Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bajania sławiańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bajania sławiańskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 listopada 2012

Janina Brzostowska - polska poetka, tłumaczka, powieściopisarka




Do opublikowania tego posta skłoniło mnie wspomnienie...a szczególnie pewna książka, z którą nie rozstaję się od kiedy zaczęłam chodzić :) książkę "Lubuskie Dziewanny" mam zawsze ze sobą z sentymentu.
Książkę tą dostała moja mama w podstawówce w latach 60-tych za dobre osiągnięcia w nauce. Jak wspomina moja mamcia: "miałam wybrać sobie jedną z trzech książek i wybrałam tą, bo miała najładniejszą okładkę" :).
Po latach książka trafiła w moje ręce. To była moja pierwsza książka. Jak byłam mała spałam z nią i  malowałam po swojemu ;) W tej książce stawiałam swoje pierwsze litery . Jak już nauczyłam się czytać, to była pierwsza moja powieść, którą "przeczytałam"- piszę w cudzysłowiu, ponieważ nie zabardzo zrozumiałam treść.  Potem książka poszła w zapomnienie, ale zawsze była w mojej biblioteczce i towarzyszyła mi w każdej przeprowadzce. Wczoraj przypomniałam sobie o niej podczas rozmowy z córcią, która szukała swojej "pierwszej książki". I tak przy okazji sentymentalnych wspomnień odgrzebałam swoje Lubuskie Dziewanny.
W związku z tym, że nie ma za dużo w internecie o autorce, a jej życiorys mnie zaciekawił, więc publikuję poniżej wszystkie zebrane informacje na jej temat.


"Lubuskie Dziewanny" Janina Brzostowska (podniszczona, ale ma w końcu swoje lata)
oprac. graf. Stanisław Rozwadowski - Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1967


"(...) Jeden z koni, ten z obwiązaną nogą, wyraźnie kulał, więc ujechawszy jeszcze szmat drogi, na której ślady w dalszym ciągu były widoczne, Bożym konie zatrzymał i zsiadłszy ze swojego, postanowił go prowadzić idąc pieszo. Na zdziwione spojrzenie Dobka wyjaśnił, że boi się o konia, aby w drodze nie ustał. Za chwilę, podsunąwszy się ku Dobkowi, powiedział mu jeszcze, tym razem dużo ciszej, że lasem, równolegle z nimi, ale w pewnej odległości, przekrada się ktoś, kto ich śledzi.
Obaj wiedzieli, że znajdują się w pobliżu Dniestru. Bożym wspomniał, że teraz coraz częściej trafiać będą na chaty Słowian, z którymi nietrudno się będzie porozumieć. Obaj znali te strony z podróży do chagana i od razu poczuli się tu raźniej. (...)" -fragment z książki "Lubuskie Dziewanny"


"(...) Wstał, zbliżył się do tlącego się nieznacznie na kamieniach ogniska, pochylił się nad nim i mamrotał jakieś niezrozumiałe, praojcom jeszcze pewnie znane zaklęcia. Po chwili wrócił do Światka i znów usiadł przy jego posłaniu.
- Mamy jagnięta młodziutkie... - szepnęła babka, podchodząc do niego.
- To prawda! - zgodził się dziadek. - Przynieście... Dla ratowania człowieka, niczego nie wolno żałować!
Babka dała znak ręką Sławkowi i córce, aby szli za nią, a twarze mieli wszyscy troje tak skupione, jakby do jakiegoś ważnego przygotowywali się obrzędu.
Niezadługo wrócili wszyscy troje. Sławek niósł miskę pełną świeżej, dymiącej jeszcze krwi. Postawił ją przy legowisku Światka i odszedł. (...) Raz po raz potrząsał leżącym, to skronie mu nacierał, to na okolicę serca kładł białą, lnianą szmatkę w ciepłej wodzie nurzaną i dobrze wykręconą. (...)'



"(...) - Weź no Bogna misę z policy! - powiedziała dopiero po dłuższej chwili Szczęsna do młodszej córki - i nalej mleka! Maliczek już czeka!
Spojrzała w Kąt Dziadów, gdzie, podniósłszy wysoko małą głowę, czekał istotnie nieduży ciemny wąż.
Bogna czym prędzej nalała na miskę ciepłego mleka i postawiła przed wężem.
- U nas już ludzie zapominają niekiedy o wężach i mniej ich też w naszych stronach, ale tu, widzę, obyczaj dotrwał... - rzekł Bożym.
- I trwać będzie - powiedziała Szczęsna, patrząc z uśmiechem na pijącego mleko gada, który tak był widać oswojony, że nie bał się ani ruchu w izbie, ani głosów ludzkich. (...)




"(...) Płomień przed Światowidem.
Nadchodziło doroczne wielkie święto Sobótek, kiedy to wszędzie na wzgórzach i przy źródłach strumieni młodzi chłopcy rozpalali sobótkowe ogniska i kiedy dorosłe już dziewczęta i pragnący się żenić młodzieńcy wyjawiali swoje nie wyznane jeszcze uczucia i życzenia mową kwiatów, rzucaniem i zręcznym chwytaniem płynących z wodą wianków. (...)
A dziewczęta, jak wszystkie na ziemiach słowiańskich, chciały na ten dzień piękniejsze być niż zwykle: prały swoje giezła i zwierzchnie szatki, myły włosy, aby jaśniały świeżością, kąpały się w bezpiecznych miejscach Odry - słowem czyniły wszystko to, co ich poprzedniczki przez długie, ginące w mrokach niepamięci wieki. (...)

"(...) Nigdy też w czasie pokoju jego mieszkańcy nie znali głody. Zapasów nie brakowało i w zimie, a w osobnej spiżarni, przy mieszkaniach najstarszego Zwiduna i jego pomocników, bywały nawet przysmaki: kołacze z miodowego ciasta pieczone z tartym makiem, mięsiwa suszone i wędzone, wśród których do najsmaczniejszych należały dzicze i jelenie szynki, a także orzechy i suszone jagody.(...)


"(...) Świątynia była mała, niepozorna i nie można jej było porównać do znanych Bożymowi świątyń w Arkonie czy Hoboli , ale było i tu czego strzec: na ścianach tylnej sali wokół posągu bóstwa wisiały wspaniałe rogi żubrze i turze, łosie i jelenie, broń przeróżna, starodawna, jak dębowe maczugi nabijane krzemieniem i gwoździami - i nowsza: malowane tarcze, ciężkie łuki i proce, miecze i noże, a także oszczepy. Nie brak było i zdobionych metalem rzemiennych pasów, drogich czapraków i ozdobnych siodeł, nie tylko przez lubuskich, ale przez innych kneziów ofiarowanych, a także broni zdobytej na wrogach.  Panował bowiem na ziemiach słowiańskich zwyczaj, że co dziesiąty oszczep, miecz, łuk czy tarczę należącą do nieprzyjacielskiego oręża, wieszano w świątyni jako dar dziękczynny. (...)


********************



Portret Janiny Brzostowskiej autorstwa Witkacego, 1939r.



JANINA BRZOSTOWSKA

 Poetka urodziła się w Wadowicach 9 lipca 1897 roku jako córka Jana Dorozińskiego i Julii z domu Berner. Ojciec jej był dyrektorem Gimnazjum Wadowickiego przy ul. Mickiewicza 16, wówczas cesarsko-królewskiego austro-węgierskiego, a obecnie stanowiącego Zespół Szkoł Ogólnokształcących im. Marcina Wadowity. Jan Doroziński napisał podręcznik psychologii dla klas maturalnych, później wznawiany i rozszerzany w następnych wydaniach. Po śmierci żony w roku 1913 zaczął pisać poezje na jej temat, wydane w roku 1924 przez Gebethnera i Wolfa w Krakowie pod tytułem "Z woli przeznaczeń". Ponieważ w owym czasie uważano, że dyrektorowi gimnazjum nie wypada pisać poezji, wiersze wydał pod pseudonimem Julian Mrok.
Janina Dorozińska wzrastała w atmosferze zainteresowania literaturą i kulturą. Ojciec jej prenumerował pismo literackie "Westermann's Monatshefte". Występowała w przedstawieniach uczniowskich wystawianych w gimnazjum i wydrukowała swój pierwszy wiersz w gazetce szkolnej. Najważniejsza jednak dla przyszłej poetki okazała się bliskość Gorzenia (który obecnie stanowi dzielnicę  Wadowic), gdzie mieszkał Emil Zegadłowicz - absolwent Gimnazjum Wadowickiego, syn Tytusa Zegadłowicza, nauczyciela w tym gimnazjum. Emil Zegadłowicz stworzył grupę literacką Czartak (nazwa pochodzi od pobliskiego zboru ariańskiego), która wydawała roczniki pod tym samym tytułem oraz zbiory poezji. Należeli do niej: Józef Birkenmajer, Wiktor Hanys, Zofia Kossak-Szczucka, Edward Kozikowski, Bolesław Leśmian, Jan Nepomucen Miller, Tadeusz Szantroch (dobry a niedoceniany wciąż jeszcze poeta) i Jan Wiktor. Janina odwiedzała czasami sławnego już Zegadłowicza. Przy którejś wizycie jej koleżanka powiedziała, że Janka pisze wiersze (sama Janka nie ośmieliła się do tego przyznać). Zegadłowicz poprosił o przyniesienie wierszy przy następnej wizycie; dostrzegł talent, miał też uwagi krytyczne - i tak stał się mistrzem literackim młodej osoby. Dziś w Wadowicach-Gorzeniu jest Muzeum Emila Zegadłowicza.
       Przyszła poetka ukończyła polonistykę i romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, po czym wyszła za mąż za kapitana Wojska Polskiego Ludomira Bończę-Brzostowskiego oddelegowanego w tym czasie na studia prawnicze. Przez pewien czas mieszkała we Lwowie, gdzie mąż jej uzyskał doktorat prawa na tamtejszym uniwersytecie. Na jego dyplomie doktorskim widnieje podpis Jana Kasprowicza, wówczas rektora Uniwersytetu Lwowskiego. Następnie małżeństwo osiadło w Warszawie, gdzie, wtedy już major, Brzostowski pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Potem przeszedł do cywila, był sędzią w Sądzie Grodzkim Warszawa-Praga, a później od roku 1936 adwokatem. W Warszawie urodził im się syn Witold Konrad. 
       Janina Brzostowska stała się najmłodszym członkiem Grupy Literackiej Czartak. Poetka zadebiutowała w 1925 roku w almanachu Czartaka. W latach 1938-1939 redagowała pismo "Skawa". Wydała 18 tomików poezji i w 1981 r. "Poezje zebrane", po roku 1981 wiersze w czasopismach literackich. Napisała również trzy powieści: "Kobieta zdobywa świat", "Bezrobotni Warszawy" i "Lubuskie dziewanny"; te dwie ostatnie powieści wyszły w kilku wydaniach. 
       Przetłumaczyła ze starogreckiego wiersze Safony - to pierwsze kompletne polskie tłumaczenie. Z niemieckiego przełożyła wiersze, których autorami są Elisabeth Borchers, Karl Krolow, Rainer Maria Rilke, Georg Maurer i Guenter Kunert; z bułgarskiego Weselina Chanczewa; ze słowackiego Jana Kostre. Z czeskiego Jaroslava Seiferta - pierwsze tłumaczenia na polski, na 20 lat przed jego nagrodą Nobla i wszystkimi innymi tłumaczeniami.
       Janina Brzostowska spotykała się na zjazdach absolwentów Gimnazjum Wadowickiego m.in. z ówczesnym arcybiskupem krakowskim kardynałem Karolem Wojtyłą. Przy jednym z tych zjazdów władze komunistyczne wydały w ostatniej chwili zakaz - własnie dlatego że kardynal ogłosił, że jedzie na zjazd do Wadowic; zjazd odbył się nielegalnie w zmniejszonym gronie w mieszkaniu prywatnym z udziałem m.in. poetki i kardynała. W Wadowicach jest dzisiaj ulica Janiny Brzostowskiej
       Poetka była jedną z założycielek International Academy of Poetry w Cambridge w Anglii. Zmarła w Warszawie 18 marca 1986 roku. 
       Poezje Janiny Brzostowskiej tłumaczono na angielski, bułgarski, czeski, esperanto, francuski, hebrajski, hiszpański, niemiecki, rumuński, słowacki, ukraiński i włoski. 
        W.B. - źródło: http://www.brzostowska.republika.pl/

Edit 25 lipca 2021
Powyzsza strona zostala przeniesiona, teraz jest dostępna pod linkiem :

https://janinabrzostowska.wordpress.com/


Janina Brzostowska

AUTOPORTRET

Wiele spiętrzyło się przede mną
[przeszkód
w tej okolicy
w której dzisiaj żyję

którą wybrałam raczej z konieczności
bo narzucała mi się
pociągała
już wtedy

kiedy pragnąc dotknąć ciemnej
zieleni liści

właśnie po raz pierwszy
zauważonych
czułam zalękniona
że zachwyt boli.

W dziesiątym roku życia
podczas lekcji
na zeszyt mój
z uchylonego okna
padł pierścień blasku
który pierworodnym
stał się odkryciem
jeszcze nieświadomym
poezji w słowach
wtedy jednoznacznych
jak ogień - ogniem.
Poezja świata
samego istnienia

tak niepojęta jak promieniowanie
które i zabić może i uzdrowić

trwa w groźnej strefie
przez którą przechodzę
w świetle i mroku
tak że się w niej wcale
nie gubię

zawsze bowiem odnajduję
miejsce
to swoje

i niczyje więcej
w którym jest ze mną
we mnie i najbliżej

("Obrona światła", 1968)




Portret Janiny Brzostowskiej autorstwa  Witkacego, 1929r.



TWÓRCZOŚĆ JANINY BRZOSTOWSKIEJ


 1. Szczęście w cudzym mieście. [Wiersze]. Warszawa: Czartak 1925 [właśc. 1924]  
2. O ziemi i mej miłości. [Wiersze]. [Warszawa:] Czartak 1925 
3. Erotyki. [Wiersze]. [Warszawa:] Czartak 1926  
4. Najpiękniejsza z przygód. [Wiersze]. Warszawa: F. Hoesick 1929 [właśc. 1928] 
5. Bezrobotni Warszawy. Powieść. Warszawa: F. Hoesick 1933. 
Wyd. nast.: 5a. Warszawa: St. Cukrowski 1947. 5b. Warszawa: Książka i Wiedza 1950.
Wyd. 1 zostało wycofane przez cenzurę z obiegu księgarskiego.
6. Kobieta zdobywa świat. Powieść. Warszawa: F. Hoesick 1937
7. Naszyjnik wieczności. [Wiersze]. Warszawa: Skawa 1939 [właśc. 1938] 
8. Za lat miliony. [Powieść]. W: Skawa 1939 nr 2-7.
Utwór niedokończony.
9. Żywioł i śpiew. [Wiersze]. Warszawa: F. Hoesick 1939 
10. Płomień w cierniach. [Wiersze]. Warszawa: E. Kuthan 1947, 105 s.
Powst. ok. 1944.
11. Giordano Bruno. [Poemat], Warszawa: Iskry 1953  
12. Wiersze. Warszawa: Czytelnik 1957
13. Zakochani są wszędzie. [Powieść]. W: Orka 1957 nr 9 s. 4.
Druk fragmentów
14. Zanim noc ... [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1961 
15. Czas nienazwany. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1964 
16. Lubuskie dziewanny. [Powieść]. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1967
Wyd. nast.: 16a. wyd. 2 1970, 16b. [wyd.3] 1987  
17. Obrona światła. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1968. 
18. Pozdrowienie. [Wiersze]. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1969  
19. Poezje wybrane. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1974. 
20. Szczęścia szukamy. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1974
21. Eros. [Wiersze]. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1977.  
22. Śpiew przedwieczorny. [Wiersze]. Warszawa: Państ. Instytut Wydawniczy 1979
23. Poezje zebrane. Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1981.  
24. Dwuskrzydłe światło : poezje wybrane = Dvokrile cvitlo : vibrani poezii. Lwów: Wydawnictwo Politechniki Lwowskiej, 2002.
Tekst równol. pol. i ukr.   
25. Myśli o szczęściu. Jerusalem: Carmel Publishing House, 2003 (...)
Bibliografię oprac. Antoni Bojanowski z wykorzystaniem bibliografii opublikowanej w: Współcześni polscy pisarze i badacze literatury : słownik biobibliograficzny. Oprac. zespół pod red. Jadwigi Czachowskiej i Alicji Szałagan. T. 1 : A-B. Warszawa 1994.


również wiele przekładów Brzostowskiej i artykułów o autorce więcej na str. http://www.brzostowska.republika.pl/bibliogr.html


Brzostowska Janina

Cisza

Słyszysz, kochana, oto wznoszę dłonie -
słyszysz: ten ruch...
Wokół samotnych w każdej świata stronie
rzeczy zmieniają się w słuch.
Oto, kochana, przymykam powieki,
słyszysz ich szelest - ku tobie znak,
słyszysz, podnoszę je ruchem tak lekkim...
...Ale czemu ciebie tu brak.

Odbicie najmniejszego poruszenia
w jedwabnej ciszy staje się widome;
ślad niezniszczalny odciska wzruszenie
w zasłonie oddalenia nieruchomej.
Na mym oddechu unoszą się w krąg
gwiazdy na niebie.
Ku wargom moim płyną wonie łąk,
i poznaję przeguby rąk
dalekich aniołów.
Tylko tej, o której myślę: Ciebie
nie widzę.


Wiersz umieścił użytkownik: uzytkownik_anonimowy /wiersz ze str http://www.wiersze.annet.pl/w,,701/


Brzostowska Janina

Nie rozłączą nas

i od myśli stokroć łaskawsze.

Przejechaliśmy lekkomyślnie
jeszcze jedną szczęścia stację.
Byłam winna?
Gniewasz się na mnie?
Oboje mieliśmy rację.

Gdy się kocha
wszystko jest prawdą.
Nawet kłamstwo w prawdę się zmienia.
Ginie przepada żal
od jednego uściśnienia.

Lecz nie można błądzić na wichrze
by tej prawdy słowa usłyszeć.
Skryć się trzeba w domu wieczorem
i we dwoje wtulić w ciepło i ciszę.


Wiersz umieścił użytkownik: uzytkownik_anonimowy/ wiersz ze str 
http://www.wiersze.annet.pl/




Brzostowska Janina

Na wzgórzu

Na tym niewielkim wzgórzu,

które strumień objął w ramiona,
na jasnym suchym piasku
wypisałam nasze imiona.

Nie wie o tym nikt prócz mnie i ciebie
i nie chodzi nikt poprzez to wzgórze-
Nikt nie ujrzy naszych liter złączonych:
wiatr rozsypie płatki słów jak róże...


Nocą jeszcze tylko blask księżyca
swym srebrzystym je nakryje lśnieniem...
i ty do mnie uśmiechniesz się we śnie,
ja do ciebie - szczęśliwi marzeniem. 

wiersz ze str http://pisze-wiersze.pl/forum/viewtopic.php?p=24846




Zasadowy węglan miedzi 

Janina Brzostowska

Szlachetna 
łagodna zieleń 
zakwitająca 
na wiekami wezbranych dachach 
na hełmach kościelnych wież - 
CuCO3 . CO(OH2): 
patyna. 

I naszyjniki zielone 
jak liście eukaliptusów 
wygładzone cierpliwie 
do jaskrawego połysku - 
ciepłe 
na szyjach kobiet. 

I w starych świątyniach wschodu 
rozgrzane w upalnym słońcu 
Persów pamiętające 
malachitowe kolumny.


*****************************************************


Safona
Do Afrodyty 
/przełożyła Janina Brzostowska/
Przed tronem twym się chylę, Afrodyto,

nęcąca w sieci, córo Zeusa,

i błagam, smutkiem nie dręcz mego serca,
o nieśmiertelna,

lecz ku mnie zejdź, jak nieraz już czyniłaś,
gdy cię mój głos doleciał z oddalenia,
i dla mych skarg rzucałaś progi domu
wielkiego ojca.

Twój złoty wóz poniosły chyże ptaki
i raz po raz, nad kręgiem czarnej ziemi
zniżając lot, skrzydłami mocno biły
w jasnym eterze.

Ujrzałam cię, a ty promieniejąca,
z uśmiechem na obliczu nieśmiertelnym,
spytałaś najłaskawiej, co mnie gnębi,
że ciebie wzywam.

kto wzniecił znów mych pragnień najgorętszych
serdeczny żar? Kogo mi przywieść ma
Peitho* ku miłości? Kto mnie skrzywdził,
kto ból mi zadał?

Unika cię? – mówiłaś. – Wnet odszuka!
Odtrąca dar? – Wnet tobie dary złoży.
Nie kocha cię? – W miłosne wpadnie sieci,
choćby wbrew chęci.

I dzisiaj zejdź ze stopni swego tronu,
nie pozwól mi w daremnej trwać tęsknocie,
i stanąć racz w tej trudnej dla mnie chwili
po mojej stronie!

***************************
Strona poświęcona Janinie Brzostowskiej wraz ze zbiorem twórczości artystki:

środa, 7 grudnia 2011

Desiderata

fot. Dorota N.


Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. Tak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść.

Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swoimi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.

Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie.

Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogami cokolwiek myślisz o ich istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny.

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwym.


fot. Dorota N.

wtorek, 25 października 2011

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Do mięsożerców



 Dla nich ryby skrzelami pracują w szaflikku,
mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.


Oni to piją grozę z krwią zabitej kaczki
i warzą głowy dzieci: zadziwionych cieląt.
Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki,
i jedzą je w niedziekę, z rodziną się dzieląc.


Lubią wody na smaku bezradnych piszczeli,
wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
i baraniego ciała brązowe atłasy.


Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
obwąchują zająca, czy aby dość skruszał.
z martwym ozorem w zębach czują się jak niebie,
i do cudzego mózgu śmieje się im dusza.


Pożerają, dymiący, jak nowe cmentarze,
te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy -
Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
na których śmieszek hieny zawita trupawy.


Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
ale żrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
i zezują miłośnie do gęsiej wątroby,
bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,


a twardzi tylko sercem - i w całej stolicy
głośni - ale mlaskaniem, smętni niesiadnicy.

niedziela, 9 października 2011

Antoni Wacyk-"jak do was wołać o skatoliczeni.."

Jak do was wołać - o skatoliczeni!
Co was obudzi, poruszy?
Jakie zaklęcie odmieni
Chore, spaczone dusze?
Z klęczeństwa kto was uleczy
I piękno życia ukaże,
Tęsknot nauczy człowieczych,
Lęk zdejmie z waszych twarzy?
Człowiek zdobywca zuchwały
Wszechświat wypisał na tarczy,
A wam, niewdałym,
Wisinakrzyżu wystarczy.
Prawdy z niemocy zrodzone
Bojaźń wam szepce niemęska
Jedno wam zawsze sądzone-
Klęska, klęska klęska


piątek, 17 czerwca 2011

Missa Pagana- Edward Stachura

<img bordeEdward Stachura 
MISSA PAGANA 
Introit 
(pieśń na wejście) 
Chodź, człowieku, coś ci powiem 
Chodźcie wszystkie stany 
Kolorowi, biali, czarni 
Chodźcie, zwłaszcza wy, ludkowie 
Przez na oścież bramy 
Dla wszystkich starczy miejsca 
Pod wielkim dachem nieba 
Rozsiądźcie się na drogach 
Na łąkach, na rozłogach 
Na polach, błoniach i wygonach 
W blasku słońca w cieniu chmur 
Rozsiądźcie się na niżu 
Rozsiądźcie się na wyżu 
Rozsiądźcie się na płaskowyżu 
W blasku słońca w cieniu chmur 
Dla wszystkich starczy miejsca 
Pod wielkim dachem nieba 
Na ziemi, którą ja i ty też 
Zamieniliśmy w morze łez 
Confiteor 
Bosi na ulicach świata 
Nadzy na ulicach świata 
Głodni na ulicach świata 
Moja wina 
Moja wina 
Moja bardzo 
wielka wina! 
Zgroza i nie widać końca zgrozy 
Zbrodnia i nie widać końca zbrodni 
Wojna i nie widać końca wojny 
Moja wina 
Moja wina 
Moja bardzo 
wielka wina! 
Zagubieni w dżungli miasta - moja wina 
Obojętność objęć straszna - moja wina 
Bez miłości bez czułości - moja wina 
Bez sumienia i bez drżenia - moja wina 
Bez pardonu wśród betonu - moja wina 
Na kamieniu rośnie kamień - moja wina 
Manna manna narkomanna - moja wina 
Dokąd idziesz po omacku - moja wina 
I nie słychać końca płaczu - moja wina 
Jedni cicho upadają - moja wina 
Drudzy ręce umywają - moja wina 
Coraz więcej wkoło ludzi - moja wina 
O człowieka coraz trudniej - moja wina 
- moja wina 
- moja bardzo wielka wina! 
Człowiek człowiekowi 
Człowiek człowiekowi wilkiem 
Człowiek człowiekowi strykiem 
Lecz ty się nie daj zgnębić 
Lecz ty się nie daj spętlić 
Człowiek człowiekowi szpadą 
Człowiek człowiekowi zdradą 
Lecz ty się nie daj zgładzić 
Lecz ty się nie daj zdradzić 
Człowiek człowiekowi pumą 
Człowiek człowiekowi dżumą 
Lecz ty się nie daj pumie 
Lecz ty się nie daj dżumie 
Człowiek człowiekowi łomem 
Człowiek człowiekowi gromem 
Lecz ty się nie daj zgłuszyć 
Lecz ty się nie daj skruszyć 
Człowiek człowiekowi wilkiem 
Lecz ty się nie daj zwilczyć 
Człowiek człowiekowi bliźnim 
Z bliźnim się możesz zabliźnić 


Gloria 
Chwała najsampierw komu 
Komu gloria na wysokościach? 
Chwała najsampierw tobie 
Trawo przychylna każdemu 
Kraino na dół od Edenu 
Gloria! Gloria! 
Chwała teraz tobie, słońce 
Odyńcu ty samotny 
Co wstajesz rano z trzęsawisk nocnych 
I w górę bieżysz, w niebo sam się wzbijasz 
I chmury czarne białym kłem przebijasz 
I to wszystko bezkrwawo - brawo, brawo 
I to wszystko złociście i nikogo nie boli 
Gloria! Gloria! Gloria in excelsis soli! 
Z słońcem pochwalonym teraz pędźmy razem 
Na nim, na odyńcu, galopujmy dalej 
Chwała teraz tobie, wietrze 
Wieczny ty młodziku 
Sieroto świata, ulubieńcze losu 
Od złego ratuj i kąkoli w zbożu 
Łagodnie kołysz tych co są na morzu 
Gloria! Gloria! Gloria in excelsis soli! 
Z wiatrem pochwalonym teraz pędźmy społem 
Na nim, na koniku galopujmy polem 
Chwała wam ptaszki śpiewające 
Chwała wam ryby pluskające 
Chwała wam zające na łące 
Zakochane w biedronce 
Chwała wam zimy wiosny lata i jesienie 
Chwała temu co bez gniewu idzie 
Poprzez śniegi deszcze blaski oraz cienie 
W piersi pod koszulą - całe jego mienie 
Gloria! Gloria! Gloria! 
Prefacja 
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym 
Słusznym i zbawiennym jest 
Śmiać się głośno 
Płakać cicho 
Deszcz ustaje sady kwitną 
I tego trzymać się trzeba 
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym 
Słusznym i zbawiennym jest 
Iść i padać 
Z-padłych-wstawać 
Przeszła wojna 
Wstaje trawa 
I tego trzymać się trzeba 
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym 
Słusznym i zbawiennym jest 
Śledzić gwiazdy 
Grać na skrzypcach 
Astronomia 
I muzyka 
I tego trzymać się trzeba 
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym 
Słusznym i zbawiennym jest 
Być uważnym 
Pełnym pasji 
Dobra wasza 
Gwiżdżą ptaki 
I tego trzymać się trzeba 
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym 
Słusznym i zbawiennym jest 
Żeby człowiek 
W życiu onym 
Sprawiedliwym 
Był i godnym 
Żeby człowiek 
Był człowiekiem 
Lecą liście 
Szumi w lesie 
Wiatr z obłoków 
Warkocz plecie 
I tego trzymać się trzeba 
Jak 
jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad 
lasem 
jak na szyi wędrowca apaszka szamotana 
wiatrem 
jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste 
ramiona wasze 
a tu są nasze, a tu są nasze, a tu są nasze 
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc 
jak winny li niewinny sumienia wyrzut 
że się żyje gdy umarło tylu tylu tylu 
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc 
jak lizać rany celnie zadane 
jak lepić serce w proch potrzaskane 
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc 
pudowy kamień, pudowy kamień 
ja na nim stanę, on na mnie stanie 
on na mnie stanie, spod niego wstanę 
jak suchy szloch w tę dżdżystą noc 
jak złota kula nad wodami 
jak świt pod spuchniętymi powiekami 
jak zorze miłe śliczne polany 
jak słońca pierś 
jak garb swój nieść 
jak do was siostry mgławicowe ten 
zawodzący śpiew 
jak biec do końca, potem odpoczniesz, 
potem odpoczniesz 
cudne manowce, cudne manowce, 
cudne manowce 


Sanctus 
Święty święty święty - blask kłujący oczy 
Święta święta święta - ziemia co nas nosi 
Święty kurz na drodze 
Święty kij przy nodze 
Święte krople potu 
Święte wędrowanie 
Święty kamień w polu 
Przysiądź na nim, panie 
Święty płomyk rosy 
Święta święta święta - ziemia co nas nosi 
Święty chleb - chleba łamanie 
Święta sól - solą witanie 
Święta cisza, święty śpiew 
Znojny łomot prawych serc 
Słupy oczu zapatrzonych 
Bicie powiek zadziwionych 
Święty ruch i drobne stopy 
Święta święta święta - ziemia co nas nosi 
Słońce i ludny niebieski zwierzyniec 
Baran, Lew, Skorpion i Ryby sferyczne 
Droga Mleczna, Obłok Magellana 
Meteory, Gwiazda Przedporanna 
Saturn i Saturna dziwów wieniec 
Trzy pierścienie i księżyców dziewięć 
Neptun Pluton Uran Mars Merkury Jowisz 
Święta święta święta - Ziemio co nas nosisz 
Tak 
Tu i tam, i tam i tam, i tu 
Tam i tu, i tu, i tu, i tam 
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu 
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam 
Tu i jeszcze tam 
Tam i jeszcze tu 
Tu i jeszcze, jeszcze, jeszcze tam 
Cudu wszechświata nocny ład 
Niewysłowiony bukiet gwiazd 
Każda z gwiazd samotna 
Każda z gwiazd samotna 
Wszystkie razem zaś: 
Wiszący ogród, promienny park! 
Każdy z nas samotny 
Każdy z nas samotny 
Czemuż, czemuż więc 
- my, gwiezdne dzieci - 
W gwiazdozbiór piękny, przepiękny wręcz 
Nie skupimy serc? 
Komunia 
I jeżeli spontaniczna to rzecz 
I jeżeli oczywista to rzecz 
I jeżeli naturalna to rzecz 
Weź 
To co się tu daje 
W imię słońca 
I jego gońca: 
Skowronka gwiżdżącego, amen 
Dziękczynienie 
Wielkie ci dzięki, szczytne źródełko, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, bystry potoku, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, z gór kaskaderko, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, polna pasterko, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, rzeko rzeczona, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, morski grzebieniu, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, liściu naziemny, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, liściu nadrzewny, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, szumie koronny, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, pstry koguciku, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, żabko kumoszko, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, świerszczu świerszczący, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, gromie dudniący, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, deszczu bębniący, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, wietrze świszczący, 
za twoje piosenki 
Wielkie ci dzięki, ogniu strzelisty, 
za twoje piosenki 
Wielkie wam dzięki, chóry naniebne, 
za wasze piosenki 
Wielkie ci dzięki, ciszo wieczysta, 
za twoje piosenki 






Ite missa est 
(pieśń na wyjście) 
Idź, człowieku, idź rozpowiedz 
Idźcie wszystkie stany 
Kolorowi, biali, czarni 
Idźcie, zwłaszcza wy, ludkowie 
Przez na oścież bramy 
Dla wszystkich starczy miejsca 
Pod wielkim dachem nieba 
Rozejdźcie się po drogach 
Po łąkach, na rozłogach 
Po polach, błoniach i wygonach 
W blasku słońca w cieniu chmur 
Rozejdźcie się po niżu 
Rozejdźcie się po wyżu 
Rozejdźcie się po płaskowyżu 
W blasku słońca w cieniu chmur 
Dla wszystkich starczy miejsca 
Pod wielkim dachem nieba 
Na ziemi, której ja i ty 
Nie zamienimy w bagno krwi 


źródło; http://www.xemantic.com/stachura/missa_pagana.htmlr=0 src="http://www.slowianskawiara.pl/baner1.jpg"></a>