jagaa

jagaa

środa, 16 września 2015

Czym jest kłamstwo w islamie?

Gdy poruszamy temat kłamstwa w islamie, najczęściej pojawia się słowo„takija”. Jest to spolszczona wersja słowa, a jego alternatywne pisownie to„al-Taqiyya” i „taqiya”.

Słownik szyizmu definiuje to pojęcie w następujący sposób: Słowo„al-Taqiyya” dosłownie oznacza „ukrywanie lub kamuflowanie wierzeń, przekonań,idei, uczuć, opinii i strategii w czasie istotnego zagrożenia w danym momencie lub w przyszłości, celem ochrony przed fizyczną lub / i psychiczną szkodą”.



Cytat pochodzi z artykułu na blogu alkuda



Fitzgerald ze strony Jihadwatch przytacza inną definicję: „Jest to celowe wprowadzanie w błąd w kwestiach religii, mające na celu ochronę islamu i muzułmanów”.

Od innych technik okłamywania stosowanych przez muzułmanów takija różni się tym, że jest kłamstwem wprost. To, co czarne, nazywane jest białym. Najlepszym przykładem z naszego polskiego podwórka jest wypowiedź emira Popławskiego w TVN podczas programu z udziałem Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego. Jeden z tych dziennikarzy zadał mu pytanie brzmiące mniej więcej tak: „A jak to jest z tym biciem kobiet w Koranie?” Na co emir Popławski, wtedy przywódca warszawskiej gminy muzułmańskiej z ramienia MZR zrzeszającego dobrze zintegrowanych i lojalnych Tatarów odpowiedział: „Ależ Koran zabrania bicia kobiet!”.

Przyjrzyjmy się dokładniej tej sytuacji. Gdy mowa o kłamstwie w islamie, często spotyka się opinię, że jest ono dozwolone tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia własnego, lub innych muzułmanów. Co jednak groziło Popławskiemu gdyby powiedział prawdę, że Koran mówi „bijcie je” (4:34)?Aresztowanie? A może to, że tłum wściekłych feministek z pochodniami zaatakuje meczet na Wiertniczej? Nie. Chodziło po prostu o dobre imię islamu. Publiczne przyznanie, że Koran pozwala na bicie żony, żon lub niewolnic, nie postawiłoby islamu w korzystnym świetle. To wystarczyło, by dobrze zintegrowany, lojalny Tatar skłamał. A co zrobiła war szawska społeczność muzułmańska z tym, że ich szef publicznie kłamie na temat zasad islamu? Nic.

Źll26zh

 komentarz ze str.http://wiadomosci.onet.pl/kraj/wiecej-wiedzy-mniej-strachu-uchodzcy-w-polsce-informator-pod-patronatem-urzedu-ds/ll26zhll26zh

DlaNa deser mam ciekawostkę dla sympatyków nielegalnych imigrantów, proszę czytać poniżej;

Właściciel Amrit Kebab nie chce uchodźców w Polsce. "Widzę te twarze i wstyd mi. Narobią tylko bałaganu"


Nawet niektórzy Syryjczycy są przeciwni pomaganiu migrantom. – Prawdziwi uchodźcy to może jedna piąta tego tłumu. Większość chce łatwego życia na zasiłku, który obiecała Angela Merkel – mówi Ghaze Abdulloh, właściciel znanych w Warszawie restauracji Amrit Kebab.

Co Pan czuje widząc relacje telewizyjne o uchodźcach i imigrantach?

Ghaze Abdulloh: Jestem zakłopotany. Zapewniam, że większość z nich nie musiała uciekać z własnych domów z powodu wojny. Rozpoznaję tam Erytrejczyków, Marokańczyków. Owszem, są też Syryjczycy. Cały czas dostaję SMS-y i wiadomości na Facebooku. W rodzaju: "Jedziemy do Niemiec, pomieszkać u Angeli"

Zatrudniłby Pan kogoś z imigrantów czy uchodźców u siebie w restauracji?

W mojej restauracji ludzie ciężko pracują, bo kanapkę kebab trzeba umieć zrobić w 9 sekund. Karmimy 5 tys. ludzi dziennie. A ci imigranci nie chcą ciężkiej pracy. Dostaję więc mnóstwo pytań w rodzaju, jak przedostać się z Polski do Niemiec. Jak urządzić się w Niemczech. Zapewniam was wszystkich, że Polska nie jest celem tej migracji.

Słyszał pan o Syryjczykach, którzy w Polsce otrzymali pomoc, ale woleli uciec do Niemiec?

Polacy są oburzeni dlatego to wytłumaczę. Akurat znam jedną z tych rodzin. To moja znajoma, która napisała na Facebooku, że nareszcie jest w Niemczech. Ona nie będzie mieszkać w polskiej parafii, bo jej ojciec jest znanym biznesmenem w Damaszku, a mieszkają w najdroższej dzielnicy Baktuma. Tacy ludzie korzystają z pomocy - by jako syryjscy uchodźcy uzyskać prawo stałego pobytu w UE i swobodnie podróżować. Mówię to po to, aby przekonać Polaków, że pomoc udzielana pod wpływem emocji, bez zastanowienia i każdemu, trafi do niewłaściwych osób. 

Jest jakiś sposób, aby w fali imigrantów wyłowić tych naprawdę poszkodowanych przez wojnę?

Raczej nie. Z tego co słyszałem, ci ludzie nie chcą już poddawać się kontroli i rejestracji na granicy, niszczą swoje paszporty. Ja na przykład poznałbym Marokańczyka po akcencie, a taki pogranicznik już nie. Z kolei jak byłem w Turcji, to facet na ulicy proponował mi kupno syryjskiego paszportu za 1000 euro. Z drugiej strony, nikt nie będzie oficjalnie rozmawiał ze służbami Asada, które powiedzmy sobie, dość dobrze orientują się kto ucieka przez granicę. I znowu pokażę wam coś z Facebooka. Jest taki chłopak, który niedawno jako żołnierz twierdził, że służy Bogu, a teraz się ironicznie pisze, że służy Niemcom podając hot-dogi.

Źródłohttp://natemat.pl/154119,wlasciciel-amrit-kebab-widze-te-twarze-i-wstyd-mi-narobia-balaganu




piątek, 11 września 2015

Imigranci, a nie "uchodźcy" czyli manipulacje i szantaż moralny


Łukasz Warzecha: Imigranci, a nie "uchodźcy", czyli manipulacje i szantaż moralny

- Martwy chłopczyk na plaży. Mała dziewczynka z laleczką na dworcu Keleti w Budapeszcie. Niemcy oklaskujący przyjeżdżających do nich imigrantów. Jarosław Kurski w „Gazecie Wyborczej” piszący niczym natchniony kaznodzieja o obowiązkach moralnych wobec „uchodźców”. To wszystko elementy wielkiej medialnej manipulacji i moralnego szantażu, jakim próbuje się poddawać nie tylko Polaków, ale Europejczyków w ogóle – pisze Łukasz Warzecha w felietonie dla Wirtualnej Polski.
Wygląda jednak na to, że wobec bezprecedensowego kryzysu i wielu wcześniejszych doświadczeń krajów, gdzie imigranci stanowią już znaczący procent (Francja, Dania, Szwecja, Wielka Brytania i inne), ta fałszywa narracja jest odrzucana. Tymczasem Unia nie robi niemal nic, by powstrzymać najazd imigrantów. Operacja mająca powstrzymać przemyt ludzi przez Morze Śródziemne kosztuje rocznie 120 mln euro przy budżecie UE wynoszącym 145 mld euro! 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Lukasz-Warzecha-Imigranci-a-nie-uchodzcy-czyli-manipulacje-i-szantaz-moralny,wid,17837336,wiadomosc.html?ticaid=11590d

Cofnijmy się o 16 lat. W kosowskiej wsi Raczak Albańczycy odnajdują 45 ciał. Ogłaszają, że za zbrodnią stoją Serbowie. Następnego dnia rzekoma serbska zbrodnia jest już na ustach całego świata za sprawą mediów, które mają jasną linię: tzw. Kosowarzy są dobrzy, a Serbowie źli. „Masakra w Raczaku” przyspiesza interwencję NATO. 

Po paru latach nie ma wątpliwości: to była sprytna ustawka. Albańczycy zwieźli do Raczaku zwłoki własnych bojowników zabitych podczas walki w różnych miejscach i upozorowali ich na cywilów. Zachód dał się nabrać jak małe dziecko. Ogromną rolę odegrało tu granie na emocjach i sentymentach mało przenikliwej i niewyrobionej publiki. Oszustwo w końcu wyszło na jaw, ale konsekwencji nie dało się cofnąć. W efekcie mamy dziś w Europie przestępcze pseudopaństewko Kosowo, odgrywające zresztą pewną rolę także w obecnym kryzysie. 

Kilka dni temu, zanim jeszcze Węgrzy musieli zacząć się zmagać z kryzysem w imieniu całej Unii (o tym dalej), w mediach pojawiło się zdjęcie martwego 3-latka na plaży. „Czy to zdjęcie otworzy oczy Europie?” – dramatycznie pytała „Wyborcza”. Być może od czasów mistyfikacji w Raczaku nie mieliśmy do czynienia z podobnie zuchwałą próbą zagrania na emocjach i wpłynięcia na strategiczne decyzje polityczne za pomocą rozhisteryzowanej opinii publicznej. Czy może raczej – jej części. 

To się w jakimś stopniu, niestety, udało. David Cameron zmienił swoje poprzednio twarde stanowisko w sprawie przyjmowania imigrantów właśnie pod wpływem nacisków wywołanych publikacją wspomnianego zdjęcia. 

Gdy przewaliła się już pierwsza fala histerii, okazało się, że rodzina, z której pochodził chłopiec, mieszkała od roku w Turcji. Nie była zamknięta obozie, ojciec miał pracę. Ale chciał mieć lepiej w Niemczech (pojawia się informacja, że zależało mu na… reperacji uzębienia, co w Niemczech miałby bezpłatnie), i tam się wybierał. Nie byli to zatem żadni uchodźcy, tylko zwykli imigranci. Nie uciekali przed śmiercią czy przemocą. Mało tego – można by spytać o odpowiedzialność człowieka, który naraża swoich najbliższych na koszmarne niebezpieczeństwo tylko po to, by załapać się na wyższy socjal w bogatej Europie, bo biedniejsza Turcja nie spełniła jego oczekiwań. No i nie zafundowałaby mu nowych zębów. Ale te pytania nie mieszczą się w kanonie politycznej poprawności i łzawych zawodzeń europejskiej lewicy, wspieranej przez część mediów. 

Takich manipulacji jest mnóstwo, począwszy od upartego nazywania imigrantów „uchodźcami”. Przypomnijmy: uchodźca to ten, który uchodzi przed bezpośrednim zagrożeniem, czyli zwykle konfliktem zbrojnym. Takie konflikty targają dziś Bliskim Wschodem, ale to nie oznacza, że każda osoba we wlewającej się do Europy masie spełnia kryteria uchodźcy. Uchodźca to z definicji ktoś, kto ratuje swoje zdrowie, a równie często życie. Jego plan to znalezienie się w możliwie bezpiecznym miejscu, a nie przejazd przez kilka krajów do tego, który zapewni mu największe socjalne świadczenia. 

Tak się też dziwnie składa – a potwierdzają to statystyki Eurostatu, pokazujące skład grup imigrantów – że w tłumie dobijającym się do drzwi Europy zdecydowana większość to zdrowi, młodzi mężczyźni, a nie potrzebujące opieki słabe dzieci czy kobiety. Mężczyźni będący – dodajmy – najlepszym materiałem do rekrutacji dla radykałów. 

Zalewający nasz kontynent tłum ma roszczeniową postawę: macie nas wpuścić do Niemiec, względnie Holandii czy Austrii, a jak nie, to zaczniemy się awanturować. Takie awantury można już znaleźć w sieci: wściekły tłum wykrzykujący „Allahu akbar” i atakujący policjantów w obozie dla uchodźców na Węgrzech czy agresja lokatorów innego ośrodka w Hiszpanii zaledwie kilka dni temu. 

Tymczasem przepisy nakładają na przyjmujący uchodźców kraj obowiązek weryfikacji ich twierdzeń. Ten czas powinni spędzić w obozach dla uchodźców. Jednak europejskie lewicowe elity pohukują, że to niehumanitarne traktowanie. Węgrzy nie mieli najmniejszych szans przeprowadzić weryfikacji tłumu, który zalał centrum Budapesztu, choć próbowali, działając zgodnie z europejskim ustawodawstwem. Wśród ludzi, którzy ostatecznie przybyli do Austrii, a przede wszystkim do Niemiec, było zapewne mnóstwo zwykłych imigrantów ekonomicznych. 

Między bajki można też wsadzić twierdzenie, że tę masę da się sprawdzić pod kątem ewentualnych wtyczek terrorystów Państwa Islamskiego lub innych organizacji radykalnych. Przykład? Internauci wykryli wśród przybywających do Europy Laitha al Saleha. Po sieci zaczęło krążyć zdjęcie tego samego mężczyzny w wojskowym stroju i z karabinem w ręku oraz adnotacją, że al Saleh walczył w Syrii w szeregach Państwa Islamskiego. Zwolennicy liberalnej polityki natychmiast zakrzyknęli, że to kłamstwa i przytoczyli łzawą opowieść imigranta o tym, że walczył nie po stronie islamskich terrorystów, lecz przeciwko nim, a w Holandii, do której chce jechać, mieszka jego brat. Tej wzruszającej opowieści przyjrzał się z kolei Witold Repetowicz, jeden z najbardziej znanych ekspertów od spraw Bliskiego Wschodu i zarazem dziennikarz, zajmujący się tym regionem. Na swoim Facebooku napisał: „On [al Saleh] twierdzi, że został ranny w Kobane, więc napisałem do Rożawy [kurdyjski region w Syrii] i dostałem odpowiedź, że to kłamca. Facet nie podaje też żadnych danych – ani nazwy rzekomego oddziału, ani dowództwa operacyjnego – historyjka dla idiotów, nie mających pojęcia, jak to funkcjonuje w Syrii, a zwłaszcza w Rożawie”. 

Pytanie brzmi: ile takich fałszywych, łzawych historyjek imigranci lub co gorsza – „śpiochy” terrorystów wcisnęły naiwnym zachodnim mediom? 

O ile można jeszcze uznać, że jako Zachód Polska ma jakieś moralne zobowiązania wobec osób autentycznie prześladowanych, w szczególności za wiarę, to nie mamy najmniejszych zobowiązań wobec imigrantów ekonomicznych. Na lewicy funkcjonuje kilka kiepskich i fałszywych argumentów, które mają nas przekonać, że jest inaczej. Jednym z najczęściej powtarzanych jest obecność Polaków w Iranie podczas II wojny światowej. Jednak tę historię jako argument za przyjmowaniem tysięcy imigrantów może powtarzać jedynie kompletny ignorant. Po pierwsze – w okresie, gdy do Iranu dotarła armia Andersa wraz z towarzyszącymi jej cywilami, kraj ten był już pod faktyczną rosyjsko-brytyjską okupacją. Po drugie – Polacy w Iranie nie byli bezładną grupą z wyśrubowanymi oczekiwaniami, ale w dużej mierze zmilitaryzowanym kontyngentem, który nie miał zamiaru zagrzać tam miejsca na dłużej. Polacy nie mieli postawy roszczeniowej – przeciwnie, korzystali tylko z własnych środków, których często nie starczało. Nie było też mowy o narzucaniu miejscowej ludności własnych obyczajów. Poza tym dzisiaj do Europy nie zmierzają akurat masy Irańczyków, więc o jakim geście wdzięczności może być mowa? 

Berlin i Paryż w sprawie imigracji wywierają nacisk na stawiającą opór Europę Środkową, nie ponoszący żadnej odpowiedzialności za obalenie bliskowschodnich reżimów, które może nie były sympatyczne, ale stanowiły gwarancję, że nie stanie się to, co właśnie się dzieje. Niemieccy publicyści próbują terroryzować Polaków pisząc, jak nieładnie się zachowujemy. Z tamtejszych kręgów rządowych rozlegają się przebąkiwania o tym, że jeśli nie przyjmiemy podyktowanej nam liczby „uchodźców”, to w innych sprawach zostanie zawieszona unijna solidarność. Na stole mają być sprawy takie jak Schengen, sankcje wobec Rosji, a może także przyszły budżet UE. 

Trudno te zabiegi nazwać inaczej niż brutalnym szantażem. Jest wyjątkową bezczelnością, że o solidarności mają nas czelność pouczać Niemcy, którzy zafundowali nam Nordstream, przez całe miesiące patrzyli przez palce na działania Rosji, a dziś stanowczo przeciwstawiają się instalacji baz NATO na polskiej ziemi. Na ich biadolenia odpowiedź może być tylko taka, jaką dają dziś trzej środkowoeuropejscy przywódcy: Viktor Orban, Robert Fico i Milosz Zeman. Ewa Kopacz jest w tym gronie niejako siłą rozpędu, ale to dobrze – trudniej zmienić stanowisko, gdy jest ono wspólne dla grupy państw. 

Zresztą Niemcy przyczynili się dopiero co do zwiększenia napływu imigrantów, wpuszczając na swoje terytorium tłum z Węgier. Dwa dni po tej operacji minister spraw zagranicznych Niemiec, Frank Walter Steinmeier, zaczął mówić, że był to gest jednorazowy. To tak jakby ktoś raz opłacił się przestępcom wymuszającym haracz i próbował ich potem przekonywać, że więcej nie zapłaci. Sygnał o tym, że Niemcy wzięły wszystkich jak leci został niechybnie natychmiast odczytany wśród rozważających podróż do tego wymarzonego kraju w Europie. Nieodpowiedzialne działanie Berlina sprowadzi przede wszystkim na Węgry kolejne fale imigrantów, ale gdy premier Orban zacznie uszczelniać granicę (15 września zmieni się węgierskie prawo, wprowadzając znacznie surowsze zasady dotyczące nielegalnego przekraczania granicy), Niemcy z niebywałą hipokryzją znów zaczną po nim jeździć jak po łysej kobyle. 

Pada pytanie: co można zrobić? Tu znów właściwą kolejność wskazał Orbán: najpierw uszczelnienie granic, potem rozmowy o podziale imigrantów i pomocy dla prawdziwych uchodźców. Problem należy też zwalczać u źródła, czyli na Bliskim Wschodzie. Jeśli trzeba – wysyłając do Syrii wojska. Alternatywą jest bowiem dalszy niekontrolowany zalew imigrantów z tego kraju, choć wśród żądających prawa wjazdu do Niemiec są też Serbowie, kosowscy Albańczycy i inni. A do tego idąca od południa, z Włoch, fala imigracji afrykańskiej. 

Europa nie uczyniła nic spośród możliwych do podjęcia kroków. Po pierwsze, powinna była podjąć pilnie rozmowy z Turcją o uszczelnieniu jej granicy z Syrią i granicy morskiej z UE (czyli faktycznie z Grecją). Po drugie, powinna wysłać jasny i jednoznaczny sygnał, że nikt nie zostanie przyjęty automatycznie, weryfikacja rzekomych uchodźców będzie drobiazgowa i będzie się odbywać z daleka od krajów, do których przybysze mają życzenie trafić. Po trzecie, państwa, które są dziś pod największym naporem, czyli Grecja czy Węgry, powinny natychmiast dostać pomoc w postaci oddziałów straży granicznej z innych krajów UE. 

Ogromną dziurą, przez którą przedostają się setki tysięcy imigrantów z Afryki, jest Morze Śródziemne. Choć były takie zapowiedzi, nie podjęto akcji zatapiania łodzi przemytników podczas ich postoju w libijskich portach. Operacja Tryton, mająca powstrzymać przemyt ludzi na Morzu Śródziemnym, działa przy budżecie 120 milionów euro. Cały budżet UE to 145 miliardów euro. Czyli na kluczową operację Unia wydaje mniej niż jeden promil swoich pieniędzy! To kpiny. 

Otuchą napawa fakt, że obywatele Unii – nie tylko Polacy – zrywają z polityczną poprawnością i nie chcą ulec emocjonalnemu szantażowi elit, w Polsce uprawianemu przez część polityków i publicystów. „Gazeta Wyborcza” blokuje komentarze pod wszystkimi swoimi tekstami dotyczącymi kryzysu imigranckiego, ponieważ komentujący nie spełniają jej oczekiwań. To samo zrobił „Tygodnik Powszechny”. Gdy brytyjski „Times” na swoim twitterowym profilu pokazał zdjęcie syryjskiej dziewczynki z lalką na dworcu Keleti jako ilustrację linku do reportażu z Budapesztu, czytelnicy nie pozostawili w odpowiedziach suchej nitki na gazecie. „Dość emocjonalnego szantażu”, „Pokażcie tych zdrowych byków, których jest tam większość”, „Przestańcie manipulować” – pisali. 

Rozdźwięk pomiędzy pięknoduchami z elity a zwykłymi ludźmi dawno nie był tak wielki. Szczególnie zabawne jest, że najbardziej zagorzali lewicowcy, na co dzień piętnujący rzekome wtrącanie się Kościoła do spraw publicznych, nagle cytują na potęgę papieża i niektórych polskich biskupów, a nawet odwołują się do Pisma Świętego. Oczywiście także popełniając manipulację, ponieważ przedstawiciele Kościoła mówią jednak o uchodźcach, a nie imigrantach. No, ale dla lewicy każdy jest uchodźcą. 

Lewica oszalała. Jest całkowicie ślepa na dramatyczne skutki multi-kulti i głucha na argumenty, że masowa imigracja z krajów muzułmańskich oznacza spotęgowanie konfliktów. Nie interesują ją koszty ani kulturowe, ani społeczne, ani finansowe. Poziom fanatyzmu w tej sprawie jest niebywały – i dlatego nie powinniśmy się mu poddawać. Państwo – nie tylko polskie, ale każde – ma obowiązek dbać przede wszystkim o swoich obywateli i nie kierować się sentymentami, ale interesem. W naszym interesie z całą pewnością nie leży masowa imigracja z Afryki czy Bliskiego Wschodu. 

A prawdziwi uchodźcy? Oni przecież także są w tym tłumie. I są w tej sytuacji najbardziej pokrzywdzeni. Ale nie my, Polacy, ponosimy za to winę. 

Łukasz Warzecha dla Wirtualnej Polski 



http://niezalezna.pl/70760-syryjczycy-dostali-w-polsce-jedzenie-i-nowe-mieszkanie-potem-bez-podziekowania-uciekli-do-niem

Tak wygląda prawda o "uchodźcach" uciekających przed głodem i wojną. Syryjska rodzina miała w Śremie wszystko: jedzenie, picie, mieszkanie w nowym bloku, szkołę i przyjaznych ludzi wokół. Gdy tylko Niemcy ogłosili, że przyjmują imigrantów, Syryjczycy pod osłoną nocy - bez słowa podziękowania i pożegnania - wyjechali do naszych zachodnich sąsiadów.

O bulwersującej sprawie informuje portalsremski.pl:
 
Od lipca pod opieką parafii Najświętszego Serca Jezusa w Śremie (województwo wielkopolskie) przebywała 5-osobowa rodzina uchodźców z Syrii: ojciec, matka i trzech synów. Nie brakowało im niczego. 
Jak pisze portalsremski.pl:
 
Rodzina uchodźców miała zapewnione bardzo dobre warunki życia (mieszkanie w jednym z nowszych bloków Spółdzielni Mieszkaniowej), przysłowiowy „wikt i opierunek” oraz zapewnioną edukację  w szkole katolickiej dla swoich dzieci.
Syryjczycy dzięki staraniom parafii i parafian dostali także telewizję, internet i rowery. Oczywiście wszystko za darmo.

Ale gdy tylko Niemcy ogłosili, że przyjmą tysiące uchodźców, "biedni" imigranci z Syrii uciekli tam, gdzie będą żyć zapewne lepiej niż ludzie, którzy w Polsce udzielili im schronienia. "W poniedziałek (07.09) w nocy, bez słowa pożegnania i podziękowania, uciekli do Niemiec – szukając tam (jeszcze) lepszego życia" - czytamy na śremskim portalu informacyjnym. 

środa, 9 września 2015

Fanatyzm religijny zalewa Europę pod płaszczykiem "koniecznej" imigracji

Już niedługo takie sceny będziemy mieli również w Polsce. Imigranci się rozgoszczą, a rozgoszczą się na pewno, ponieważ "polski" rząd szykuje im grubą kasę socjalu. Biedni Polacy dostaną ochłapy a "imigranci" będą hasać w najlepsze. 
Narodowcom zabroniono manify w Warszawie, ponieważ  " demonstracja godzi w prawa i wolności innych osób, co zgodnie z ustawą o zgromadzeniach pozwala na zakazanie protestu."
...hmmm a co powiecie na manifę poniżej? Takoważ nie godzi w prawa i godność innych osób? Aż włos na głowie się jeży...



A w POZNANIU pozwolili:



UE chce nam zaaplikować taką "tabletkę nasenną" o której mówi eks-muzułmanin w filmiku poniżej



Teraz pewnie, pod wpływem propagandy płynącej z tv, zarzuci się mi, że jestem rasistką :) tak jestem takowa, ponieważ mam obawy patrząc na to, co wyprawia dzicz i jak siłą próbują narzucać ludziom swoje chore przekonania.
Ucywilizowani Europejczycy, rzecz naturalna, litują się nad imigrantami( bo uciekają przed isis, bo uciekają przed biedą, bo uciekają w poszukiwaniu lepszego życia) - pomagają im, a jak odwdzięczają się piewcy mahometa, którzy drą papy "allah akbar" również wtedy, kiedy mordują ludzi...

Muzułmańscy imigranci brutalnie zgwałcili szefową placówki imigracyjnej, a następnie próbowali ją zabić. Do dramatu doszło w w mieście Fiugii nieopodal Rzymu

Dlaczego o tym nie mówi tv?

Filmik poniżej - imigranci, którzy z wdzięczności za gościnę wyrzucają wodę i jedzenie na tory - zapewne w imię boga...




Poniżej filmiki jak "uchodźcy" uciekający ponoć przed śmiercią traktują europejski "raj".......



Poniżej dzicz w Grecji:



Poniżej dzicz na Węgrzech:



Poniżej; muzułmanie potrafią wytłumaczyć się z każdej zbrodni, tak nakazuje im koran... to powinno dać do zrozumienia tym, którzy tak ochoczo chcą ugościć "uchodźców"....




Drastyczna prawda; muzułmanie nie chcą się integrować!



Miłość bliźniego w islamie:



Dziwne, Afryka taka duża i nie znaleźli tam "lepszego życia".... ????



"Terroryzowanie jest częścią islamu"



NIEWYGODNA PRAWDA O ISLAMIE: muzułmanie znęcają się nad kobietami!



I nikt mi nie wmówi, że islam jest "religią" pokoju, że muzułmanie chcą się integrować.. to są wypaczeni umysłowo dzikusy, którym tylko udało się "zejść z drzewa"... nic poza tym. 
Wsadźcie sobie ten swój islam w du..ę i migrujcie gdzie indziej, może na Antarktydę, tam na pewno poczujecie się jak u allaha za piecem.
 
 

wtorek, 1 września 2015

Skansen Archeologiczny w Mrówkach, gmina Wilczyn, Wielkopolska
















Miejsce bardzo piękne i ciekawe, szukamy daleko a nie widzimy jakie skarby historii mamy pod nosem ;) Polecam wycieczkę do Skansenu Archeologicznego w Mrówkach. 



Skansen Archeologiczny w Mrówkach koło Wilczyna  - 62-550 Wilczyn

Skansen czynny tylko w sezonie od 1 kwietnia do 30 września codziennie od 10.00-18.00


ceny biletów wstępu:
normalny                - 3 zł
ulgowy                   - 2 zł
opłata za udział
w lekcji muzealnej - 4 zł

Pracownicy:
Opiekunowie ekspozycji - Marian Leśniewski, Zofia Leśniewska
Opiekę merytoryczną nad skansenem sprawuje Kierownik Działu Archeologicznego Muzeum Okręgowego w Koninie mgr Krzysztof Gorczyca

Ukryta w lesie na półwyspie jeziora Kownackiego otoczona bagnami i dodatkowo fosą wznosi się do dziś trudno dostępna "fortalicja", zwana w nomenklaturze archeologicznej "gródkiem stożkowatym". Miejscowa tradycja wiąże obiekt dopiero z czasami wojen napoleońskich - stąd nazwa "Kopiec Napoleoński", jest on jednak znacznie starszy.
  Obiekty tego typu są obecnie dość zgodnie interpretowane przez badaczy jako pozostałości obronnych siedzib bogatych, urzędniczych rodów, tworzących elitę materialną i społeczno - administracyjną okolicy. Pojawiły się one w drugiej połowie XIII wieku, gdy zaczął zanikać monopol władców na budowę obiektów obronnych. Pierwsze znane ze źródeł zezwolenie na budowę prywatnego zamku wydał Bolesław Wstydliwy w 1252 roku i od tego czasu obronne dwory na kopcach stają się stałym elementem krajobrazu Polski przez kilka stuleci. Zależnie od możliwości finansowych właścicieli miały one różną formę i skalę, a w związku z tym różne walory obronne. Przeważnie miały one postać drewnianej wieży mieszkalnej lub w późniejszych wiekach murowanej "kamieniczki" sytuowanej na kopcu otoczonym fosą. W razie poważnych konfliktów, w których brały duże oddziały. zbrojnych, ich obronność była raczej problematyczna, niemniej jednak dość istotna. Budowano je głównie z myślą o ochronie przed zajazdem złego sąsiada, rabusiami, rodzinnym konfliktem majątkowym, zbuntowanym chłopstwem, czy w późniejszych czasach grupą nieopłaconego wojska.  




  Położony jest ok. 800 m na południowy wschód od zabudowań wsi Mrówki, ok. 250 m na północ od drogi do wsi Świętne. Ulokowano go w miejscu z natury obronnym, a mianowicie na końcu półwyspu przy południowym brzegu jeziora Kownackiego. Od północy osłaniają go wody jeziora, a od zachodu i południa, zabagniona obecnie, dawna zatoczka.
Dwory na kopcach, wznoszone były w wiekach XIV - XVI, a użytkowane niekiedy aż po wiek XVIII. W czasach nowożytnych ich funkcja obronna była już niewielka, jednakże jako widoma ilustracja nadrzędności lokatorów takiej siedziby nad domami poddanych, zachowała swą funkcję reprezentacyjną. W wieku XVII zatraciły one w większości swoje funkcje mieszkalne i zostały zepchnięte do roli skarbców - lamusów. Budynek z muru czy z kamienia nie był w gruncie rzeczy dostosowany do "nieba i zwyczaju polskiego", mieszkanie w drewnie dawało na pewno większy komfort. Wzgląd na to oraz ogólna zmiana orientacji w XVII wieku sprawiły, że barokowy Sarmata wolał mieszkać w dworze obszerniejszym i drewnianym. Były to zjawiska dość powszechne na terenie Polski i dotyczyły nawet średniozamożnej szlachty. Przykładem wczesnego założenia mieszkalno - obronnego jest gródek w Kownatach - Mrówkach, gmina Wilczyn, pow. Słupca. Odkryty w roku 1923, zbadany wykopaliskowo został dopiero w latach 1971-1972 przez archeologów Ł. i A. Nowaków z Muzeum Okręgowego w Koninie.

Założenie obronne zrealizowano wznosząc potężny, stożkowaty kopiec o wysokości 7 m, mający dolną średnicę 44 m, a górną 18 m. Dodatkowo otoczono go fosą o szerokości około 2 m połączoną od północy z jeziorem zapewniającym stały dopływ wody. W wyniku badań wykopaliskowych na szczycie kopca w części południowo - zachodniej odsłonięto pozostałości pięciobocznej wieży (dł. boku ok. 3 m), która była główną budowlą gródka. Na północ od niej odkryto piwniczkę, która prawdopodobnie znajdowała się pod drugim budynkiem, a na południe pozostałości kuźni. Całość szczytu była otoczona palisadą.

  Gródek był zamieszkiwany przez kilka pokoleń - od końca XIII do połowy XIV. W połowie tego stulecia obiekt uległ spaleniu prawdopodobnie w wyniku jakichś walk. Z jakim rodem powiązać należy tą siedzibę na razie nie wiadomo. W II połowie XIV i w XV wieku panowali tu Wilczyńscy herbu Poraj, właściciele Wilczyna i Kownat. Najbardziej znany z nich jest Mikołaj, miecznik kaliski w latach 1358-1364. Określenie wcześniejszych posesorów i okoliczności zniszczenia gródka wymagają jeszcze studiów archiwalnych.

  O życiu codziennym mieszkańców świadczą liczne przedmioty znalezione w toku badań. Militaria w postaci grotów bełtów kuszy, haków do napinania kuszy, ostróg (w tym dziecięcej), elementów oporządzenia jeździeckiego i związanych z rzędem końskim wskazują niedwuznacznie na rycerski charakter tej siedziby i wiązać je można z właścicielami. O ich zamożności świadczy pośrednio szalka wagi, służącej do odważania kruszców, oraz fragmenty dość rzadkich w tych czasach naczyń szklanych. Zajęcia czeladzi dworskiej określają pozostałości kuźni, półwytwory przedmiotów, z rogu oraz narzędzia rolnicze takie jak sierpy, czy stolarskie jak świder czy topór. Na podstawie znalezionych szczątków kostnych zwierząt stwierdzono, że mieszkańcy spożywali przede wszystkim mięso zwierząt domowych (70,9%) głównie wieprzowinę i wołowinę, ale i dziczyzna dość często bywała na ich stołach (29, 1%) - polowano na dziki, sarny, zające, jelenie, a także dla skór na borsuki i wydry. Z ptaków spożywano kury. Mieszkając tuż nad jeziorem łowiono też niewątpliwie ryby ale do naszych czasów. zachowała się tylko niewielka ilość ich szczątków. Zabudowań pilnowały psy o bliżej nieokreślonej rasie.

  W roku 1973 gródek został zamieniony na skansen archeologiczny. Autorem projektu był architekt Z. Łabuda pod merytorycznym nadzorem Ł. i A. Nowaków. Oczyszczono fosę, zrekonstruowano wieżę, chatę i palisadę na szczycie kopca. Dodatkowo zbudowano bramę wejściową i mostek przez fosę. Na dwóch kondygnacjach wieży znajduje się niewielka ekspozycja, na której można obejrzeć część z odkrytych zabytków. Najwyższe piętro służy jako platforma widokowa.
Generalny remont popadjącego w ruinę gródka podjęto w 2007 roku. Odtworzono obaloną palisadę i zrekonstruowano wieżę grożącą zawaleniem, wybudowano nową bramę połączoną z budynkiem przybramnym - wartownią. W 2008 roku doprowadzono bieżącą wodę i zainstalowano w miejsce przegniłej tzw. kuźni nowoczesne toalety. W 2009 r. rozpoczęto remont pomostu wychodzącego w jezioro.

  Od 2008 r. Mrówki goszczą co roku w trakcie dni Wilczyna grupę rekonstrukcyjną odtwarzającą życie codzienne w gródku, natomiast w drugiej połowie lipca są miejscem spotkań pocztów rycerskich z całej Polski północno - zachodniej pod hasłem "Byliśmy pod Grunwaldem".
Całość daje pojęcie jak wyglądała średniowieczna siedziba rycerska, których na terenie Wielkopolski rozpoznano już ponad setkę. Jak na razie jest to jedyny skansen tego typu naszym terenie. Obiekt jest dostępny dla zwiedzających, jako filia Muzeum Okręgowego w Koninie.
 

 











 Z rezerwatu wiedzie ścieżka przyrodnicza do grodziska w Świętnem i dalej do ośrodka wypoczynkowego w Przyjezierzu.
W Wilczynie polecamy uwadze gotycki kościół pod wezwaniem św. Urszuli z 1566r. z cennym wyposażeniem.
Odpocząć można w kąpielisku nad jez. Wilczyńskim.





Źródła: http://regionwielkopolska.pl
             http://www.muzeum.com.pl/content/view/27/80/