jagaa

jagaa

środa, 1 grudnia 2010

Szczodre Gody

SZCZODRE GODY 21-22 Grudnia

Święto przypadające na okres zimowego przesilenia, tzw. Święto Staniasłońca- czas, gdy Słońce nie słabnie, ani nie rośnie w siłę. Obrzęd świąteczny rozpoczyna się, kiedy na niebie zabłyśnie Gwiazda RODA.
Podczas wieczornej biesiady zaprasza się również dusze przodków- "Dziadowie przybywajcie, prosimy was na wieczerzę"- a w ogień składa się ofiary z jadła dla wszystkich Bogów.
Biesiadnicy nawzajem obdarowują się prezentami.
Kilka dni wcześniej, a najczęściej w dniu, kiedy rozpoczynają się Szczodre Gody, ubiera się Drzewo Świata- choinkę świerkową lub jodłową z Gwiazdą Roda na szczycie. U korzeni Drzewa Świata jest kraina Welesa- władcy podziemi, zaświatów, magii i bogactwa, dlategoż kładzie się prezenty głównie pod choinkę.
W niektórych regionach (głównie na Śląsku i Lubelszczyźnie) w tym okresie stawia się snop żyta, tzw. dziady (ostatni zżęty snop zboża ze żniw).Jest on dekorowany suszonymi owocami (np.jabłkami) oraz orzechami. To z nasion TEGO zboża należy rozpocząć przyszłoroczny siew.  Po święcie jest przechowywany aż do wiosny (do następnego święta Jaryły).
Na Podhalu, Ziemi Sądeckiej, Krakowskiej i Pogórzu kultywowana jest PODŁAŹNICZKA- udekorowana gałąź jodły, świerku lub sosny, wieszana pod sufitem.
Bardzo popularne jest wkładanie słomy lub siana pod nakrycie stołu świątecznego. Czyni się to w celu zapewnienia przyszłorocznego urodzaju.
Jest to czas kolędowania. Słowo "kolęda" oznacza radosną pieśń noworoczną (na cześć odradzającego się Słońca, które rośnie w siłę, światło zaczyna górować nad ciemnością, dnie stają się coraz dłuższe), śpiewaną podczas odwiedzania znajomych gospodarzy.
Na stronie  http://bialczynski.wordpress.com  znalazłam ciekawy opis dotyczący znaczenia słowa "Kolęda";

 "Kolędy służyły przebłaganiu i obezwładnieniu ciemności oraz zimy. Poprzez świętą pieśń (modłę) proszono bogów, by przywrócili światło i wzbudzili siły rozrodcze ziemi. Podobnie jak święty tan, zwany kołem, pieśni te toczyły się w nieskończoność naśladując ideę zamkniętego, powtarzalnego i nieskończonego kręgu przyrody.


Nowy cykl, rozpoczynany od narodzin Bodrego Światła (może z biodra Swąta lub z Bodrej Kłódzi?) w dniu górowania ciemności, wiąże się z Koladą.


Kolada (Kolieda, Kolęda, Kulęda) to określenie oznaczające koło (godu, roku) – zamknięcie starego i rozpoczęcie nowego cyklu, nieskończonego Koła (Koła Wieków). Miano to wiąże się także z kołodą-kłódzią (siedliskiem Swąta), z lędo – puściznami, goliznami, łysymi polami, kolącym charakterem zimy, również w ważny i mocny sposób z ładem – porządkiem, uładzeniem, ułożeniem, a przez to z bogiem Ładem (Lado, Lyado, Łado). Tego dnia Łado puszcza Niebiańskie Koło letnich (lednich) miesięcy w ruch, a ono tocząc się zabija jego zimnego brata Mąda albo Sowiego (według niektórych kącin samego Mora albo Perepułta).


Zwraca uwagę fakt występowania tych samych elementów etymologicznych w obrzędach zimowego i letniego przesilenia. W święcie Kresu (Kupały, Kupaliach), czyli w czasie drugich Dzikich Łowów występują też mityczne symbole, takie jak koła czy kołki (wrzeciona ogniowe). W Kupalia miało miejsce krzesanie świeżego ognia, skakanie przez ogień, rzucanie płonących kół wozu na wodę, a także obrządek polegający na szukaniu w ziemi, u korzeni łopuchów, srebrnych główek Kupały (to echo mitu o odcięciu głowy Kupały i złączeniu jej liściem łopianu z ciałem boga).


Kulada, Kolęda, Kulędzie znaczy także ku lodzie, czyli ku lodowi, śniegowi, ku zimie, ku lednim (lodowym) miesiącom. Między nazwą lednie – lodowe a lednie – letnie występuje jedynie różnica dźwięczności jednego znaku, d=t. Drugie główne święto górowania, letnie, ma tego samego rodzaju nazwę Ku-Upałom (upałającym, czyli gorącym), Ku Upaliom – Kupalia."


 Szczodre Gody są również wróżbą na cały następny rok.
 Jeśli chodzi o stół biesiadny, to powinno się na nim znaleźć tyle potraw, ile jest miesięcy w roku, czyli 12 (może być również 13-tyle, ile było kiedyś miesięcy, gdy istniał KALENDARZ KSŻYCOWY, KSIĘGA ŻYCIA), by każdy miesiąc był bogaty i obfity.


                         SZCZODRUSZKA
              (piosenka na Szczodry wieczór)


Śniegiem spowita, oto spoczywa
Ziemia co żywi, i co okrywa
Żywi i darzy, dobrem wszelakiem
Chlebem i solą, i figą z makiem
Mlekiem i miodem, Ziemia płonąca
Żywi człowieka, orła i zająca
Bogata pani, Ziemia wielmoża
Jej góry, bory, rzeki i morza
Posażna pani, strojna, chędoga
Oblubienica Boga Dadźboga
Przyjdzie kochanek, kochankę zbudzi
Będzie wesele, precz zima pójdzie
Pokruszą lody, Strzały Dadźboga
Jemu nie zduże, Marzanna sroga
I będzie wszędzie, ochoty wiele
I rede w życiu, podskoczy cielę
Zaspany świstak, w kosodrzewinie
Hej! radość, radość, wesele mnoga!
I sława, sława! Sława Dadźboga!


                          ŻYCZENIA NA NOWY ROK


Na szczęście, na zdrowie, na ten nowy rok!
Żeby się darzyłą kapusta i groch
Pszenica i żyto, owiesek i wszytko
Żeby się wam darzyło wszystko stworzenie
W komorze, na polu i w oborze
W każdym kątku po dzieciątku
Żebyście orali czteryma pługami
Żebyście mieli tyle cielicek
Co w lesie jedlicek
Żebyście mieli tyle wołków
Ile w dachu kołków
Żeby się wam darzyły woły rogate
Krowy krasiaste, cielicki brzesiaste
Owce oczate, barany rogate
Żebyście mieli owiec, co w lesie mrowiec
Żebyście byli weseli, jak wam się krowa ocieli
Żeby się darzyły kury czubate i gęsi siodłate
Żeby kogut kury lubił
By gospodarz gospodynię lubił


Za koledę dziękujemy, zdrowia, szczęścia winszujemy
Byście wszyscy długo żyli, zdrowi i weseli byli na ten Nowy Rok!




 J. Gacparska- Szczodre Gody


W Szczodre Gody gasną płomieniaste zorze
Zdławione ciemnością drżą Słońca promienie
Noc zalewa wszystko, jak przepastne morze
Cień okrywa wody i strwożoną ziemię
W taką noc się ciemność zdaje nie mieć końca
I podstępna trwoga mrokiem dławi serca
W taką noc błagamy o zwycięstwo Słońca
Trzebę dla Swaroga składa lud i żerca

Swaróg

SWARÓG- w wierzeniach słowiańskich bóg/władca Słońca. Bóstwo ogólnosłowiańskie. Do dzisiaj zachowały się nazwy miejscowości, które nadane były na cześć Swaroga; Swarzędz, Swaryż, Svarene, Swarzyn. Wg Aleksandra Gieysztara kult tegoż bóstwa solidnie i trwale zadomowił się w kulturze ludowej. Niegdyś (z obserwacji znam, że również i dziś) ludzie witali wschodzące Słońce pokłonem i modlitwą. W południe czyniono podobnie, chłopi ściągali czapki z głów i z radością kłaniali się Swarogowi- bogowi utożsamianemu ze Słońcem.

Wg Cz.Białczyńskiego;
Swaróg jest podziwiany przez wszystkich bogów za swoje umiejętności kowalskie. Najwięcej czasu spędza z Gogoładą i Kowalisami chociaż wcale nie są to członkowie jego rodu. Niektórzy wieszcze – zwłaszcza świtungowie z Arkony powiadają, że ocalił dwóch synów z pogromu, a drugim poza Swarożycem jest Sowica, ale Swaróg nie przyznaje się do tego głośno.

Postacie-wcielenia (równe miana): Swarog-Gor, Swarog-Kalin, Ogonij-Wara

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Wrzos, Goriń – Pan Ognia Ogni, Boski Kowal Welański,

Zajmowany krag:Czwarty Krąg

funkcja (zakres działania):Strażnik Ognia Weli, czyli ognia Ogni na Równi. Wykuwa powierzone mu Rzeczy Pierwsze i Wtóre nadając im ostateczny kształt

ród:Warowie

pochodzenie:Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Świetlisty Młot
Pomocnicy (Stworze – bogunowie): Jaskry-Bogacze (Bagatce, Bogacze, Jaskry, Bahacze, Bohacze)

Swaróg- W.Kriżaniwskij

                                                       A.Klimenko- Swarog Prarodziciel 



niedziela, 21 listopada 2010

Towarzystwo domowina

                                           Balbina
                                          Kiś z rodu łaciate serce:)

Sama natura-moje okolice

                                         Nasz Dom.  Tylko życie zgodnie z naturą daje nam równe szanse
                                                                  Miłość drzew

                                                           Stare Dęby- las kazimierski

Zew do Młodzi Rodosławiańskiej-Stanisław Szukalski

Stanisław Szukalski (pseud.) Stach z Warty[1] (ur. 13 grudnia 1893 w Warcie koło Sieradza, zm. 19 maja 1987 w Burbank, USA). Syn Dyonizego i Konstancji z Sadowskich – polski rzeźbiarz i malarz działający w USA. Twórca pseudonauki o nazwie zermatyzm.


Młodość w Polsce i Ameryce


Rodzice Stanisława, Dyonizy oraz Konstancja z Sadowskich, po ślubie ok. 1889 roku, w obawie przed aresztowaniem Dyonizego (który był działaczem polskiej organizacji socjalistycznej), wyjechali do Brazylii. Tam, w Rio de Janeiro, w 1891 roku urodziła się córka, Alfreda. Po trzech latach rodzina wróciła do Warty (k. Sieradza), gdzie 13 grudnia 1893 roku przyszedł na świat Stanisław Szukalski.


Skromne dochody ojca nie zapewniały właściwego poziomu życia rodziny. W 1894 roku Dyonizy wyjechał do Afryki Południowej. Tam, po kilku latach pobytu, wziął w 1899 roku udział w II wojnie burskiej walcząc przeciwko Brytyjczykom. Od czasu do czasu przysyłał do Warty skromne sumy rodzinie. Po upadku powstania Burów, w 1902 roku Dyonizy wrócił do Polski i kupił kilka mórg ziemi w Gidlach (k. Radomska).


Stanisław Szukalski uczęszczał do szkoły powszechnej, następnie do szkoły Fabijaniego w Radomsku. Już w czasie pobytu w Gidlach Stanisław wykonywał małe rzeźby w drewnie i kamieniu „dla dziewczynek„.


Około 1903 roku ojciec ponownie wyruszył w świat, tym razem do Stanów Zjednoczonych, dokąd wkrótce ściągnął żonę i dzieci. W nowym miejscu zamieszkania mały Stanisław jeszcze bardziej interesował się rzeźbą. Już jako 13-letni chłopiec uczęszczał do Chicago Art Instutute. Tam zwrócił uwagę nauczycieli na swój nieprzeciętny talent rzeźbiarski.


Studia w Polsce


W 1909 roku, za namową przebywającego w USA rzeźbiarza Antoniego Popiela – ojciec zdecydował się wysłać 15-letniego Stanisława do Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Profesor Konstanty Laszczka, na podstawie pomyślnie zdanego egzaminu, przyjął chłopca na uczelnię mimo jego zbyt młodego wieku.


Szukalski, początkowo jako student nadzwyczajny, robił szybkie postępy i w roku 1910/11 otrzymał pierwszą nagrodę za rzeźbę, a także srebrny medal na pierwszej wystawie w 1911 roku. Buntownicza postawa ucznia w stosunku do akademickich wymagań profesorów spowodowała zawieszenie go w prawach studenta. Przygarnięty przez Jacka Malczewskiego, mógł korzystać przez pewien czas z jego pracowni i modeli.


Przed ukończeniem roku akademickiego Szukalski przeprosił prof. Laszczkę i wrócił do jego pracowni rzeźby, gdzie wkrótce otrzymał odznaczenie. W październiku 1912 roku wystawił w krakowskim Pałacu Sztuki po raz pierwszy swe prace publicznie, a następnie w 1913 jego prace wystawione zostały razem z pracami Malczewskiego, Witkiewicza i innych znanych twórców.

 


Początki kariery artystycznej w Ameryce


We wrześniu 1913 roku – niespokojny o los ojca – Szukalski wyjechał do Ameryki. Tam rozpoczął studia w Chicago Art Institute. Tam też powstają rzeźby w brązie: Orator (1913, pierwsza rzeźba zrealizowana po przyjeździe z Krakowa), Popiersie Dawida i Jednoręki Mężczyzna na Wietrze (obie w 1914 roku).


W kilka miesięcy później ojciec „został zabity przez automobil„. Po śmierci ojca sytuacja materialna Szukalskiego bardzo się pogorszyła. Pracował dorywczo w chicagowskich rzeźniach i często przymierał głodem. W tym czasie poznał wiele osób ze środowiska tamtejszych artystów, pisarzy, krytyków i dziennikarzy, między innymi Wiliama Saphiera, krytyka „The Little Review„, który zafascynowany twórczością Polaka napisał o nim pochlebny artykuł, Ben Hechta, pisarza, dramaturga i krytyka, autora autobiografii „A Child of the Century” w której opisuje wizytę w atelier Szukalskiego i innych. Jest to też płodny okres w życiu artysty, powstaje wtedy kilkanaście rzeźb, niektóre o monumentalnych rozmiarach.


W 1917 roku, przebywający w USA Rabindranath Tagore zaproponował Szukalskiemu stworzenie instytutu sztuk pięknych w Santiniketan w Indiach. Wskutek trwającej jeszcze wojny – do wyjazdu nie doszło. W kilka lat później, w 1922 roku, Szukalski wykonał rzeźbiarski portret Tagore, który – skopiowany przez indyjskiego rzeźbiarza – umieszczony został na terenie uniwersytetu w Kalkucie. Ponowna próba wyjazdu Szukalskiego do Indii nie powiodła się, ponieważ ambasada brytyjska, pamiętająca krytyczne nastawienie Szukalskiego do kolonialnej polityki Imperium – odmówiła wydania wizy.

 


Sukces artystyczny i materialny w latach 20. XX w.


Sytuacja materialna Szukalsakiego poprawiła się z chwilą zawarcia w 1923 roku związku małżeńskiego z młodą malarką Heleną Walker. Okres trwania tego związku to czas niezwykle owocnej pracy twórczej. W 1923 roku została wydana w Chicago pierwsza monografia artysty pt. The Work of Szukalski. W tymże roku Szukalski przyjechał do Polski ze swoim dorobkiem, który przedstawił na wystawie w warszawskiej Zachęcie. Prace Szukalskiego zostały przyjęte z zachwytem, pojawiły się także głosy krytyczne. Jego prace, szczególnie rzeźby, były określane jako „brawurowo wykonane .. z dużą biegłością techniczną …” lecz także jako „…anty naturalne, noszące piętno plastyki egipskiej, wschodnioazjatyckiej czy meksykańskiej…” oraz „…naśladujące rzeźby Rodina...” Szukalski nigdy nie zgadzał się z tymi opiniami.


Ogólny zachwyt budziły jego rzeźby głów, „…impresjonistyczne w charakterze…”. Okres twórczości do 1923 roku uznany został przez niektórych krytyków za okres poszukiwań przez artystę rozwiązań problemów plastycznych.


W grudniu 1923 roku Szukalski wyjechał z Polski, podróżował i zwiedzał wraz z żoną Włochy i Francję, gdzie na krótko zamieszkał.


W 1925 roku, na Międzynarodowej Wystawie Nowoczesnej Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu, artysta otrzymał Grand Prix za brązy, Dyplom Honorowy za projekty architektoniczne oraz Złoty Medal za rzeźbę w kamieniu. Polska prasa odniosła się do sukcesu Szukalskiego obojętnie, także krytycznie (p. artykuł J. Iwaszkiewicza, Wiadomości Literackie, 1925, nr 25).


W 1925 roku artysta wykonał konkursowy projekt pomnika Adama Mickiewicza dla Wilna, który – wśród nadesłanych 67 prac – otrzymał pierwszą nagrodę większością głosów. Pomnik ten przedstawia poetę karmiącego krwią swego serca olbrzymiego orła. Rzeźba, podobnie jak jej granitowy pomnik nacechowana jest stylem właściwym Szukalskiemu, nawiązującym do sztuki Inków. Po ogłoszeniu werdyktu jury i wystawieniu pracy, rozpętała się burzliwa dyskusja, doprowadzając do zaniechania realizacji nagrodzonego projektu.


Szukalski uczestniczył w konkursie na monetę polską, w którym otrzymał jedno z trzech wyróżnień. Na skutek nieporozumień między Szukalskim a czynnikami oficjalnymi, poza próbną edycją, do realizacji monet nie doszło.


W styczniu 1926 roku artysta wrócił do Paryża, do żony, która urodziła córkę – Kalinkę.


W 1928 roku Szukalski przyjechał do Krakowa, a w następnym roku wystawił w Pałacu Sztuki 98 rysunków i 34 rzeźby, w większości z okresu 1914-1923. W czasie wystawy wygłosił przemówienie, napastujące i krytykujące sfery artystyczne i kulturalne Polski. Jako odzew na to wydarzenie, pojawiły się liczne opinie, bądź to wychwalające Szukalskiego, bądź negujące wartość jego twórczości. Artysta odpowiada szeregiem ostrych w treści i formie artykułów (m.in. „Biała zaraza w Krakowie„).

 


Szczep Rogate Serce


W 1929 roku Szukalski zorganizował w Krakowie Szczep Szukalczyków Herbu Rogate Serce, oraz zaczął publikować na łamach założonego przez siebie czasopisma „Krak” swoją filozofię artystyczną i podkreślać rolę polskości sztuki w życiu narodu. Krytykował Akademię Sztuk Pięknych jako ostoję sztuki francuskiej, podważał pozycję profesorów i wartość akademickiego systemu kształcenia. Proponował stworzenie „Twórcowni”, w której sposób kształcenia młodych talentów doprowadzi do stanu, w którym Kraków stanie się centrum sztuki twórczej, otwartym dla uczniów całego świata.


Za duchowego przywódcę Polski uznał Józefa Piłsudskiego, który będzie w stanie utworzyć z Polski ośrodek życia politycznego i kulturalnego Europy, a także zorganizować powstanie „Neuropy”, obejmującej państwa europejskie, („lecz bez Anglii, Francji, Niemiec i Włoch”).


W 1929 roku została wydana w USA druga monografia pt. Szukalski Projects in Design. W grudniu Szukalski wyjechał do USA i stamtąd kierował działalnością „Szczepu”.


Ugruntowanie pozycji artystycznej w Europie i Ameryce


W 1932 roku Szukalski rozwiódł się z Helen Walker, a w 1935 poślubił guwernantkę swojej córki, Joan Lee Donovan. Pracował nad rzeźbami i rysunkami oraz wystawiał m.in. w 1935 r. w Chicago i Nowym Yorku.


W tym czasie, zainicjowana przez „Szczepowego”, Mariana Konarskiego, a kontynuowana przez Aleksandra Jantę Połczyńskiego akcja, mająca na celu sprowadzenie na stałe Szukalskiego do Polski, zaowocowała zaproszeniem go w 1936 roku do kraju przez ministra skarbu Ignacego Matuszewskiego, który pokrył koszty podróży artysty z całym jego dorobkiem. Wielką pomoc okazał mu wojewoda śląski, Michał Grażyński, który został jego mecenasem. Szukalski otrzymał pracownię oraz zlecenie wykonania kilku prac rzeźbiarskich. Wraz z członkami „Szczepu Rogate serce” wznowił działalność artystyczną, wydawniczą i wystawienniczą. Wystawiał w Warszawie, Krakowie i Katowicach. Nie obyło się bez skandali i zamieszania w świecie artystycznym. Projektował medal pamiątkowy oraz puchar dla zwycięzców zawodów balonowych im. Gordon-Bennetta (który, jako puchar przechodni otrzymał zespół belgijski – 1936 r.).


Opracował rysunkowy projekt „Duchtyni” dla Wawelu, projekt pomnika oraz grobowca dla Józefa Piłsudskiego. Wziął udział w Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w 1937 roku w Paryżu. Za medal poświęcony Kopernikowi otrzymał Dyplom Honorowy. W 1938 roku skończył pisać i wydał tragedię sceniczną „Krak, Syn Ludoli”.


Zaprojektował i przygotował do realizacji monumentalny pomnik Bolesława Chrobrego. Po napaści Niemców w 1939 roku, rzeźba ta, w skali 1:1, uległa zniszczeniu w czasie bombardowania, a sam rzeźbiarz ledwo uszedł z życiem.


Okres do 1939 roku to czas, w którym w jego twórczości dominują rzeźby i rysunki niosące przesłania filozoficzne i literackie.

 


Trudne lata w Stanach Zjednoczonych


Po kapitulacji Warszawy we wrześniu 1939, przez ok. dwa tygodnie Szukalski jako obywatel amerykański, schronił się w ambasadzie USA, i wraz z jej pracownikami udało mu się opuścić Polskę i osiedlić w Kalifornii.


W Stanach Zjednoczonych przez wiele lat żył w niedostatku, nie mogąc pokazać swoich prac, które pozostawione w Polsce zostały częściowo zniszczone przez Niemców, lecz w większym stopniu rozkradzione przez rodaków w czasie okupacji, oraz tuż po jej zakończeniu. Szukalski pracował dorywczo w studiach filmowych, projektując dekoracje, sporadycznie rzeźbił, więcej rysował.


W 1940 zamieszkał w Los Angeles, gdzie zaprzyjaźnił się z rodziną Georga DiCaprio, ojca Leonardo DiCaprio[2] Od 1940 roku najwięcej czasu poświęcał rozwiązywaniu przedhistorycznych zagadek i tajemnic dawnych dziejów ludzkości, powstawaniu i kształtowaniu się języków, wiar, zwyczajów, sztuki, migracjom ludów. Próbował rozwikłać pochodzenie nazw geograficznych, bogów, symboli, które w różnej postaci przetrwały – niewyjaśnione – do naszych czasów. Pracę tę, nazwaną „Protong„, a z polska „Macimową„, kontynuował nieprzerwanie przez ponad 40 lat. Objętość tej pracy wzrasta do 43 tomów maszynopisu, obejmującego różne zagadnienia oraz kilkunastu tysięcy precyzyjnych, piórkowych rysunków artefaktów, stanowiących „świadków„, potwierdzających teorie autora.

 


Schyłek życia i kariery artystycznej


Od 1960 roku władze Los Angeles przyznały mu rentę w wysokości około 250 $ miesięcznie, z czego zaledwie pokrywał koszt wynajmowanego mieszkania. Czasem pomagała rodzina żony. Skromne dochody przynosiły wydawane pocztówki z reprodukcjami rzeźb i rysunków, medale pamiątkowe na 500-lecie urodzin Kopernika, 100 rocznicę śmierci Mickiewicza, dla uczczenia Sołżenicyna czy na rocznicę Katynia.


Z pomocą finansową Glenna Braya, przyjaciela od lat 70., wydana została, opracowana przez Szukalskiego, monografia artysty „Troughful of Pearls” („Koryto Pełne Pereł„) oraz „Behold!! The Protong” („Uwaga!!, Macimowa”) w 1980, oraz „Inner Portraits” („Wewnętrzne Portrety”) w 1982 roku.


Wieloletnie starania Szukalskiego o pomoc w odzyskaniu skradzionych w Polsce jego prac, kierowane do Ministerstwa Kultury, ZPAP, muzeów polskich, osób prywatnych, do agend ONZ i polskiej ambasady w USA, nie przyniosły żadnego efektu. Memoriał w sprawie Szukalskiego i jego twórczości, przedłożony Ministerstwu Kultury i Sztuki oraz ZPAP w 1978 roku, także pozostał bez echa. Zrozpaczony artysta, nie otrzymując żadnej pomocy ani cienia nadziei na poprawę swojego bytu, nie doceniany zarówno przez rodaków, jak i przez resztę świata, wpadał często w stany depresyjne, winiąc Polaków za brak jakiejkolwiek reakcji na jego niedostatek, za rozkradzione jego najpiękniejsze dzieła, za zniszczenie dorobku artystycznego.


Niemniej pracował po kilkanaście godzin dziennie, nie dojadając i nie dosypiając. Jego chora żona Joan, przez ponad 40 lat wierny towarzysz zmagań i niedoli, zmarła w 1980 roku. Pozostawiony sam, Szukalski zapadł na zdrowiu, kilka razy przebywał w szpitalu, korzystał ze społecznej pomocy i opieki, jednak w dalszym ciągu tworzył, rysował i pisał. Na miesiąc przed śmiercią wyrzeźbił wielką, kubistyczną formę w drewnie pt. „Bogini”, traktując tę pracę jako żart. Ostatni żart Szukalskiego.


Zmarł 19 maja 1987 roku w szpitalu, wskutek udaru mózgu, wywołanego prawdopodobnie wcześniejszym wypadkiem ulicznym.


30 lipca 1988 roku, Glenn Bray z żoną Leną Zwalve oraz czworgiem malarzy, przyjaciół Szukalskiego, działając w porozumieniu z krewnymi i przyjaciółmi w Polsce, rozsypali prochy jego i jego żony Joan Lee na Wyspie Wielkanocnej.


Stanisław Szukalski do końca przejawiał energię twórczą, choć popadał w coraz większe dziwactwa (vide zermatyzm).

Jeden z obrazów Szukalskiego przedstawia Toporła – symbol wymyślony przez artystę do promowania słowiańskich idei.


Muzeum Polskie w Ameryce ma zbiór dzieł artysty. Szereg rzeźb Szukalskiego znajduje się również w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu.


W 2000 roku odbyła się w Laguna Art Museum w Laguna Beach pośmiertna wystawa twórczości Szukalskiego zatytułowana Struggle (ang Zmagania). Jednym z głównych sponsorów wystawy był zaprzyjaźniony od dzieciństwa z artystą aktor Leonardo DiCaprio[3]. Według niektórych źródeł grana przez niego rola zbuntowanego artysty Dowsona w filmie Titanic była hołdem zlożonym polskiemu rzeźbiarzowi


z Wikipedii

 



 


"Krak syn Ludoli"


Dziejawa w dziesięciu odmroczach


Stworzył Stach z Warty Szukalski


 


Wydawnictwo Toporzeł, Wrocław 2007


ze strony http://toporzel.pl 


Stanisław Szukalski to jeden z najgenialniejszych artystów- takich co otwierają nową epokę, nie tyle nawet w sztuce, co w stosunku człowieka do świata i kultury.


"Krak syn Ludoli" to nie tylko bajka - to mit - prawdziwy, ponadczasowy mit - polski, słowiański, pogański - dający człowiekowi tożsamość i orientację w świecie kultury oraz ludzkiej egzystencji.


Legenda o Kraku ukazana jest w taki sposób, aby łatwo było odnaleźć go wśród nam współczesnych, a także aby przestać się bać dzisiejszych smoków i przestać składać im prawdziwe ofiary z ludzi. Krak to też dramat - dramat historii naszego narodu, w którym lęk, symbolizowany przez Smoka, a podtrzymywany przez wrogów stawał się przyczyną naszej niewydolności dziejowej i ofiar.


(więcej o twórczości Szukalskiego w: http://www.szukalski.com


http://www.szukalski.pl   http://www.rogate-serce.prv.pl  



 

 


 


Zew do młodzi rodosławiańskiej


"Stanisław Szukalski

(Przedruk z KRAKa nr. 3, 1938-39 rok )

Rodosławizm


Słowo "nacjonalizm" jest obcym wyrażeniem. Obojętne nam to mogło być, kiedy duch fanatycznego narodowizmu był u nas wykpiwany przez kosmopolitycznych kundlów Semito-komunistycznej intelektualjady. Dziś jednak, instynkt rasy przełamał skorupę polskiej obojętności na rozwój naszych Dziejów i stał się treścią naszej Wiary w Przyszłość. Zatem musimy mieć własne i polsko-sławiańskie określenia tegoż Ideału.

Nazwijmy nacjonalizm Narodo-wizmem, zamiast rasizmu użyjmy Sławizm.

Zapóźno jest dziś na narodowościowe sobkowstwo i na rozdrabianie całości w bezsilne cząsteczki a nadeszła teraz chwila zbijania się narodów w całości rasowe dla zapewnienia sobie ciągłości dziejowej, przeto nawet słowo Narodowizm jest już zabytkiem niedawnej przeszłości i nie wystarczającym określeniem pokolenia, minionych dni najeźdźczego bratobójstwa.

Przerośliśmy dziś nawet owe słowo Narodowizm, wobec wyprzedzającego nas świata germańskiego - łacińskiego i mongo-moskowskiego.

Narodowizm już nam nie może wystarczyć, gdyż skala jego treści jest drobno-terytorjalną i stworzyłby z całej Sławii, gniazdo skorpionów, wzajemnie się uśmiercających.

Młódź dzisiejsza przerosła drobno-zawistne marzonki naszych politycznych poprzedników starszego pokolenia, odgnijającego od rzeczywistości. Dziś Narodowizm musi pokrywać także i rasę. Dziś nie wolno nam tylko myśleć o polskości. Dziś musimy myśleć o sławiańskiej Całości, bo jedynie wówczas wytrwamy jako Narody. Zatem niechaj słowo "Rodosławizm" pokrywa oba znaczenia. Narody wywodzą się z Rodów, więc skróćmy Narodosławizm do Rodosławizm.

Właśnie nadeszła chwila, by przerwać tę politykierską kołowaciznę partyjnej rozbieżności. Dzisiejsza Młódź jest podzielona, modłą oportunistycznych band starszego pokolenia, z którego to wywodzi wszystkie swe ugrupowania. Mimo ciągłych zmian nazw młodzieżowych organizacji, mimo zmian środowisk, czy też prowodyrów, kwater, odznak, afiliacji, pozorowego upierzenia i przemian profilów programowych: wszędzie i zawsze są oni odkrywani jako nienawistni złoczyńcy, przez inne ugrupowania, a ich zamiary i metody są złowolnie tłumaczone w ujemny sposób i przedstawiane jako wręcz szkodliwe.

Każda grupa ma swych nieprzejednanych wrogów. Każda trawi całą swą siliznę twórczą na bronienie się lub na wzajemne zwalczanie się, gdyż wywodząc się z organizacji starszego pokolenia, mimo zmian przez rozdrabnianie, wiecznie i wszędzie, w ślad za każdą grupą, sunie odziedziczona nienawiść.

Nienawiść jest "znajdą" zysków, lub walki o zysk. Starsze pokolenie znalazłszy się nagle, po odzyskaniu niepodległości państwowej, tak próżne, jak orzech zeszłoroczny, bo zaledwie zbutwiałą łupiną, po spełnionym ideale, stało się przedwcześnie już tylko niegodną masą najgorszego kalibru oportunistów, czujących się nagle bez wewnętrznej treści człowieczej, wałęsających się bezcelowo po przebytych drogach skończonej wędrówki idealistycznej, silących się zatchać jako tako, tę próżnię duchową. Chcą sztukować swą niezbędność, wymuszając na Narodzie swą źle pozorowaną ważność. Silą się ukryć śmierć płomienia, co kiedyś był Marzeniem młodzieńczości.

Dziś ta masa byłych młodzieńców, spostrzegłszy nagle tę tragiczną próżnię po zanikłym Duchu, co to odżywia się tęsknotą do Czynów i za ich spełnieniem, wypełnia tę próżnię prozaiczną namiastką. Dziś już inne życie powoduje jej obwisłym cielskiem, bo zezwoliła zwykłemu oportunizmowi by w tej pustce ducha złożył swe jaja, jak zwykły czynić owady w kadawrach, by larwy miały do syta zgnilizny na odżywkę.

Tak w ustrzelonej zwierzynie, oportunizm życia, wlazłszy im przez nozdrza, usta i oczy, zniósł swoje jaja, tak teraz w ich próżni duchowej lęgną się larwy spiski, larwy - knowania, larwy - podstępu. Larwy ich tułowiem ruszają, zawładnęły ich mózgiem i myślą przyziemną, a nienawiść ku Młodzi swej rasy, nimi powoduje. Cudzym życiem już oni żyją, tak jak wszelka padlina, życiem nie Ideału, lecz rojem larw - obmysłu zysków i wymusu.

Z organizacjami wywodzącymi się z polityki starszego pokolenia, Młódź nasza odziedziczyła również i te larwy rozkładu swej psychiki społecznej. Rozkład raczej, niżeli zdolność twórczą, rozpadanie się wszystkiego, czego się podejmują dokonać, zamiast zrastanie się odrębnych pierwiastków w celowy twór, jest cechą starczych organizmów; a właśnie te cechy odziedziczyły wszelkie organizacje młodzieżowe.

Nie jest to cechą młodości, że w Polsce Młódź wiecznie dzieli się na coraz to liczniejsze ugrupowania, li tylko po to, by wzajemnie się zwalczać i unieważniać, nieoględnie zdradzając swój szczytni rasowy Sprawunek. Nie jest to jednak jej wrodzoną skłonnością, by w ten sposób zaprzepaszczać, powierzoną sobie przez przyrodę obronę swego Ludu-Narodu i sposobienie mu szczęśliwszych Dziejów; jest to tylko przejęty sposób życia i bycia od swych aspołecznych ojców i od bezwartościowej kasty wychowawców i instytucji, które razem stanowią nam dzisiejsze społeczeństwo.

Ta specyficzna zdolność do społecznego negatywizmu jest cechą nabytą od starszego otoczenia, nieoględnie przeniesioną do organizmu Młodzi naszej, przez tę, dotąd nie odciętą pępowinę ciągłości wykształcenia, łączącą nas z gnilnym mięsem kończącego się pokolenia. Młodzież już sama zaczyna wierzyć, choć to sili się ukryć, że jest klęta niezdolnością do pracy dziejowotwórczej, przyjmując piętno swych ojców, jako cechę własną, rasową, a nie jako skutek złego przykładu ze strony naszego pseudo - społeczeństwa.

Nadeszła zatem chwila rozpoczęcia zmian tego aspołecznego stanu rzeczy, trupiarnych zastygnięć i dziejobójczych warunków, przez rozpoczęcie zmieniania stosunków społecznych. Młódź teraz rozpocząć musi działalność, tak, jak jest jej biologicznym przywilejem a wewnętrznym musem dziejowym. Nadszedł czas kopania grobów, by je mieć gotowe dla wałęsających się jeszcze spóżnionych trupków społecznego trądu. Czas zacząć rozgarniać chmury przed Młodzią naszej rasy, by jej Wizja wskazała pojemniejsze widnokręgi ociemniałemu Ludowi.

Teraz czas nadszedł, by Młódź rządziła się wedle praw Przyrody, by łączyła się, ku zegnaniu z wyżyn decydujących życia społecznego, uparte trupy do ziewających grobów i objęła w swe następcze dłonie nieomylnego instynktu Rasy, instynktu samozachowawczego, kierownicę i dzieło Dziejotwórstwa.

Mityczna budowa wieży Babel jest nabrzmianem (symbolem) rozbieżności starczej spekulacji, silącej się zbudować sobie wieżę zbawienia, przed potopem świeżych sił Młodego pokolenia, które nieubłaganie zalewa i obala wszystko, to, co już należy do "następnego świata", co jest zakałą pełnego życia.

Owa przysłowiowa nieudolność niezdolność do współpracy w starszym pokoleniu, jest symptomatem obłędnej zachłanności zysków, która działa jedynie dla prozaicznych korzyści, lecz zawsze pod pretekstem jakichś wzniosłych niby to frazesów, Owa sławetna inność "języków" i programów jest zewnętrznym wyrazem odrębności "poglądów" na temat "kto ma mieć najwyższe uprzywilejowanie" by zyskawszy je, zgarniać jak najgrubsze dochody.

Czas już przerwać tę budowę wieży Babel, modłą starczego pokolenia! Wcale nie jest konieczne, by stolarze psuli pracę murarzom, a blacharze szklarzom, jak się to dzieje w naszym dziedzicznym partyjnictwie, nibyto dla dobra ojczyzny.

Każda grupa i organizacja może kłaść nacisk na swą robociznę i twierdzić, że bez niej budowla się nie wzniesie. Każda z nich może być wręcz odrębną w charakterze od innych, lecz nie koniecznie ma wykluczać to, jak to starcze pokolenie czyni, żeby wszyscy razem nie mogli zgodnie budować Wielkiego Czynu, wedle uzgodnionego planu, właśnie przez splot grupowej odrębności i ich specyficznych uzdolnień.

Wielokrotnie próbowano dokonać konsolidacji partyjno - narodowej, lecz skutki były patetycznie tragikomiczne. Nie może się udać wogóle żadna "konsolidacja", jeżeli czyniona jest pod nagłówkiem jakiejś poszczególnej grupy, jeżeli ta wywodzi sżę po linii genealogicznej z jakiejś byłej partii, przy prawie najwyższego uprzywilejowania.

Jakiekolwiek afiliacje partyjne są automatycznie klęte nienawiścią partyjnie dziedzicznych uprzedzeń. Odrazu wszystkie inne ugrupowania będą z miejsca "przeciw", i pod żadnym warunkiem, nawet patriotycznych insynuacji, nie zrezygnują ze swych grupowych prerogatywów i dumy jednostkowej, na korzyść swych byłych antagonistów, by podporządkować się mądrzejszym "zwycięzcom".

Nigdy nie przyjdzie do połączenia i porozumienia pod nagłówkiem jednej grupy ponad innymi, bo co robi nam tyle rozdrobnienia, to jest właśnie ta dziedziczna wzgardliwiość przeciwników. To równałoby się "ideowej" kapitulacji i jawnemu zrezygnowaniu ze swego tytaniczno - znikomego "Ja", maluczkich cyklopolaków.

Zeszczepienie odmiennych ugrupowań Młodzi naszego Narodu, możliwe jest jedynie w organizację zupełnie nową, nijako nie obarczoną dziedzicznymi nienawiściami innych ku sobie, ni też zupełnie nie cierpiącej tej społecznej ułomności, ku innym. Jak również jedynie pod imieniem jednostki zupełnie nowej w polityce, nijako nie związanej z żadną partią. Aby zeszezepienie się udało wokół osoby prowodyra, musi on być zupełnie świeżym gatunkiem umysłowości i pomysłowości, aby jego sposoby były nieprzewidziane, a zatem politycznie skuteczne. Osoba jego musi być samotna i bez politycznego poparcia z jakiejkolwiek strony dziedzicznego partyjnictwa. Jedynie wobec takiej jednostki wszelkie ugrupowania będą gotowe stanąć na zawołanie do narodowego zeszczepienia się, bo wówczas to będzie samorzutna zgoda skorej obywatelskości, a nie pod namusem policyjnym lub żurnalistyczną nagonką.

Połączenie takie może być urzeczywistnione jedynie wtedy, kiedy to żadna z grup nie jest zmuszoną zrezygnować ze swego dotychczasowego programu na korzyść jednego ze swych poprzednich antagonistów. Wszystkie dotychczasowe zamiary połączeń partyjnych były pierwej skrytym, a potem otwartym spiskiem zawładnięcia i poświęcenia wszystkich grup dla urostu jednej, we wszechwładne znaczenie. To też w czas wycofywały się możliwe ofiary skorej łatwowierności z niepewnych opał, zastawionych potrzasków oraz pseudo patriotów a szczerych spryciarzy.

Zwracam się przeto do Młodzi Rodosławiańskiej (rasisto - nacjonalnej) ze Wzorcem Zeszczepienia się ku skutecznej pracy dla dobra Ludu - narodu.

Pierwej proponuję niebolesne i niczem was nie zobowiązujące przyjęcie znaku TOPORŁA za godło Polski II-ej, by pod nim połączyć cały rodosławiański pierwiastek polityczny. Godło państwa musi być heraldyczne w swej pierwotnej formie. Wypchany biały kogut w stylu naturalistycznym nie może być nabrzmianem (symbolem) Narodu.

TOPORZEŁ jest obosiecznym toporem, w kształcie orła. Jest daleko prostszym w formie od Swastyki, jak i od italskiej Fasci. Zaś krótki topór jest narzędziem ciesielskim i prawiecznym orężem bojowym Sławian. Ponieważ przed nami zakreśla się wielka "robota" przemian od podstaw, do zaczęcia, przeto Topór jest najstosowniejszym znakiem naszych dziejotwórczych poczynań. Skoro zaś każda epoka przynosiła inny kształt Orła państwowego, a było ich aż kilkanaście, przeto my, strojący się do przebudowy ducha społecznego, obowiązani jesteśmy wnieść przed Rodosławianami nowe godło, nowe nabrzmiano naszych czasów, by Lud wiedział, że już kończy się owa nieszczęsna Epoka Filatelistyczna a rozpoczyna Ciesielskobojowa.

Przynoszę wam zatem piękny znak, nowego Orła i to jeszcze prostszego od piastowskiego, abyście wy, co opętani jesteście jako i ja, zamiarem rodosławiańskiej misji; z sercem otwartym przyjęli na swe sztandary, szczerego wyznania

patriotyzmu narodowego i rasowego, ten oto znak Topora, co Orłem się stał.

Niechaj Toporzeł da nam wszystkim, bez względu na odmienne ścieżki zmierzań do tego samego Ideału, potrzebne dziś natchnienie. Niechaj będzie wyobrażeniem naszych tęsknot i męskich zamiarów. Niechaj się stanie nabrzmianem Polski II-ej.

Zatem, zastosujcie przedewszystkiem na okładkach i tytułowych kartach swej rodosławiańskiej prasy znak Toporła a pozostańcie tymi samymi odmianami patriotów. Lecz zaznaczcie swą łączność zamiarową.

Kiedy już przyjmiecie go za znak Rodosławizmu, wówczas na umówiony dzień, zjedziemy się na górze Hełmowej, koło Ojcowa, na Zmowę Unii Młodych. Tam dobierzemy se, z pośród Przodowników wszystkich ugrupowań, Radę ośrodka czynów dla UMu. Przyjmując znak Toporła, podkreślicie swą gotowość do zeszczepienia swych rozdrobnionych wysiłków patrjotycznych Aby nie było, żadnych pozorów grupowej kapitulacji na korzyść jakiejś innej grupy, nadeślijcie do "Kraka" swe zgłoszenia się do wzajemnego zjazdu, na górze Hełmowej.

Tak, jak przy budowie jakiejkolwiek potrzebne są wszęlkie rzemiosła, tak i w budowie naszego wielkiego wspólnego zamiaru dziejowego, wasze różnice są właśnie dziś potrzebne. Lecz musicie do tego skoordynowani być, by jedni nie psuli tego, co inni zrobili. Pozostańcie tymi samymi ugrupowaniami co dotąd, lecz połączcie się w jednię Unii Młodych.

Na Górze Hełmowej ustanowimy pośredni Narys (program) zbiorowej działalności UMu, wysuwając jako zasadnicze te punkty, na które się wszyscy zgodzimy, a grupy Rodosławizmu się ze sobą pokrywają. Zaś stosownie do zmniejszania się potrzebnego pokrywania ideologicznego, na innych punktach, odsuniemy je wedle ich proporcji, na bok do czasu zmian całej zbiorowości UMu.

Zawiązawszy Unię Młodych na zasadach Rodosławizmu, zachowacie nadal swą odrębność w drobiazgach waszego grupowego Narysu, lecz w zasadniczych sprawach staniecie się nienaruszalną potęgą natchnioną sprawnym skoordynowaniem i kierowaną wedle uzgodnionego Planu. Czyż saperzy byliby tak naiwni, upierając się przy zasadzie, że jedynie z saperów Armia się może składać, lub gdyby tak twierdzili, o swoim pierwiastku np. awiatorzy? Armia się musi składać ze wszystkich pierwiastków atakujących, jak i obronnych, humanitarnych, jak i krwiożerczych.

Również każde grupowe "usposobienie" powinno mieć swoją funkcję w UMie i zastosowanie.

Po waszem zgłoszeniu swej szczodrej gotowości do zeszczepienia się, zaprosimy również bratnie organizacje Rodosławiańskie ze Sławiańskich krajów do zjazdu, na Górę Hełmową, by dorzuciły swe serca do Zmowy UMu.

Podejmijcie TOPORŁA, jako nasz łączny znak!

Niech Młódź się potem zgromadzi we swym Ojcowie, jako wierni synowie Ludu i jednogłośnie wykrzyknie zawołanie UMu, zawołanie naszej gotowości;


TUM JA! TUM JA! TUM JA!

Stach z Warty"



piątek, 19 listopada 2010

Światowid, Swarowit, Svantevit, Świętowit, Światowit, Światuwiłt, Światłowiłt

Na temat naszej słowiańskiej tradycji istnieje wiele artykułów i książek. Autorzy zagłębiają się w pradawne czasy i próbują zrekonstruować Wielki Mit Naszej Historii. Na temat Bogów Słowiańskich ciekawy opis można spotkać na stronie http://bialczynski.wordpress.com/ . Jest to jedna z moich ulubionych stron. Podróż przez "Starosłowiańską Świątynię Światła Świata" jest fascynująca i działająca na wyobraźnię.
   Ja opiszę swoim tokiem myslenia Bogów Słowiańskich, ktorych czcili i darzyli ogromnym szacunkiem nasi przodkowie.

Światowid (Świętowit,  Światowit, Światuwiłt, Światłowiłt)


Jedni stawiali Światowida na samej górze pocztu bogów a jedni na równi z innymi bogami, tak samo jest i dzisiaj, wśród Rodzimowierców Słowiańskich.
Pogański Bóg-Światowid przedstawiany jest z czterema twarzami, uzbrojony w miecz i trzymający róg-kielich.
  
                                                                Światowid- muzeum w Krakowie

                                                                Światowid na Luboniu
                                                                            Światowid- Żary

                                                                  Posąg Światowida w Krakowie

Inne wiadomości na ten temat zaczerpnęłam ze strony http://tryglaw.com/ ;
"(...)Perun posiada wiele miejscowych wcieleń takich jak: Świętowit, Rujewit, Jarowit, itp. 

Wcielenia Peruna
 

Świętowit
 

Swantewit, w źródłach zachodnioeuropejskich boga tego zwano Zvanthevith lub Sventevith. Imię to odczytujemy jako Svętovit. Rdzeń svęt- oznacza tego, który rozporządza dobroczynną mocą magiczną, zaś przyrostek -vit znaczy prawdopodobnie "pan".

Kult Świętowita sprawowany był w Arkonie na wyspie Rugii. Gród ten wzniesiono w IX wieku na północno-wschodnim cyplu Półwyspu Witowskiego, na skraju stromo opadającego do morza brzegu.

Świątynia boga znajdowała się na środku placu Arkony i zajmowała powierzchnie kwadratu o boku 30 metrów. Otaczał ją podwójny rząd ścian. Zewnętrzne boki budowli zdobiły misternie wykonane rzeźby i malowidła. Całość przykrywał dach koloru czerwonego.

W środku umieszczono święty posąg, który przedstawiał postać samego Świętowita. Posąg ten znacznie przewyższał rozmiarami człowieka i posiadał cztery twarze zwrócone w różnych kierunkach. W prawym ręku umieszczono wspaniały róg, na wykonanie którego poświęcono mnóstwo drogocennego materiału. Lewa ręka opierała się swobodnie o bok. Postać odziano w suknie sięgającą goleni, a wykonaną z innego drewna niż sam posąg. Podstawę wkopano w ziemie, więc osoba, która spoglądała na oblicze boga miała wrażenie, że stoi on wprost na ziemi, co dodawało mu cech istot żywych i wzmagało poczucie jego świętości. Obok Świętowita złożono wędzidło, siodło i niezwykłej wielkości miecz zdobiony srebrem. Oprócz tego bogu temu przydzielono dla obrony trzystu zbrojnych jeźdźców oraz własnego wierzchowca.

Kapłan świątyni Świętowita odróżniał się od swoich ziomków strojem, długimi wąsami i włosami. Do jego obowiązków należało utrzymywanie świątyni w czystości, przewodniczenie podczas okresowych obrządków i opiekowanie się siwkiem boga. Za to tylko on miał prawo wchodzenia do domu boga i jeżdżenia na poświęconym mu koniu.

Uroczystości obchodzono po zakończeniu zbiorów. Przeddzień uroczystości kapłan sprzątał świątynie. Czynność tą wykonywał przy wstrzymanym oddechu, by nie skalać posągu, co zmuszało go do częstego wybiegania na zewnątrz w celu zaczerpnięcia powietrza. Następnego dnia wszyscy wierni gromadzili się na placu przed świątynią. Wszyscy przynosili ze sobą ofiary. Ofiarami były najczęściej różne potrawy, części zbroi zdobytych na wrogach oraz wartościowe przedmioty. Gdy wszyscy się zebrali, kapłan wkraczał do świątyni i wynosił z niej róg, w którym znajdował się miód pitny bądź piwo. Płyn ten nalano do niego po zeszłych żniwach. Teraz kapłan zaczynał wróżyć. Jeżeli znacznie ubyło trunku z rogu, przepowiadał przyszły nieurodzaj i nakazywał gromadzenie zapasów. Jeśli zaś róg był pełny, głosił obfitość i dostatek. Następnie wracał przed oblicze boga i wylewał wróżebny płyn pod nogi posągu i napełniał świeżym. Przez dłuższą chwilę modlił się o pomnożenie majątków swych ziomków oraz przyszłe zwycięstwa

w bitwach, wypijał zawartość rogu i ponownie napełniwszy, wkładał z powrotem do prawicy posągu. Po zakończeniu obrzędu rozpoczynano zabawę, podczas której tańczono, śpiewano i spożywano ofiarne potrawy do syta.

Święty wierzchowiec spełniał dwie funkcje. Według wierzeń Rugian, dosiadał go nocami sam Świętowit i wyruszał przeciw swym niewiernym wrogom. Drugą jego funkcją była wróżba. Przed każdą wyprawą wojenną kapłan wyprowadzał siwka ze stajni i prowadził przez trzy rzędy wbitych w ziemię włóczni. Rzędy znajdowały się w równej odległości od siebie, a w każdym znajdowały się dwie włócznie skrzyżowane ze sobą. Jeżeli "boski" koń przekroczył wszystkie przeszkody prawą nogą, przepowiadano pomyślność wyprawy. Ale jeśli choć raz pokonał przeszkodę lewą nogą, zaniechiwano wyprawy, gdyż z góry skazana była na niepowodzenie.

Arkona została zdobyta w roku 1168 przez duńskiego króla Waldemara, który z pomocą książąt Pomorza Zachodniego wyruszył na wyspę Rugii z misją szerzenia chrześcijaństwa, a przy okazji powiększenia swego majątku o skarby gromadzone przez wiernych Świętowita w jego świątyni. Posąg obalono, spętano sznurem i zawleczono w ogień.(...)


                                                 
Świętowid był też (i jest-w niektórych społecznościach) utożsamiany  jako Bóg-Bogów, Pan Słońca i Ognia. Odnoszę wrażenie, że Świętowid jest przez niektórych utożsamiany z  Architektem, który pilnuje Porządku Świata, odpowiada za Równowagę Przyrody, kieruje Kręgiem Życia.
Ja jednak w żadnych "jedynych architektów" nie wierzę. Uważam, że wszystko w Przyrodzie ma swoje miejsce, swoje znaczenie i swoje zadanie. Wszystko jest we wszystkim, nic bez niczego nie istnieje. Do takiego dzieła jakim jest świat we wszechświecie potrzeba wielu "architektów" ;)
                                  


Świat Zofii- Jostein Gaarder

Mój romans z filozofią zaczął się dość przypadkowo i spontanicznie, od zakupu książki pt."Świat Zofii". Uczucie kiełkowało bardzo wolno, ponieważ ów książkę należało jeszcze przeczytać. :) Po pewnym czasie stało się, dzieło zostało skonsumowane przeze mnie i popadłam w maniakalny nałóg ciągłego konsumowania mojej Zośki.

                                                                     

Z Wikipedii;
Świat Zofii (tytuł oryginału Sofies verden) – powieść norweskiego pisarza Josteina Gaardera z 1991, napisana w języku norweskim. Przekład polski ukazał się w 1995. Książka stanowi pewnego rodzaju wprowadzenie do filozofii. Stała się ona światowym bestsellerem, została przetłumaczona na 53 języki i sprzedana w 26 mln egzemplarzy.
Główną bohaterką jest Zofia Amundsen. Jest czternastoletnią dziewczynką, mieszkającą w Norwegii. Jej najbliższą przyjaciółką jest Jorunn.
Zofia prowadzi zwyczajne życie aż do momentu, gdy niespodziewanie zaczyna otrzymywać listy zagłębiające ją w tajniki historii filozofii. Poza tym w tajemniczy sposób dostarczane są jej kartki z życzeniami urodzinowymi i listy adresowane do niejakiej Hildy (zarówno Zofia, jak i Hilda obchodzą urodziny tego samego dnia).
Po kilku korespondencyjnych lekcjach filozofii dziewczyna osobiście poznaje swojego nauczyciela – Alberto Knoxa, który w bardzo oryginalny sposób wprowadza ją w coraz bardziej zaawansowaną filozofię, oddając przy tym ducha epoki i obrazując sposób rozumowania poszczególnych myślicieli.
Zofię intryguje, jakim sposobem otrzymuje wiadomości przeznaczone dla Hildy. Rozwiązanie następuje, gdy Hilda dostaje od ojca na urodziny książkę, w której Zofia i Alberto Knox są bohaterami opowieści napisanej przez ojca Hildy specjalnie na tę okazję. Następnie Hilda czyta, jak Alberto wraz z Zofią odkrywają, iż są postaciami książki.

"Komu trzy tysiące lat
                   nie mówią nic,

niech w ciemności niewiedzy
        
            żyje z dnia na dzień.
                       
                                  Goethe"

Oczywiście polecam książkę, gdyż uważam, że to jest dobry początek na zaznajomienie się z filozofią, bynajmniej w minimalnym stopniu. To na pewno będzie początek bardziej świadomego życia, który otworzy i urozmaici wyobraźnię. Podróż tą drogą będzie owocna, ciekawa i pełna przygód. A kiedy dojdzie się do wniosku, że filozofia stała się stylem życia, nierozerwalną częścią naszej egzystencji, wtedy już nigdy nie będzie szaro, nigdy nie będzie dni bliskodepresyjnych, i zawsze wszystko będzie miało sens. Ale już dość blablania na dziś;)


"...człowiek skazany jest na to, by być wolnym..."

******************************************************