jagaa

jagaa

piątek, 2 grudnia 2011

Masław znad Warty- piórem walczyć mi potrzeba...



Myśliciel, filozof , poszukiwacz i odkrywca swojej sławiańskiej tożsamości,
Sławiciel Sławiańskich Ziem i piewca Sławiańskiej Tradycji,






Wielbiciel twórczości Juliusza Słowackiego, od roku pracuje nad opowiadaniem pisanym wierszem 
pt." Pastereczka "- inspiracją do powstania tego utworu był "Beniowski",
Strażnik Siedmiu Dębów,




Człowiek, który świadomie żyje zgodnie z Prawami Natury,




Słowotwórca, również szybko, trafnie i ciekawie interpretuje znaczenie i pochodzenie słów,




Kiedyś powiedział: "ludzie broniąc swojej kultury sławiańskiej walczyli mieczem, ja będę walczył piórem! Tak, piórem walczyć mi potrzeba..."
Jak rzekł, tak czyni. Sława mu za to!


poniżej fragment utworu "Pastereczka";



Pastereczka

Na skraju łączki pastereczka stara
Co dzień wypasała swe rogate bydło
Które tu miało wygody od zaraz
Gdyż Bór stary cienia rozpościerał skrzydło

Przed Słońcem. Z którem promieniami ranka
Razem wstawała stara pastereczka
Wychodząc Słońcu kłaniała się z ganka
A na jej ustach od rana piosneczka

„Oj krówki moje będziecie się pasły
Dla was baranki też wystarczy jadła
Na niebie gwiazdy już wszystkie wygasły
Swaroży promień grzeje moje stadła”

Śpiewała oprzątek szykując zwierzynie
I ptactwu, co nie szło z babcią na pastwisko
I nim chwil następnych już kilka upłynie
Siedzi już pod borem, bo jest bardzo blisko

Z wioski gdzie chałup stoi tak niewiele
Przy drodze, co wiedzie do murów zamczyska
Jej stara chata przy nowym kościele
Tej „świętej ziemi” jest sąsiadka bliska

A teraz pasie swoje stadko małe
Pies stary, wierny, leży u jej boku
Z kiesy wyciąga jakieś szmatki białe
Będzie na szydełku pracować do zmroku

Gdyż znana była z swojego zajęcia
Ozdobne makatki lenne wyrabiała
Lecz nim gotowe były do wzięcia
Pięknie kolorowo je przyozdabiała

Lubiana we wsi, szanowana wielce
Gdyż nie raz bydło jej tam powierzano
Do pracy swojej całe kładła serce
Dlatego bez granic babuni ufano

Dzisiejszy dzionek niczym się nie różni
Od dni poprzednich pełnych pracy przecież
A tylko do wsi dziś jacyś podróżni
Zajechali, przypatrując się w drodze kobiecie

Budowy koniec kościoła święcili
A że niedzielą zwał się tamten dzionek
To modły swoje wtedy odprawili
Aż z krzyża uciekł spłoszony skowronek

Głosem niskim, obcym, przeraźliwym
Co niósł się po wsi echem tak donośnym
Jakby sam Perun z gniewem tak straszliwym
Trzaskał w najgrubsze, w lesie, wielkie sosny

A pastereczka cicho i spokojnie
Raz na Słoneczku raz w cieniu pracuje
Dogląda krówek, pies patrzy dostojnie,
Coś tam znowu nuci, wolno szydełkuje

Słońce wysoko, więc Jemu się kłania
Rozpakowuje małe zawiniątko
Pies, choć jest stary, nogami nie słania
A już usłyszał „Chodź piesku jedzonko”

Potem dobywa drugie zawinięcie
W nim kromka chleba i pętko kiełbaski
Swojskiej roboty, spieczone na pięcie…
W borze gałęzi dziwne słychać trzaski
 (...)

1 komentarz:

  1. Ależ jestem ciekaw człowieka! Sława mu za to!

    OdpowiedzUsuń