośnięte ciasto podzielić na 9 części (lub 12 wtedy wyjdą mniejsze bułeczki) i uformować bułki o dowolnym kształcie. Ułożyć je na blasze posypanej mąką lub wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawić do ponownego wyrośnięcia na ok. 30 minut. Po tym czasie delikatnie pędzelkiem posmarować bułki roztrzepanym z łyżką wody żółtkiem, posypać ziarnami. Piec w nagrzanym do 200°C piekarniku przez ok. 8-10 minut. Bułki mają uzyskać kolor jasnobrązowy.
 


Wegańskie kotlety z ryżu, szpinaku i amarantusa
 
Składniki:
- szklanka ryżu
- 2 szklanki wody
- pół torby mrożonego szpinaku
- dwie garście preparowanego amarantusa
- szczypta kurkumy
- po łyżeczce soli, garam masali (może być też curry) no i dla lubiących pikantne posiłki chili
- oliwa lub olej






 W garnuszku rozgrzewamy tłuszcz, na który wsypujemy wszystkie przyprawy. Następnie wrzucamy ryż i mieszamy go z tym tłuszczem i przyprawami. Zalewamy wodą i gotujemy, aż zmięknie- może się nawet tyci rozgotować.
Szybciej będzie wszystko trwało jeśli szpinak będzie już rozmrożony.
Po ugotowaniu ryżu, dodajemy szpinak i amarantus. Czekamy aż troszkę ostygnie.
Do miski (lub do garnuszka w którym gotował się ryż) dodajemy 2 łyżki mąki ziemniaczanej i mieszamy. Formujemy kotleciki i kładziemy na lekko skropioną olejem czy oliwą patelnię.






Amaranthus cruentus. By kallerna (Own work) [CC BY-SA 3.0 or GFDL], via Wikimedia Commons









Ziele spiżarniane i apteczne



Zgodnie z wynikami badań naukowych, nasiona szarłatu pod względem wartości odżywczych mocno przewyższają popularne zboża, takie jak pszenica czy żyto. Skład chemiczny tej rośliny – zarówno nasion, jak i części zielonych - sprawia, że niewątpliwie warto jest umieścić ją w swojej diecie. Poza tym, amarantus jest naturalnie pozbawiony glutenu, dzięki czemu jego przetwory bez obaw mogą spożywać osoby z celiakią lub nietolerancją pokarmową. Znajdziemy w nim mnóstwo pełnowartościowego i lekkostrawnego białka, dobrze przyswajanej skrobi i bogatego w nienasycone kwasy tłuszczu. Co więcej, produkty z nasion szarłatu dostarczają nam znacznych ilości błonnika pokarmowego i skwalenu, który doskonale odtruwa i wzmacnia odporność organizmu. Są także źródłem witamin (C, E, wit. z grupy B, kwas foliowy) i ważnych dla zdrowia minerałów (wapń, fosfor, potas, magnez, żelazo).

 Unikalny skład chemiczny amarantusa sprawia, że zboże to może być wartościowym składnikiem diety wegetarian, alergików, chorych na celiakię, miażdżycę, a także sportowców i rekonwalescentów. Lekarze zalecają spożywanie wyrobów amarantusowych kobietom w ciąży oraz osobom starszym. Wysoka zawartość białka, żelaza i śladowa obecność cholesterolu w szarłacie sprawia, że zboże to działa leczniczo, poprawiając pamięć i działanie systemu nerwowego. Naturoterapeuci chwalą także właściwości wywaru, który otrzymuje się z całych roślin. Wykazuje on działanie antyseptyczne, ściągające i gojące. Z kolei spożywanie liści tego zboża dostarcza nam mnóstwo wapnia i witaminy K. Amaratus warto mieć nie tylko w domowej spiżarni, lecz także w apteczce. 


 Źródło antyrakowego peptydu

Najnowsze badania naukowe wykazały, że w nasionach szarłatu kryje się pewien peptyd, który potrafi łagodzić stany zapalne w organizmie i unieszkodliwiać wolne rodniki, dzięki czemu ma potężne działanie antyrakowe. Owa substancja może także złagodzić takie choroby, jak zapalenie stawów czy dna moczanowa. Na bazie amarantusowego peptydu mogą powstać naturalne leki, które znacznie poprawią stan zdrowia pacjentów.

Mix minerałów dla zdrowych kości

Liście amarantusa zawierają wysokie stężenie cennych minerałów - w tym – wapnia i witaminy K. Dzięki temu regularne ich spożywanie, np. w formie przyprawy, obniża ryzyko wystąpienia osteoporozy i zwiększa ogólną wytrzymałość kośćca. Wysoka podaż zawartego w szarłacie wapnia i  fosforu jest szczególnie ważna dla osób starszych i dzieci.

Wielotorowe wsparcie dla układu krążenia

Zawarty w amarantusie błonnik, poza wsparciem procesów trawienia, przyczynia się do wyregulowania poziomu cholesterolu w organizmie. Powoduje że „zły” cholesterol zostaje wyprowadzony z układu krążenia. Co więcej, zboże to jest bogate w witaminę K, która nie tylko dodatnio wpływa na kościec, lecz także wspiera zdrowie serca oraz w potas, który obniża ciśnienie krwi, zmniejszając tym samym ryzyko rozwoju miażdżycy. Na zdrowie układu krążenia wpływa także wysoka zawartość fitosteroli w amarantusie. Zawarte w tym zbożu składniki takie, jak liczne flawonoidy, witamina C czy rutyna wzmacniają również naczynia włosowate. Poprzez uszczelnienie ich ścian eliminują żylaki, które są problemem nie tylko natury estetycznej lecz także zdrowotnej. Odpowiednia podaż tych substancji pozwala ich uniknąć albo pomaga się ich pozbyć.

Naturalna ulga dla oczu

Zawarte w liściach amarantusa liczne karotenoidy i witamina A w naturalny sposób są w stanie poprawić zdrowie naszych oczu. Substancje te mają działanie przeciwutleniające, zapobiegają zwyrodnieniom plamki żółtej i zatrzymują rozwój zaćmy. Odpowiednia podaż tych składników jest szczególnie ważna dla osób, których wzrok ulega przemęczeniu ze względu na pracę przy komputerze oraz dla ludzi starszych. Dzięki obniżeniu stresu oksydacyjnego w układzie oka, zboże to jest w stanie poprawić jakość widzenia na długie lata.






 posób na mocne i gęste włosy

W amarantusie znajduje się lizyna - rzadki i cenny aminokwas, którego nasz organizm nie potrafi samodzielnie wytwarzać. Substancja ta wpływa dodatnio na budowę i wygląd włosów. Spożywanie produktów z szarłatu zapobiega ich wypadaniu i zmniejsza ryzyko wystąpienia łysienia androgenowego. Aby zwiększyć skuteczność działania tej rośliny, możemy wyciśnięty sok z jej liści stosować zewnętrznie na skalp jako wcierkę. Tego rodzaju kuracja potrafi zdziałać cuda! 

Amarantusowy jadłospis

Na polskim rynku bez problemu można znaleźć takie produkty z amarantusa, jak mąka, pieczywo, płatki, olej, popping czy museli. W swoim asortymencie mają je sklepy ze zdrową żywnością, a nawet zwykłe supermarkety. Z tego powodu warto umieścić to zboże w domowej spiżarni i rozpocząć eksperymenty kulinarne, przyrządzając bezglutenowe i pożywne dania. Pole do popisu jest naprawdę szerokie – z szarłatu można przygotować takie potrawy, jak racuchy, tosty, babeczki, ciastka, batoniki, a nawet dodawać jego ziarna do koktajli, jogurtów, zup czy sałatek. Jedną ze smaczniejszych propozycji obiadowych są smaczne placki na bazie amarantusowej mąki.

Składniki:

  • 18 dag mąki z amarantusa
  • odrobina drożdży
  • 1 cebula
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • przyprawy: sól himalajska, suszone zioła (np. tymianek, majeranek)
Przygotowanie:

Cebulę obieramy, kroimy w cienkie plasterki i dusimy na oliwie. Następnie dodajemy do niej przyprawy, mąkę z amarantusa i odrobię ciepłej wody. Kiedy wymieszane ciasto będzie miało konsystencję gęstej śmietany, zostawiamy je do wyrośnięcia na ok. 15 minut. Po tym czasie rozgrzewamy na patelni oliwę i kładziemy na nią małe porcje ciasta. Placki smażymy na złoto-brązowy kolor. Smacznego!
Alicja Chrząszcz
za http://www.ekologia.pl



Amarantus zawiera więcej wapnia niż mleko, więcej żelaza niż szpinak, więcej magnezu niż czekolada, więcej błonnika niż owies. Zawarte w nim białko jest bardziej wartościowe niż to w soi, a skrobia bardziej lekkostrawna niż ta w kukurydzy. (pinterest: bienkovska)



I jeszcze podrzucam link odnośnie ciekawostek związanych z amarantusem.
Co ma wspólnego nasza narodowa flaga z amarantusem? to poczytajcie TUTAJ 

Z wikipedii: 
KOLOR Amarant – odcień ciemnej czerwieni przechodzącej w fiolet. W XIX wieku amarant pojawił się na wyłogach polskich mundurów wojskowych, a także sztandarach. Synonim ułańskiego munduru w pieśni żołnierskiej.


czwartek, 26 października 2017

Dziady jesienne - słowiańskie święto pamięci o Przodkach/ Święto Zmarłych


W naszej słowiańskiej kulturze Dziady obchodzi się cztery razy do roku. Jest to czas, kiedy głównie wspominamy naszych zmarłych przodków, oddajemy im cześć oraz wdzięczność.


Jak zawsze, na stronie http://bialczynski.wordpress.com autor dość jasno i precyzyjnie opisuje sens Święta Dziadów;


Poganom polskim chodzi o okazanie wdzięczności Dziadom, zachowanie ich w żywej pamięci i podziękowanie za podarowaną nam przez przodków możliwość bycia między żywymi i odbycia życiowej drogi na Ziemi.

[Podag-Mir jest Panem Drogi Życia i Wszelkich Dróg, Opiekunem Pątników i Podróżnych, Władcą Wypraw i Wędrówek. Stąd jego obecność w Komorze Sowiego przy Moście Wąci Czynu i Prawa (Czinwat – Prawat, Czynwąt – Prawąt), jako świadka owej wędrówki człowieka przez życie ziemskie.]

Dziady obchodzono nie dwa razy do roku (to się robi wśród katolików i prawosławnych do dzisiaj – na wiosnę i w jesieni, chociaż na wiosnę nieoficjalnie, przy okazji Wielkanocy), ale 4 razy do roku, w terminie Równonocy i Przesilenia, czyli zawsze pomiędzy dniem 20 a 26 danego miesiąca, najlepiej w dniu Pełni Księżyca związanej z tym miesiącem. Czasami Dziady Letnie i Zimowe nazywano też Babami.

Tak więc pierwotne terminy i terminy obecne Dziadów powinny być pomiędzy: 20 a 26 marca, 20 a 26 czerwca, 20 a 26 września oraz 20 a 26 grudnia.

To wyłącznie wysiłki chrześcijańskich misjonarzy na Słowiańszczyźnie związały słowiańskie święto Dziadów (albo inaczej Święto Przodków – Dziady i Baby) z dniem Wszystkich Świętych, przechrzciły je na Zaduszki i przesunęły to święto w miejsce, w którym jest dzisiaj.



Dla mnie osobiście święto Wszystkich Świętych, było od wczesnego dzieciństwa czymś niezrozumiałym. Nigdy nie obchodziliśmy go w domu rodzinnym. Obchodziliśmy Święto Zmarłych w Zaduszki – 2 listopada. Ponieważ jednak i władze PRL i KK w PRL dążyły do likwidacji Zaduszek oraz uczynienia jednego państwowo-kościelnego święta 1 listopada, które nazywano oficjalnie Świętem Zmarłych, zmuszeni byliśmy w końcu do oddawania czci Dziadom 1 listopada – w dniu wolnym ustawowo od pracy (do 1973 roku wolna od pracy była tylko niedziela, a dopiero od 1990 roku wszystkie soboty były wolne bez odpracowywania).

W świetle dziejów, gdy przyglądamy się historii nie dziwi, że KK wolał, aby ludzie czcili jego świętych, a nie swoich własnych Dziadów. KK robił wszystko co w jego mocy, żeby wykorzenić poszczególne ludy, plemiona i narody z ich własnej wiary i tradycji podporządkowując je jednocześnie Nowej Wierze. Pamięć Dziadów, którzy wierzyli w coś zupełnie innego niż zmuszano wierzyć ich dzieci, nie była wcale wygodna Kościołowi – choć wydaje się to sprzeczne z jego własną nauką i przykazaniami (Czcij ojca i matkę swoją).



Oddawanie czci zmarłym ma tradycję tak starą jak świat. Tę cześć oddawano zawsze własnym przodkom w miejscach, gdzie grzebano zwyczajowo zwłoki lub prochy – na smętarzach lub żalnikach, albo we własnym gospodarstwie. Czczono też pamięć władców i bohaterów w specjalny sposób – sypiąc im okazałe kurhany i kopce. W miejscach pochówku władców, tam gdzie usypano ich kopce i kurhany odbywały się obrzędy zbiorowe – publiczne, Święta Dziadów. Ponieważ obrzędy te były stare jak świat (jak człowiek człowiekiem), więc miały charakter pogański. Stąd od samego początku chrystianizacji KK stosował wszelkie środki, by o tym święcie zapomniano, a jeśli to niemożliwe, żeby zapomniano o zwyczajach mu towarzyszących.

To się zupełnie nie udało i można powiedzieć, że dzisiejsi Katolicy w Polsce, obchodzą nieco zmienione w formie święto Dziadów właśnie, a nie żadnych katolickich świętych. Tak jak w Dziadach bowiem, najważniejszym elementem tego dnia u polskich katolików jest bycie na cmentarzu i oddanie czci własnym zmarłym. W tym dniu także katoliccy księża pobierają myto od wiernych za wspominanie ICH przodków (a nie wszystkich świętych katolickich) przez głośniki cmentarnych kaplic. Temu świętu nadal towarzyszą jarmarki, na których sprzedaje się nie tylko cmentarne akcesoria.

Nadal też nie zaniknęły nie tylko obrzędy związane z paleniem świateł, z ofiarą z kwiatów, ale także z ofiarą z pokarmu (miodek, chlebek) i z kadzidłami – dymem ofiarnym (z ziół wonnych) posyłanym do Zaświatów (Weli, Nieba) poprzez dym świec i kadzideł, który jest nosicielem modłów, obiat oraz żalów tego dnia.

Dla ludzi (co widać szczególnie wśród starszych, często schorowanych i bardziej niedołężnych) najważniejsze jest nie być w kościele na mszy w to święto , ale być na grobach przodków i jeśli im sił nie staje, to prędzej porzucają to pierwsze, a nigdy tego drugiego.

Tak więc w Polsce katolicy obchodzą współcześnie coś co możemy nazwać Zaduszkami albo Świętem Zmarłych (czyli tak czy owak Dziady), a nie Wszystkich Świętych – tyle, że czynią to albo w dniu 1 listopada, albo 1 i 2 listopada, jeżeli to jest możliwe, albo w okoliczne dni poczynając nawet od poprzedzającego święto tygodnia (bo często, w związku ze zmianami społecznymi jakie zaszły, trzeba pokonać spore odległości, aby być na grobach ważnych osób ze swojej rodziny).

Gdy idzie o cel Święta Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej, to nigdy nie różnił się on od celów współczesnego Święta Zmarłych, czyli tych które są obecnie realizowane przez Święto tzw. Wszystkich Świętych.

W Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej jest to wspomnienie o duszach zmarłych, które żyją wiecznie (jako dusze eteryczne) w Zaświatach, to znaczy – zależnie od przyjętego do wierzenia podania (taji, baju, bajorka Baji): albo w Niebie, albo na Weli, albo pod Wyrajem, albo w Rajcu. Jest to też wspomnienie o tych, którzy znajdują się w Nawiach czasowo, oczekując swojego kolejnego wcielenia ziemskiego.


Celem jest oddanie czci przeszłym pokoleniom, które wydały nas na świat, które spowodowały że ŻYJEMY TU i TERAZ, że JESTEŚMY.(...)



Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Panią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także -  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń, Kole-Swęto (kole-swo, kole-so)

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kalendar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara. To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru. (...)


Wzywano Dziadów do wspólnego posiłku i biesiady (strawy) chociażby dlatego, że trudno biesiadować w domu gospodarza bez niego samego, a miejsce pochówku (grób na smętarzu, urna na żalnikach, miejsce przodków w domostwie – często pod owinem, albo pod progiem) było traktowane jak pośmiertny dom zmarłego.

Czynności związane z czarami, wzywaniem zmarłych w konkretnym celu, po to by powiedzieli coś żywym, przekazali wiedzę – nie mają nic wspólnego ze Świętem Przodków – Dziadów. To specjalna procedura i obrząd związany z praktykami kącinnymi (świątynnymi).

W bardzo, bardzo odległych czasach, kiedy nasi przodkowie dopiero co wyszli z jaskiń w neolicie i przenieśli się do ziemianek i półziemianek, całkiem poważnie wzywano Dziadów na pomoc w Przesilenia i Równonoce (Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy), niejako chcąc wzmocnić Siły Boskie walczące w te święte dni o Ocalenie Światła Świata, Zwycięstwo Światła nad Ciemnością,

Uzyskanie przewagi Białej Swątlnicy – Krowy Jasnego Dnia nad Ciemną Nocą – Czarnym Bykiem Welesowym, było niezbędne po to, by zaczęła się wiosna i wegetacja, albo by płody ziemi mogły dojrzewać w Mocnym Słońcu Lata, a także w jesieni żeby Słabe Upadające Światło mogło ujść boskim prześladowcom z Krainy Ciemności, a wreszcie w najstraszniejszym ze strasznych dni – w Najdłuższą Noc Roku, aby w ogóle nie zgasło na wieki i odrodziło się kolejnego ranka.(...)



Miód, kasza, jajka – nie są pokarmem dla zmarłych, lecz ofiarą dla Bogów i Bogunów. Tych szczególnie bogów, którzy są ludziom bardzo, bardzo przychylni – stąd miód, kasza i orzechy (w kutji) dla Sporów (bogów Powodzenia i Szczęścia), Rgłów (Bogów Upraw i Hodowli) i Bożebogów (Bogów Domu i Domowego Ogniska – Radogostów). Przynoszono też inne pokarmy, specjalne chlebki (podobnie jak na wesele, czy plony – dla Ładów) i na przykład mak (w kutji) dla bogów Przeznaczenia – Mokoszy, głownie dla 7 Bogiń Szczęśliwych, tj. Przychylnych Ludziom, ale w gruncie rzeczy dla tych których szczególnie uczcić chcemy lub którym składamy modły albo obiaty.

Wezwanie dusz zmarłych do wspólnego posiłku, zaproszenie ich na biesiadę – jeszcze raz powtórzmy –  było też symboliczne. Także gdy obrzęd odbywał się w domu (potem w pustych domach we wsi, potajemnie przed klechami) należało przywołać jego dawnych budowniczych i gospodarzy – Dziadów i podzielić się z nimi – symbolicznie.(..)


Dziady mają dalekie korzenie... bardzo pięknie opisuje to święto Adam Mickiewicz w swoich "Dziadach".  Zjawiskowe dzieło.
Na http://bialczynski.wordpress.com czytamy dalej; "


Sam Adam Mickiewicz – jeden z największych i najbardziej zasłużonych Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian tak objaśnił to co zapisał przy pierwszym wydaniu „Dziadów”: „…Jest to nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz)”…

Nie są to więc wcale Dziady w kształcie pogańskim, lecz reminiscencja. Natomiast nazwa Uczta Kozła  nie jest wyssana z palca, lecz nie dlatego że koźlar (guślar, huślar) prowadził  uroczystość. Uroczystość przywoływania Dziadów (u Mickiewicza bardziej ta kącinna uroczystość niż Święto Dziadów) była prowadzona przez gromadę koźlarów czyli guślarzy, czyli kapłów Kozła. Kozioł to zwierzę Welesa , sam Weles był nie raz ukazywany jako Bóg Koźlogłowy lub Koźlonogi, być może że od tego Boga Zaświatów pochodzi na całym świecie współczesny wizerunek Diabła upowszechniony przez chrześcijaństwo. Okryty czarnym futrem, koźlorogi i koźlonogi , ogoniasty Weles – Pan Zaświatów, Bóg Śmierci, Władca Weli, Król Nawi.(...)


Tak naprawdę to dopiero po przeanalizowaniu opisu tego święta na ów stronie, znalazłam idealny obraz, treść i pochodzenie Dziadów. Wiedziałam tylko, że należy w tym czasie odwiedzić miejsca pochówku naszych przodków i zapalić znicz. Reszta była niezrozumiała, jak sądzę dla większości.  





Na stronie http://www.mojeopinie.pl natknęłam się na ciekawe porównanie słowiańskiego święta Dziady z Halloween. Czy dziady mają coś wspólnego z tym celtyckim obrzędem? Być może, ale zawsze warto poczytać. 

""Dziady, czyli Halloween po słowiańsku
Autor: Juliusz Sabak

Dziady kojarzą nam się dziś z „dziadostwem”, lub co najwyżej z dramatem Mickiewicza którym męczono nas w szkole. A przecież święto Dziadów, czyli noc z 31 października na 1 listopada, była jednym z najważniejszych świąt słowiańskich. Od Dziadów do Samhain, irlandzkiego przodka Halloween jest zaś o wiele bliżej niż wam się wydaje.
...Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy.


Nieprzypadkowo wspomniałem Adama Mickiewicza, bowiem to fragmenty z jego „Dziadów”, a dokładnie części II, poprowadzą nas przez ślad pogańskiej tradycji, której nie potrafiło pokonać przez tysiąc lat chrześcijaństwo, a zmogła najwyraźniej komercja z Ameryki. Ze świecą, czy może raczej ze zniczem, szukać dziś kogoś, kto pamięta, czym jest święto Dziadów i czemu było tak ważne dla naszych przodków. A przecież jesienne Dziady były jednym z głównych świąt słowiańskich. Noc przełomu października i listopada wyznaczały zamknięcie się cyklu życia i otwarcie bram zaświatów. Na tą jedną noc przodkowie przybywali z zaświatów, aby obcować ze swymi rodzinami. Nie było to wcale święto smutne. Nadarzała się przecież okazja spotkania z krewnymi, których kochano i szanowano. Niestety wraz z nimi powracali do świata żywych także nieproszeni goście. Dla jednych i drugich palono ogień. Ale zacznijmy może od samego początku i po kolei.

Kilka słów o nawii, Nawii i Welesie

Aby zrozumieć wagę tego jesiennego święta musimy powiedzieć kilka słów o wierzeniach naszych przodków. Przede wszystkim trzeba nam wiedzieć, że nie znali oni koncepcji piekła i nieba. Słowianie wierzyli, że każdy człowiek ma duszę, nazywaną nawią. Dusze dobrych ludzi trafiały do Nawii – podziemnego świata wiecznej szczęśliwości, natomiast dusze kłamców przestępców i ogólnie ludzi złych, nie miały do niej wstępu. Nawii strzegł bóg Weles, któremu poświęcone było jesienne święto.

Weles nie był bóstwem złym, ani dobrym, natomiast niezaprzeczalnie bardzo zapracowanym. Miał w swej pieczy podziemia wraz z wszelkimi bogactwami i światem zmarłych, a prócz tego również rzemiosło, sztukę i handel, a przede wszystkim bydło. Podlegały mu wszelkie słowiańskie demony. Na Welesa powoływano się też przy wszelkich przysięgach i traktatach. Jedynie wojownicy klęli się w takich sytuacjach na jego antagonistę, a swego patrona, gromowładnego Peruna.

Nocą z 31 października na 1 listopada Weles otwierał bramy Nawii, aby dusze zmarłych mogły się spotkać ze swymi krewnymi. Niestety przy tej okazji do świata żywych przychodzili też ci, którym nie było dane zaznać wiecznego szczęścia. Tych pierwszych nasi przodkowie chętnie przyjmowali na świątecznych biesiadach, ale też bacznie strzegli swego spokoju przed drugimi. Podobnie jak w celtyckim Samhain wielką wagę grał tu ogień i ofiary dla duchów. Jednak, gdy Celtowie obawiali się ich obecności, nasi przodkowie traktowali je jak wszystkich gości w tej dzikiej krainie. Chętnie przyjmowali sobie przychylnych, ale bacznie strzegli się przed agresorami i przestępcami. (...)
Aby duchy trafiły do celu, rozpalano na rozstajach dróg oraz na miejscu biesiady ogniska. Ogień miał ogrzać zmarłych i wskazać im drogę, ale był też przeszkodą dla złych duchów. Na grobach przestępców, zbrodniarzy oraz zmarłych tragicznie palono ogień, aby nie mogli ich opuścić i nękać żywych. Stąd pochodzi najpewniej tradycja palenia zniczy w miejscach tragicznej śmierci: wypadków, bitew, miejsc kaźni. W niektórych rejonach kraju, na przykład na Podhalu, była tradycja składania gałązek w miejscu czyjeś śmierci przez każdego mijającego je podróżnego. Powstały w ten sposób stos drewna odpalano właśnie w dzień Dziadów.

Kiedy nasi przodkowie zapraszali duchy swych krewnych do wspólnego biesiadowania, nerwowi Celtowie kryli się przed przybywającymi z zaświatów, opuszczając swe domy i wygaszając w nich wszelki ogień, aby nie przyciągały złego. Również oni wierzyli, iż tej nocy, z 31 października na 1 listopada, zaciera się granica miedzy światem żywych i umarłych, lecz z tej okazji nie cieszyli się na spotkanie ze zmarłymi krewnymi. Obawiali się za to duchów, które mogły posiąść ich ciała na cały nadchodzący rok. Dlatego ubierali się w dziwne stroje, przywdziewali maski i spędzali całą noc poza swymi siedzibami. Pozostawiali też jedzenie dla głodnych duchów. Cóż, co kraj to obyczaj. (...)
Gdy nic tobie nie pomoże,
Idźże sobie precz, nieboże.
A kto prośby nie posłucha,
W Imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański krzyż?
Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju!
A kysz, a kysz!
Oto ostatni dziś cytat z Mickiewicza, bowiem zbliżamy się do końca Dziadów i nadejścia chrześcijaństwa. Nie mogąc sobie poradzić ze świętem tak wrosłym w kulturę i świadomość społeczną, Kościół uczynił to, co zwykle czynił w takiej sytuacji. Na starszej tradycji nadbudował nową. Przy „Dniu Zadusznym”, czyli Zaduszkach przypadających 2 listopada, spotykają się znów tradycje celtycka i prasłowiańska. Święto to pojawiło się w X wieku we Francji i Anglii, właśnie jako przeciwwaga dla pogańskich obrzędów poświęconych zmarłym, takich jak Samhain i jemu pokrewne. W XII i XIII wieku zwyczaj ten rozpowszechnił się w całej Europie, docierając również do Polski. Do XV wieku Zaduszki obchodzono już w całej Koronie.

Tak żywot swój zakończyło święto zmarłych, pozostając jedynie niezrozumiałymi dla ogółu strzępami tradycji zatopionymi w chrześcijańskim anturażu: zwyczajem palenia zniczy, składania na grobach kwiatów i wspominania zmarłych. Dziś nawet one zanikają pośród zgiełku i tempa naszego życia. Zamiast dni wspomnienia zmarłych i zadumy nad własną śmiertelnością, mamy maraton między cmentarzami. Kombinujemy gdzie kupić znicze a gdzie kwiaty, jak dotrzeć najszybciej do cmentarza. Pędzimy dzieci i krewnych w rozwrzeszczanym tłumie zalewającym komunalne cmentarze. Próba spożycia rodzinnego obiadu na grobie dziadka spotkałaby się w najlepszym wypadku ze znaczącymi spojrzeniami krewnych i gniewnymi okrzykami otaczających ludzi. No chyba, że rzecz działaby się np. na Romskim cmentarzu. Ale to już całkiem inna historia."
 
 
Ogień towarzyszy nam zawsze i wszędzie...

Świat i Zaświaty - Pablo Amaringo
(fot ze str. http://bialczynski.wordpress.com/tag/dziady-2011/)

Święto zmarłych w Meksyku


1



2





3



4





5


  1. “Zaduszki” by Witold Pruszkowski, oil on canvas, 1888
  2. Inscenization of Mickiewicz’s “Dziady”  Słupsk, Polska
  3. “Dziady”  Konin, Polska
  4. “Dziady” spektakl Narodowy Teatr Edukacji Wrocław
  5. Inscenizacja “Dziady”  Słupsk, Poland 



tekst z art. https://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/search?q=dziady


Sława Bogom! Pamięć Przodkom!