jagaa

jagaa

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Święta Jare Gody w słowiańskim domu

 21 - 26 marzec to czas, kiedy Słowianie i inni Poganie świętują :)Są to święta wesołe i obfite, jak na słowiańką tradycję przystało.

W naszym domu na Jare ostatnimi czasy pobrzmiewa piosenka Arkony "Jaryło"



Jak zawsze w ów święta na stole królują jajka. W tym roku ubrane w szczypior i pomidory. 
Następnie, jako danie główne, był ŻUR.






Mój żur został sporządzony na domowym zakwasie. Zakwasy dostępne w sklepie są oszukane, bo dodają do nich konserwanty i kwasek, dlatego żurek na nich jest taki kwaśny i niesmaczny.

Przepis na ZAKWAS na ŻUR:

Do naczynia wsypać 10 łyżek mąki żytniej,
4 duże ząbki czosnku (nie obierać, całe lekko rozgnieść razem z łupinkami)
4 groszki ziela (chodzi o ziele angielskie, ale nie używam tej nazwy, bo ów ziele nie pochodzi z Anglii ;)
2 liście laurowe (więcej o liściu laurowym i jego właściwościach na str. zielnik.herbs2000)
1 kromka razowego chleba
1/2 litra wody

Całość mieszamy koziołkiem drewnianym, żeby nie było grudek, przykrywamy (najlepiej lnianym) materiałem. Ja robię tak, jak kiedyś moja prababcia i babcia - rodem z dalekiego wschodu ;) 
Odstawiamy w ciepłe miejsce (jak nie będzie odpowiedniej temp. to zakwas nam spleśnieje) na 3-4dni, pamiętamy żeby parę razy na dzień przemieszać koziołkiem pozostawionym w gliniaku - poniżej na zdj.

zakwas na żur

zakwas na żur

domowy zakwas na żur

 No i z takiego zakwasu robimy żur;

Wlewamy do baniaka (tak się mówi na garnki ;)  ) zakwas, dolewamy wg uznania wody. Jak ktoś woli to można zakwas przecedzić z łupinek, ja nic nie cedzę.
Dodajemy kiełbasę i cebulę, gotujemy około pół godz. pod koniec wrzucamy pietruszkę, szczypior, doprawiamy solą i pieprzem. Oddzielnie gotuję ziemniaki i jajko. 
Oczywiście z żurem można kombinować jak z naszym bigosem;
świetnie smakuje żur z wędzonką np. z wędzonym boczkiem lub z wędzonymi żeberkami. 
Ciekawe przepisy na żur znalazłam na str. kuchnia-polska

żur Dobrosławy





cebulowy podpłomyk
Z wikipedii:
Podpłomyk, wychopieniek - rodzaj prymitywnego pieczywa w postaci małego placka.
Podstawowymi składnikami podpłomyków są mąka, sól i woda. Wypiekane były przez dawnych Słowian na mocno rozgrzanych kamieniach, później na blasze. Obecnie podpłomyki są pieczone jako prosty substytut chleba, często podawane są z miodem lub konfiturami.
Podpłomykiem w niektórych regionach Polski (np. na południowym wschodzie) nazywano próbny wypiek dla sprawdzenia temperatury w piecu chlebowym. Był to płaski placek o średnicy ok. 30 cm, zrobiony z tego samego ciasta co chleb. Po nagrzaniu pieca był pierwszym wypiekiem. Jeśli po upływie określonego czasu był wypieczony, znaczyło to, że można wkładać właściwy chleb. Jeśli był niedopieczony, należało dodatkowo dogrzać piec. - no i kolejna BREDNIA wikibredni. PODPŁOMYK we wschodnich terenach Polski, w latach 40tych na przykład, był niekiedy jedyną strawą na długie dni. W czasach kiedy przesiedlano moją rodzinę ze Lwowskich Ziem na tereny dzisiejszej lubelszczyzny (dawniej zamojszczyzna), panowała tam bieda i głód. Moja cioteczna babka opowiadała mi, że szukali po polach ziarna - nie raz była to tylko garstka pszenicy lub żyta - samosiewki, które zostały po poprzednich właścicielach, mielili to ziarno, do tej mąki dodawali wodę i to był PODPŁOMYK. Kiedyś wypiekany na ognisku, lub latem na rozgrzanym kamieniu, i w piecach chlebowych. Mądrale piszący dzisiejszą historię bardzo często mijają się z prawdą. I to "prymitywne pieczywo" jak nazywają to jahwistyczni bredniopisarze, było daniem głównym naszych Przodków w ciężkich czasach. A ja dodam od siebie, że Podpłomyk smakuje mi LEPIEJ niż pseudowypieki naszych piekarni - gdzie królem jest konserwant-bleee. D.

Podpłomyk zawsze jest na moim stole przy każdych świętach, jako przysmak i jako symbol przeszłości moich Przodków. 
W tym roku piekłam też "podpłomyk na cieście drożdżowym" w wersji cebularza :) (zdjęcie wyżej - pniżej podpłomyk tradycyjny czyli mąka+woda, niestety pieczone na patelni zamiast na kamieniu ;)

Podpłomyk
 


 Słodkości obowiązkowo muszą być. W tym roku piekłam przekładańce - czyli biszkopt z masą kremową i drugi "zebra" z masą karpatkową - przepis mojej mamci.

słodki placek na Jare


przekładaniec na słodko - domowy bez konserwantów


taki napój na rozluźnienie mięśni ;) słowiański dzban obfitości :))))



  
Oczywiście przy świątecznym stole nie mogło zabraknąć naszego Domowina - kochaną Balbinkę. Co prawda nie sięga do stołu, ale  przy stole musi mieć swoją miseczkę, bo inaczej nie zje - najbardziej lubi jeść wtedy, kiedy jedzą inni.






 Przeważnie na Jare kwitły żonkile, ale w tym roku Śnieguroczka nie odpuszcza, więc zadowoliłam się sklepowymi tulipanami. Byle żółte -kolor żółty to symbol Słońca


                            Balbinka niuchała zafascynowana tulipanami ;)




Na Jare Święto i dziś Przyroda w wydaniu zimowym. Oj Jaryło się ociąga ;)


W święta najważniejsza jest Rodzina. To jest danie główne. Nie ważne czy zrobimy żur czy inne przysmaki. Ważne, by rodzina była razem, nie tylko fizycznie, ale też duchowo.
W moim rodzinnym domu ważna dla mnie była ta krzątanina w kuchni, te przecudne zapachy unoszące się w całym domu. Wypieki domowe. To jest prawdziwy akcent świąt. Nie mają dla mnie żadnej wartości wypieki czy gotowe dania kupione w sklepie. Staram się robić tak, jak kiedyś było w domach moich Przodków.

12 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawie. W ogóle- świetnie,że znalazłam Twojego bloga.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy i dziękuję za odwiedziny.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Barbaro :) Dzięki za kamplementa ;) staram się, by w moim domu było, bynajmniej, podobnie jak w domach naszych Przodków. Oczywiście należy w to wplątać swoją twórczość :)

    U nas zima nie odpuszcza, śnieg leży sobie, trochę topnieje, trochę dopada, tak to z Naturą bywa... Kiedyś śniegi bywały w marcu czy kwietniu, bo kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy i.... trochę zimy ;) Ale powiem Ci, że już marzy mi się ta prawdziwa wiosna, pączki, zielona trawa, jak dla mnie to za długo tej Śnieguroczki.
    Pocieszam się tym, że (ponoć) jak długo zima trzyma, to będzie upalne lato.
    A propos, czytałam jak opisywałaś, że u Ciebie tam zielono, ciepło, wiosna...to trochę nie mogłam uwierzyć, bo na wschodzie wszystko zasypane było, brat był na Białorusi-to też zawiane śniegiem, w tv tylko zima i śnieg...hmmm gdzieś Ty była ?? ;)))aż Ci ciut zazdrościłam.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo Słońca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "gdzieś Ty była??" -to pisałam tak trochę ironizując ;)absolutnie nie miałam na myśli żebyś podawała dokładne położenie geograficzne ;)
      Nad Wartą mieliśmy tylko 3-4dni wiosny, naprawdę było ciepluchno a potem zaś biało...

      Tak, tak czytałam o wściekłych zazdrościach Emu na Twoim blogu:) Wiesz, płeć męska dumną zazdrość ma już zapisaną w genach. Spojrzysz na innego (nie raz przypadkiem) a facet w chwil kilka stworzy historię, gdzie moda na sukces się chowa.
      Ale to taki ich słodki urok (jeśli ta zazdrość nie zaczyna nam przeszkadzać).

      A z tv u mnie niedługo będzie podobnie, moje stare pudło samoistnie przestanie działać :) Nie żal mi będzie, bo wiadomości płynące z tv to margines rzeczy istotnych. Na szczęście jest taki cudowny wynalazek jak internet, więc każdy sam może wyselekcjonować to, co ważne..

      To przyjemnego szumu życzę ;)

      Usuń
  5. witam serdecznie :)
    dziękując jednocześnie za możliwość zaglądania do takich miejsc jak Twoje

    w kwestii podpłomyków zresztą nie tylko wiki pokazuje żydłacą ignorancję i głupotę
    moja rodzina również z woj Lwowskiego a powiatu Stanisławowskiego pochodzi zresztą namiastkę tychże podpłomyków miałam możliwość próbować aż do polowy lat 80 ubiegłego stulecia ech pieczone paska ciasta przy okazji wyrabiania makaronu wprawdzie na kuchni opalanej drewnem nie na kamieniu smakowały jednak wybornie :) często żałuję smaków mojego dzieciństwa bo teraz potrawy z półproduktów wspomaganych chemią oraz przyrządzane "na gazie" w żaden sposób nie smakują jak kiedyś

    Pozdrawiam Baszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Baszka, jak miło, moja rodzina pochodzi z Obydowa.
      Smaki z naszego dzieciństwa nie zapomnimy na szczęście nigdy, zapach babcinych potraw,zapach łąk, pola ze zbożem - wspomnienia bezcenne ;)Tak, mi też babcia paski, przy wyrabianiu makaronu, piekła na kuchni - takiej z duchówką i zapieckiem :)
      Ja staram się unikać antyżywności przetworzonej, co mogę to robię sama.

      Pozdrawiam serdecznie. Odezwij się jeszcze :)

      Usuń
  6. Witaj Dobrosławo :)
    moja rodzina zaś pochodzi z Rudy 40 km od Lwowa no kręcili się między Żydaczowem Stryjem Lwowem i Rudą :)poniewąż w Żydaczowie mieszkała babci siostra a w Stryju dziadka a w Lwowie jedne z dziadkowych braci studiował weterynarię ech
    no i oczywiście masz rację że kuchnia musiała być z zapieckiem a na nim przez chwilę dojrzewało wino z dzikiej róży i duży sagan z mlekiem na ser i serwatkę za to w duchówce podsmażaliśmy jabłka i pestki z dyni :) ależ mnie wzięło na wspomnienia :)
    również staram się unikać przetworzonej żywności dlatego mam ogród i wiele przetworów robię sam zresztą staramy się jak najwięcej nabyć od rodziny i znajomych rolników chociaż zdawało by się że tych rolników z każdym rokiem coraz mniej :(
    a przecież kiedyś pamiętam że radzili sobie całkiem dobrze


    Dobrosławo :) widzę że nabywasz księgę Ruty Czesława Białczyńskiego ech znasz może koszt Księgi ? strasznie chciałabym ją nabyć :) mam Księgę Tura niestety nie namacalnie a w czytaniu jest kolosalna różnica między taką którą mogę wziąść do ręki i smakować treść a taką zapisaną w komuterze

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Baszka

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Baszka, Księga Ruty, z tego co zrozumiałam, to po 13maja będzie kosztować 140zł +koszt wysyłki, a teraz z przedpłatą to 120zł i bezpłatna wysyłka. Ja wpłaciłam wcześniej, bo chciałam z dedykacją ;)
    Właśnie Tura nienamacalną to też mam ;) ale to nie jest to, ponoć na jesień br.będzie wznowione wydanie Księgi Tura:)))

    Masz rację, rolników coraz mniej...a ludzie wolą kupić gotowca niż wyhodować samemu w ogródku. Rozumiem, że niektórzy nie mają ogrodu, ale kurczę przecież np. zamiast substancji przypominającej sos pomidorowy - czyli keczup po łamerykański, można kupić świeże pomidorki - zioła prowansalskie trochę soli i pieprzu i gotowe!
    Ale jak chcą się truć i swoich bliskich to niech się trują.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Dobrosławo
    bardzo Ci dziękuję za informację o kosztach Księgi Ruty :) sądziłam żę będzie wyższy więc westchnęłam z ulgą :)
    a co do różnych przetworów zamierzam w tym roku zrobić nalewkę z młodych pędów sosnowych a od wiosny od kilku lat wmuszam w rodzinę sałatki z dodatkiem pokrzywy i mniszka i tak naprawdę to chęci są najważniejsze :)
    natomiast wszelka amerykanizacja doprowadza mnie do białej gorączki jakbyśmy my Słowianie własnej mowy nie mieli :(
    Pozdrawiam
    Baszka

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj, Baszka a wiesz coś więcej na temat tej nalewki z młodych pędów sosny? (właściwości i ile tego można spożywać itp) Właśnie czekam aż mi sosenka większe pędy puści (wiem, że najlepiej zbiera się je wiosną - te pierwsze pędy), bo też chcę zrobić syrop. Nie wiem jaki Ty masz przepis, mój tata to zasypuje je cukrem i taki syrop wychodzi - dawał mi to na kaszel jak byłam mała :)
    Jeśli chodzi o pokrzywę, to znajoma dodaje ją do żuru na własnym zakwasie - pycha!
    Tak, chęci są najważniejsze ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń