jagaa

jagaa

niedziela, 30 października 2011

Dziady 20 a 26 marca, 20 a 26 czerwca, 20 a 26 września oraz 20 a 26 grudnia

W naszej słowiańskiej kulturze Dziady obchodzi się cztery razy do roku. Jest to czas, kiedy głównie wspominamy naszych zmarłych przodków, oddajemy im cześć oraz wdzięczność.


Jak zawsze, na stronie http://bialczynski.wordpress.com autor dość jasno i precyzyjnie opisuje sens Święta Dziadów;






Poganom polskim chodzi o okazanie wdzięczności Dziadom, zachowanie ich w żywej pamięci i podziękowanie za podarowaną nam przez przodków możliwość bycia między żywymi i odbycia życiowej drogi na Ziemi.

[Podag-Mir jest Panem Drogi Życia i Wszelkich Dróg, Opiekunem Pątników i Podróżnych, Władcą Wypraw i Wędrówek. Stąd jego obecność w Komorze Sowiego przy Moście Wąci Czynu i Prawa (Czinwat – Prawat, Czynwąt – Prawąt), jako świadka owej wędrówki człowieka przez życie ziemskie.]

Dziady obchodzono nie dwa razy do roku (to się robi wśród katolików i prawosławnych do dzisiaj – na wiosnę i w jesieni, chociaż na wiosnę nieoficjalnie, przy okazji Wielkanocy), ale 4 razy do roku, w terminie Równonocy i Przesilenia, czyli zawsze pomiędzy dniem 20 a 26 danego miesiąca, najlepiej w dniu Pełni Księżyca związanej z tym miesiącem. Czasami Dziady Letnie i Zimowe nazywano też Babami.

Tak więc pierwotne terminy i terminy obecne Dziadów powinny być pomiędzy: 20 a 26 marca, 20 a 26 czerwca, 20 a 26 września oraz 20 a 26 grudnia.

To wyłącznie wysiłki chrześcijańskich misjonarzy na Słowiańszczyźnie związały słowiańskie święto Dziadów (albo inaczej Święto Przodków – Dziady i Baby) z dniem Wszystkich Świętych, przechrzciły je na Zaduszki i przesunęły to święto w miejsce, w którym jest dzisiaj.



Dla mnie osobiście święto Wszystkich Świętych, było od wczesnego dzieciństwa czymś niezrozumiałym. Nigdy nie obchodziliśmy go w domu rodzinnym. Obchodziliśmy Święto Zmarłych w Zaduszki – 2 listopada. Ponieważ jednak i władze PRL i KK w PRL dążyły do likwidacji Zaduszek oraz uczynienia jednego państwowo-kościelnego święta 1 listopada, które nazywano oficjalnie Świętem Zmarłych, zmuszeni byliśmy w końcu do oddawania czci Dziadom 1 listopada – w dniu wolnym ustawowo od pracy (do 1973 roku wolna od pracy była tylko niedziela, a dopiero od 1990 roku wszystkie soboty były wolne bez odpracowywania).

W świetle dziejów, gdy przyglądamy się historii nie dziwi, że KK wolał, aby ludzie czcili jego świętych, a nie swoich własnych Dziadów. KK robił wszystko co w jego mocy, żeby wykorzenić poszczególne ludy, plemiona i narody z ich własnej wiary i tradycji podporządkowując je jednocześnie Nowej Wierze. Pamięć Dziadów, którzy wierzyli w coś zupełnie innego niż zmuszano wierzyć ich dzieci, nie była wcale wygodna Kościołowi – choć wydaje się to sprzeczne z jego własną nauką i przykazaniami (Czcij ojca i matkę swoją).



Oddawanie czci zmarłym ma tradycję tak starą jak świat. Tę cześć oddawano zawsze własnym przodkom w miejscach, gdzie grzebano zwyczajowo zwłoki lub prochy – na smętarzach lub żalnikach, albo we własnym gospodarstwie. Czczono też pamięć władców i bohaterów w specjalny sposób – sypiąc im okazałe kurhany i kopce. W miejscach pochówku władców, tam gdzie usypano ich kopce i kurhany odbywały się obrzędy zbiorowe – publiczne, Święta Dziadów. Ponieważ obrzędy te były stare jak świat (jak człowiek człowiekiem), więc miały charakter pogański. Stąd od samego początku chrystianizacji KK stosował wszelkie środki, by o tym święcie zapomniano, a jeśli to niemożliwe, żeby zapomniano o zwyczajach mu towarzyszących.

To się zupełnie nie udało i można powiedzieć, że dzisiejsi Katolicy w Polsce, obchodzą nieco zmienione w formie święto Dziadów właśnie, a nie żadnych katolickich świętych. Tak jak w Dziadach bowiem, najważniejszym elementem tego dnia u polskich katolików jest bycie na cmentarzu i oddanie czci własnym zmarłym. W tym dniu także katoliccy księża pobierają myto od wiernych za wspominanie ICH przodków (a nie wszystkich świętych katolickich) przez głośniki cmentarnych kaplic. Temu świętu nadal towarzyszą jarmarki, na których sprzedaje się nie tylko cmentarne akcesoria.

Nadal też nie zaniknęły nie tylko obrzędy związane z paleniem świateł, z ofiarą z kwiatów, ale także z ofiarą z pokarmu (miodek, chlebek) i z kadzidłami – dymem ofiarnym (z ziół wonnych) posyłanym do Zaświatów (Weli, Nieba) poprzez dym świec i kadzideł, który jest nosicielem modłów, obiat oraz żalów tego dnia.

Dla ludzi (co widać szczególnie wśród starszych, często schorowanych i bardziej niedołężnych) najważniejsze jest nie być w kościele na mszy w to święto , ale być na grobach przodków i jeśli im sił nie staje, to prędzej porzucają to pierwsze, a nigdy tego drugiego.

Tak więc w Polsce katolicy obchodzą współcześnie coś co możemy nazwać Zaduszkami albo Świętem Zmarłych (czyli tak czy owak Dziady), a nie Wszystkich Świętych – tyle, że czynią to albo w dniu 1 listopada, albo 1 i 2 listopada, jeżeli to jest możliwe, albo w okoliczne dni poczynając nawet od poprzedzającego święto tygodnia (bo często, w związku ze zmianami społecznymi jakie zaszły, trzeba pokonać spore odległości, aby być na grobach ważnych osób ze swojej rodziny).

Gdy idzie o cel Święta Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej, to nigdy nie różnił się on od celów współczesnego Święta Zmarłych, czyli tych które są obecnie realizowane przez Święto tzw. Wszystkich Świętych.

W Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej jest to wspomnienie o duszach zmarłych, które żyją wiecznie (jako dusze eteryczne) w Zaświatach, to znaczy – zależnie od przyjętego do wierzenia podania (taji, baju, bajorka Baji): albo w Niebie, albo na Weli, albo pod Wyrajem, albo w Rajcu. Jest to też wspomnienie o tych, którzy znajdują się w Nawiach czasowo, oczekując swojego kolejnego wcielenia ziemskiego.


Celem jest oddanie czci przeszłym pokoleniom, które wydały nas na świat, które spowodowały że ŻYJEMY TU i TERAZ, że JESTEŚMY.(...)



Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Panią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także -  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń, Kole-Swęto (kole-swo, kole-so)

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kalendar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara. To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru. (...)


Wzywano Dziadów do wspólnego posiłku i biesiady (strawy) chociażby dlatego, że trudno biesiadować w domu gospodarza bez niego samego, a miejsce pochówku (grób na smętarzu, urna na żalnikach, miejsce przodków w domostwie – często pod owinem, albo pod progiem) było traktowane jak pośmiertny dom zmarłego.

Czynności związane z czarami, wzywaniem zmarłych w konkretnym celu, po to by powiedzieli coś żywym, przekazali wiedzę – nie mają nic wspólnego ze Świętem Przodków – Dziadów. To specjalna procedura i obrząd związany z praktykami kącinnymi (świątynnymi).

W bardzo, bardzo odległych czasach, kiedy nasi przodkowie dopiero co wyszli z jaskiń w neolicie i przenieśli się do ziemianek i półziemianek, całkiem poważnie wzywano Dziadów na pomoc w Przesilenia i Równonoce (Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy), niejako chcąc wzmocnić Siły Boskie walczące w te święte dni o Ocalenie Światła Świata, Zwycięstwo Światła nad Ciemnością,

Uzyskanie przewagi Białej Swątlnicy – Krowy Jasnego Dnia nad Ciemną Nocą – Czarnym Bykiem Welesowym, było niezbędne po to, by zaczęła się wiosna i wegetacja, albo by płody ziemi mogły dojrzewać w Mocnym Słońcu Lata, a także w jesieni żeby Słabe Upadające Światło mogło ujść boskim prześladowcom z Krainy Ciemności, a wreszcie w najstraszniejszym ze strasznych dni – w Najdłuższą Noc Roku, aby w ogóle nie zgasło na wieki i odrodziło się kolejnego ranka.(...)



Miód, kasza, jajka – nie są pokarmem dla zmarłych, lecz ofiarą dla Bogów i Bogunów. Tych szczególnie bogów, którzy są ludziom bardzo, bardzo przychylni – stąd miód, kasza i orzechy (w kutji) dla Sporów (bogów Powodzenia i Szczęścia), Rgłów (Bogów Upraw i Hodowli) i Bożebogów (Bogów Domu i Domowego Ogniska – Radogostów). Przynoszono też inne pokarmy, specjalne chlebki (podobnie jak na wesele, czy plony – dla Ładów) i na przykład mak (w kutji) dla bogów Przeznaczenia – Mokoszy, głownie dla 7 Bogiń Szczęśliwych, tj. Przychylnych Ludziom, ale w gruncie rzeczy dla tych których szczególnie uczcić chcemy lub którym składamy modły albo obiaty.

Wezwanie dusz zmarłych do wspólnego posiłku, zaproszenie ich na biesiadę – jeszcze raz powtórzmy –  było też symboliczne. Także gdy obrzęd odbywał się w domu (potem w pustych domach we wsi, potajemnie przed klechami) należało przywołać jego dawnych budowniczych i gospodarzy – Dziadów i podzielić się z nimi – symbolicznie.(..)


Dziady mają dalekie korzenie... bardzo pięknie opisuje to święto Adam Mickiewicz w swoich "Dziadach".  Zjawiskowe dzieło.
Na http://bialczynski.wordpress.com czytamy dalej; "


Sam Adam Mickiewicz – jeden z największych i najbardziej zasłużonych Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian tak objaśnił to co zapisał przy pierwszym wydaniu „Dziadów”: „…Jest to nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz)”…

Nie są to więc wcale Dziady w kształcie pogańskim, lecz reminiscencja. Natomiast nazwa Uczta Kozła  nie jest wyssana z palca, lecz nie dlatego że koźlar (guślar, huślar) prowadził  uroczystość. Uroczystość przywoływania Dziadów (u Mickiewicza bardziej ta kącinna uroczystość niż Święto Dziadów) była prowadzona przez gromadę koźlarów czyli guślarzy, czyli kapłów Kozła. Kozioł to zwierzę Welesa , sam Weles był nie raz ukazywany jako Bóg Koźlogłowy lub Koźlonogi, być może że od tego Boga Zaświatów pochodzi na całym świecie współczesny wizerunek Diabła upowszechniony przez chrześcijaństwo. Okryty czarnym futrem, koźlorogi i koźlonogi , ogoniasty Weles – Pan Zaświatów, Bóg Śmierci, Władca Weli, Król Nawi.(...)


Tak naprawdę to dopiero po przeanalizowaniu opisu tego święta na ów stronie, znalazłam idealny obraz, treść i pochodzenie Dziadów. Wiedziałam tylko, że należy w tym czasie odwiedzić miejsca pochówku naszych przodków i zapalić znicz. Reszta była niezrozumiała, jak sądzę dla większości.  














Na stronie http://www.mojeopinie.pl natknęłam się na ciekawe porównanie słowiańskiego święta Dziady z Halloween. Czy dziady mają coś wspólnego z tym celtyckim obrzędem? Być może, ale zawsze warto poczytać. 

""Dziady, czyli Halloween po słowiańsku
Autor: Juliusz Sabak

Dziady kojarzą nam się dziś z „dziadostwem”, lub co najwyżej z dramatem Mickiewicza którym męczono nas w szkole. A przecież święto Dziadów, czyli noc z 31 października na 1 listopada, była jednym z najważniejszych świąt słowiańskich. Od Dziadów do Samhain, irlandzkiego przodka Halloween jest zaś o wiele bliżej niż wam się wydaje.
...Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy.


Nieprzypadkowo wspomniałem Adama Mickiewicza, bowiem to fragmenty z jego „Dziadów”, a dokładnie części II, poprowadzą nas przez ślad pogańskiej tradycji, której nie potrafiło pokonać przez tysiąc lat chrześcijaństwo, a zmogła najwyraźniej komercja z Ameryki. Ze świecą, czy może raczej ze zniczem, szukać dziś kogoś, kto pamięta, czym jest święto Dziadów i czemu było tak ważne dla naszych przodków. A przecież jesienne Dziady były jednym z głównych świąt słowiańskich. Noc przełomu października i listopada wyznaczały zamknięcie się cyklu życia i otwarcie bram zaświatów. Na tą jedną noc przodkowie przybywali z zaświatów, aby obcować ze swymi rodzinami. Nie było to wcale święto smutne. Nadarzała się przecież okazja spotkania z krewnymi, których kochano i szanowano. Niestety wraz z nimi powracali do świata żywych także nieproszeni goście. Dla jednych i drugich palono ogień. Ale zacznijmy może od samego początku i po kolei.

Kilka słów o nawii, Nawii i Welesie

Aby zrozumieć wagę tego jesiennego święta musimy powiedzieć kilka słów o wierzeniach naszych przodków. Przede wszystkim trzeba nam wiedzieć, że nie znali oni koncepcji piekła i nieba. Słowianie wierzyli, że każdy człowiek ma duszę, nazywaną nawią. Dusze dobrych ludzi trafiały do Nawii – podziemnego świata wiecznej szczęśliwości, natomiast dusze kłamców przestępców i ogólnie ludzi złych, nie miały do niej wstępu. Nawii strzegł bóg Weles, któremu poświęcone było jesienne święto.

Weles nie był bóstwem złym, ani dobrym, natomiast niezaprzeczalnie bardzo zapracowanym. Miał w swej pieczy podziemia wraz z wszelkimi bogactwami i światem zmarłych, a prócz tego również rzemiosło, sztukę i handel, a przede wszystkim bydło. Podlegały mu wszelkie słowiańskie demony. Na Welesa powoływano się też przy wszelkich przysięgach i traktatach. Jedynie wojownicy klęli się w takich sytuacjach na jego antagonistę, a swego patrona, gromowładnego Peruna.

Nocą z 31 października na 1 listopada Weles otwierał bramy Nawii, aby dusze zmarłych mogły się spotkać ze swymi krewnymi. Niestety przy tej okazji do świata żywych przychodzili też ci, którym nie było dane zaznać wiecznego szczęścia. Tych pierwszych nasi przodkowie chętnie przyjmowali na świątecznych biesiadach, ale też bacznie strzegli swego spokoju przed drugimi. Podobnie jak w celtyckim Samhain wielką wagę grał tu ogień i ofiary dla duchów. Jednak, gdy Celtowie obawiali się ich obecności, nasi przodkowie traktowali je jak wszystkich gości w tej dzikiej krainie. Chętnie przyjmowali sobie przychylnych, ale bacznie strzegli się przed agresorami i przestępcami. (...)
Aby duchy trafiły do celu, rozpalano na rozstajach dróg oraz na miejscu biesiady ogniska. Ogień miał ogrzać zmarłych i wskazać im drogę, ale był też przeszkodą dla złych duchów. Na grobach przestępców, zbrodniarzy oraz zmarłych tragicznie palono ogień, aby nie mogli ich opuścić i nękać żywych. Stąd pochodzi najpewniej tradycja palenia zniczy w miejscach tragicznej śmierci: wypadków, bitew, miejsc kaźni. W niektórych rejonach kraju, na przykład na Podhalu, była tradycja składania gałązek w miejscu czyjeś śmierci przez każdego mijającego je podróżnego. Powstały w ten sposób stos drewna odpalano właśnie w dzień Dziadów.

Kiedy nasi przodkowie zapraszali duchy swych krewnych do wspólnego biesiadowania, nerwowi Celtowie kryli się przed przybywającymi z zaświatów, opuszczając swe domy i wygaszając w nich wszelki ogień, aby nie przyciągały złego. Również oni wierzyli, iż tej nocy, z 31 października na 1 listopada, zaciera się granica miedzy światem żywych i umarłych, lecz z tej okazji nie cieszyli się na spotkanie ze zmarłymi krewnymi. Obawiali się za to duchów, które mogły posiąść ich ciała na cały nadchodzący rok. Dlatego ubierali się w dziwne stroje, przywdziewali maski i spędzali całą noc poza swymi siedzibami. Pozostawiali też jedzenie dla głodnych duchów. Cóż, co kraj to obyczaj. (...)
Gdy nic tobie nie pomoże,
Idźże sobie precz, nieboże.
A kto prośby nie posłucha,
W Imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański krzyż?
Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju!
A kysz, a kysz!
Oto ostatni dziś cytat z Mickiewicza, bowiem zbliżamy się do końca Dziadów i nadejścia chrześcijaństwa. Nie mogąc sobie poradzić ze świętem tak wrosłym w kulturę i świadomość społeczną, Kościół uczynił to, co zwykle czynił w takiej sytuacji. Na starszej tradycji nadbudował nową. Przy „Dniu Zadusznym”, czyli Zaduszkach przypadających 2 listopada, spotykają się znów tradycje celtycka i prasłowiańska. Święto to pojawiło się w X wieku we Francji i Anglii, właśnie jako przeciwwaga dla pogańskich obrzędów poświęconych zmarłym, takich jak Samhain i jemu pokrewne. W XII i XIII wieku zwyczaj ten rozpowszechnił się w całej Europie, docierając również do Polski. Do XV wieku Zaduszki obchodzono już w całej Koronie.

Tak żywot swój zakończyło święto zmarłych, pozostając jedynie niezrozumiałymi dla ogółu strzępami tradycji zatopionymi w chrześcijańskim anturażu: zwyczajem palenia zniczy, składania na grobach kwiatów i wspominania zmarłych. Dziś nawet one zanikają pośród zgiełku i tempa naszego życia. Zamiast dni wspomnienia zmarłych i zadumy nad własną śmiertelnością, mamy maraton między cmentarzami. Kombinujemy gdzie kupić znicze a gdzie kwiaty, jak dotrzeć najszybciej do cmentarza. Pędzimy dzieci i krewnych w rozwrzeszczanym tłumie zalewającym komunalne cmentarze. Próba spożycia rodzinnego obiadu na grobie dziadka spotkałaby się w najlepszym wypadku ze znaczącymi spojrzeniami krewnych i gniewnymi okrzykami otaczających ludzi. No chyba, że rzecz działaby się np. na Romskim cmentarzu. Ale to już całkiem inna historia."

Ogień towarzyszy nam zawsze i wszędzie...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz