Przyroda, Słowianie, Świat / Nature, Slavica, Le monde
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bajania sławiańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bajania sławiańskie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 grudnia 2014
piątek, 5 kwietnia 2013
sobota, 24 listopada 2012
Janina Brzostowska - polska poetka, tłumaczka, powieściopisarka
Książkę tą dostała moja mama w podstawówce w latach 60-tych za dobre osiągnięcia w nauce. Jak wspomina moja mamcia: "miałam wybrać sobie jedną z trzech książek i wybrałam tą, bo miała najładniejszą okładkę" :).
Po latach książka trafiła w moje ręce. To była moja pierwsza książka. Jak byłam mała spałam z nią i malowałam po swojemu ;) W tej książce stawiałam swoje pierwsze litery . Jak już nauczyłam się czytać, to była pierwsza moja powieść, którą "przeczytałam"- piszę w cudzysłowiu, ponieważ nie zabardzo zrozumiałam treść. Potem książka poszła w zapomnienie, ale zawsze była w mojej biblioteczce i towarzyszyła mi w każdej przeprowadzce. Wczoraj przypomniałam sobie o niej podczas rozmowy z córcią, która szukała swojej "pierwszej książki". I tak przy okazji sentymentalnych wspomnień odgrzebałam swoje Lubuskie Dziewanny.
W związku z tym, że nie ma za dużo w internecie o autorce, a jej życiorys mnie zaciekawił, więc publikuję poniżej wszystkie zebrane informacje na jej temat.
![]() | ||||
| "Lubuskie Dziewanny" Janina Brzostowska (podniszczona, ale ma w końcu swoje lata) oprac. graf. Stanisław Rozwadowski - Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1967 "(...) Jeden z koni, ten z obwiązaną nogą, wyraźnie kulał, więc ujechawszy jeszcze szmat drogi, na której ślady w dalszym ciągu były widoczne, Bożym konie zatrzymał i zsiadłszy ze swojego, postanowił go prowadzić idąc pieszo. Na zdziwione spojrzenie Dobka wyjaśnił, że boi się o konia, aby w drodze nie ustał. Za chwilę, podsunąwszy się ku Dobkowi, powiedział mu jeszcze, tym razem dużo ciszej, że lasem, równolegle z nimi, ale w pewnej odległości, przekrada się ktoś, kto ich śledzi. Obaj wiedzieli, że znajdują się w pobliżu Dniestru. Bożym wspomniał, że teraz coraz częściej trafiać będą na chaty Słowian, z którymi nietrudno się będzie porozumieć. Obaj znali te strony z podróży do chagana i od razu poczuli się tu raźniej. (...)" -fragment z książki "Lubuskie Dziewanny" ![]() "(...) Wstał, zbliżył się do tlącego się nieznacznie na kamieniach ogniska, pochylił się nad nim i mamrotał jakieś niezrozumiałe, praojcom jeszcze pewnie znane zaklęcia. Po chwili wrócił do Światka i znów usiadł przy jego posłaniu. - Mamy jagnięta młodziutkie... - szepnęła babka, podchodząc do niego. - To prawda! - zgodził się dziadek. - Przynieście... Dla ratowania człowieka, niczego nie wolno żałować! Babka dała znak ręką Sławkowi i córce, aby szli za nią, a twarze mieli wszyscy troje tak skupione, jakby do jakiegoś ważnego przygotowywali się obrzędu. Niezadługo wrócili wszyscy troje. Sławek niósł miskę pełną świeżej, dymiącej jeszcze krwi. Postawił ją przy legowisku Światka i odszedł. (...) Raz po raz potrząsał leżącym, to skronie mu nacierał, to na okolicę serca kładł białą, lnianą szmatkę w ciepłej wodzie nurzaną i dobrze wykręconą. (...)' ![]() "(...) - Weź no Bogna misę z policy! - powiedziała dopiero po dłuższej chwili Szczęsna do młodszej córki - i nalej mleka! Maliczek już czeka! Spojrzała w Kąt Dziadów, gdzie, podniósłszy wysoko małą głowę, czekał istotnie nieduży ciemny wąż. Bogna czym prędzej nalała na miskę ciepłego mleka i postawiła przed wężem. - U nas już ludzie zapominają niekiedy o wężach i mniej ich też w naszych stronach, ale tu, widzę, obyczaj dotrwał... - rzekł Bożym. - I trwać będzie - powiedziała Szczęsna, patrząc z uśmiechem na pijącego mleko gada, który tak był widać oswojony, że nie bał się ani ruchu w izbie, ani głosów ludzkich. (...) ![]() "(...) Płomień przed Światowidem. Nadchodziło doroczne wielkie święto Sobótek, kiedy to wszędzie na wzgórzach i przy źródłach strumieni młodzi chłopcy rozpalali sobótkowe ogniska i kiedy dorosłe już dziewczęta i pragnący się żenić młodzieńcy wyjawiali swoje nie wyznane jeszcze uczucia i życzenia mową kwiatów, rzucaniem i zręcznym chwytaniem płynących z wodą wianków. (...) A dziewczęta, jak wszystkie na ziemiach słowiańskich, chciały na ten dzień piękniejsze być niż zwykle: prały swoje giezła i zwierzchnie szatki, myły włosy, aby jaśniały świeżością, kąpały się w bezpiecznych miejscach Odry - słowem czyniły wszystko to, co ich poprzedniczki przez długie, ginące w mrokach niepamięci wieki. (...) "(...) Nigdy też w czasie pokoju jego mieszkańcy nie znali głody. Zapasów nie brakowało i w zimie, a w osobnej spiżarni, przy mieszkaniach najstarszego Zwiduna i jego pomocników, bywały nawet przysmaki: kołacze z miodowego ciasta pieczone z tartym makiem, mięsiwa suszone i wędzone, wśród których do najsmaczniejszych należały dzicze i jelenie szynki, a także orzechy i suszone jagody.(...) "(...) Świątynia była mała, niepozorna i nie można jej było porównać do znanych Bożymowi świątyń w Arkonie czy Hoboli , ale było i tu czego strzec: na ścianach tylnej sali wokół posągu bóstwa wisiały wspaniałe rogi żubrze i turze, łosie i jelenie, broń przeróżna, starodawna, jak dębowe maczugi nabijane krzemieniem i gwoździami - i nowsza: malowane tarcze, ciężkie łuki i proce, miecze i noże, a także oszczepy. Nie brak było i zdobionych metalem rzemiennych pasów, drogich czapraków i ozdobnych siodeł, nie tylko przez lubuskich, ale przez innych kneziów ofiarowanych, a także broni zdobytej na wrogach. Panował bowiem na ziemiach słowiańskich zwyczaj, że co dziesiąty oszczep, miecz, łuk czy tarczę należącą do nieprzyjacielskiego oręża, wieszano w świątyni jako dar dziękczynny. (...) ********************
JANINA BRZOSTOWSKA Poetka urodziła się w Wadowicach 9 lipca 1897 roku jako córka Jana Dorozińskiego i Julii z domu Berner. Ojciec jej był dyrektorem Gimnazjum Wadowickiego przy ul. Mickiewicza 16, wówczas cesarsko-królewskiego austro-węgierskiego, a obecnie stanowiącego Zespół Szkoł Ogólnokształcących im. Marcina Wadowity. Jan Doroziński napisał podręcznik psychologii dla klas maturalnych, później wznawiany i rozszerzany w następnych wydaniach. Po śmierci żony w roku 1913 zaczął pisać poezje na jej temat, wydane w roku 1924 przez Gebethnera i Wolfa w Krakowie pod tytułem "Z woli przeznaczeń". Ponieważ w owym czasie uważano, że dyrektorowi gimnazjum nie wypada pisać poezji, wiersze wydał pod pseudonimem Julian Mrok. Janina Dorozińska wzrastała w atmosferze zainteresowania literaturą i kulturą. Ojciec jej prenumerował pismo literackie "Westermann's Monatshefte". Występowała w przedstawieniach uczniowskich wystawianych w gimnazjum i wydrukowała swój pierwszy wiersz w gazetce szkolnej. Najważniejsza jednak dla przyszłej poetki okazała się bliskość Gorzenia (który obecnie stanowi dzielnicę Wadowic), gdzie mieszkał Emil Zegadłowicz - absolwent Gimnazjum Wadowickiego, syn Tytusa Zegadłowicza, nauczyciela w tym gimnazjum. Emil Zegadłowicz stworzył grupę literacką Czartak (nazwa pochodzi od pobliskiego zboru ariańskiego), która wydawała roczniki pod tym samym tytułem oraz zbiory poezji. Należeli do niej: Józef Birkenmajer, Wiktor Hanys, Zofia Kossak-Szczucka, Edward Kozikowski, Bolesław Leśmian, Jan Nepomucen Miller, Tadeusz Szantroch (dobry a niedoceniany wciąż jeszcze poeta) i Jan Wiktor. Janina odwiedzała czasami sławnego już Zegadłowicza. Przy którejś wizycie jej koleżanka powiedziała, że Janka pisze wiersze (sama Janka nie ośmieliła się do tego przyznać). Zegadłowicz poprosił o przyniesienie wierszy przy następnej wizycie; dostrzegł talent, miał też uwagi krytyczne - i tak stał się mistrzem literackim młodej osoby. Dziś w Wadowicach-Gorzeniu jest Muzeum Emila Zegadłowicza. Przyszła poetka ukończyła polonistykę i romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, po czym wyszła za mąż za kapitana Wojska Polskiego Ludomira Bończę-Brzostowskiego oddelegowanego w tym czasie na studia prawnicze. Przez pewien czas mieszkała we Lwowie, gdzie mąż jej uzyskał doktorat prawa na tamtejszym uniwersytecie. Na jego dyplomie doktorskim widnieje podpis Jana Kasprowicza, wówczas rektora Uniwersytetu Lwowskiego. Następnie małżeństwo osiadło w Warszawie, gdzie, wtedy już major, Brzostowski pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Potem przeszedł do cywila, był sędzią w Sądzie Grodzkim Warszawa-Praga, a później od roku 1936 adwokatem. W Warszawie urodził im się syn Witold Konrad. Janina Brzostowska stała się najmłodszym członkiem Grupy Literackiej Czartak. Poetka zadebiutowała w 1925 roku w almanachu Czartaka. W latach 1938-1939 redagowała pismo "Skawa". Wydała 18 tomików poezji i w 1981 r. "Poezje zebrane", po roku 1981 wiersze w czasopismach literackich. Napisała również trzy powieści: "Kobieta zdobywa świat", "Bezrobotni Warszawy" i "Lubuskie dziewanny"; te dwie ostatnie powieści wyszły w kilku wydaniach. Przetłumaczyła ze starogreckiego wiersze Safony - to pierwsze kompletne polskie tłumaczenie. Z niemieckiego przełożyła wiersze, których autorami są Elisabeth Borchers, Karl Krolow, Rainer Maria Rilke, Georg Maurer i Guenter Kunert; z bułgarskiego Weselina Chanczewa; ze słowackiego Jana Kostre. Z czeskiego Jaroslava Seiferta - pierwsze tłumaczenia na polski, na 20 lat przed jego nagrodą Nobla i wszystkimi innymi tłumaczeniami. Janina Brzostowska spotykała się na zjazdach absolwentów Gimnazjum Wadowickiego m.in. z ówczesnym arcybiskupem krakowskim kardynałem Karolem Wojtyłą. Przy jednym z tych zjazdów władze komunistyczne wydały w ostatniej chwili zakaz - własnie dlatego że kardynal ogłosił, że jedzie na zjazd do Wadowic; zjazd odbył się nielegalnie w zmniejszonym gronie w mieszkaniu prywatnym z udziałem m.in. poetki i kardynała. W Wadowicach jest dzisiaj ulica Janiny Brzostowskiej Poetka była jedną z założycielek International Academy of Poetry w Cambridge w Anglii. Zmarła w Warszawie 18 marca 1986 roku. Poezje Janiny Brzostowskiej tłumaczono na angielski, bułgarski, czeski, esperanto, francuski, hebrajski, hiszpański, niemiecki, rumuński, słowacki, ukraiński i włoski. W.B. - źródło: http://www.brzostowska.republika.pl/ Edit 25 lipca 2021 Powyzsza strona zostala przeniesiona, teraz jest dostępna pod linkiem :
https://janinabrzostowska.wordpress.com/ Janina Brzostowska AUTOPORTRET Wiele spiętrzyło się przede mną [przeszkód w tej okolicy w której dzisiaj żyję którą wybrałam raczej z konieczności bo narzucała mi się pociągała już wtedy kiedy pragnąc dotknąć ciemnej zieleni liści właśnie po raz pierwszy zauważonych czułam zalękniona że zachwyt boli. W dziesiątym roku życia podczas lekcji na zeszyt mój z uchylonego okna padł pierścień blasku który pierworodnym stał się odkryciem jeszcze nieświadomym poezji w słowach wtedy jednoznacznych jak ogień - ogniem. Poezja świata samego istnienia tak niepojęta jak promieniowanie które i zabić może i uzdrowić trwa w groźnej strefie przez którą przechodzę w świetle i mroku tak że się w niej wcale nie gubię zawsze bowiem odnajduję miejsce to swoje i niczyje więcej w którym jest ze mną we mnie i najbliżej ("Obrona światła", 1968)
TWÓRCZOŚĆ JANINY BRZOSTOWSKIEJ 1. Szczęście w cudzym mieście. [Wiersze]. Warszawa: Czartak 1925 [właśc. 1924] 2. O ziemi i mej miłości. [Wiersze]. [Warszawa:] Czartak 1925 3. Erotyki. [Wiersze]. [Warszawa:] Czartak 1926 4. Najpiękniejsza z przygód. [Wiersze]. Warszawa: F. Hoesick 1929 [właśc. 1928] 5. Bezrobotni Warszawy. Powieść. Warszawa: F. Hoesick 1933. Wyd. nast.: 5a. Warszawa: St. Cukrowski 1947. 5b. Warszawa: Książka i Wiedza 1950. Wyd. 1 zostało wycofane przez cenzurę z obiegu księgarskiego. 6. Kobieta zdobywa świat. Powieść. Warszawa: F. Hoesick 1937 7. Naszyjnik wieczności. [Wiersze]. Warszawa: Skawa 1939 [właśc. 1938] 8. Za lat miliony. [Powieść]. W: Skawa 1939 nr 2-7. Utwór niedokończony. 9. Żywioł i śpiew. [Wiersze]. Warszawa: F. Hoesick 1939 10. Płomień w cierniach. [Wiersze]. Warszawa: E. Kuthan 1947, 105 s. Powst. ok. 1944. 11. Giordano Bruno. [Poemat], Warszawa: Iskry 1953 12. Wiersze. Warszawa: Czytelnik 1957 13. Zakochani są wszędzie. [Powieść]. W: Orka 1957 nr 9 s. 4. Druk fragmentów 14. Zanim noc ... [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1961 15. Czas nienazwany. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1964 16. Lubuskie dziewanny. [Powieść]. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1967 Wyd. nast.: 16a. wyd. 2 1970, 16b. [wyd.3] 1987 17. Obrona światła. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1968. 18. Pozdrowienie. [Wiersze]. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1969 19. Poezje wybrane. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1974. 20. Szczęścia szukamy. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1974 21. Eros. [Wiersze]. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1977. 22. Śpiew przedwieczorny. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1979 23. Poezje zebrane. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1981. 24. Dwuskrzydłe światło : poezje wybrane = Dvokrile cvitlo : vibrani poezii. Lwów: Wydawnictwo Politechniki Lwowskiej, 2002. Tekst równol. pol. i ukr. 25. Myśli o szczęściu. Jerusalem: Carmel Publishing House, 2003 (...)Bibliografię oprac. Antoni Bojanowski z wykorzystaniem bibliografii opublikowanej w: Współcześni polscy pisarze i badacze literatury : słownik biobibliograficzny. Oprac. zespół pod red. Jadwigi Czachowskiej i Alicji Szałagan. T. 1 : A-B. Warszawa 1994. również wiele przekładów Brzostowskiej i artykułów o autorce więcej na str. http://www.brzostowska.republika.pl/bibliogr.html |
Brzostowska Janina
Cisza
Słyszysz, kochana, oto wznoszę dłonie -
słyszysz: ten ruch...
Wokół samotnych w każdej świata stronie
rzeczy zmieniają się w słuch.
Oto, kochana, przymykam powieki,
słyszysz ich szelest - ku tobie znak,
słyszysz, podnoszę je ruchem tak lekkim...
...Ale czemu ciebie tu brak.
Odbicie najmniejszego poruszenia
w jedwabnej ciszy staje się widome;
ślad niezniszczalny odciska wzruszenie
w zasłonie oddalenia nieruchomej.
Na mym oddechu unoszą się w krąg
gwiazdy na niebie.
Ku wargom moim płyną wonie łąk,
i poznaję przeguby rąk
dalekich aniołów.
Tylko tej, o której myślę: Ciebie
nie widzę.
Wiersz umieścił użytkownik: uzytkownik_anonimowy /wiersz ze str http://www.wiersze.annet.pl/w,,701/
Cisza
Słyszysz, kochana, oto wznoszę dłonie -
słyszysz: ten ruch...
Wokół samotnych w każdej świata stronie
rzeczy zmieniają się w słuch.
Oto, kochana, przymykam powieki,
słyszysz ich szelest - ku tobie znak,
słyszysz, podnoszę je ruchem tak lekkim...
...Ale czemu ciebie tu brak.
Odbicie najmniejszego poruszenia
w jedwabnej ciszy staje się widome;
ślad niezniszczalny odciska wzruszenie
w zasłonie oddalenia nieruchomej.
Na mym oddechu unoszą się w krąg
gwiazdy na niebie.
Ku wargom moim płyną wonie łąk,
i poznaję przeguby rąk
dalekich aniołów.
Tylko tej, o której myślę: Ciebie
nie widzę.
Wiersz umieścił użytkownik: uzytkownik_anonimowy /wiersz ze str http://www.wiersze.annet.pl/w,,701/
Brzostowska Janina
Nie rozłączą nas
i od myśli stokroć łaskawsze.
Przejechaliśmy lekkomyślnie
jeszcze jedną szczęścia stację.
Byłam winna?
Gniewasz się na mnie?
Oboje mieliśmy rację.
Gdy się kocha
wszystko jest prawdą.
Nawet kłamstwo w prawdę się zmienia.
Ginie przepada żal
od jednego uściśnienia.
Lecz nie można błądzić na wichrze
by tej prawdy słowa usłyszeć.
Skryć się trzeba w domu wieczorem
i we dwoje wtulić w ciepło i ciszę.
Wiersz umieścił użytkownik: uzytkownik_anonimowy/ wiersz ze str http://www.wiersze.annet.pl/
Nie rozłączą nas
i od myśli stokroć łaskawsze.
Przejechaliśmy lekkomyślnie
jeszcze jedną szczęścia stację.
Byłam winna?
Gniewasz się na mnie?
Oboje mieliśmy rację.
Gdy się kocha
wszystko jest prawdą.
Nawet kłamstwo w prawdę się zmienia.
Ginie przepada żal
od jednego uściśnienia.
Lecz nie można błądzić na wichrze
by tej prawdy słowa usłyszeć.
Skryć się trzeba w domu wieczorem
i we dwoje wtulić w ciepło i ciszę.
Wiersz umieścił użytkownik: uzytkownik_anonimowy/ wiersz ze str http://www.wiersze.annet.pl/
Brzostowska Janina
Na wzgórzu
Na tym niewielkim wzgórzu,
które strumień objął w ramiona,
na jasnym suchym piasku
wypisałam nasze imiona.
Nie wie o tym nikt prócz mnie i ciebie
i nie chodzi nikt poprzez to wzgórze-
Nikt nie ujrzy naszych liter złączonych:
wiatr rozsypie płatki słów jak róże...
Nocą jeszcze tylko blask księżyca
swym srebrzystym je nakryje lśnieniem...
i ty do mnie uśmiechniesz się we śnie,
ja do ciebie - szczęśliwi marzeniem.
wiersz ze str http://pisze-wiersze.pl/forum/viewtopic.php?p=24846
Zasadowy węglan miedzi
Janina Brzostowska
Szlachetna
łagodna zieleń
zakwitająca
na wiekami wezbranych dachach
na hełmach kościelnych wież -
CuCO3 . CO(OH2):
patyna.
I naszyjniki zielone
jak liście eukaliptusów
wygładzone cierpliwie
do jaskrawego połysku -
ciepłe
na szyjach kobiet.
I w starych świątyniach wschodu
rozgrzane w upalnym słońcu
Persów pamiętające
malachitowe kolumny.
Janina Brzostowska
Szlachetna
łagodna zieleń
zakwitająca
na wiekami wezbranych dachach
na hełmach kościelnych wież -
CuCO3 . CO(OH2):
patyna.
I naszyjniki zielone
jak liście eukaliptusów
wygładzone cierpliwie
do jaskrawego połysku -
ciepłe
na szyjach kobiet.
I w starych świątyniach wschodu
rozgrzane w upalnym słońcu
Persów pamiętające
malachitowe kolumny.
*****************************************************
Safona
Do Afrodyty
/przełożyła Janina Brzostowska/
Przed tronem twym się chylę, Afrodyto,
nęcąca w sieci, córo Zeusa,
i błagam, smutkiem nie dręcz mego serca,
o nieśmiertelna,
lecz ku mnie zejdź, jak nieraz już czyniłaś,
gdy cię mój głos doleciał z oddalenia,
i dla mych skarg rzucałaś progi domu
wielkiego ojca.
Twój złoty wóz poniosły chyże ptaki
i raz po raz, nad kręgiem czarnej ziemi
zniżając lot, skrzydłami mocno biły
w jasnym eterze.
Ujrzałam cię, a ty promieniejąca,
z uśmiechem na obliczu nieśmiertelnym,
spytałaś najłaskawiej, co mnie gnębi,
że ciebie wzywam.
kto wzniecił znów mych pragnień najgorętszych
serdeczny żar? Kogo mi przywieść ma
Peitho* ku miłości? Kto mnie skrzywdził,
kto ból mi zadał?
Unika cię? – mówiłaś. – Wnet odszuka!
Odtrąca dar? – Wnet tobie dary złoży.
Nie kocha cię? – W miłosne wpadnie sieci,
choćby wbrew chęci.
I dzisiaj zejdź ze stopni swego tronu,
nie pozwól mi w daremnej trwać tęsknocie,
i stanąć racz w tej trudnej dla mnie chwili
po mojej stronie!
***************************
Strona poświęcona Janinie Brzostowskiej wraz ze zbiorem twórczości artystki:
wtorek, 31 lipca 2012
niedziela, 1 stycznia 2012
czwartek, 8 grudnia 2011
środa, 7 grudnia 2011
Desiderata
fot. Dorota N.
Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. Tak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.
Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść.
Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.
Ciesz się zarówno swoimi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.
Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.
Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.
Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.
Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie.
Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.
Tak więc bądź w pokoju z Bogami cokolwiek myślisz o ich istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia zachowaj pokój ze swą duszą.
Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny.
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwym.
Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść.
Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.
Ciesz się zarówno swoimi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.
Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.
Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.
Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.
Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie.
Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.
Tak więc bądź w pokoju z Bogami cokolwiek myślisz o ich istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia zachowaj pokój ze swą duszą.
Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny.
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwym.
fot. Dorota N.
środa, 9 listopada 2011
wtorek, 25 października 2011
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Do mięsożerców
Dla nich ryby skrzelami pracują w szaflikku,
mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.
Oni to piją grozę z krwią zabitej kaczki
i warzą głowy dzieci: zadziwionych cieląt.
Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki,
i jedzą je w niedziekę, z rodziną się dzieląc.
Lubią wody na smaku bezradnych piszczeli,
wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
i baraniego ciała brązowe atłasy.
Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
obwąchują zająca, czy aby dość skruszał.
z martwym ozorem w zębach czują się jak niebie,
i do cudzego mózgu śmieje się im dusza.
Pożerają, dymiący, jak nowe cmentarze,
te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy -
Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
na których śmieszek hieny zawita trupawy.
Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
ale żrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
i zezują miłośnie do gęsiej wątroby,
bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,
a twardzi tylko sercem - i w całej stolicy
głośni - ale mlaskaniem, smętni niesiadnicy.
niedziela, 9 października 2011
Antoni Wacyk-"jak do was wołać o skatoliczeni.."
Jak do was wołać - o skatoliczeni!
Co was obudzi, poruszy?
Jakie zaklęcie odmieni
Chore, spaczone dusze?
Z klęczeństwa kto was uleczy
I piękno życia ukaże,
Tęsknot nauczy człowieczych,
Lęk zdejmie z waszych twarzy?
Człowiek zdobywca zuchwały
Wszechświat wypisał na tarczy,
A wam, niewdałym,
Wisinakrzyżu wystarczy.
Prawdy z niemocy zrodzone
Bojaźń wam szepce niemęska
Jedno wam zawsze sądzone-
Klęska, klęska klęska
piątek, 17 czerwca 2011
Missa Pagana- Edward Stachura
<img bordeEdward Stachura
MISSA PAGANA
Introit
(pieśń na wejście)
Chodź, człowieku, coś ci powiem
Chodźcie wszystkie stany
Kolorowi, biali, czarni
Chodźcie, zwłaszcza wy, ludkowie
Przez na oścież bramy
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Rozsiądźcie się na drogach
Na łąkach, na rozłogach
Na polach, błoniach i wygonach
W blasku słońca w cieniu chmur
Rozsiądźcie się na niżu
Rozsiądźcie się na wyżu
Rozsiądźcie się na płaskowyżu
W blasku słońca w cieniu chmur
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi, którą ja i ty też
Zamieniliśmy w morze łez
Confiteor
Bosi na ulicach świata
Nadzy na ulicach świata
Głodni na ulicach świata
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!
Zgroza i nie widać końca zgrozy
Zbrodnia i nie widać końca zbrodni
Wojna i nie widać końca wojny
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!
Zagubieni w dżungli miasta - moja wina
Obojętność objęć straszna - moja wina
Bez miłości bez czułości - moja wina
Bez sumienia i bez drżenia - moja wina
Bez pardonu wśród betonu - moja wina
Na kamieniu rośnie kamień - moja wina
Manna manna narkomanna - moja wina
Dokąd idziesz po omacku - moja wina
I nie słychać końca płaczu - moja wina
Jedni cicho upadają - moja wina
Drudzy ręce umywają - moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi - moja wina
O człowieka coraz trudniej - moja wina
- moja wina
- moja bardzo wielka wina!
Człowiek człowiekowi
Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić
Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty się nie daj zgładzić
Lecz ty się nie daj zdradzić
Człowiek człowiekowi pumą
Człowiek człowiekowi dżumą
Lecz ty się nie daj pumie
Lecz ty się nie daj dżumie
Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty się nie daj zgłuszyć
Lecz ty się nie daj skruszyć
Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty się nie daj zwilczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim się możesz zabliźnić
Gloria
Chwała najsampierw komu
Komu gloria na wysokościach?
Chwała najsampierw tobie
Trawo przychylna każdemu
Kraino na dół od Edenu
Gloria! Gloria!
Chwała teraz tobie, słońce
Odyńcu ty samotny
Co wstajesz rano z trzęsawisk nocnych
I w górę bieżysz, w niebo sam się wzbijasz
I chmury czarne białym kłem przebijasz
I to wszystko bezkrwawo - brawo, brawo
I to wszystko złociście i nikogo nie boli
Gloria! Gloria! Gloria in excelsis soli!
Z słońcem pochwalonym teraz pędźmy razem
Na nim, na odyńcu, galopujmy dalej
Chwała teraz tobie, wietrze
Wieczny ty młodziku
Sieroto świata, ulubieńcze losu
Od złego ratuj i kąkoli w zbożu
Łagodnie kołysz tych co są na morzu
Gloria! Gloria! Gloria in excelsis soli!
Z wiatrem pochwalonym teraz pędźmy społem
Na nim, na koniku galopujmy polem
Chwała wam ptaszki śpiewające
Chwała wam ryby pluskające
Chwała wam zające na łące
Zakochane w biedronce
Chwała wam zimy wiosny lata i jesienie
Chwała temu co bez gniewu idzie
Poprzez śniegi deszcze blaski oraz cienie
W piersi pod koszulą - całe jego mienie
Gloria! Gloria! Gloria!
Prefacja
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Śmiać się głośno
Płakać cicho
Deszcz ustaje sady kwitną
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Iść i padać
Z-padłych-wstawać
Przeszła wojna
Wstaje trawa
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Śledzić gwiazdy
Grać na skrzypcach
Astronomia
I muzyka
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Być uważnym
Pełnym pasji
Dobra wasza
Gwiżdżą ptaki
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Żeby człowiek
W życiu onym
Sprawiedliwym
Był i godnym
Żeby człowiek
Był człowiekiem
Lecą liście
Szumi w lesie
Wiatr z obłoków
Warkocz plecie
I tego trzymać się trzeba
Jak
jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad
lasem
jak na szyi wędrowca apaszka szamotana
wiatrem
jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste
ramiona wasze
a tu są nasze, a tu są nasze, a tu są nasze
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
jak winny li niewinny sumienia wyrzut
że się żyje gdy umarło tylu tylu tylu
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
jak lizać rany celnie zadane
jak lepić serce w proch potrzaskane
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
pudowy kamień, pudowy kamień
ja na nim stanę, on na mnie stanie
on na mnie stanie, spod niego wstanę
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
jak złota kula nad wodami
jak świt pod spuchniętymi powiekami
jak zorze miłe śliczne polany
jak słońca pierś
jak garb swój nieść
jak do was siostry mgławicowe ten
zawodzący śpiew
jak biec do końca, potem odpoczniesz,
potem odpoczniesz
cudne manowce, cudne manowce,
cudne manowce
Sanctus
Święty święty święty - blask kłujący oczy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi
Święty kurz na drodze
Święty kij przy nodze
Święte krople potu
Święte wędrowanie
Święty kamień w polu
Przysiądź na nim, panie
Święty płomyk rosy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi
Święty chleb - chleba łamanie
Święta sól - solą witanie
Święta cisza, święty śpiew
Znojny łomot prawych serc
Słupy oczu zapatrzonych
Bicie powiek zadziwionych
Święty ruch i drobne stopy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi
Słońce i ludny niebieski zwierzyniec
Baran, Lew, Skorpion i Ryby sferyczne
Droga Mleczna, Obłok Magellana
Meteory, Gwiazda Przedporanna
Saturn i Saturna dziwów wieniec
Trzy pierścienie i księżyców dziewięć
Neptun Pluton Uran Mars Merkury Jowisz
Święta święta święta - Ziemio co nas nosisz
Tak
Tu i tam, i tam i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze, jeszcze, jeszcze tam
Cudu wszechświata nocny ład
Niewysłowiony bukiet gwiazd
Każda z gwiazd samotna
Każda z gwiazd samotna
Wszystkie razem zaś:
Wiszący ogród, promienny park!
Każdy z nas samotny
Każdy z nas samotny
Czemuż, czemuż więc
- my, gwiezdne dzieci -
W gwiazdozbiór piękny, przepiękny wręcz
Nie skupimy serc?
Komunia
I jeżeli spontaniczna to rzecz
I jeżeli oczywista to rzecz
I jeżeli naturalna to rzecz
Weź
To co się tu daje
W imię słońca
I jego gońca:
Skowronka gwiżdżącego, amen
Dziękczynienie
Wielkie ci dzięki, szczytne źródełko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, bystry potoku,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, z gór kaskaderko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, polna pasterko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, rzeko rzeczona,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, morski grzebieniu,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, liściu naziemny,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, liściu nadrzewny,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, szumie koronny,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, pstry koguciku,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, żabko kumoszko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, świerszczu świerszczący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, gromie dudniący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, deszczu bębniący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, wietrze świszczący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, ogniu strzelisty,
za twoje piosenki
Wielkie wam dzięki, chóry naniebne,
za wasze piosenki
Wielkie ci dzięki, ciszo wieczysta,
za twoje piosenki
Ite missa est
(pieśń na wyjście)
Idź, człowieku, idź rozpowiedz
Idźcie wszystkie stany
Kolorowi, biali, czarni
Idźcie, zwłaszcza wy, ludkowie
Przez na oścież bramy
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Rozejdźcie się po drogach
Po łąkach, na rozłogach
Po polach, błoniach i wygonach
W blasku słońca w cieniu chmur
Rozejdźcie się po niżu
Rozejdźcie się po wyżu
Rozejdźcie się po płaskowyżu
W blasku słońca w cieniu chmur
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi, której ja i ty
Nie zamienimy w bagno krwi
źródło; http://www.xemantic.com/stachura/missa_pagana.htmlr=0 src="http://www.slowianskawiara.pl/baner1.jpg"></a>
MISSA PAGANA
Introit
(pieśń na wejście)
Chodź, człowieku, coś ci powiem
Chodźcie wszystkie stany
Kolorowi, biali, czarni
Chodźcie, zwłaszcza wy, ludkowie
Przez na oścież bramy
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Rozsiądźcie się na drogach
Na łąkach, na rozłogach
Na polach, błoniach i wygonach
W blasku słońca w cieniu chmur
Rozsiądźcie się na niżu
Rozsiądźcie się na wyżu
Rozsiądźcie się na płaskowyżu
W blasku słońca w cieniu chmur
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi, którą ja i ty też
Zamieniliśmy w morze łez
Confiteor
Bosi na ulicach świata
Nadzy na ulicach świata
Głodni na ulicach świata
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!
Zgroza i nie widać końca zgrozy
Zbrodnia i nie widać końca zbrodni
Wojna i nie widać końca wojny
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!
Zagubieni w dżungli miasta - moja wina
Obojętność objęć straszna - moja wina
Bez miłości bez czułości - moja wina
Bez sumienia i bez drżenia - moja wina
Bez pardonu wśród betonu - moja wina
Na kamieniu rośnie kamień - moja wina
Manna manna narkomanna - moja wina
Dokąd idziesz po omacku - moja wina
I nie słychać końca płaczu - moja wina
Jedni cicho upadają - moja wina
Drudzy ręce umywają - moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi - moja wina
O człowieka coraz trudniej - moja wina
- moja wina
- moja bardzo wielka wina!
Człowiek człowiekowi
Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić
Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty się nie daj zgładzić
Lecz ty się nie daj zdradzić
Człowiek człowiekowi pumą
Człowiek człowiekowi dżumą
Lecz ty się nie daj pumie
Lecz ty się nie daj dżumie
Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty się nie daj zgłuszyć
Lecz ty się nie daj skruszyć
Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty się nie daj zwilczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim się możesz zabliźnić
Gloria
Chwała najsampierw komu
Komu gloria na wysokościach?
Chwała najsampierw tobie
Trawo przychylna każdemu
Kraino na dół od Edenu
Gloria! Gloria!
Chwała teraz tobie, słońce
Odyńcu ty samotny
Co wstajesz rano z trzęsawisk nocnych
I w górę bieżysz, w niebo sam się wzbijasz
I chmury czarne białym kłem przebijasz
I to wszystko bezkrwawo - brawo, brawo
I to wszystko złociście i nikogo nie boli
Gloria! Gloria! Gloria in excelsis soli!
Z słońcem pochwalonym teraz pędźmy razem
Na nim, na odyńcu, galopujmy dalej
Chwała teraz tobie, wietrze
Wieczny ty młodziku
Sieroto świata, ulubieńcze losu
Od złego ratuj i kąkoli w zbożu
Łagodnie kołysz tych co są na morzu
Gloria! Gloria! Gloria in excelsis soli!
Z wiatrem pochwalonym teraz pędźmy społem
Na nim, na koniku galopujmy polem
Chwała wam ptaszki śpiewające
Chwała wam ryby pluskające
Chwała wam zające na łące
Zakochane w biedronce
Chwała wam zimy wiosny lata i jesienie
Chwała temu co bez gniewu idzie
Poprzez śniegi deszcze blaski oraz cienie
W piersi pod koszulą - całe jego mienie
Gloria! Gloria! Gloria!
Prefacja
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Śmiać się głośno
Płakać cicho
Deszcz ustaje sady kwitną
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Iść i padać
Z-padłych-wstawać
Przeszła wojna
Wstaje trawa
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Śledzić gwiazdy
Grać na skrzypcach
Astronomia
I muzyka
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Być uważnym
Pełnym pasji
Dobra wasza
Gwiżdżą ptaki
I tego trzymać się trzeba
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Żeby człowiek
W życiu onym
Sprawiedliwym
Był i godnym
Żeby człowiek
Był człowiekiem
Lecą liście
Szumi w lesie
Wiatr z obłoków
Warkocz plecie
I tego trzymać się trzeba
Jak
jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad
lasem
jak na szyi wędrowca apaszka szamotana
wiatrem
jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste
ramiona wasze
a tu są nasze, a tu są nasze, a tu są nasze
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
jak winny li niewinny sumienia wyrzut
że się żyje gdy umarło tylu tylu tylu
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
jak lizać rany celnie zadane
jak lepić serce w proch potrzaskane
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
pudowy kamień, pudowy kamień
ja na nim stanę, on na mnie stanie
on na mnie stanie, spod niego wstanę
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
jak złota kula nad wodami
jak świt pod spuchniętymi powiekami
jak zorze miłe śliczne polany
jak słońca pierś
jak garb swój nieść
jak do was siostry mgławicowe ten
zawodzący śpiew
jak biec do końca, potem odpoczniesz,
potem odpoczniesz
cudne manowce, cudne manowce,
cudne manowce
Sanctus
Święty święty święty - blask kłujący oczy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi
Święty kurz na drodze
Święty kij przy nodze
Święte krople potu
Święte wędrowanie
Święty kamień w polu
Przysiądź na nim, panie
Święty płomyk rosy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi
Święty chleb - chleba łamanie
Święta sól - solą witanie
Święta cisza, święty śpiew
Znojny łomot prawych serc
Słupy oczu zapatrzonych
Bicie powiek zadziwionych
Święty ruch i drobne stopy
Święta święta święta - ziemia co nas nosi
Słońce i ludny niebieski zwierzyniec
Baran, Lew, Skorpion i Ryby sferyczne
Droga Mleczna, Obłok Magellana
Meteory, Gwiazda Przedporanna
Saturn i Saturna dziwów wieniec
Trzy pierścienie i księżyców dziewięć
Neptun Pluton Uran Mars Merkury Jowisz
Święta święta święta - Ziemio co nas nosisz
Tak
Tu i tam, i tam i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze, jeszcze, jeszcze tam
Cudu wszechświata nocny ład
Niewysłowiony bukiet gwiazd
Każda z gwiazd samotna
Każda z gwiazd samotna
Wszystkie razem zaś:
Wiszący ogród, promienny park!
Każdy z nas samotny
Każdy z nas samotny
Czemuż, czemuż więc
- my, gwiezdne dzieci -
W gwiazdozbiór piękny, przepiękny wręcz
Nie skupimy serc?
Komunia
I jeżeli spontaniczna to rzecz
I jeżeli oczywista to rzecz
I jeżeli naturalna to rzecz
Weź
To co się tu daje
W imię słońca
I jego gońca:
Skowronka gwiżdżącego, amen
Dziękczynienie
Wielkie ci dzięki, szczytne źródełko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, bystry potoku,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, z gór kaskaderko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, polna pasterko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, rzeko rzeczona,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, morski grzebieniu,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, liściu naziemny,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, liściu nadrzewny,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, szumie koronny,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, pstry koguciku,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, żabko kumoszko,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, świerszczu świerszczący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, gromie dudniący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, deszczu bębniący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, wietrze świszczący,
za twoje piosenki
Wielkie ci dzięki, ogniu strzelisty,
za twoje piosenki
Wielkie wam dzięki, chóry naniebne,
za wasze piosenki
Wielkie ci dzięki, ciszo wieczysta,
za twoje piosenki
Ite missa est
(pieśń na wyjście)
Idź, człowieku, idź rozpowiedz
Idźcie wszystkie stany
Kolorowi, biali, czarni
Idźcie, zwłaszcza wy, ludkowie
Przez na oścież bramy
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Rozejdźcie się po drogach
Po łąkach, na rozłogach
Po polach, błoniach i wygonach
W blasku słońca w cieniu chmur
Rozejdźcie się po niżu
Rozejdźcie się po wyżu
Rozejdźcie się po płaskowyżu
W blasku słońca w cieniu chmur
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi, której ja i ty
Nie zamienimy w bagno krwi
źródło; http://www.xemantic.com/stachura/missa_pagana.htmlr=0 src="http://www.slowianskawiara.pl/baner1.jpg"></a>
Subskrybuj:
Posty (Atom)










