niedziela, 27 grudnia 2015

Czesław Białczyński - Pełnia (9999) – Magiczne znaczenie potraw wigilijnych, czyli dlaczego jecie to co jecie 24 12 7524! (szkic tematu z Księgi Tanów)


Uwaga: ten artykuł będzie systematycznie rozwijany i uzupełniany : ostatnia aktualizacja 26 grudnia 2015

Boska Strawa

Jak wiecie strawa to jeden z obrzędów związanych z pogrzebem i uczczeniem Dziadów – czyli Duchów Przodków/Zmarłych, ale strawa to po prostu pokarm bogów tak jak i żertwa – gorący posiłek (żar-ger) boski.

24 12 7524 – Pełnia Księżyca (9+9 + 99% = 9)

Ostatnia Pełnia 7524 (9) obejmuje 3 dni: 24 – 25 – 26 grudnia

Żercy w Gody – obrzęd (Słowiańska Wiara)

Witam Was w tym Świętym Borze!
Witamy Cię Świętoborze!
Oto dokonało się kolejne Koło Swaroże, dokonał się rok, przeminęły cztery jego pory i znów stoimy tu, u progu nowego cyklu. Nastały Gody – Szczodry Wieczór. Dziś żerzymy narodziny Bożica, Młodego Słońca Niezwyciężonego, Swaroga, który tego dnia najkrócej panuje, by po tej nocy odrodzić się i dać nową nadzieję i zapowiedź swej chwały. Nadchodzi zima, dzieciństwo Słońca, które będzie wzrastać z dnia na dzień, by w końcu pokonać ciemność u szczytu swej potęgi. Dla naszych Ojców był to czas odpoczynku i korzystania z plonów całego roku, radowali się więc oni tym szczodrym wieczorem.
Jak nasi ojcowie drzewiej, tak my dziś pomni i dumni swej Słowiańskiej Krwi i Tradycji chwalimy Bogów i Żywioły składając im trzebę. Ojców wspominamy i na ucztę prosimy, bo święta to rodzinne, pełne powagi, ale i radości i nadziei. Radujemy się w ten czas godowy, czas szczodry, bo ku nowemu zmierzamy wyzwaniu nieodgadnionemu, napełnieni nieśmiertelną siłą Swaroga. Pytamy więc dziś losu wróżby czyniąc, co nam pisane być może. Żerzymy i Chorsa – miesiąc nasz jasniejący, co zimową nocą drogi nasze oświetla, bo tak noc, jak i dzień w jeden mały cykl doby się składają wedle prawideł Natury.
Żerca I: Zamknijcie krąg, silną Zadrugę, by nic z zewnątrz nie miało doń dostępu, ni żadna siła nie rozerwała go od środka.
Żerca obchodzi wkoło kołacząc, potem sól sypiąc w krąg.
Żerca I: Swarogu! Ty wyznaczasz rytm życia naszego, ty dodajesz nam sił, dziś to Twe narodziny, witamy Cię więc Bożicu, trzebę tobie składając!
Żerca II: Swarożycu! Ziemski synu swego niebieskiego Ojca, Tobie to zawdzięczamy nasz rozwój, przyjm jak co rok w swe ciało naszą trzebę!
Żerca III: Dadźbogu! Oto Szczodry Wieczór, twoja to dziedzina, bo ty wspomagasz swą łaską nasz trud i wysiłek, zwracamy Ci Twe dary!
Żerca IV: Świętowicie! Perunie! Panie wszystkich Słowian, twój miecz i młot bierzemy na symbol naszej walki, dodaj nam odwagi i siły!
Żerca I: Welesie! Pomorski Trzygłowie! Patronie Zadrugi naszej, co na czarnym koniu bieżysz i pomorską dziedzinę w opiece masz, przyjm naszą trzebę!
Żerca II: Rodzie! Co dajesz początek życia wszelkiego, coś pierwociną ludu całego Sławskiego, łączysz go w łańcuchu tych co przeminęli, co są i co nastaną, przyjm naszą trzebę!
Żerca III: Siemie! Co rodziną się każdą opiekujesz, to Twój jest czas najszczęśliwszy, bo Szczodry Wieczór łączy rodziny w radości i dostatku, przyjm naszą trzebę!
Żerca IV: Strzybogu! By wnuki Twoje – wichry nie wiły się nam na przekór zatrzymaliśmy nasze wrzeciona! By Pogwizd co na dzikie łowy wyruszył raczył szeptać do nas przez korony drzew, przyjm naszą trzebę! Prosimy Was Stribogowe Wnuki na wieczerzę!

Kołacz Ręce Boga z symbolami Światła Świata – Świastykami

cytuję z Księgi Tura:
Gdy świdrem ogniowym rozpalono już ogień, wrzucano do niego Badniaka (często również przybranego w siwe włosy i brodę), siadano lub stawano w świętym kręgu i śpiewano o Koladzie-Kołodzie, z której wylęgnie się światło. Z iskier wznoszących się w niebo wróżono o plonach i stadach w następnym roku. Potem przenoszono żar z ogniska (każdy brał jedno polano albo węgielek) do swoich domów. Żar kładziono do pieców w domostwach i od niego rozpalano „świeży” ogień („stary” był od rana tego dnia wygaszony). Żar w piecu podtrzymywano przez cały rok.
Następnego dnia zasiadano w kręgu wokół Snopa-Kolędy (Macicy – Kłódzi, mającej symbolizować prawdziwą Kłódź Swąta, z której odradza się Swet-lnica, Boża Krówka). Tu odbywało się ciche, milczące oczekiwanie do wieczora, aż do chwili, gdy na niebie pokazywała się pierwsza gwiazda, owo Światło (Iskra Swąta). Widziano w niej obraz pierworodnej iskry – zaczynu istnienia (Skry Światła – Swetu, Skry Świata – Swetu, Skry Świętej – Swąta, Skry Świtu – Swiłtej). Niepojawienie się owej gwiazdy oznaczałoby koniec świata, zapowiadałoby niechybne zwycięstwo Sił Ciemności w mającej się rozpocząć nocnej bitwie, prorokowałoby nadejście nocy, która nigdy się nie skończy.
Kiedy gwiazda się wreszcie pokazała, Tajna Doba (czas tajemnicy i ciszy) dobiegała końca, rozpoczynała się zaś Potajna Noc. Od tej chwili śpiewano wesołe, skoczne kolędki, w których sławiono czyny Łada, Boża-Bożeńka (Boda-Bożeboga) i Body Zapaśniczki, opowiadano o Świetle i Kłódzi. Spożywano święte potrawy (kutję i kisiel),wróżono, obsypywano się owsem, Życzono sobie pożytków. Wszystko to działo się pod czechołem, białym obrusem zawieszonym u sufitu i skrywającym Jemiołę (symbol odwróconego Drzewa Drzew) albo Światliszcze – rozbudowany gałęziasto wisior wykonany ze słomek i ozdób (także symbolizujący odwrócone Drzewo Drzew).
Ta uczta nie była wcale przejawem radości, lecz lęku i stanowiła czynność obrzędową mającą na celu dodać ducha bogom i bogunom walczącym po dobrej stronie. Raczono się odurzającymi napojami po to, żeby dodać sobie otuchy, uzyskać śpiewny, święty trans i zapomnieć o tej strasznej bitwie, która przez całą noc trwała wokół biesiadujących. Tę noc nazywano właśnie potajną. W potajną noc nie wolno było wyrzucić żadnego wędrowca za próg. Byłby to akt obrazoburczy, wręcz barbarzyński, ponieważ na świecie, w ciemnościach, szalała bitwa, a przestrzeń wypełniały demony.
Po owej nocy cudownego ocalenia Bożej Krówki (kiedy Snop-Kołoda tryskał światłem pośród ciemności,
a zwierzęta przemawiały ludzkim głosem), nastawał dopiero czas prawdziwej radości ze wspaniałego zwycięstwa – wielkie święto, zwane Zapustami. Ruszał korowód z chorągwiami, wózkami kultowymi, w maskach, najpierw do kątyny lub miejsca świętego, na przykład na bugryszcze do sjenowitego drzewa rodu albo do zapisu – drzewa plemiennego. Odwiedzano żalniki z podziękowaniem dla bogów, duchów opiekuńczych i dla dziadów (zmarłych).
Obszedłszy miejsca święte i żalniki, pochód obchodził też całą wieś. Od tego momentu ruszały również korowody młodych ludzi, wtajemniczonych różnych bractw, grumad guślarzy, przedstawiających dzieje niebiańskiej bitwy.
W pochodach tych odtwarzano to wszystko, co według mitów działo się poprzedniej nocy na niebie. Stąd
w korowodzie obecność kozłów, turów (turoń) i niedźwiedzia.
Obrzędy związane ze Szczodrym Wieczorem, Tajną Dobą, Potajną Nocą i ogólnie mówiąc, Godami, były bardzo bogate i rozległe.
Kolędnicy, czyli zapustnicy, jeszcze w XIX wieku chadzali poprzebierani za tzw. drabów, z młodym wilczkiem albo sarną czy niedźwiadkiem. Wkładali na siebie kożuchy wywrócone włosem na wierzch i obwiązywali się powrósłami z pełnych kłosów albo grochowinami. Zwyczaj „obwiązywania” dotyczy też zwierząt domowych i drzew – miało to przynieść pomnożenie przychówku. Groch i pełne kłosy to symboliczne, roślinne wcielenia Sporów i Rgłów, bogów darzących powodzeniem i urodzajem.
Z chodzeniem po kolędzie wiąże się też postać Mikołaja (właściwie pogańskiego Mikoły-Mąda), który chodził
od domu do domu skuwając ziemię mrozem i lodem, a jednocześnie w wielkim worze roznosił podarki.
Pieczono także specjalne korowaje – okrągłe chleby symbolizujące rok, gody, słońce i wiele innych świętości.
Z początkiem nowego cyklu słonecznego związany jest, obchodzony wciąż przez Małorusinów i Białorusinów,
obrzęd Bohatego lub też inaczej Szczodrego Wieczoru. Gospodynie pieką na tę okazję placki i pierogi, gotują
mięsiwo, chłopcy i dziewczęta chodzą też wtedy powtórnie z kolędą. Ze Szczodrym Wieczorem wiążą się
wróżby. Dziewczęta rzucają siemię lniane na ogień, a gdy ono z trzaskiem pęka, chłopcy wypowiadają
życzenia.
Jak pisze Z. Gloger [w Roku polskim, str. 103], lud wiejski od Odry do Dniestru miał jednakowy zwyczaj
kolędowania z turoniem, niedźwiedziem, koniem, kozą, żurawiem i wilkiem.
W Krakowie ze wsi Piasek tuż przed postem wleczono słomianą kukłę zwaną Comberem. Comber był to
kawał kloca (symbol Bodnyjaka), do którego zaprzęgano złapanego kawalera, a wieńcem z grochowin
zdobiono mu głowę [pisze o tym Oskar Kolberg w tomie V dzieła Lud].
Jak podaje K. Moszyński [w KLS], najważniejszą konstelacją nieba północnego jest w wierzeniach ludowych Wielka Niedźwiedzica, zwana też Wielkim Wozem.
Według M. Składankowej [Mitologia Iranu, str. 201], w wierzeniach, także słowiańskich, Wielkiej Niedźwiedzicy przeciwstawiane są Plejady jako gwiazdy ptasie (zwane nieraz: Kwoka i Pisklęta, Kwoczki, Kruki). Do dziś na Syberii niedźwiedź jest zwierzęciem podziemnym. Szamanów niedźwiedzich zakopuje się głęboko pod ziemią i w podziemia trafia po śmierci ich dusza, przeciwnie niż szamanów ptasich, których dusza ulatuje do nieba i których zwłoki chowa się w konarach drzew.
Niedźwiedź jest symbolicznym zwierzęciem Wiłów – Władców Boru, bóstw korzennych, ciemnozielonego lasu – uznawanego przez badaczy symboli kultury i wierzeń za ekwiwalent zaświatów [patrz M. Derwich i M. Cetwiński Herby, legendy, dawne mity oraz M. Eliade Złota gałąź].
Plejad jest siedem i konkurują one wyraźnie z Wielką Niedźwiedzicą do miana symbolu Lata. W Aweście
miano Plejad brzmi Perune, co jakże znacząco nawiązuje do pojęcia pioruna i słowiańskiego boga błyskawicy Peruna.
Święto Godów trwało według pewnych tradycji 12 dni, w czasie których z niecierpliwością i lękiem
wypatrywano pierwszej gwiazdy na ciemnym niebie [patrz np. M. Składankowa Mitologia Iranu].
O Godach dużo pisze wielu uczonych, między innymi Z. Gloger w Roku polskim i Encyklopedii staropolskiej, a także K. Moszyński w KLS t. III, str. 986–1009.



Warza warzy także potrawy na stół bogów i piecze co roku nowy Kołacz, który następnie Łado dzieli na 48 części-roków, a Perun tnie na kawałki swoją jarzęcą Kamienną Błyskawicą. Dzieje się to zawsze na wiosnę. W owym najważniejszym z wypieków pomaga Warzy Rosza, która miesi ciasto. Mąkę na Kołacz miele boski młynarz Rgiełc, a ziarna przez cały rok zbierają z pól welańskich Żywia, Obiła i Reża. Odmienice, bogunki Źrzebów, posypują gotowy chleb makiem. Mak ów układa się ponoć w taki kształt, jaki jest Obraz Świata na kawałku Bai, który odpowiada owym 48 rokom. Co roku bogowie zjadają cały Kołacz, ale ucztę zaczyna ten, który danemu rokowi przewodzi. Prócz Kołacza, Warza przygotowuje przez cały czas inne święte potrawy, takie jak Knysze, Kaszę, Korowaje, Kutje, Kraszanki, Krupniaki, Kładziwo oraz napoje zwane Krużami. Bogowie spożywając Kołacz odradzają swoje siły, nadają sobie wieczną młodość, spożywając Kładziwo odnawiają wieczny żywot, zjadając Knysze zapewniają sobie wieczne zdrowie, a dzięki Kutii wieczyste powodzenie.



Bagietki to pozostałość południowoeuropejska po obrzędowym pieczywie dla Dziadów na ich Tany w ramach innych obrzędów Tanów Większych – takich jak na przykład Gody; było to dawniej pieczywo w kształcie podłużnych kładek, mostów i drabin, które niesiono za zmarłym i palono ze zwłokami na żarniku. Służyły one duszom zmarłych w zaświatach do „opuszczania się ” ze szczytu Szklanej Góry Wąwel przez  otwór na wierzchołku do Jaskini Skonu – Komory Sowiego. Są to wypieki zwane Kładziwo – chleby ofiarne, pierwowzory chlebów pokładnych znanych między innymi z biblii, tyle że o kilka tysięcy lat starsze jeśli idzie o ich pochodzenie, towarzyszące pogańskim pogrzebom ze spaleniem zwłok.   








Zanim wprowadzono zwyczaj dzielenia się opłatkiem wśród Słowian powszechny był podczas Święta Godów w dzień uczty, którą dzisiaj nazywamy Wigilią  zwyczaj łamania się kromką Kołacza. Kołacz pieczony własnoręcznie w domowym piecu chlebowym, był tym obowiązkowym pieczywem, służącym do „łamania się” i do wzbogacenia smaku pozostałych podawanych potraw.   Jak zauważacie wśród potraw wigilijnych nie ma ziemniaków, bo ziemniaki są tworem obcym, przywiezionym z Ameryki Południowej. Ich miejsce zajmuje kasza jaglana.

 


Korowaj – pieczywo przeznaczone Rgłom i Sporom

 

 

 

Pogańskość obrzędowej uczty wigilijnej i dzielenia się opłatkiem

Spożywanie natury i istoty samego bóstwa poprzez spożywanie fizycznego pokarmu (komunia święta) jest praktyką pogańską. Jakkolwiek jest to zaskakujące mówi o tym nawet sama Biblia:
   „Ty zaś nie wstawiaj się za tym narodem, nie zanoś za niego błagań ani modłów, ani też nie nalegaj na Mnie, bo cię nie wysłucham. Czy nie widzisz, co czynią w miastach Judy i na ulicach Jerozolimy? Synowie zbierają drewno, ojcowie rozpalają ogień, a kobiety ugniatają ciasto, by robić pieczywo ofiarne dla królowej nieba, a nadto wylewają ofiary z płynów dla obcych bogów, by Mnie obrażać. […] Wszyscy mężowie, którzy wiedzieli, iż żony ich składają ofiary obcym bogom, i wszystkie kobiety stojące w wielkiej gromadzie oraz cały lud mieszkający w ziemi egipskiej, w Patros, odpowiedzieli: Nie posłuchamy polecenia, jakie nam przekazałeś w imię Pana. Raczej wprowadzimy w czyn wszystko, co postanowiliśmy sobie: składać ofiary kadzielne królowej nieba, składać na jej cześć ofiary płynne, podobnie jak to czyniliśmy my, nasi przodkowie, nasi królowie oraz nasi przywódcy w miastach judzkich i na ulicach Jerozolimy. Wtedy mieliśmy pod dostatkiem chleba, powodziło się nam dobrze i nie spotkało nas nic złego. Od czasu, gdy zaprzestaliśmy składać królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, cierpimy niedostatek wszystkiego i giniemy od miecza lub głodu. A kobiety powiedziały: Ilekroć składamy królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, czyż nie za wiedzą naszych mężów przygotowujemy dla niej ciastka z jej wizerunkiem albo wylewamy płynne ofiary?” (Jeremiasza 7:16-18; 44:15-19)
   Sami Izraelici służąc obcym bogom sporządzali dla nich ‚ciastka z wizerunkiem’ bóstwa, które były następnie składane w ofierze temuż bóstwu. Powszechną pogańską tradycją było następnie spożywanie pokarmów i płynów ofiarowanych bóstwom, głównie na zasadzie wspólnych obrzędowych uczt. 
 W jakim celu spożywano i spożywa się nadal pokarmy, które najpierw ofiarowywano bogom lub Bogu? Otóż spożywanie pokarmu ofiarowanego bóstwu czyni człowieka bardziej duchowym i zbliża go do bóstwa, gdyż ofiarowany pokarm staje się uduchowiony i boski, poprzez uobecnienie się boga/energii w nim, za sprawą dokonanego obrzędu/aktu wierzeniowego. Pokarm ofiarowany bóstwu przestaje być zwykłym pokarmem, staje się nośnikiem natury bóstwa gdyż widzimy w nim ową boską naturę, poprzez nadanie temu aktowi mocy magicznej – czyli duchowej uruchomiamy w sobie świadomość obecności boga/energii/mocy/siły kosmicznej w produktach z których powstał pokarm poświęcony danemu bogu jak i w potrawie wykonanej z owych produktów. Akt Świadomy łączy nas ze Świadomością Nieskończoną i materialną siłą zawartą w pokarmie, roślinie, uruchamia w Nas ową boską cząstkę Piąty Element który łączy się z bogami/energiami i z Bogiem Bogów. 
Dlatego też, Rodzimowiercy sporządzają  na przykład ciasta z wizerunkami bóstwa królowej niebios, a po ofiarowaniu ich bogini zjadający takie ciastka uruchamiają owym świadomym aktem moc Królowej Niebios  w sobie i tym samym mają udział w jej boskiej mocy, w jej boskiej naturze. Poganie (czyli my rodzimowiercy polscy) wierzymy więc, iż wypieki z wizerunkami bóstwa lub innych symboli bóstwa (znaków, czert, taj, zwierząt i roślin totemowych) ulegają transubstancjacji w wyniku ofiarowania ich danemu bóstwu i sama istota bóstwa staje się obecna w owych wypiekach i pokarmach, jako uruchomiona aktem świadomości poprzez wyróżnienie aktem rytualnym/magicznym czynności poświęcenia.
W Biblii przytacza się dowody, że istotnie bóstwo uruchamiało się w obrzędowych pokarmach czy też poprzez nie. My poganie/rodzimowiercy wiemy, że nie jest to żadne niezwykłe zjawisko lecz zwyczajna manifestacja Świadomości Nieskończonej w obiektach materialnych, i że ma tu miejsce zwykła procedura uruchomienia mocy poprzez obrzęd.  Według Biblii, mimo, że pokarm (np. ciastko) pozostawało zwykłym ciastkiem i wino czy inny napój pozostawał zwykłym napojem,  bóstwo rzeczywiście wchodziło w spożywających pokarmy ofiarne wyznawców, przez co mogli oni doświadczać różnego rodzaju stanów uniesienia oraz wysokich duchowych i emocjonalnych doznań:
Tak zwani „prorocy starotestamentowi” napotykali na poważne problemy w walce z tego typu pogańskimi praktykami, gdyż ludzie spożywający ofiarowane pokarmy doświadczali nierzadko wysokich duchowych doznań o charakterze odmiennych stanów świadomości. Ponadnaturalne cuda związane z ofiarami składanymi pogańskim bogom także miały miejsce umacniając w przekonaniu co do prawidłowości i spełnienia ofiary wyznawców danego bóstwa (Wyjśćia 7:11.22; 8:7; Powtórzonego Prawa 13:2-4; Nahuma 3:4; Dzieje Apostolskie 8:9-11; Apokalipsa 16:14; 18:23).
Historia i archeologia także potwierdzają istnienie pogańskiej wiary w transubstancjację i fizyczne spożywanie istoty bóstwa poprzez zjadanie i picie ofiarowanych mu pokarmów:
Jednym z najlepiej udokumentowanych tego typu obrzędów jest staroceltycka uroczystość Lammas (Święto Chleba) obchodzona niegdyś z okazji pierwszych żniw od zmierzchu 1 sierpnia do zmierzchu 2 sierpnia. Jako że oddawano wówczas cześć bogu Lugh (utożsamianemu ze Słońcem i jako Moc Słońca odpowiadającemu za obfitość płodów ziemi) uroczystość tą nazywano także Lughnasadh. Jednym z głównych obrzędów tego święta było pieczenie chleba w kształcie bóstwa, który następnie spożywano. Zboże umierało po to, aby jedzący je ludzie mogli żyć. Obrzęd ten jest po dziś dzień obchodzony przez brytyjskich pogan (rodzimowierców).
 Spożywanie bóstwa poprzez zjadanie ofiarowanego uprzednio chleba było zakorzenione także w wierze przyrodzonej Azteków. Wierzenia te zostały dosyć obszernie opisane przez katolickiego zakonnika-dominikanina imieniem Diego de Duran w dziele „Historia Antiqua de la Nueva Espana” z roku 1585. Chleb komunijny nazywany był przez Azteków ‚tzoalli’ – poświęcony przez kapłanów i rozdzielany wszystkim podczas wspólnej uczty uważany był za ciało bóstwa.
Wiarę w udział w boskiej naturze poprzez spożywanie fizycznego pokarmu można odnaleźć także w kulcie Dionizosa i Bachusa oraz w mitraizmie. Dzięki malowidłom ściennym w licznych grobowcach wiemy także, iż podobna praktyka miała miejsce w starożytnym Mlekomedirze (Egipcie) i była związana z kultem Ozyrysa/Koszerysa (Przepląta) – tamtejszego boga zboża i umarłych. Corocznie pieczono specjalne ciasta zbożowe w kształcie człowieka będące podobizną Ozyrysa, które składano mu w ofierze a następnie zjadano. Podobnie jak w przypadku celtyckiego Lammas także i tu spożywanie pokarmu poświęconego bóstwu było połączone z prośbą o pomyślne zbiory w roku przyszłym. Zboże umierało i odradzało się ponownie podobnie jak sam Ozyrys. Na malowidłach ściennych źdźbła zboża ukazane są nierzadko jako wyrastające z postaci Ozyrysa, tak więc Mlekomedirczycy (Egipcjanie) wierzyli, iż duch/natura/energia Ozyrysa jest zawarta w zbożu. Potwierdza to inny mit o Ozyrysie powszechnie uznawany przez Egipcjan – według tej opowieści Ozyrys został poćwiartowany a jego szczątki rozrzucono po ziemi Mlekomediru (Egiptu). Obróciły się one w pył i ciało i duch boga przeniknęły Ziemię  i z nich to wyrastało zboże. (James Frazer, The Golden Bough /Carmichael, Calif.: Touchstone Books, 1996/).
   Tak więc widać wyraźnie, iż pieczenie ciast w kształcie bóstw lub z ich wizerunkami, albo w kształcie zwierząt czy roślin będących symbolami tych bóstw było starożytnym obrzędem pogańskim praktykowanym powszechnienie prze wszelkie Wiary przyrodzone – naturalne na całej Ziemi. Podobnie też przekonanie o spożywaniu cząstki bóstwa poprzez konsumowanie ofiarowanego mu pokarmu istniało nie tylko w Koryncie i nie tylko za czasów apostoła Pawła. Idea o społeczności z Bogiem, udziale w Jego naturze i uduchowieniu dzięki zjadaniu i piciu ofiarowanych mu pokarmów ma czysto pogańskie, rodzimowiercze korzenie.

Zatem spożywając wieczerzę wigilijną złożoną z 12 potraw spożywamy poświęcone 12 Mocom pokarmy ofiarne, którym świadomie oraz poprzez czynności rytualne nadajemy odmienny charakter niż ma akt zwykłego sycenia głodu zwyczajną potrawą tego samego rodzaju co spożywane w obrzędowej uczcie i poświęcone uprzednio bogom. Ten akt ma charakter jak najbardziej racjonalny i jest uprawniony, jako że nasza Świadomość kształtuje porządek materialny wokół nas, a rzeczy mają taki charakter/działanie/naturę,  jaką im nadajemy, są takie jakimi je stwarzamy.   Uruchamiając świadomie moc w sobie i łącząc ją z mocą energii/bóstwa umiejscowionego w potrawie obrzędowej łączymy się z samym bóstwem/energią reprezentowaną poprzez stworzony przez nas symbol. Jest to czynność wizualizacji przeniesiona na przedmiot żywy, zawierający określone energie i składniki w sobie, które łączą się z naturą bóstwa jakie on reprezentuje.
Jest to oczywiste, że inne składniki zawiera w sobie groch a inne kapusta kiszona. Jeszcze inne zawiera w sobie ugotowana kiszona kapusta z grochem , która jest jedną z rytualnych obrzędowych potraw wigilijnych. Nie jadamy wtedy surówki z kapusty kiszonej, tylko kapustę gotowaną.
Innego rodzaju moce i związki chemiczne/energie kosmiczne związane są w żywych produktach roślinnych takich jak grzyby i kapusta kwaszona.
Inny skład chemiczny (bardzo skomplikowany) ma miód, inny mak, inny ziarna pszenicy, a jeszcze inny jest skład suszonych winogron (rodzynki). Wszystkie te składniki roślinne są pełne alkaloidów i witamin oraz przeróżnych minerałów i lotnych substancji, a także występujących w związku z nimi i na ich powierzchni i we wnętrzu, bakterii (jednokomórkowców). Łącząc je w jedną obrzędową potrawę – kutję – dokonujemy pewnej syntezy składników, a nadając aktowi zjedzenia charakter czynności duchowej, połączonej z zabiegiem magicznym, uruchamiamy cały proces związany z własną świadomością i zewnętrzną świadomością zawartych w produktach i potrawie „związków”.
Że tak jest i że jest to zjawisko i działanie o charakterze materialnym i fizycznym, trudno racjonalnie, moim zdaniem, zaprzeczyć.
Uczta Wieczoru Wigilijnego wiąże się z toczącą się Bitwą Niebieską zwaną Dzikimi Łowami na Światło Świata. W Bitwie tej biorą udział Zaświaty, a więc jest ona udziałem PRAWI: Weli i Nawi. jako dzień i noc poświęcona Zaświatowej Bitwie jest też w naturalny sposób związana z czcią dziadów, pamięcią o zmarłych. Z tego właśnie powodu – tak jak przy wszystkich Świętach /Tanach poświęconych Zmarłym – nie jada się mięsa. Bo mięso pochodzi z istot żywych – zwierząt.  To je odróżnia od pokarmów roślinnych że zawiera w sobie tę samą lub taką samą krew jak krew człowieka, w odróżnieniu od płynów roślinnych. Zatem tylko roślinne płyny i potrawy spożywa się, gdy urządzana jest uczta obrzędowa związana z zaświatami i światem Zmarłych.  Oto dlaczego nie jada się w ten dzień mięsa. Nie ma to nic wspólnego z postem, pokutą, adwentem ani Jezusem.
A więc wieczór wigilijny to akt magiczny i ma moc magiczną o ile potrafimy ją uruchomić w sobie i na zewnątrz.

Jakie jest właściwie znaczenie potraw i składników tworzących potrawy Wigilii i Szczodrego Wieczoru

według katolicko-ateistycznej Wikipedii:
Szczodry wieczór. Dzień Trzech Króli, jako dzień darów składanych przez królów Jezusowi, zwano „szczodrym dniem”, a poprzedzający to święto wieczór zwano „szczodrym wieczorem”, w który rozdawano dzieciom, czeladzi i krewnym upominki i pierogi, zwane „szczodrakami”. Szczodry wieczór zakończał „święte wieczory”, t. j. wieczory od Bożego Narodzenia do Trzech Króli, w które nie godziło się pracować tylko śpiewać kolędy i zabawiać towarzysko. O zwyczaju tym mówi stare przysłowie naszego ludu: „Od Godów do Nowego Roku, siedź prządko jeno do zmroku, a od Nowego Roku do Trzech Króli – do samej wieczerzy”. Rawita (Gawroński) wydał książeczkę p. n. „Szczedrówki powiatu Dobromilskiego” (Lwów, 1899 r.).
Szczodraki o jakich tutaj mowa to pierogi trzykątne, nic innego jak KNYSZE, Pierogi Ruskie lub Pierogi z Kapustą Słodką i Cebulą albo Pierogi z Serem, albo Pierogi z Kapustą kiszoną i Grzybami, a także Pierogi Grzybowe zwane Uszkami (ze smażoną cebulą) do Barszczu Czerwonego wigilijnego, odświętnego. Wszystkie te rodzaje pierogów są pełnoprawnymi potrawami wigilijnego stołu.  Szczodry Wieczór tym samym rodzajem pokarmów czcił (Iskon Iskry) Koniec tych świąt które Zaczynał (Iskonił Iskrą) Wieczór Wigilijny – Święto Godów, Narodziny Światła Świata, zwane też Kraczunem (Kra-czyn).
Jakie jest zatem to drugie dno, ukryte, magiczne znaczenie potraw spożywanych w Wigilię i Szczodrak, o którym etnografowie polscy i w ogóle wszelcy etnografowie chrześcijańscy zdążyli zapomnieć, a które my Poganie Polscy kultywujemy pod czas Świąt Godowych?







U nas, pogan polskich nadal wypieka się je także w kształcie drabin dla dusz zmarłych.






Miód

Miód, od wieków uważany jest za napój bogów (nektar, ambrozja) który chroni przed chorobami (demonami, ciemnymi mocami chorobotwórczymi) i jest wiązany z bogami Sporu (Sporzenia, Przysporzania) a więc zapewniając zdrowie i siły witalne zapewnia też im dobrobyt, pomyślność i zachowanie krzepkiej młodości przez długie lata. Złoty kolor miodu jest kolorem bogów Sporu nazywanych Złotym Dziadem – Sporem (Złotowąsem, Usładem, Us-złatem, Innowąsem, Us-Inszem, Usinszem) – i Złotą Babą – Sparyszą, Sporzychą, Sporzą, Średczą, Śródą, Ośródą, Śreczą, Ośradunicą.

Mak

Mak, posiadający właściwości usypiające, uważany jest przez wyznawców Wiary Przyrodzoney Słowian  za symbol łączności z Welą i Zaświatami,  ze światem Ducha, Prawią a więc także ze Światem zmarłych – Nawią. Podczas snu, który jest nazywany „bratem śmierci” człowiek przenosi się w wymiary duchowe i nawiązuje o wiele łatwiej kontakt z bogiem w sobie oraz z bogami na zewnątrz (Podświadomość i Nadświadomość, Świadomość Nieskończona).
Makosz nosi tytuły Pana Wyroków Świata, Pana Źrzebu-Zrębu i Pana Osądu-Przeznaczenia
i posługuje się Złotą Trójgłową Makówką lub Srebrną Trójmakówką oraz Złotymi Nożycami.
Wspomagają go boginki Mamuny. Mokosza jest Panią Bytu i Wiergu, Panią Wyroku, a posługuje
się nieodłącznym Złotym Sitem-Przetakiem. Ma też Złotego Pająka, który spina szatę na jej piersi
niczym brosza, ale jest żywy i wykonuje wszystkie polecenia bogini. Jej pomocnicami są boginki
Odmienice.





Kapusta/Łopuch

Jak wiemy w główkach kapusty i łopianie znajduje się duszyczki nowonarodzonych bytów. Mało kto z dzisiejszych etnografów polskich wie jednak, że owo wierzenie nadal znajduje odzwierciedlenie w nazewnictwie związanym z łopuchem i kapuchą, a sednem jest nazwa rdzenia-korzenia tych roślin, w obu wypadkach korzenia palowego, sięgającego Serca Ziemi – nazywanego także i dzisiaj „głąbiem” bądź „głąbem”.
Czy muszę tłumaczyć, iż ródzie – ródne rodki („złyrudzie” i „dobrudzie” oraz po prostu „zarudzie” wszelakie) pochodzą z Głębi Wszego Świata, z Głąbi Rzeczy Istności, że wywodzą się też po części z Pramatki Nicy? Łopuch także posiada korzeń palowy, głębinowy – głąb i ten jego korzeń jest jego najbardziej odżywczą częścią, którą wykorzystuje się do przyrządzania potraw. Łopuch to inaczej Łapiduch, roślina powodująca, że zawinięte w nią mięso nie psuje się, zachowuje długo świeżość. W podaniu mitologicznym w Liść Łopucha zawinięta została Głowa Kupały. Miano Kup-pała (Kąp-Pała, Kap-Pała, Kap-Pucha) wiąże się bezpośrednio z rozrodczą funkcją tego bóstwa, z orzywicznym (ożywczo-orzym-orzeźwiającym) działaniem tego rodzaju płomiennej (płoń), ognistej mocy jaki reprezentuje tutaj on w swojej męskiej postaci (inne jego miana Krasz-Krzeszeń-Kryszeń, Dziw-Dziwień). Na Głowę Kupały-Kapuchy, Kapusty (kąp-pust, roślina kopana, kąp-pust i kap-puszczająca) przeniesiono te funkcje „oż(rz)ywiania” i „balsamowania” pokarmów. Uczyniono tak nie z powodu głupoty, zabobonu, kretyńskich wierzeń w duchy czy innych tego typu prostackich interpretacji wiedzy o czarach. Już dziesiątki wieków temu znano właściwości liści kapuścianych, które człowiek „nowoczesny” z trudem dzisiaj odkrywa na nowo. Liść kapusty przyłożony do ciała LECZY, wyciąga z niego chorobę, oczyszcza z bakterii, goi rany, likwiduje stany zapalne i rozgrzewa (np. leczy reumatyzm). Nie bez powodu Kap-kąp to nie tylko zadaszona święta figura, ale przede wszystkim ofiara, święty pokarm, żertwa bogów bogom poświęcana. Kapalica to napój, woda pozostała po produkcji sera, czyli serwatka. Niesłychanie zdrowa rzecz, kwaśny orzeźwiający napój. Także kapusta posiada swoją formę kwaszoną kąpuchę, kapuchę. Tę nazwę uznaje się obecnie za prostacką i wiejską, nieliteracką, lecz potoczną i prymitywne określenie, ale jest to określenie prastare kąpu – kwaśnego soku, w tym wypadku pochodzenia roślinnego, a nie zwierzęcego, lecz mającego ten sam mleczny charakter co serwatka-kapalica, odwar powstały po serze, czy kefir. Powstanie obydwu tych rodzajów pełnego witamin i mocno odżywczego płynu wiąże się z aktywnością tych samych bakterii, kwasu mlekowego.  Obydwa te płyny wykorzystuje się do wytworzenia pożywnej zupy – KWAŚNICY. Jajko na twardo i biały ser jest częścią tradycyjnego żuru harpąckiego, czyli harskiego żurku podkarpackiego – białego barszczu z zakwasu żytniego, albo kwaszonych łodyg rośliny barszcz zwyczajny, lub pokrzywy zwyczajnej (barszcz zielony, czeczeński).

Mogiczny-Magiczny (leczniczy) Mogt (mogtuwija, moc) Kapusty

Wśród najbardziej cenionych środków medycyny ludowej czołowe miejsce zajmuje kapusta. Surowa kapusta może być w leczeniu tym, czym jest chleb w żywieniu. Ze swych niezwykłych właściwości leczniczych kapusta znana jest od ponad 4.000 lat. W starożytnym Rzymie kapustę uważano za panaceum na wszelkie choroby. Cenzor Katon twierdził, że dzięki kapuście Rzymianie przeżyli sześć wieków bez lekarzy, a wczesne ludy Egiptu w dowód uznania wystawiły kapuście świątynię.
Leczy nerwy, szkorbut, artretyzm i kaca
Pitagoras zalecał codzienne spożywanie surowej kapusty jako środka leczącego choroby nerwowe. Żeglarze jedli kapustę, by nie dopuścić do szkorbutu. Surową kapustę uważano za środek czyszczący krew i skórę, odtruwający wątrobę, leczący artretyzm, bóle głowy, kaca… i trzeźwiący alkoholików. Zauważywszy, że kapusta odświeża krew stosowano ją dla odzyskiwania sił w stanach wyczerpania i rekonwalescencji.
Mineralna bomba
Mnóstwo badań naukowych potwierdza słuszność stosowania kapusty w przeszłości, bowiem kapusta wspaniale chroni przed infekcjami, przeziębieniami, kaszlem, grypą, stymuluje odporność organizmu i produkcję przeciwciał. Lecznicze właściwości ma kapusta w każdej postaci: surowa, gotowana, duszona, kiszona, surówki, sok.
Kapusta biała, włoska i czerwona, zwłaszcza surowa lub lekko sparzona, jest niezwykle cennym pożywieniem, zawiera moc witamin i minerałów, m.in. siarkę, krzemionkę, magnez, wapń, miedź, jod… Dzięki zawartości chlorofilu, żelaza, miedzi i magnezu kapusta jest znakomitym środkiem przeciw anemii, a dzięki zawartości siarki antyseptycznie działa na drogi oddechowe.
Zdumiewające właściwości
Wbrew nieuzasadnionym uprzedzeniom kapusta jest nadzwyczaj korzystna dla żołądka i jelit – szczególnie w postaci soku – a dodatek kminku z majerankiem ułatwia jej trawienie. Kapusta kiszona jest również korzystna dla naszych organizmów, bowiem zawiera fermenty i enzymy ułatwiające trawienie tłuszczów i błonnika. Kiszonej kapusty nie należy płukać, gdyż niszczymy fermenty mlekowe, silnie dezynfekujące przewód pokarmowy. Dodanie do kapusty wędlin, mięs, tłuszczów zwierzęcych czyni ją ciężko strawną.
Kapusta zdumiewająco leczy wrzody zewnętrzne i wewnętrzne. Zjadana na surowo wyściela błonę śluzową przewodu pokarmowego ochronnymi, kleistymi substancjami i przynosi ulgę w chorobie wrzodowej, nieżytach, zgadze, wrzodziejącym zapaleniu jelit… Regularne spożywanie kapusty zapobiega zaparciom, działa leczniczo na wątrobę, zmniejsza podatność zachorowań na raka, obniża poziom cukru w krwi, dlatego powinni ją spożywać także diabetycy.
Świeże liście i sok
Szczególne właściwości mają świeże liście kapusty i wyciśnięty z nich sok. Działają kojąco, antyseptycznie i leczniczo, usuwając toksyny ze skóry. Okłady z wymytych liści (z wyciętymi grubymi nerwami) i rozgniecionych, by puściły sok leczą rany, oparzenia, odmrożenia, stłuczenia, wrzody, czyraki, pęcherze, ukąszenia owadów, opryszczkę, półpasiec, nerwobóle, ból głowy, migreny…, działają przeciwzapalnie przy puchnięciu stawów. Przykładane na klatkę piersiową leczą kaszel, katar, zapalenie oskrzeli. Przykładane na podbrzusze leczą zapalenie pęcherza, kolkę nerkową, dolegliwości żołądkowe, jelitowe, wątrobowe, wzmagają wydalanie płynów. Przykładane na stawy i kończyny leczą reumatyzm, postrzał, rwę kulszową, gruźlicę stawową i kostną, nerwobóle, żylaki, owrzodzenia… Przykładane na twarz leczą nerwobóle zębowe i nerwu twarzowego.
Świeży sok z kapusty leczy łupież, oparzenia, odmrożenia, ukąszenia, trądzik, opryszczkę, liszaje, gangreny, czyraki, martwice, guzy, nowotwory, hemoroidy, egzemy, rany zaniedbane, katar, grypę, głuchotę…
Często spożywane surówki z kapusty bogatej w sole mineralne i witaminy i świeży sok kapusty działają podobnie do antybiotyków, zapewniając wzmocnienie i regulację organizmu oraz odporność na działanie czynników chorobotwórczych.

knysz, czyli pieróg-piRogA (KA dla RA, czyli Łódź Osta/Ista, Pir-RO-k/g-RA do Zaświatów). Czy zauważyliście jak wiele świętych potraw ofiarnych dla bogów, wymienianych w tym artykule zawiera tę znaną także w Egipcie (Mlekomedirze) cząstkę KA, która oznacza łódź? Czy zauważacie że RA to także egipska nazwa Światła Świata, przez niedouków anglosaskich, którzy odkrywali skarby Egiptu przypisana wyłącznie do Słońca?  Także słowo pieróg-piroga-knysz ma swoją inną nazwę knaga (KnAga) – jest to nazwa określająca dawniej łódź z okutym dziobem przeznaczoną do abordażu. Nazwa ta przetrwała w żeglarstwie właśnie dla okucia. (KołAcz, Knysz/KnAga, KAsza, KorowAj, KutjA, KrAszanka, KrupniAk (po śląsku krupniok), KłAdziwo, Kruż/KrĄż).



Pieróg- Knysz/Knaga

Obrzędowe pieczywo wypiekane na cześć Chorsów nazywało się knysz. Miało ono kształt dużego pieroga
o trzech rogach, nadziewanego mięsem i tłuszczem zwierząt ofiarnych.
Chorsowie (Ksnowie) posiadają jako cały ród: olchę i dereń (świdwę), łasicę i kota, kruka,
dziurawiec, chrzan, dzwonki, pokrzyk i piołun, majkę pryszczel (kantarydynę), kamień księżycowy,
cynę, miesiąc listopad, maść biało-błękitną, taję H, gramotę c, czertę 2, liczbę 20, z rzeczy
– kadzidło i knysze (pierogi), na Weli Niwę Księżyca i Cynowy Tyn na niej.
Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów.
Niektórzy mówią, że Martwica to rzeka, przez którą nikt przepłynąć nie może, bowiem
jej woda jest tak lekka, że nikogo żywego na sobie nie utrzyma. Prawda jest jednak taka, że
zwykły człek, zwykłą łodzią, nie może w ogóle przepłynąć żadnej części Rzeki Rzek – cała
ona bowiem jest wypełniona wodą lekką, chociaż nie martwą. Nie utrzyma również żadnego
przedmiotu materialnego, nawet piórka. Jedyny sposób, żeby ją pokonać, to płynąć w pierogu-knyszu,
będącym wypiekiem ofiarnym. Wielki pieróg-piroga jako święte pieczywo nie zatapia
się w świętych wodach.
Niwa Radogostów od wschodu wcina się długim ryjem pomiędzy Niwę Dziewów, mającą
kształt serca, a Krainę Księżyca, mającą kształty knysznej łodzi-pirogi.
Bierło płynął w „pirodze” – łodzi ulepionej z ciasta i wypieczonej przez Plątwę w Piecu Spora. Owo pieczenie dało łodzi niezbędny spor powodzenia. Rzeki Nawi są wypełnione „lekką wodą”. Jest to coś innego niż żywa woda, czarna (martwa) woda czy woda ognista. Lekka woda nie może utrzymać na swej powierzchni niczego w ogóle, podczas gdy martwa woda tylko niczego żywego. Jedynym zdolnym ją przepłynąć obiektem jest łódź pierożna, zrobiona z poświęconego bogom ofiarnego knysza-pieroga. Piroga ma trójkątny kształt. Innym sposobem pokonania lekkiej wody jest jej zaklęcie, nasmarowanie ciała knysznym ciastem albo pewnym zielem.
Władców Nieba, Ognia i Błysku, tę trójcę Niebiańskich rodzin boskich, często przywołuje się razem,
bo wszyscy oni są uważani za zajmujących się Koroną Drzewa Drzew, za tych, którzy przebywają
na wysokościach, nie dbając o to, co jest na ziemi, lądach lub głębiej – pod powierzchnią wód,
albo w Podziemiach. Nie jest to prawda do końca, bo co się rozgrywa wysoko na Niebie – także
na tym Głębokim i Dalekim – ma wielki wpływ na każde jestestwo i wydarzenie dziejące się nisko.
Dowodnym przykładem takowego wpływu jest Księżyc, który gdy się pojawia w swojej Srebrnej
Knysznej Łodzi, powoduje wzbieranie wód, ich przypływy i odpływy, krwawienia u kobiet,
chodzenie przez sen u ludzi wrażliwych, szaleństwo i natchnienie u wybrańców.

Kasza (jagła)

Kasza jaglana zawiera rzadko występującą w produktach spożywczych krzemionkę, mającą leczniczy wpływ na stawy, a także korzystnie wpływa na wygląd skóry, paznokci i włosów. Jako jedyna wśród kasz jest zasadotwórcza.
Kasza jaglana ma właściwości wysuszające i antywirusowe. Stąd jaglankę podaje się przy przeziębieniu i zapaleniu górnych dróg oddechowych.
Kaszę jaglaną często gotuje się w wodzie wymieszanej pół na pół z mlekiem – zyskuje wtedy delikatniejszy smak. Ugotowana na sypko, jest dodatkiem do duszonych mięs. Smakuje na słodko z owocami, nadaje się też do zapiekanek, zagęszczania zup i potrawek, robi się z niej kleiki. Grubo zmieloną dodaje się do ciasta na płaskie chlebki.

Pszenica

Złote ziarna są również symbolem sporzenia-przysparzania, mnożności, bogactwa, rozrodczości. To nasiona Spora

Susz śliwkowy i jabłkowo-gruszkowy, rodzynki (susz winogronowy)

Kilka śliwek (100 g) zawiera:
Energia – 100 kcal (świeże) 365 kcal (suszone)
Witamina C 3 – 17 mg
Karoteny – 0.40 mg
Błonnik – 1.7 g (świeże) 9.0 g (suszone)
Polifenole ogółem – 200 – 320 mg
w tym, katechiny – 1.5 – 7.5 mg
kwas chlorogenowy – 3 – 13 mg
     Śliwki należą do najpopularniejszych owoców pestkowych w Polsce. Dzięki różnorodności uprawianych odmian śliwek w Polsce można je spożywać w stanie świeżym od połowy lata do jesieni. Najbardziej cenionymi odmianami śliwek są węgierki, nie tylko z powodu swych walorów smakowych, ale także przydatności technologicznej (suszenie, konserwowanie, wyroby cukiernicze).
Oprócz witaminy C śliwki zawierają także prowitaminę A (beta-karoten) oraz witaminę E, wszystkie zaliczane do grupy antyoksydantów, związków o działaniu antynowotworowym. Go grupy tej należą także substancje polifenolowe śliwek, w tym głównie katechiny i kwas chlorogenowy.
Najbardziej znaną właściwością śliwek suszonych jest ich działanie przeczyszczające, które zawdzięczają wysokiej zawartości substancji balastowych (błonnika) i zawartości magnezu powiązanego z pektynami (rozpuszczalną frakcją błonnika). Właściwości regulujące czynności przewodu pokarmowego posiadają także kompoty ze śliwek świeżych i przede wszystkim suszonych. Ta właściwość śliwek jest szczególnie ważna dla osób cierpiących na zaparcia. Wiadomo bowiem, że są one bezpośrednim zagrożeniem w przypadku chorób nowotworowych jelita grubego, które w statystykach światowych zajmują czołowe miejsce po nowotworach płuc i piersi.
Zdrowie:
Suszone śliwki i kompot ze śliwek działają przeczyszczająco. Codzienne spożycie 3 średniej wielkości suszonych śliwek lub 1/2 szklanki kompotu reguluje pracę przewodu pokarmowego i zapobiega zaparciom.
Śliwki świeże są źródłem naturalnych antyoksydantów, w tym witamin A,C,E oraz katechin i kwasu chlorogenowego, chroniących przed chorobami nowotworowymi.
Osoby rzadko jadające śliwki świeże mogą początkowo odczuwać pełność i wzdęcia, ale dolegliwości te ustępują po stosunkowo krótkim okresie adaptacji.

Kutja

Stąd pochodzi prasłowiańskie kuti – kuć, czyli „kować” – kształtować przez uderzanie młotem. Kutja – potrawa bożonarodzeniowa, była niegdyś świętym obiadem (potrawą obiatną, ofiarą) przypisaną najprawdopodobniej rodowi Perunów.

Nowe latko – dawne pieczywo obrzędowe noworoczne, miały kształt krążków, z przyklejonymi do nich małymi figurkami przedstawiającymi zwierzęta (zarówno hodowlane, jak i dziko żyjące) i znajdującą się pośrodku postacią ludzką (przedstawiającą pogańskiego boga-opiekuna zwierząt). Nowe latka pieczono w wigilię Nowego Roku lub na Trzech Króli i zawieszano w eksponowanym miejscu domostwa (np. na domowym ołtarzyku czy wśród świętych obrazów), celem zapewnienia pomyślności w nadchodzącym roku.
Byśki (stworzunka) – dawne obrzędowe pieczywo noworoczne, znane na Kurpiach, Warmii, Podlasiu i Mazurach. Miało kształt zwierząt (hodowlanych i dzikich), niekiedy także laleczek, drabinek, pierścieni itp.
Byśki pieczono w wigilię Nowego Roku i święta Trzech Króli. Stawiano je na parapecie okna lub domowym ołtarzyku, czasem rozdawano także dzieciom jako smakołyk. Według tradycji miały przynosić pomyślność w hodowli oraz zapewniać zdrowie, powodzenie i pomyślność w nowym roku. Sczerstwiałe kruszono, dodając do paszy dla zwierząt.




Ciasto – po północy

Kisiel

Kisiel był poświęcony Welesowi i Nyi

Ryb nie jadano – to wkład chrześcijański/katolicki w to święto

Ryb nie jadano ponieważ nie jadano w tym obrzędzie żadnego mięsa ani tłuszczu zwierzęcego.

Potrawy wyłącznie roślinne (postność, wegetarianizm tego dnia), tłuszcz , woda

Nietrudno zauważyć, że współcześnie na wigilijnym stole znajdują się podobne potrawy, jakie jadano także i dawniej. Mało kto jednak wie, że wiele z nich miało znaczenie obrzędowe w rozumieniu Starej Wiary Przyrodzonej Słowian, czyli pogańskim. Każda zaś potrawa  obrzędowa pełniła i pełni dla Nas Pogan nadal co najmniej dwie dodatkowe funkcje poza tym, że stanowi pożywienie – obie są funkcjami magicznymi, czyli powiązanymi z Mocą – Mogtowiją – Wierzeniem i Wiarą. O magicznym wymiarze tej uczty świadczy chociażby liczba potraw – 12. dawniej gdy obowiązywał czas księżycowy a Krzywy Miesiąc – Świcień (Świbań) jeszcze nie „zaginął” potraw było 13. Potem było już ich tyle ile miesięcy, ile znaków zodiaku (ile Mocy – mogtów), a więc pozostawały w zgodzie z porządkiem astronomicznym Wszchświata będącym odwzorowaniem na górze Sił rządzących Ziemią i człowiekiem (na dole).  13 a POTEM 12 POTRAW BYŁO PRZYPISANYCH I POŚWIĘCONYCH 12 MOCOM, to niejako im poświęcone żertwy, strawy – obrzędowe potrawy ofiarne, dzielone przez bogów z ludźmi i ofiarowane bogom przez ludzi.
Na wigilijny stół wędrowało oczywiście to co człowiek mógł znaleźć w swoim najbliższym otoczeniu,  to, co się rodzi w lesie, ogrodzie, sadzie i na polu, czyli w środowisku bliskim człowiekowi, z którego człowiek czerpie na co dzień pożywienie. Ale przecież widzimy, ze w tym zestawie królują pewne składniki, inne zaś są tam nieobecne. Zwraca uwagę brak potraw mięsnych i tłuszczu zwierzęcego, czy jajek – tak charakterystycznych dla obrzędów Narodzin i Śmierci (urodziny i nadanie dziecku imienia, zwane przez chrześcijan chrztem i obrzędy pogrzebowe). Wbrew powszechnemu dzisiaj sądowi i postnym, umartwiającym charakterze potraw tego dnia pochodzenie tego zwyczaju jest zupełnie inne, ani nie biblijne ani nie nowo-testamentowe. Na stole Szczodrym musiały znaleźć się orzechy laskowe, grzyby i miód, mak, owoce i kasza, groch i kapusta, ale nie jajo ani jajecznica, najważniejszy .
Zarówno miód, jak i mak obficie występował w potrawach wigilijnych, np. w kutii, czy kluskach z makiem. Kutia, czyli pszenica z makiem, miodem i orzechami była typową potrawą ofiarną dla Bogów Sporzących Bogactwo ludziom, żywemu dobytkowi, domowi i gospodarstwu. Chrześcijaństwo przypisało tę potrawę zmarłym, „nie rozumiejąc” lub „zapominając”, że jest ona przeznaczona głównie nie dla zmarłych lecz dla bogów. Przychylność Bogów Sporu (Bogocy: Spora – Złotowąsego [Us Złat, Spas, Sparysz] i Sporzy-Śreczy [Złota Baba] oraz ich dzieci Żywiołów Mniejszych a także Mocy Bogactwa Domu – Radogostów i Bogactwa Gospodarstwa – Rgłów).







 
„Mify Narodow Mira”, pod redakcją Toporowa, o Sporyszu.



Kiedy pomyślę, że w Polsce są „Rodzimowiercy”, którzy kwestionują istnienie takich bóstw jak Przyroda-Rodżana czy Spor i Śrecza, po prostu brak mi słów dla takiego braku podstawowej wiedzy i nieuctwa oraz maniakalnego przywiązania wyłącznie do świadectw chrześcijańskich mnichów-siepaczy, którzy wykorzeniali z premedytacją wiarę rodzimą i zacierali swoimi wyssanymi z palca konfabulacjami jej treść, znaczenie i głęboki filozoficzny, przyrodzony sens. Ci ludzie mają czelność stawiać sie w roli pośredników między Rodzimowiercami, wyznawcami Wiary Przyrodzonej  Słowian a Bogami Przyrody!  
Oczywiście wierzono, że w czasie wigilii i świąt Bożego Narodzenia dusze zmarłych członków rodziny są obecne z biesiadującymi, ale nie miało to nic wspólnego z dziecięco-naiwnym światopoglądem jaki przypisują naszym przodkom współcześni etnografowie, „kościółkowi naukowcy” czy też kaznodzieje katoliccy. Nikt nie wierzył w takie bzdury jak przybywanie zmarłych na ziemię i ich zasiadanie za wspólnym stołem . Duchom przebywającym w Zaświatach , na Weli, w Raju przeznaczano symboliczne puste nakrycie. Dowodem tego jest, że na to puste nakrycie nigdy nie nakładano potraw i nie oczekiwano, ze one znikną zjedzone przez „ducha”. Podobne twierdzenia na temat Wiary pogan (Słowiańskiej Przyrodzonej) w Encyklopediach, Wikipedii czy poważnych dysertacjach naukowych są wynikiem niezrozumienia i przypisywania naszym przodkom niejako automatycznie cechy PRYMITYWIZMU, który miał ich charakteryzować w stosunku do „wyższej” kultury najeźdźczej – chrystianizmu rzymskiego, który przyniósł feudalizm na ziemie Słowian czyli Niewolnictwo.

Suszone owoce

Łącznikiem ze światem zmarłych oraz pożywieniem dla dusz były np. suszone owoce, które jako „martwe” już w samej swojej formie nawiązują do zaświatów. Jedną z podstawowych potraw wigilijnych była też kasza: jęczmienna, pęczak, jaglana, którą jako przysmak podawano z suszonymi owocami, np. ze śliwkami, oraz z miodem. W niektórych rejonach Podkarpacia z owocami podawano też fasolę, uważaną za symbol doskonałości (jej kształt owalny miał symbolizować doskonałość). Suszonymi owocami nadziewano też pierogi, a także gotowano z nich kompot, znany także i dziś napój wigilijny.
Zarówno orzechy, jak i grzyby, pochodzące z lasu, przestrzeni nieznanej i nieoswojonej, czyli z „zamkniętej krainy”, nawiązywały do tajemniczego świata. Dodawano je zatem do dań wigilijnych, stąd też popularna kapusta z grzybami, gołąbki zawijane w liście kapusty z farszem z kaszy i grzybów czy zupa grzybowa. Kapusta, jadana w różnej postaci, była uważana za symbol obfitości, urodzaju i bogactwa przez to, że składa się z wielu liści.
Na wieczerzy wigilijnej nie mogło zabraknąć także i chleba, aby nie brakowało go w następnym roku. W tradycji łemkowskiej wypiekano na tę okazję specjalny chleb ze wszystkich rodzajów zbóż, tzw. kraczun. W jego skórce formowano zagłębienie i wkładano tam czosnek. Takim chlebem dzielono się przed wigilią.
Specjalnie dla dusz, które według wierzeń przybywały na ziemię, przygotowywano też miejsce w domu. Np. na Pogórzu w tym celu zdejmowano z kołków wiszącą odzież, aby mogły tam zasiąść dusze, przybywające w postaci niewidzialnych ptaków, lub pozostawiano wolne miejsce przy stole. Współcześnie uważa się, że dodatkowy talerz na stole przygotowany jest dla niespodziewanego gościa.

Postność potraw

Według tradycji w Szczodry Wieczór (wigilię) jadano zazwyczaj „postne” potrawy, bez tłuszczu zwierzęcego. Jedyną stosowaną omastą był olej lniany lub konopny. W niektórych miejscowościach nawet ciasto wigilijne, w którym jest cukier i masło, podawano dopiero po północy, czyli już po Narodzinach Światła Świata.
Rodzaj potraw wigilijnych zależał od zamożności gospodarzy, ale wegetariański charakter tych potraw nie wiąże się wcale z katolickim czy chrześcijańskim obowiązkiem postu. Na Podkarpaciu nie jadano wówczas, obowiązkowych dzisiaj ryb, które są katolickim/prawosławnym „wkładem” w obrzędy Światła Świata.


źródło: https://bialczynski.wordpress.com/2015/12/23/magiczne-znaczenie-potraw-wigilijnych-czyli-dlaczego-jedliscie-to-co-jedliscie-24-grudnia/





piątek, 25 grudnia 2015

SZCZODRYCH GODÓW!!!





Na szczęście, na zdrowie, na ten nowy rok,
 
Żeby wam się rodziła pszenica i groch,

 
(symbolicznie sypie się ziarna na podłogę)

 
Wszystko zboże w komorze, niechaj Swaróg dopomoże,
 
Byście mieli tyle wołków, ile w dachu kołków,
 
Żebyście mieli tyle owiec, co w lesie mrowiec,
 
Wszystkim dziękuję,  zdrowia szczęścia winszuję.
 
By wszyscy długo żyli i weseli byli.


więcej na str. http://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/2014/12/szczodrych-godow.html

https://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/zyczenia-swiateczne-od-sssss/na-kraczunkrojeszczodre-gody-2014-roku/

https://opolczykpl.wordpress.com/2012/12/20/szczodre-gody-niech-nam-nasze-slowianskie-bogi-darza/


poniedziałek, 26 października 2015

Dziady - Święto Przodków - Święto Zmarłych











Świetnie ujęty opis tego święta znalazłam na http://anhelli-anhelli.blogspot.com,  więc pozwolę sobie zacytować bez komentarza. 

"Za cztery dni przypada wigilia jednego z najstarszych, pogańskich świąt, które przed tysiącami lat, znaczyło kres starego roku i zapowiadało nadejście nowego. W czasach pre-patriarchalnych, zanim więc dotarł do Europy z Południa wiatr Przemian, kult bożków z penisami, owych samców alfa, którzy wpierw pod różnymi postaciami olimpijskimi, nordyckimi, etc, później w sukurs z bliskowschodnim judeo/chrześcijaństwem, zaczęli plądrować, łupić, gwałcić i mordować, co się dało, rzekomo "nawracając na jedyną słuszną wiarę"; w tamtych odległych czasach, kiedy istniała - na wzór indyjski chociażby - jedność przeciwieństw, najwyższą rangą cieszyła się Bogini oraz Święty Król, jej małżonek a często i zarazem syn (królem był bowiem "tytularnym"), poczęty z dziewicy; podczas tego właśnie święta, przypadającego na 31 października - 1 listopada, nie tylko rozpoczynał się okres zimowy, ale symbolicznie także, Święty Król ponosił śmierć, choć istnieją też przekazy, iż ginęła Ona "poświęcając się niczym grecka Kora/Persefona" dla odrodzenia nowego życia (oddalając się od ludzi na wiele, zimowych miesięcy), by symbolicznie Zmartwychwstać wiosenną porą.
Dziady bowiem, jak i celtyckie Samhain czy popularne dziś w Ameryce - Halloween, to nic innego jak Święto Śmierci i Zmartwychwstania, poprzedzające - w swej symbolice duchowej - o tysiące lat chrześcijaństwo, a także wiele innych starożytnych religii. Tyle że wbrew nazwie, nie jest to czas żałoby, nie jest to czas wylewanych na darmo łez, ale czas ulotny jak wczesnojesienna mgła, kiedy świat bogów i ludzi, duchów przodków i bliskich nam, którzy odeszli niedawno (jakże często w tragiczny sposób), nachodzą na siebie, niosąc nam nadzieję, pokrzepienie, wizje i szansę dotarcia ze swymi prośbami, bezpośrednio do zaklętego kręgu, czyli do Źródła, w którym nie ma rzeczy niemożliwych, jest tylko odwieczne umiłowanie Prawdy, iż tak jak Universum nie ma początku ani końca, tak też równe jest sobie wszystko, co nas otacza.(...)"




 


I jeszcze jedna ważna rzecz, otóż kiedyś Dziady nie były świętem żałobnym, smutnym; 

za : http://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/31/slowianskie-swieto-dziady/

 "(...) Nie było to święto “żałobne”, nie było też ono smutne i wypełnione żalem po zmarłych. Służyło przede wszystkim nawiązaniu kontaktu z przebywającymi w Nawii duchami zmarłych przodków. Jedną z metod nawiązania takiego kontaktu był taniec. Wprawienie się podczas tańca w trans umożliwiało kontak z duchami przodków. Dzisiaj może szokować tańczenie w pobliżu grobów, ale tak u Słowian było. Oni nie rozpaczali za zmarłymi a szukali z nimi kontaktu. Ważną częścią obrzędów było palenie przy grobach świętego dla Słowian ognia oraz ucztowanie na grobach/przy grobach zmarłych przodków.



.Święto Dziadów miało duże znaczenie z kilku powodów. Nawiązywanie kontaktów z przodkami i zasięganie u nich rad było gwarantem kontynuowania przez żyjących w Jawii wiary, tradycji i kultury przodków, którzy odeszli do Nawii. Trwanie Słowian przy własnej tradycji przez tysiąclecia brało się m.in dzięki tym obrzędom. To kontakty z duchami przodków i słuchanie ich rad stanowiło o niezmienności tradycji Słowian w myśl przekonania, że to co było dobre dla naszych przodków będzie dobre i dla nas. Dawało to siłę i wolę trwania przy słowiańskiej wierze, kulturze i tożsamości nawet po podbiciu Słowiańszczyzny przez mroczną, mściwą, i fanatyczną rzymską szubienicę.
Innym ważnym aspektem Dziadów związanym z nawiązywaniem kontktów z duchami przodków była wiedza o Nawii i pewność tego, że duch/świadomość człowieka nie ginie wraz ze śmiercią ciała fizycznego. Przodkowie nadal żyjący w duchowej postaci w Nawii, a z którymi się kontaktowano,  byli tego dowodem. Odbierało to Słowianom lęk przed śmiercią, tak typowy dla ludzi, którzy nie mają wiedzy o trwaniu ludzkiej świadomości w ciele duchowym po śmierci fizycznej.
Przywrócenie świętowania słowiańskich Dziadów jest wyrazem naszej woli trwania przy naszej własnej słowiańskiej duchowości, kulturze i tradycji.(...)



 "gdy noc zapada ciemna i głucha
księzyc wyziera trupia bladością"
można czasami zobaczyc ducha
który się snuje swą ulotnością,
krąży gdzie biegną stare ulice
mury kamienic pną sie do góry,
tam gdzie jest kościół i dwie dzwonnice
cmentarz niewielki,strasznie ponury
bo na cmentarzu jesienną porą
przerażające dzieją się sprawy
tam dwa wampiry za łby sie biorą
a kibicują im czarne zjawy,
upiory w karty na ławkach grają
klnąc przy tym strasznie aż więdną uszy
a wilkołaki cicho się czają
szukając jakiejś naiwnej duszy,
wiedżmy nad kotłem nachylone
warzą napoje wyskokowe
dziwaczne zmory zgniłozielone
spijają miody akacjowe,
i tak upłynie tydzień caly
gdy się już palą zaduszne ognie,
straszydła będą balowały
by Świeto Dziadów przywitać godnie 
/źródło elfograd.nmj.pl/





Sława Bogom, Pamięć Przodkom!

 

wtorek, 1 września 2015

Skansen Archeologiczny w Mrówkach, gmina Wilczyn, Wielkopolska
















Miejsce bardzo piękne i ciekawe, szukamy daleko a nie widzimy jakie skarby historii mamy pod nosem ;) Polecam wycieczkę do Skansenu Archeologicznego w Mrówkach. 



Skansen Archeologiczny w Mrówkach koło Wilczyna  - 62-550 Wilczyn

Skansen czynny tylko w sezonie od 1 kwietnia do 30 września codziennie od 10.00-18.00


ceny biletów wstępu:
normalny                - 3 zł
ulgowy                   - 2 zł
opłata za udział
w lekcji muzealnej - 4 zł

Pracownicy:
Opiekunowie ekspozycji - Marian Leśniewski, Zofia Leśniewska
Opiekę merytoryczną nad skansenem sprawuje Kierownik Działu Archeologicznego Muzeum Okręgowego w Koninie mgr Krzysztof Gorczyca

Ukryta w lesie na półwyspie jeziora Kownackiego otoczona bagnami i dodatkowo fosą wznosi się do dziś trudno dostępna "fortalicja", zwana w nomenklaturze archeologicznej "gródkiem stożkowatym". Miejscowa tradycja wiąże obiekt dopiero z czasami wojen napoleońskich - stąd nazwa "Kopiec Napoleoński", jest on jednak znacznie starszy.
  Obiekty tego typu są obecnie dość zgodnie interpretowane przez badaczy jako pozostałości obronnych siedzib bogatych, urzędniczych rodów, tworzących elitę materialną i społeczno - administracyjną okolicy. Pojawiły się one w drugiej połowie XIII wieku, gdy zaczął zanikać monopol władców na budowę obiektów obronnych. Pierwsze znane ze źródeł zezwolenie na budowę prywatnego zamku wydał Bolesław Wstydliwy w 1252 roku i od tego czasu obronne dwory na kopcach stają się stałym elementem krajobrazu Polski przez kilka stuleci. Zależnie od możliwości finansowych właścicieli miały one różną formę i skalę, a w związku z tym różne walory obronne. Przeważnie miały one postać drewnianej wieży mieszkalnej lub w późniejszych wiekach murowanej "kamieniczki" sytuowanej na kopcu otoczonym fosą. W razie poważnych konfliktów, w których brały duże oddziały. zbrojnych, ich obronność była raczej problematyczna, niemniej jednak dość istotna. Budowano je głównie z myślą o ochronie przed zajazdem złego sąsiada, rabusiami, rodzinnym konfliktem majątkowym, zbuntowanym chłopstwem, czy w późniejszych czasach grupą nieopłaconego wojska.  




  Położony jest ok. 800 m na południowy wschód od zabudowań wsi Mrówki, ok. 250 m na północ od drogi do wsi Świętne. Ulokowano go w miejscu z natury obronnym, a mianowicie na końcu półwyspu przy południowym brzegu jeziora Kownackiego. Od północy osłaniają go wody jeziora, a od zachodu i południa, zabagniona obecnie, dawna zatoczka.
Dwory na kopcach, wznoszone były w wiekach XIV - XVI, a użytkowane niekiedy aż po wiek XVIII. W czasach nowożytnych ich funkcja obronna była już niewielka, jednakże jako widoma ilustracja nadrzędności lokatorów takiej siedziby nad domami poddanych, zachowała swą funkcję reprezentacyjną. W wieku XVII zatraciły one w większości swoje funkcje mieszkalne i zostały zepchnięte do roli skarbców - lamusów. Budynek z muru czy z kamienia nie był w gruncie rzeczy dostosowany do "nieba i zwyczaju polskiego", mieszkanie w drewnie dawało na pewno większy komfort. Wzgląd na to oraz ogólna zmiana orientacji w XVII wieku sprawiły, że barokowy Sarmata wolał mieszkać w dworze obszerniejszym i drewnianym. Były to zjawiska dość powszechne na terenie Polski i dotyczyły nawet średniozamożnej szlachty. Przykładem wczesnego założenia mieszkalno - obronnego jest gródek w Kownatach - Mrówkach, gmina Wilczyn, pow. Słupca. Odkryty w roku 1923, zbadany wykopaliskowo został dopiero w latach 1971-1972 przez archeologów Ł. i A. Nowaków z Muzeum Okręgowego w Koninie.

Założenie obronne zrealizowano wznosząc potężny, stożkowaty kopiec o wysokości 7 m, mający dolną średnicę 44 m, a górną 18 m. Dodatkowo otoczono go fosą o szerokości około 2 m połączoną od północy z jeziorem zapewniającym stały dopływ wody. W wyniku badań wykopaliskowych na szczycie kopca w części południowo - zachodniej odsłonięto pozostałości pięciobocznej wieży (dł. boku ok. 3 m), która była główną budowlą gródka. Na północ od niej odkryto piwniczkę, która prawdopodobnie znajdowała się pod drugim budynkiem, a na południe pozostałości kuźni. Całość szczytu była otoczona palisadą.

  Gródek był zamieszkiwany przez kilka pokoleń - od końca XIII do połowy XIV. W połowie tego stulecia obiekt uległ spaleniu prawdopodobnie w wyniku jakichś walk. Z jakim rodem powiązać należy tą siedzibę na razie nie wiadomo. W II połowie XIV i w XV wieku panowali tu Wilczyńscy herbu Poraj, właściciele Wilczyna i Kownat. Najbardziej znany z nich jest Mikołaj, miecznik kaliski w latach 1358-1364. Określenie wcześniejszych posesorów i okoliczności zniszczenia gródka wymagają jeszcze studiów archiwalnych.

  O życiu codziennym mieszkańców świadczą liczne przedmioty znalezione w toku badań. Militaria w postaci grotów bełtów kuszy, haków do napinania kuszy, ostróg (w tym dziecięcej), elementów oporządzenia jeździeckiego i związanych z rzędem końskim wskazują niedwuznacznie na rycerski charakter tej siedziby i wiązać je można z właścicielami. O ich zamożności świadczy pośrednio szalka wagi, służącej do odważania kruszców, oraz fragmenty dość rzadkich w tych czasach naczyń szklanych. Zajęcia czeladzi dworskiej określają pozostałości kuźni, półwytwory przedmiotów, z rogu oraz narzędzia rolnicze takie jak sierpy, czy stolarskie jak świder czy topór. Na podstawie znalezionych szczątków kostnych zwierząt stwierdzono, że mieszkańcy spożywali przede wszystkim mięso zwierząt domowych (70,9%) głównie wieprzowinę i wołowinę, ale i dziczyzna dość często bywała na ich stołach (29, 1%) - polowano na dziki, sarny, zające, jelenie, a także dla skór na borsuki i wydry. Z ptaków spożywano kury. Mieszkając tuż nad jeziorem łowiono też niewątpliwie ryby ale do naszych czasów. zachowała się tylko niewielka ilość ich szczątków. Zabudowań pilnowały psy o bliżej nieokreślonej rasie.

  W roku 1973 gródek został zamieniony na skansen archeologiczny. Autorem projektu był architekt Z. Łabuda pod merytorycznym nadzorem Ł. i A. Nowaków. Oczyszczono fosę, zrekonstruowano wieżę, chatę i palisadę na szczycie kopca. Dodatkowo zbudowano bramę wejściową i mostek przez fosę. Na dwóch kondygnacjach wieży znajduje się niewielka ekspozycja, na której można obejrzeć część z odkrytych zabytków. Najwyższe piętro służy jako platforma widokowa.
Generalny remont popadjącego w ruinę gródka podjęto w 2007 roku. Odtworzono obaloną palisadę i zrekonstruowano wieżę grożącą zawaleniem, wybudowano nową bramę połączoną z budynkiem przybramnym - wartownią. W 2008 roku doprowadzono bieżącą wodę i zainstalowano w miejsce przegniłej tzw. kuźni nowoczesne toalety. W 2009 r. rozpoczęto remont pomostu wychodzącego w jezioro.

  Od 2008 r. Mrówki goszczą co roku w trakcie dni Wilczyna grupę rekonstrukcyjną odtwarzającą życie codzienne w gródku, natomiast w drugiej połowie lipca są miejscem spotkań pocztów rycerskich z całej Polski północno - zachodniej pod hasłem "Byliśmy pod Grunwaldem".
Całość daje pojęcie jak wyglądała średniowieczna siedziba rycerska, których na terenie Wielkopolski rozpoznano już ponad setkę. Jak na razie jest to jedyny skansen tego typu naszym terenie. Obiekt jest dostępny dla zwiedzających, jako filia Muzeum Okręgowego w Koninie.
 

 











 Z rezerwatu wiedzie ścieżka przyrodnicza do grodziska w Świętnem i dalej do ośrodka wypoczynkowego w Przyjezierzu.
W Wilczynie polecamy uwadze gotycki kościół pod wezwaniem św. Urszuli z 1566r. z cennym wyposażeniem.
Odpocząć można w kąpielisku nad jez. Wilczyńskim.





Źródła: http://regionwielkopolska.pl
             http://www.muzeum.com.pl/content/view/27/80/
            




środa, 8 kwietnia 2015

Kiedy sztuczny pieniądz wygrywa z prawdziwą wartością - żywą historią. OCHROŃMY DĄB ZAWIADOWCA!



TAK dla Zawiadowcy

2015/04/07

Mam około 250 lat… W sumie, to dokładnie już nie wiem ile, bo przecież drzewa nie liczą nocy i dni… Świat wokoło zmienia się, jak w kalejdoskopie. Ludzie, zwierzęta, budynki, wydarzenia ‚przychodzą’ i ‚odchodzą’, Ja jeden trwam. Byłem niemym świadkiem wielu wydarzeń z historii miasta, tych doniosłych, jak i tych haniebnych…
Dawałem cień powstańcom, witałem Marszałka Piłsudskiego, uchylałem się przed niemieckimi bombami, z bólem korzeni, konarów i liści patrzyłem, jak Żydzi kopią basen przeciwpożarowy u mych stóp. Radowałem się, kiedy utworzono wokół mnie tzw. Park Kolejowy, w którym chwile wytchnienia znajdowali mieszkańcy i podróżni. Z żalem patrzyłem, jak burzy się zabytkowy budynek dworca i stawia blaszany hangar. Smuciłem się wraz z mieszkańcami, kiedy w zaniedbanie popadał park wokół mnie, troskałem się, kiedy niemal pod moje korzenie podciągnięto płytę parkingu. Zadrżałem, kiedy niedawno pojawili się ludzie z piłami i bezpardonowo odcięli mi dwa dorodne konary… Drżę nadal, bo los mój jest niepewny… Bo dworzec… bo galeria… bo pasaż handlowy… bo pieniądz… bo zysk… bo brak poszanowania do tego, co żyje i do historii żywej miasta Konina…
Grupa inicjatywna utworzona przy Stowarzyszeniu AKCJA KONIN na usilne prośby mieszkańców, którym nie jest obojętny los, jednego z najstarszych drzew w mieście, a na pewno najstarszego na terenie Nowego Konina z rejonie dawnej wsi Czarków, postanowiła zawalczyć o uznanie tego drzewa pomnikiem przyrody. Dąb szypułkowy o nazwie ZAWIADOWCA liczy sobie w obwodzie 419 cm i wg szacunków Białowieskiego Parku Narodowego jego wiek, to ok. 250 lat. Drzewo samo w sobie jest już żywym pomnikiem historii miasta, symbolem siły i trwania, mimo przeciwności losu. Nie tak dawno bestialsko okaleczony Zawiadowca, dzisiaj nadal pozostaje zagrożony. OCALMY GO! OCALMY PAMIĘĆ MIASTA! OCALMY HISTORIĘ!
Zapraszamy wszystkich, którym nieobojętny jest los Zawiadowcy na stronę wydarzenia na FB   TAK! DLA ZAWIADOWCY Już wkrótce tam, ale także na stronie Akcji Konin będziecie mogli przeczytać o naszych kolejnych krokach w sprawie ocalenia tego wspaniałego drzewa.
Zaczynamy zbierać podpisy, które zostaną wykorzystane do zgłoszenia inicjatywy uchwałodawczej. Drukujcie, podpisujcie, zbierajcie podpisy i dajcie znać gdzie możemy podpisane listy odebrać, odbierzemy na pewno.
LISTA POPARCIA DLA ZAWIADOWCY w PDF

Za zdjęcia z powietrza Akcja Konin dziękuje Tomaszowi Szusterowi.

 Stowarzyszenie Akcja Konin - Miasto dla Obywateli - Obywatele dla Miasta

źródło  http://akcjakonin.pl/tak-dla-zawiadowcy/



 

 


sobota, 21 marca 2015

JARE GODY - DZIEŃ ZAĆMIENIA SŁOŃCA I RÓWNONOCY WIOSENNEJ

Niesamowity dzień, Zaćmienie i Równonoc, prastare pogańskie święto w tym samym czasie, to nie może być przypadek. Wszechświat pędzi swoim rytmem, bez bzdurnych ideologii, zbędnych barier, to jest dopiero wspaniała sprawa. Wszystko jest we wszystkim i nic bez wszystkiego.
Obserwacja Przyrody i tego, co poza nią to nałóg, taki fascynujący narkotyk bez którego nie można oddychać.
O słowiańskich Jarych Godach pisałam już wcześniej tutaj i tu. 

Z okazji Jarego Święta życzę wszystkim i sobie również, by nam się darzyło i byśmy cieszyli się życiem w każdej chwili naszego bytu.


 
niech nam bogi darzą cały rok!




  ŚWIĘTO JARE
Dziś jest dzień Jarego Święta Chwalmy Mokosz-Matkę Ziemię By wilgocią przesiąknięta Udźwignęła plonu brzemię
Chwalmy Słońce, zapach ziemi Które wiosna z sobą niesie Niech z cudami rozlicznymi Mroźnej zimy kres przyniesie
Święty ogień grzeje ziemię Dając jasny przykład Słońcu Co wśród chmur zimowych drzemie By swą moc zbudziła w końcu
Niech się pola zazielenią Niech je kryje barwne kwiecie Niech się wody złotem mienią Szepcząc cichą pieśń o lecie
Niech się rodzą silne dzieci Niech się młodzi łączą w pary Niech nasz głos od Bogów leci W sercach niech nie braknie wiary
Wiosna w lekkim wiatru tchnieniu Idzie ku nam w kwietnej bieli By zostawić nas w zdumieniu Że nam cud u stóp się ścieli. 
 
   *   *   *   *   *   *


                           Jare Gody

Wyrwani ze snu Swarożyca Żercy w ofierze złożyli Marzannę Świat ukazał ospale swe lica By móc rosy podziwiać poranne
Wiosna z burzą w orszak przybyła Perun gromem niebo upomniał Ziemię zielenią żywą pokryła A deszcz napić jej nie zapomniał
Strzybóg przegonił suche i stare Odsłonił świeże, wypędził chłód Jak matka ze snu oddechem stopił lód
Nowym życiem woda wezbrała Pani Mokosz wilgotna i płodna Wszelka natura do godów jest śmiała Oto pora co chuci jest żądna
Dnie nocą skąpią czasu okrutnie Słońce z Luną spór o władzę toczy Dopóki lato kłótni nie utnie I przesilenie rozjemczo nie wkroczy Będzie zuchwale świecić nam w oczy

    **    *    *    *    *    *    *    *    *    *    *


poniedziałek, 9 marca 2015

Krzysztof Pieczyński: Kościół zahipnotyzował dwa miliardy ludzi

***
Odległość pomiędzy tobą a mną ukochana
zakreśla nieistniejące granice wszechświata
oto ja jestem początkiem a ty jego końcem
wielkie niezmierzone nie do wyobrażenia
a czasami można go zamknąć w twojej dłoni
fragment  poezji "Słońce mruczy" Krzysztofa Pieczyńskiego
 za http://krzysztofpieczynski.pl/    




Poniżej artykuł, który znalazłam na onecie - wywiad z Krzysztofem Pieczyńskim, polskim reżyserem, aktorem, poetą i pisarzem. Wywiad zaciekawił mnie, ponieważ Pieczyński obrazowo opisuje formę manipulacji organizacji nad jednostką. Wypowiedź zmusza do zastanowienia się nad kwestią "jak to w końcu jest z tą pobożnością".  
Ceniąc człowieka za coś, nie musimy zgadzać się w  zupełności z jego poglądami czy całokształtem życia, Pieczyńskiego uważałam, i nadal uważam, za świetnego aktora, nie wiedziałam dotąd nic o jego życiu duchowym- co bardzo mnie zaskoczyło. Człowiek wolny od religii, to jeszcze nie większość, ale już nie ewenement




Jacek Gądek Dziennikarz Onetu
Dwa mi­liar­dy ludzi są "za­hip­no­ty­zo­wa­ne" przez Ko­ściół, sądzi aktor Krzysz­tof Pie­czyń­ski. We­dług niego Ko­ściół nie pali cza­row­nic tylko dla­te­go, że już nie może. - Po­la­cy utra­ci­li swoją toż­sa­mość wraz z przy­ję­ciem chrztu - do­da­je i przed­sta­wia swoją zdu­mie­wa­ją­cą wizję oraz jej źró­dło
.Jest Pan - tu cytuję - "opętany nienawiścią"?

Krzysztof Pieczyński: - Takie głosy do mnie nie doszły.

Ale w sieci aż wrze: Krzysztof Pieczyński - aktor "opętany nienawiścią" do Kościoła.

Ludzie oszczędzają mi takich słów. Kilka tysięcy osób pisało do mnie, podzielając moje opinie na temat Kościoła.

Na ponad tysiąc komentarzy, jakie po Pana wypowiedzi w TVN24 pojawiły się na Pana profilu na Facebooku, jednak było trochę negatywnych.

Może 1 proc. Ten, kto wyrazi swoją prawdę, czy to dotyczy rodziny, szkoły, pracy, kościoła czy polityki, otrzyma nalepkę "nienawiści". Ludzie rozpoznają w innych najszybciej i najintensywniej to, czym sami są, ale ukrywają to przed sobą. To syndrom wyparcia.

Dla niektórych jest Pan wręcz "opętany".

Moralność, która zdominowała Polaków, zawiera się w motto: to czego oczy nie widzą, serca nie boli. Opętani są chrześcijanie przez chrześcijaństwo.

Od początku?

Od IV w., kiedy rzymski cesarz Konstantyn przejął władzę i zaczęły się mordy na wszystkich, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa.

Wcześniej chrześcijaństwo było według Pana dobre?

Było interesujące i miało potencjał współpracy z innymi. Wczesne chrześcijaństwo było gnostyczne. Gnostycy chrześcijańscy mogli swobodnie porozumiewać się z gnostykami egipskimi, Druidami, wyznawcami Odyna w całej północnej Europie aż po Indie.
Kościół od dawna nie pali już czarownic na stosach.
Tylko dlatego, że nie może.

Tak?

Większość ludzi jest tak zahipnotyzowana, że tego nie widzi, a przecież mentalność Kościoła wcale się nie zmieniła. Stąd słowa nienawiści i pomysł, by egzorcyzmować tych, którzy widzą kłamstwa i hipokryzję Kościoła.
"Mentalność Kościoła wcale się nie zmieniła. Stąd słowa nienawiści i pomysł, by egzorcyzmować tych, którzy widzą kłamstwa i hipokryzję Kościoła."
Krzysztof Pieczyński
To jak Pana zdaniem działa Kościół?

Po wykorzystaniu wszystkich brutalnych metod sięgnął do dyplomacji, nakładania podatków na ludzi, ekskomunikowania nieposłusznych, manifestowania swojej władzy, palenia ludzi - heretyków jak Giordano Bruno. Kościół palił za wiedzę. Kazał rodzinom osób podejrzanych o wampiryzm wykopywać zwłoki i obcinać im głowy. Reformacja jednak zmieniła układ sił w Europie i pozbawiła papiestwo niepodzielnej władzy, ale w tym czasie w Polsce nic się nie działo - już wtedy byliśmy za żelazną kurtyną. A teraz Kościół skupia się na manipulacji naszą podświadomością.

?

Istnieje podświadomość, świadomość i nadświadomość. Świadomość pomaga nam poruszać się w świecie. To ego rozróżnia świat przez zmysły - dzieli świat na przeszły, teraźniejszy i przyszły. Człowiek jest jednak głębszy: ma też podświadomość czy duszę - która żyje poza czasem - i nadświadomość.

I Kościół Panu coś burzy?

Kościół wprowadza w podświadomość człowieka swoją własną matrycę: jesteś nikim i tylko Kościół może cię doprowadzić do Boga. Nasza podświadomość żyje poza czasem i przestrzenią, potrafi też kreować to, co uzna za prawdę - na tej zasadzie działają uzdrowienia. Omijanie świadomości i umieszczanie bez wiedzy człowieka informacji w jego podświadomości może go zniewolić i zamienić w bezwolną maszynę.

Pan w sobie tę "matrycę" widzi?

Tak. I wiele lat z nią walczę. Nasza dusza jest twórczym, boskim instrumentem, dostarczając wiedzę przypominamy jej o tym, co zapomniała przechodząc w materię. Jeśli pomiędzy świadomość a podświadomość zostanie włożona jakaś matryca, to dusza jest okłamywana. Krzyże, ceremonie, kadzidła, dzwony - to czarna magia, dzięki której Kościół zawładnął duszami dwóch miliardów ludzi. Państwo powinno więc zapewnić obywatelom ochronę przed Kościołem. Tymczasem, mając na sumieniu zbrodnie, Kościół wpływa na decyzje państwa i wtrąca się do edukacji. Jak ludzie mogą widzieć w nim autorytet?
Pan jak odpowiada sobie na to pytanie?

Są zahipnotyzowani. To jest zbiorowa hipnoza. A polski papież Jan Paweł II uczynił Kościół jeszcze bardziej bezkarnym. Wszystkie afery są załatwiane za murami kościołów. Nieprzejednany stosunek wobec stosowania prezerwatyw i środków antykoncepcyjnych jest nie tylko dowodem zacofania, ale i okrucieństwa.
"Ludzie są zahipnotyzowani. To jest zbiorowa hipnoza. A polski papież Jan Paweł II uczynił Kościół jeszcze bardziej bezkarnym. Wszystkie afery są załatwiane za murami kościołów."
Krzysztof Pieczyński
Został uznany za świętego.

Świętość to wymysł człowieka. Kościół też nie jest święty, bo przeszkadza w przyspieszonej ewolucji człowieka.
A jak miałaby ona wyglądać?

Pozwoliłaby odzyskać piękno człowieka adamowego - takiego, jakim był Adam, pierwszy człowiek, który miał ciało ze światła. Kościół przeszkadza w odzyskaniu przez człowieka tej "szaty chwały".
Ze światła?
Każda cząstka materii, każdy elektron w atomie ma swoją równowartość matematyczną w cząstce światła. Nasze ciało może zostać przebudowane w zgodzie z boskim obrazem. To właśnie jest nowa ewolucja, którą przyniósł Chrystus. Gdy to już się stanie, religia nie będzie potrzebna, bo o Bogu będziemy mówić w kategoriach wiedzy.

Kościelne dzwony, o których Pan wspomniał, w tym Panu przeszkadzają?

Kościół, także poprzez dzwony, włożył nam do podświadomości swój program: strach zamiast nowej ewolucji. Każde uderzenie dzwonu - szczególnie w nocy, kiedy człowiek śpi - jest informacją dla podświadomości, kto tu ma władzę.

A Pan co robi?

Od 15 lat jeżdżę ze swoimi książkami i spotykam się z ludźmi. Mówię im, żeby nie pozwolili nikomu zniszczyć swojej wrażliwości.

Jeśli czyjaś wrażliwość jest katolicka, to co? Według Pana jest spaczona?

Nie ma czegoś takiego jak wrażliwość i tożsamość katolicka. Do swojej tożsamości człowiek dochodzi długą i żmudną drogą.

Można przecież - i wiele osób tak czyni - patrzeć na świat przez pryzmat wiary.

Wolę patrzeć na świat przez własny pryzmat. Własnymi oczami i sercem, bo to nasza niewinność jest początkiem drogi do boskości.

W Polsce ponad 90 proc. osób to wierzący katolicy. I co? Niemal wszyscy ludzie w tym kraju są spaczeni?

Katolicy pozwolili na hipokryzję Kościołowi i sobie. Nie widzą, co Kościół robi z dziećmi, pozwalają mu na bycie ponad prawem. W małych miasteczkach ludzie uważają, że akupunktura pochodzi od diabła. To jest stan duchowej świadomości Polaków. O tym, czy 90 proc. Polaków jest katolikami, dowiemy się, gdy państwo przestanie finansować Kościół z podatków, a wierni będą go sami utrzymywać. A proszę mi powiedzieć: jakie są konsekwencje pierwszego zdania, które słyszy dziecko idąc na lekcję religii - "Bóg kocha Cię bardziej niż Twój tatuś i mamusia".

Nigdy nie słyszałem takiego zdania na lekcjach religii.

To zdanie jest niczym w porównaniu z bredniami, których uczy się dzieci.

A Pan chodził na religię?

Nie. I nie wiem, czy jeślibym chodził, to miałbym teraz siłę mówić to, co mówię.

Zna Pan kogoś, kto podziela taką Pana wizję duchowości?

Miliard ludzi na świecie. To Polacy wleką się w ogonie ludzkości. Polacy są ludźmi zniewolonymi, którzy nie chcą się obudzić.


A nie pomyślał Pan, że ludzie po prostu odnajdują się w Kościele?

Na tym polega doskonałość indoktrynacji.

W takim razie każdy wybór można by uznać za narzucony. I nawet jeśli ktoś mówi, że wybrał Kościół, to według Pana tak nie jest, bo ten ktoś jest zmanipulowany…

Kościół wprowadził swoją matrycę w podświadomość ludzkości. To próbuję mówić od 15 lat, ale nikt mnie nie słyszy.
Faktycznie nie zauważyłem, aby taka wizja spotkała się z pozytywnym albo szerokim odbiorem.
Poziom świadomości duchowej Polaków jest niski. Polacy są bardziej obudzeni politycznie. Wiedzą, że Putin jest zły i ma 80 proc. poparcia społecznego, ponieważ opozycja w Rosji nie ma dostępu do mediów. To samo jest w Polsce z religią. Istnieje jedna, katolicka korporacja, która kontroluje media, polityków i system edukacji. W ich rękach są dzieci - wychowywane w przesądach.
Moja wizja ma niewielki odbiór, bo niewiele osób o niej wie. Zaprzestańcie nienawiści i dajcie mi media do dyspozycji, a stworzę fundament, bez którego nie ma równowagi. Obecnie każda sfera życia w Polsce jest skatoliczona: urzędy, szkoły, system prawny. W sensie duchowym jesteśmy tam, gdzie są Rosjanie w sensie świadomości politycznej. Na moje spotkania przychodzi 40-50 osób. I to wszystko.

Pana spotkania są literackie - nie religijne?

Literackie, ale zawsze mówię o Bogu, dlatego niektórzy myślą, że jestem katolikiem.

Czuje się Pan siewcą nowej wiary?

Nowej? Nie. Chcę uwolnienia człowieka od religii, bo Polacy utracili swoją tożsamość wraz z przyjęciem chrztu.

To mówi Pan na spotkaniach?

Nigdy nie mówię o Kościele. Mówię o Bogu bez religii. Wtedy zawsze ze dwie osoby wychodzą, przeklinając pod nosem - to fundamentaliści. Połowa zachowuje rezerwę. A reszta jest zaciekawiona - gdyby jednak tych 40-50 proc. ludzi wypisało się z Kościoła, to Polska odzyskałaby niepodległość.


Pan się łudzi, że tak będzie?

Zobaczymy.

Kiedy?

Nie wiem, ale zobaczyłem, jak będzie wyglądał Kościół w przyszłości. Intuicyjnie zobaczyłem, że Watykan nie istnieje, a Kościół wyrzekł się całego majątku i istnieje w małych enklawach, gdzie kobieta i mężczyzna są kapłanami - na równych prawach. I każdy człowiek może tam pójść i porozmawiać o Ewangelii Tomasza: "Podnieś kamień a znajdziesz mnie tam. Rozłup drzewo a będę w nim".
Jezus z Nazaretu mówi, że Chrystus jest substancją, która przenika wszystko i jest podstawowym budulcem życia - to jest Zjednoczone Pole Energii, czyli przestrzeń kwantowa.

Co jest źródłem takiej Pana wizji?

Przez 25 lat szukam drogi do własnej duszy, a kiedy człowiek na takiej drodze jest absolutnie sam, to rodzi się w nim wewnętrzny przewodnik. To on przez obrazy i symbole mnie prowadzi.

"Mówi Pan bzdury!" - i co Pan odpowie na taką ocenę?

Nic. Nie chcę rozmawiać z ludźmi Kościoła ani z politykami. Rozmowa z Panem też jest bolesna. Nikomu nic nie narzucam, tylko mówię o Bogu bez indoktrynacji - do tego się przygotowywałem przez 25 lat i temu poświeciłem 15 lat życia w Polsce. I przez ten okres czasami otrzymuję znak, informację ze swojej podświadomości.


Pan ciągle usiłuje przekonywać ludzi do swojej wizji?

Inspirować.

Na ilu spotkaniach mówił Pan o tym?

Na około stu. Zaczęło się od książek i poezji. Moje książki są właśnie na ten temat.
I ludzie czasami wychodzą i mówią "a ten Pieczyński to chrzani…".
Nie słyszałem takich słów, ale część może tak myśli. Kiedyś nie chciałem przyjąć księdza po kolędzie, wtedy ministrant powiedział do mnie: weź spierda…! A ja po prostu nie mam potrzeby, by gościć księdza.

Jak Pan idzie ulicą przez miasto, to chyba Panu przykro, bo dookoła kościoły i krzyże.

Te krzyże działają na podświadomość. Należy je usunąć ze wszystkich publicznych miejsc z wyjątkiem kościołów. Przestrzeń publiczna nie może być miejscem indoktrynacji.

Czuje się Pan pozbawiony czegoś przez Kościół?

Absolutnie - tak się czuję. Jestem okradziony z partnerów do twórczej rozmowy, bo Kościół przeniknął także kulturę i sztukę. Przez to ludzie w Polsce produkują zbyt wiele mizernych kopii tego, co stworzono w innych krajach. Widocznie wstydzą się siebie i robiąc kalki myślą, że przez to będą lepsi.

A gdyby ktoś Panu zaproponował odprawienie nad Panem egzorcyzmów?


To ja zaproponuję, by postawić Kościół przed trybunałem za zbrodnie przeciwko ludzkości. Bo te zbrodnie żyją w naszej zbiorowej podświadomości. Człowiek rodzi się z ich traumą, a nie z grzechem pierworodnym. To, o czym mówię, to rzeczy dla mnie bardzo emocjonalne, natomiast Kościół opanował umiejętność niewyrażania emocji i prawdy, kontroluje się, jest w tym mistrzem.


źródlo: 

"W rzeczywistości kraje najbardziej zlaicyzowane – a więc te z największym odsetkiem ateistów i agnostyków - zaliczają się do najbardziej stabilnych, zamożnych i zdrowych, a ich obywatele cieszą się najszerszym wachlarzem swobód. Nacje najbardziej religijne z kolei, gdzie cześć Bogu oddaje się niemal na każdym kroku, należą do najbardziej niestabilnych i ubogich, nierzadko dotkniętych przemocą i uciskiem." źródło cyt.

poniedziałek, 2 marca 2015

Kiedy człowieka krew zalewa...

Po ciężkim dniu pracy wracamy do domu, po obiedzie i odprężającej kawie siadamy przed internetem, by zobaczyć co w świecie piszczy. Człowiek ma nadzieję, że się zrelaksuje, pośmieje, a tu czytasz... i cię krew zalewa! Adrenalina skacze jak po pięciu kawach! 
Prezydent zrobił z siebie pośmiewisko w Japonii, oczywiście z Polaków także, w końcu nas reprezentuje, ponadto Komorowski naraża Polaków na niebezpieczeństwo - bo kuźwa ze wstydu, to myślałam, że zawału dostanę. I co? Czy naród polski czuje się urażony tym, że nasz prezydent "dał ciała" i ukarze swojego "reprezentanta", który nie potrafi zapamiętać 16 punktów etykiety? Myślę, że po wszystkich spłynie jak po kaczce i  polecą z językiem na brodzie na kolejne wybory, bo poczują się ważni i będą łudzili się marzeniami, że na coś mają wpływ. 


Niewolnicy systemu, którzy nie widzą, nie słyszą i nie mówią??...








 
http://fakty.tvn24.pl/wideo-dnia,95/27-02-japonia-bronislaw-komorowski-do-szefa-bbn-chodz-szogunie,519561.html 



Prezydent zachował się jakby został przypadkiem oderwany od pługa, a tymczasem sądy w Polsce zabawiają się w skazywanie, uwaga- tu mamy dowcip roku - FIGLARZA ZA FIGLE! No ku*wa ręce opadają! Wardęga - znany dowcipniś, został skazany na miesiąc pozbawienia wolności za filmik
"Grandpa prank" w którym perfomer miał rzekomo biegać po centrum handlowym w Warszawie bez bielizny i udawać, że załatwia się do kosza na śmieci. 
Obejrzyjcie filmik, to przekonacie się, że na podstawie domniemywań i fantazji sędziego można skazać człowieka! Może sędzia miał fantazje seksualne związane z Wardęgą lub ze starszym panem (za którego figlarz się przebrał hmmm a może to nie był Wardęga).... :) i.... tylko mu się wydawało, że widzi fallusa na filmie. Kurczę, przecież żeby udowodnić Wardędze winę, muszą mieć dowód na to, że latał z gołą pupą w miejscu publicznym, więc jeśli sąd ma być sprawiedliwy to proszę o filmik gołej życi Wardęgi! :))))) 
Poniżej komentarz Wardęgi z https://pl-pl.facebook.com/sawardega

SA Wardęga z: Sylwester Adam Wardęga
Aktor/reżyser · 1 524 992 osoby lubią to
· 3 godz. ·
I lost my freedom because of "Grandpa Prank" ;/
Właśnie dostałem wyrok skazujący mnie na miesiąc pozbawienia wolności
Chodzi o film "Grandpa Prank" i sytuację, w której rzekomo biegałem po Złotych Tarasach ze spuszczonymi spodniami oraz sytuację, w której udawałem załatwianie potrzeby fizjologicznej do pojemnika na śmieci. Ok, rozumiem, nie wolno biegać bez majtek w miejscu publicznym... ale, przecież miałem na sobie spodenki. Mój kolega w postprodukcji zablurował moje okolice bikini Emotikon grin...i chyba dobrze mu to wyszło bo sąd dał się nabrać i bez dowodów skazał mnie za bieganie bez majtek... nie o taką Polskę walczyliśmy Emotikon tongue Rozumiem, że polskie sądy wkrótce skażą Tyriona Lannistera za zabicie ojca kuszą w wychodku - Dowody też są niezaprzeczalne Emotikon smile
Po drugie... z Centrum Handlowego wyrzucono wtedy Dziadka... a po 10 minutach wrócił Wardęga bo zgubił rękawiczkę. Skąd pewność, że Dziadek był mną? Czy w tym kraju bez dowodów można kogoś skazać? Ależ owszem... czemu nie? Wardędze za całokształt wyrok pozbawienia wolności należy się! Trzeba się odwołać i liczyć na uczciwy proces. Jak przegram to kupcie mi proszę mydło w płynie... bo nie chciałbym, żeby zwykłe mi spadło pod prysznicem...
Mimo wszystko ja się nie poddaję, dalej będę robił swoje Emotikon smile już niedługo 3 mln subskrybentów Emotikon smile może uda się dobić do okrągłej liczby przed uprawomocnieniem wyroku
Subskrybujcie: https://www.youtube.com/user/wardegasa?sub_confirmation=1


To nie pierwszy problem Wardęgi z "prawem". Został ukarany za ciasteczkowy telefon :)))))))))))
Oczywiście dla sądów ciasteczkowy telefon to sprawa najwyższej wagi państwowej a my płacimy na "śpiące księżniczki" - filmik poniżej.


Oczywiście bańka mydlana, w której były moje ostatnie krople marzeń o sprawiedliwych sądach w Polsce prysła. Ten wyrok to jest PROFANACJA ORGANU PAŃSTWOWEGO powołanego do stosowania prawa!!!!
Pedofile w sukienkach latają po wolności a ludzi karze się za poczucie humoru, prezydent ze swoim czarnym humorem myśli, że zaszpanił Japończykom a zrobił z siebie klowna. Polska rzeczywistość.....hm...czy to aby Polak?
Jakbym nie miała szacunku do Urzędu Prezydenta RP, to powiedziałabym, że prezydent to debil, w związku z tym tak nie powiem.  ;)