środa, 22 czerwca 2016

KUPALNOCKA - Słowiańskie Święto - Noc Kupały - Noc Świętorujańska

"Obchodzone w okresie letniego przesilenia, było świętem jedności, połączenia ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety, urodzaju i płodności, miłości i radości, pełnym magii i wróżb." http://www.nocswietojanska.swieta.biz/


 Noc Kupały, zwana też Kupałą lub Kupalnocką, Noc świętojańska, przypada na najkrótszą noc w roku, z 21 na 22 czerwca.


o Najkrótsza noc w roku Noc Świętorujańska, Noc Świętoruska. W czasach przedchrześcijańskich nazwę wywodzono od słowa „Kup” – żarzyć, co kojarzy się z ogniem i jego bóstwami. Kupała to najprawdopodobniej bóstwo solarne dawnych Słowian. Kupała była boginią miłości, płodności i urodzaju oraz patronką „mądrych niewiast”. To słowiańskie święto obchodzone w najkrótszą noc w roku, najczęściej z 21 na 22 czerwca. Noc Świętojańska lub Świętorujańska to noc, w której według wierzeń schodzą się Gaj i Ruja (Lato z Jaruną – Jarowitem, czyli Wiosną), miała wiele nazw: Noc Kupały, Kupalnocka, Noc Kupalna, Sobótka, Noc Świętojańska. Sobótka to nazwa, która wywodzi się od obrzędowych ogni palonych nocą, czyli sobótek. Święto dwóch żywiołów: ognia i wody, które przedstawiały pierwiastek męski i żeński. Po przyjęciu chrześcijaństwa najpierw próbowano zwyczaj wykorzenić jako pogański. Zakazano święta. Jednocześnie podjęto próby zasymilowania Kupalnocki z chrześcijaństwem. Świętom pogańskim nadano symbolikę i sens chrześcijański. W wyniku tych prób przeniesiono je na 23 czerwca – wigilię święta Św. Jana Chrzciciela, a więc Sobótce nadano patrona. Tak więc Sobótka to święto łączące ze sobą obrzędowość antyczną, słowiańską i chrześcijańską.
Wierzenia i obrzędy a magia Nocy Świętojańskiej (fragment). Autorki: Barbara Polasińska, Agnieszka Kwiatkowska i Katarzyna Leszczak

*
Czy współczesny Polak ma świadomość, że posiada rodzime, starodawne swoje Święto Zakochanych, ową Noc Kupały czy Sobótkę, która na zasadzie katolickiej obróbki adaptacyjnej ma charakter palenia ognisk i puszczania wianków na wodę w Noc Świętojańską, bez zrozumienia sakralnej treści tychże czynności, co? Zdecydowanie nie, bowiem nauczono go w zalewie informacji o charakterze „faktów medialnych”, że takim świętem są Walentynki. I choć to oczywista „bujda na resorach” wielu Polaków tak myśli, bowiem tak „telewizja pokazała, a uczeni potwierdzili”…
Czym, zatem, dla współczesnego Polaka są Walentynki? Tym, czym dla otumanionego pielgrzyma nierzeczywistości stojący do dziś we Wrzeszczu sowiecki czołg T34, monumenty upamiętniające demoniczny pochód Czerwonej Armii przez terytorium Polski, Pajac Kultury w Warszawie, czy Halloween, dla przykładu, a więc fałszem historii i „obcością oswojoną”, bowiem jako naród cierpimy na historyczną amnezję, kastrację owoców wysokiej kultury, sztuki myślenia krytycznego, za to ze znakomicie rozwiniętym "owczym pędem" do konsumpcji żałosnych gadżetów kultury masowej i tolerowania „brudu ideologicznego” w naszej przestrzeni miejskiej. Walentynki, to nie święto miłości, tylko wielkie święto korporacji i mniejszych producentów śmiesznych i pustych symboli (pseudo)miłości sprzedawanych w "trybie nakazowo rozdzielczym", bo przecież tak trzeba, bo „tak robią wszyscy”, tak samo, jak żrą pokarmowy "kał" w "świątyniach ludu” MC Duplardsa i piją kwas fosforowy, słodzony, rozpuszczjący laboratoryjnie zęby, a zwany Coca Colabora. Jeśli coś jest "terndy", "cool", czy "zajebiste", nie znaczy, że jest to dobre i mądre. Tak, tak, wystarczy pomyśleć krytycznie, a obraz świata, niecnie wykreowany przez "banksterów", korporacje i rezydentów ideologicznych (tych, co zdradzili komunizm dla kapitalizmu!) w III RP, aby wyciskać pieniądze z otumanionych konsumentów, jak z "dwónożnych cytryn", nagle staje się inny, bogatszy, ciekawszy, podatny do odkrycia nakładem "słodkiego wysiłku twórczego", a nie tylko do „zgapienia” w TVP&Co, czy kupienia w galerii handlowej...
My, czyli potomkowie słowiańskich przybyszów na ziemie terytorium obecnej Polski, mamy swe pradawne święto miłości. Ale nie jest ono pochodzenia chrześcijańskiego, neomozaistycznego, bowiem doktrynalne wskazania kościoła kwalifikują miłość cielesną i radość z nieskrępowanego realizowania hedonistycznych porywów Erosa, jako zło, "nieczystość", zachowanie niemiłe bogu, przepraszam, Panu Zastępów! Błogosławią tylko posępnej, obowiązkowo bez przyjemności realizowanej, a prowadzącej z założenia tylko do pomnożenia "trzody wyznawców", miłości małżeńskiej. Kupała, to pradawne bóstwo wyzwolonej miłości, patron (czy patronka, to nasze domysły, bowiem zniszczono wszelkie dokumenty tradycji pogańskiej) owej nocy szalonych tańców, odnajdywania przeznaczonych sobie partnerów, sakralny „napęd” radosnej, impulsywnej miłości cielesnej na łąkach, w lasach, na brzegach rzek, to personifikacja i afirmacja radości Natury, co mieszka w nas, spełnienia w pradawnym instynkcie pomnażania życia i radości istnienia. Lecz nie tylko, samego seksu, ale także emocji porozumienia ponad podziałem płci, radości istnienia i rozkoszy, których w życiu tak niewiele, więc pamiętajmy: "w życiu ważne są tylko chwile", te chwile, wedle Mircei Eliadego, religioznawcy i etnografa, kiedy błahe emocje i niemrawe zachowania zastępuje „święty ogień paroksyzmu sakralnych uczuć i aktów rytualnych”.
To święto nie nazywało się nigdy w czasach pogańskich Nocą Świętojańską, a było to jedynie Święto Kupały lub Noc Kupały, noc panowania słowiańskiego Kupały (z indoeuropejskiego rdzewnia "kup" - pożądać) odpowiednika rzymskiego Kupidyna (Amora, Erosa), patrona miłości zmysłowej, płodności i obfitych plonów rolnych, którego partnerką była zapewne Mokosz, bogini urodzaju i deszczu, także tkactwa, płodności i miłości, mająca odpowiedniczki w rzymskim panteonie - Wenus (Afrodyta), bogini frywolna, patronka miłości cielesnej i zalotów lub Diana (Artemida), pani pól, lasów i Księżyca. Noc ta nazywana także była Sobótką, genetycznie od soboty, ongiś wigilii każdego święta letniego ognia, a tu chodziło o wielkie święto Letniego Przesilenia, ruchome w swym charakterze. Święto to dedykowane było Słońcu, które jako źródło życiodajnego ciepła i światła przez wszystkie dawne ludy słowiańskie było personifikowane jako centralna osoba boska. Zatem wolna miłość w noc poprzedzającą najdłuższy dzień, dzień tryumfu Słońca, światła życiodajnego i światła duchowego, to nasze prawdziwe Święto Zakochanych, którzy nie kupują gadżetów, tylko plotą wianki z bylicy (piołunu) i nie obdarowują się drogą bielizną, zasilając kieszenie wytwrców gadżetów, "ekonomicznych pijawek", ale zdzierają z siebie odzienie i nadzy wstępują w wielkie, taneczno-erotyczne, kupalne misterium przemian Natury!
Tyle na temat, tego, co z ducha tradycji i smaku życia powinno być prawdziwym Świętem Zakochanych u nas, w Dorzeczu Wisły. I choć nie ma błogosławieństwa „kościółka”, ani nie zachęca do jego kultywowania pryma(u)s Polski, czy  też rój telewizyjnych celebrytów i „moralnych autorytetów”, to jednak ono właśnie w "duszy nam gra", bo owa dusza, pomimo starań duszpasterzy i kościelnej „kradzieży” tradycji pogańskiej, jest właśnie POGAŃSKA, nie znaczy gorsza, barbarzyńska, lecz archetypicznie nam właściwa, bogata w dawne, zapomniane symbole i rytuały ożywiające ich treść, ale nigdy nie judeochrześcijańska! Ta, bowiem została importowana z Bliskiego Wschodu i politycznie scalona z pogańskim kultem Sol Invictusstała się polityczną "poprawnością" w Europie i w jej to imieniu odbywały się "krucjaty" przeciw poganom, czyli  Połabianom, Łużyczanom, Pomorzanom, Katarom, Jadźwingom, Galindom, Prusom i Litwinom, który albo wyginęli eksterminowani, albo ulegli chrystianizacji. Musimy pamiętać i wewnętrznie odczuwać ten stan "wydziedziczenia", choć powrotu do "dawnej rzeki" nie będzie, ale zanurzenie się w zrekonstruowanej symbolice słowiańskiej może nam wiele uzmyśłowić, pomóć zrozumić nasze duchowe potrzeby, lęki i pasje, te naturalne, nam przyrodzone, tak... Chrześcijaństwo jest wiarą narzuconą Europie, jest politycznym wyznacznikiem słuszności i przynależności do Kultury Łacińskiej, ale czy jest dobre, mądre i sprawiedliwe, niech zaświadczą niezliczone, płonące stosy heretyków i czarownic, krucjaty i zniszczone duchowo i materialnie obyczaje pogańskie, współcześnie - pedofilia kapłanów i kolaboracja ze służbami bezpieczeństwa. Zatem tradycja pogańska na pewno nie jest gorsza i "dziksza" od chrześcijańskich "wartości"...
Dusza judeochrześcijańska jest nam obca kulturowo, choć przez zasiedzenia stała się "swojska", ale de facto niezmiennie duchowo toksyczna, lecz na zasadzie szantażu obyczajowego i otumanienia katechizmowego pt. „Polak-katolik”, smętnie egzystująca, jako wszczepione „ciało obce” w naszych, nadwiślańskich umysłach. Jeszcze 500 lat temu w epoce Złotego Wieku w Rzeczypospolityej obywatel miał wolność wyboru wyznania i światopoglu, a więc poszukiwanie naszej słowiańskiej tożsamości było czymś oczywistym i inspirującym. Jan Kochanowski z Czarnolasu, ojciec znanej nam polszczyzny, był przykładem całkowicie pogańskiej filozofi życia, której wyrazem była jego twórczość, fałszywie postrzegana, zarówno przez  interpretację klasycystyczną i „ograniczania” świadomości interpretatorów katolicko-protestanckich, którzy odmawiają temu poecie jego oczywistej pogańskości, jak również powojenni, ideologiczni ateiści komunistyczni są fałszywi i kompletnie nienaukowI w swej "egzegezie", podszytej marksistowską propagandą.TYLKO TADEUSZ ULEWICZ WIDZI PIERWISATKI POGAŃSKIE U KOCHNOWSKIEGO, JEGO SŁOWIAŃSKĄ MIŁOŚĆ DO ZYWIÓŁÓW NATURY I RADOŚCI ISTNIENIA... Zatem czas Kupały, to dobry moment, aby nasza, ukryta pod zwałami obcej, nieadekwatnej powłoki teologicznej, stara, właściwa nam, słowiańska dusza dokonała aktu „wyzwolenia z okowów” i radośnie zatańczyła przy świętym ogniu, w ramionach kobiety odkrywającej swą "dzikość", pod granatową kołdrą nieba, w którym, wedle zniszczonej tradycji, nie mieszka mściwy i zawistny pustynny Jahwe, a świetlisty wojownik Perun! Darz Bóg!                                                                    *
AntoniK
Ps. Poniżej wypis z Glogera na temat historii Sobótki.
"Sobótka. Najnowsze badania wyjaśniły nam w zupełności początek nazwy sobótki. Biskup poznański Laskarz w wieku XIV statutem swoim zakazuje tańców nocnych w wigilje przedświąteczne,  t.j. w soboty i w wigilje uroczystości, przypadających w lecie, a zatem przed świętem Jana Chrzciciela, Piotra i Pawła. Z zabaw tego rodzaju najwspanialszą być musiała  S o b ó t k a  w okresie katechizmowo świątecznym, t. j. na Zielone Świątki. Kaznodzieja krakowski Jan ze Słupca powiada, że tańczą podczas Świątek w lecie niewiasty, śpiewając pieśń pogańską. Stwierdza ten obyczaj, jako jeszcze pogański, statut synodu krakowskiego z  r.1408. Na Sobótkę, którą zawsze obchodzono wieczorem w sobotę przed jednem ze świąt letnich, zbierali się jeszcze w wieku XVI wszyscy, zarówno kmiecie z wioski, jak drużyna i szlachta ze dworu, do ognia roznieconego na pagórku za wioską, Ta łączność obyczajowa i starowierczy charakter obrzędu gromadzkiego przebija się jeszcze w pieśni Jana Kochanowskiego o sobótkach w Czarnymlesie:
Tam goście, tam i domowi
Sypali się  ku ogniowi."*
* Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana, Wydanie 1900-1903.
 Najkrótsza noc w roNoc Świętorujańska, Noc Świętoruska. W czasach przedchrześcijańskich nazwę wywodzono od słowa „Kup” – żarzyć, co kojarzy się z ogniem i jego bóstwami. Kupała to najprawdopodobniej bóstwo solarne dawnych Słowian. Kupała była boginią miłości, płodności i urodzaju oraz patronką „mądrych niewiast”. To słowiańskie święto obchodzone w najkrótszą noc w roku, najczęściej z 21 na 22 czerwca. Noc Świętojańska lub Świętorujańska to noc, w której według wierzeń schodzą się Gaj i Ruja (Lato z Jaruną – Jarowitem, czyli Wiosną), miała wiele nazw: Noc Kupały, Kupalnocka, Noc Kupalna, Sobótka, Noc Świętojańska. Sobótka to nazwa, która wywodzi się od obrzędowych ogni palonych nocą, czyli sobótek. Święto dwóch żywiołów: ognia i wody, które przedstawiały pierwiastek męski i żeński. Po przyjęciu chrześcijaństwa najpierw próbowano zwyczaj wykorzenić jako pogański. Zakazano święta. Jednocześnie podjęto próby zasymilowania Kupalnocki z chrześcijaństwem. Świętom pogańskim nadano symbolikę i sens chrześcijański. W wyniku tych prób przeniesiono je na 23 czerwca – wigilię święta Św. Jana Chrzciciela, a więc Sobótce nadano patrona. Tak więc Sobótka to święto łączące ze sobą obrzędowość antyczną, słowiańską i chrześcijańską.
Wierzenia i obrzędy a magia Nocy Świętojańskiej (fragment). Autorki: Barbara Polasińska, Agnieszka Kwiatkowska i Katarzyna Leszczak

 Źródło:http://antonik.mobile.salon24.pl/655676,staro-polskie-swieto-zakochanych-noc-kupaly          
         


W tym roku pogoda, jak i nastroje, piękna, więc świętujemy cały tydzień😃
Wszystkiego najlepszego, dużo szczęśliwych chwil dla wszystkich odwiedzających życzę! ☀☀☀

środa, 27 kwietnia 2016

CUKIER- dobry czy zły? Dlaczego cukier jest toksyczny dla naszego organizmu?

Poniższy art. w całości ze str.http://www.vismaya-maitreya.pl/teorie_spiskowe_rafinowany_cukier_-_najslodsza_trucizna.html




Artykuł po raz pierwszy w języku polskim ukazał się w dwumiesięczniku Nexus w numerze 14 (6/2000).
 Tytuł oryginalny: „Refined Sugar: The Sweetest Poison”, Nexus (wydanie angielskie), vol. 7, nr 1.
 Kontakt z redakcją: www.nexus.media.pl, nexus@nexus.media.pl, tel. 85-6535511
 Artykuł do wydruku w formacie PDF: LINK!


DLACZEGO CUKIER JEST TOKSYCZNY DLA ORGANIZMU?
W roku 1957 dr William Coda Martin próbował odpowiedzieć na pytanie: „Kiedy żywność jest żywnością a kiedy trucizną?” Jego roboczą definicją „trucizny” było: „Medycznie: każda substancja dostarczona ciału, strawiona lub powstała wewnątrz ciała, która powoduje lub może powodować choroby. Fizycznie: każda substancja, która hamuje aktywność katalizatorów, które są znajdującymi się w organizmie w niewielkich ilościach substancjami chemicznymi lub enzymatycznymi aktywującymi reakcje”(1). Słownik podaje nawet szerszą definicję „trucizny”: „aby wywrzeć szkodliwy wpływ lub aby wypaczyć funkcję”.
Dr Martin sklasyfikował cukier rafinowany jako truciznę, ponieważ jest on pozbawiony swoich sił witalnych, witamin i substancji mineralnych. „To, co zostaje, zawiera czyste, rafinowane węglowodany. Ciało nie może wykorzystywać tej rafinowanej skrobi i węglowodanów, jeśli nie występują razem z nimi usunięte białka, witaminy i substancje mineralne. Natura dostarcza tych elementów w każdej roślinie w ilościach wystarczających do metabolizowania zawartych w niej węglowodanów. Nie ma środków występujących w nadmiarze dla innych dodanych węglowodanów. Niekompletny metabolizm węglowodanów powoduje tworzenie «metabolitów toksycznych», takich jak kwas pirogronowy lub nienormalne cukry zawierające 5 atomów węgla. Kwas pirogronowy akumuluje się w mózgu i systemie nerwowym a nienormalne cukry w czerwonych krwinkach krwi. Te toksyczne metabolity zakłócają oddychanie komórek, które nie mogą zapewnić odpowiedniej ilości tlenu dla przeżycia i normalnego funkcjonowania organizmu. Z upływem czasu niektóre z komórek obumierają. To zakłóca funkcje części ciała i staje się początkiem chorób degeneracyjnych”(2).
Cukier rafinowany jest szkodliwy, gdy jest spożywany przez ludzi, ponieważ dostarcza tylko tego, co żywieniowcy określają jako „puste” lub „gołe” kalorie. Brak w nim naturalnych substancji mineralnych, które obecne są w korzeniu buraka cukrowego. Co więcej, cukier jest gorszy od innych rzeczy, ponieważ drenuje i wypłukuje z organizmu cenne witaminy i substancje mineralne z powodu wymagań procesu trawienia, detoksykacji i eliminacji, co wpływa na cały system.
Równowaga jest tak ważna dla naszych ciał, że mamy wiele dróg, aby zabezpieczyć się przed nagłym szokiem spowodowanym dużym spożyciem cukru. Substancje mineralne takie jak sód (z soli), potas i magnez (z roślin) oraz wapń (z kości) są mobilizowane i wykorzystywane w przemianie chemicznej; wytwarzane zostają neutralne kwasy, które próbują przywrócić równowagę kwasowo-zasadową krwi do normalnego stanu.
Spożywany codziennie cukier powoduje wytworzenie ciągłego stanu nadmiernego zakwaszenia i konieczne staje się pobieranie coraz większej ilości pierwiastków z głębi ciała w celu przywrócenia równowagi. W końcu w celu zabezpieczenia krwi, z kości i zębów zostaje pobrane tyle wapnia, że powstaje próchnica i rozpoczyna się ogólne osłabienie.
Nadmierna ilość cukru ma wpływ na każdy narząd organizmu. Początkowo jest magazynowany w wątrobie w formie glukozy (glikogenu). Ponieważ pojemność wątroby jest ograniczona, dzienny pobór cukru rafinowanego (powyżej wymaganej ilości naturalnego cukru) szybko powoduje, że wątroba rozszerza się jak balon. Gdy wątroba jest wypełniona do swojej maksymalnej objętości, nadmiar glikogenu powraca do krwi w formie kwasów tłuszczowych, które zostają przeniesione do każdej części ciała i magazynowane w najmniej aktywnych miejscach: na brzuchu, pośladkach, piersiach i biodrach.
Gdy te stosunkowo nieszkodliwe miejsca są całkiem wypełnione, kwasy tłuszczowe zostają następnie rozprowadzane do aktywnych narządów, takich jak serce i nerki. To powoduje osłabienie ich funkcji; w końcu tkanki ulegają degeneracji i zmieniają się w tłuszcz. Organizm jako całość zostaje uszkodzony w wyniku ich obniżonej zdolności działania i powstają zakłócenia ciśnienia krwi. Następuje uszkodzenie parasympatycznego układu nerwowego, a podlegające mu narządy, takie jak móżdżek, stają się mało aktywne i ulegają paraliżowi (rzadko myśli się o normalnej funkcji mózgu jako o czymś równie biologicznym jak trawienie). Zostają opanowane układy krążenia obwodowego i limfatycznego i jakość czerwonych ciałek zaczyna się zmieniać. Występuje nadmierna ilość białych ciałek i spowolnieniu ulega proces tworzenia tkanek. Tolerancja i odporność naszego ciała ulega ograniczeniu, wskutek czego nie możemy odpowiednio reagować na ekstremalne zakłócenia, bez względu na to, czy będzie to zimno, ciepło, komary czy bakterie.
Nadmiar cukru wywiera silny negatywny efekt na funkcjonowanie mózgu. Kluczowym czynnikiem w jego prawidłowym działaniu jest kwas glutaminowy, żywotny składnik znajdowany w wielu roślinach. Witaminy B odgrywają główną rolę w podziale kwasu glutaminowego na antagonistyczne-dopełniające składniki, które generują reakcje mózgu, takie jak „działanie” lub „kontrola”. Witaminy B są wytwarzane między innymi przez symbiotyczne bakterie, które żyją w naszych jelitach. Kiedy spożywamy codziennie rafinowany cukier, bakterie te marnieją i umierają, co powoduje spadek naszego zasobu witaminy B. Nadmiar cukru powoduje senność i drastyczny spadek naszej zdolności oceny i zapamiętywania.


CUKIER: SZKODLIWY DLA LUDZI I ZWIERZĄT
Niektórych z tych urazów doznali rozbitkowie, którzy przez dziewięć dni jedli i pili wyłącznie cukier i rum. To, co mieli do powiedzenia, przysporzyło bólu głowy propagatorom spożywania cukru.
Wypadek ten wydarzył się w roku 1793, kiedy rozbił się statek wiozący ładunek cukru. Pięciu marynarzy, którzy przeżyli, a następnie zostali uratowani, było przez dziewięć dni zdanych na siebie samych. Byli w stanie wyniszczenia spowodowanego głodem, nie jedząc nic innego oprócz cukru i rumu.
Zainspirowany tym wypadkiem wybitny francuski fizjolog F. Magendie przeprowadził szereg doświadczeń na zwierzętach, których wyniki opublikował w roku 1816. W eksperymentach tych karmił psy pokarmami opartymi na cukrze lub oleju z oliwek i wodzie. Wszystkie psy uległy wyniszczeniu i zdechły(3).
Rozbitkowie i eksperymentalne psy francuskiego fizjologa dowiodły tego samego – cukier jako stała dieta jest gorszy od braku pokarmu. Czysta woda może utrzymać cię przy życiu przez jakiś czas, cukier i woda – zabije cię. Ludzie (i zwierzęta) nie mogą utrzymać się przy życiu na diecie cukrowej(4).
Zdechłe psy w laboratorium prof. Magendie uświadomiły przemysłowi cukrowniczemu, jakim niebezpieczeństwem są niezależne badania naukowe. Od tego czasu przemysł cukrowniczy przeznaczył po cichu miliony dolarów na subsydiowanie nauki. Wynajęto najbardziej znane autorytety naukowe, które można było kupić za pieniądze, w nadziei, że uda się znaleźć coś, nawet pseudonaukowego, co pozwoliłoby oczyścić opinię o cukrze.
Mimo to udowodniono, że (1) cukier jest głównym czynnikiem powodującym próchnicę zębów; (2) występując w ludzkiej diecie powoduje nadwagę; (3) usunięcie go z diety leczy objawy okaleczających, szeroko rozpowszechnionych chorób, takich jak cukrzyca, rak i choroby serca.
Sir Frederick Banting współodkrywca insuliny, odnotował w roku 1920 w Panamie, że wśród właścicieli plantacji cukru, którzy jedli duże ilości produkowanego przez siebie rafinowanego cukru, panuje powszechnie cukrzyca. Nie stwierdził jej natomiast u tubylców, którzy żuli jedynie surową trzcinę cukrową.
Pierwsze wysiłki zmierzające do stworzenia pozytywnego obrazu cukru podjęto w roku 1808 w Wielkiej Brytanii, kiedy Komitet Indii Zachodnich poinformował parlament o ufundowaniu nagrody w wysokości 25 gwinei dla każdego, kto przedstawi najbardziej „satysfakcjonujący” eksperyment dowodzący, że nierafinowany cukier jest dobry do żywienia i tuczenia bydła, krów, wieprzy i owiec(5).
Pasza dla zwierząt jest często sezonowa i zawsze droga. Cukier był wówczas tani jak barszcz. Ludzie nie zjadali go dostatecznie szybko.
Oczywiście próby żywienia zwierząt gospodarskich cukrem i melasą w Anglii w roku 1808 stały się katastrofą. Gdy Komitet Indii Zachodnich przygotował czwarty raport skierowany do parlamentu, jeden z członków parlamentu, John Curwin, doniósł, że próbował bez powodzenia karmić cukrem i melasą cielęta. Zasugerował, że może warto byłoby spróbować dodawać cukier i melasę do odtłuszczonego mleka. Gdyby coś z tego wyszło, handlarze cukrem z Indii Zachodnich z całą pewnością rozpowszechniliby to na całym świecie. Po tym niepowodzeniu w dodawaniu cukru do paszy krów poddali się.
Z nieustającym zapałem mającym na celu zwiększenie zapotrzebowania rynku na ten najważniejszy produkt rolny Indii Zachodnich, działania Komitetu Zachodnich Indii zostały zredukowane do taktyki, która z powodzeniem służyła propagatorom cukru przez prawie 200 lat. Sprowadzała się ona do rozpowszechniania nie znaczących i ewidentnie głupich ocen pochodzących z odległych miejsc od niedostępnych ludzi z pewnym statusem „naukowym”. Jeden z ówczesnych komentatorów nazwał ich „wynajętymi sumieniami”.
Komitet Parlamentarny tak bardzo popierał lokalnych wodzirejów od cukru, że ograniczył się do zacytowania lekarza z dalekiej Filadelfii, lidera ostatniej amerykańskiej rebelii kolonialnej: „Jak donoszą, wielki dr Rush z Filadelfii powiedział, że «ta sama objętość cukru zawiera więcej substancji odżywczych niż jakakolwiek inna znana substancja»”. W tym samym czasie dr Rush udowadniał, że masturbacja jest przyczyną obłędu! Cytowanie takich wieloznacznych stwierdzeń oznacza, że nie dałoby się znaleźć w Anglii ani jednego weterynarza, który zalecałby stosowanie cukru jako składnika pokarmowego w żywieniu krów, świń lub owiec.
Przygotowując swoje epokowe dzieło Historia Żywienia, opublikowane w roku 1957, prof. E.V. McCollum (Uniwersytet im. Johnsa Hopkinsa), czołowy amerykański żywieniowiec i bez wątpienia pionier na tym polu, dokonał przeglądu około 200 000 artykułów naukowych opisujących doświadczenia dotyczące produktów żywnościowych, ich właściwości, wykorzystania i wpływu na zwierzęta i człowieka. Zgromadzony materiał obejmował okres od połowy XVIII wieku do 1940 roku. Z tej wielkiej kopalni badań naukowych McCollum wybrał te eksperymenty, które uznał za znaczące „w odniesieniu do historii postępu w wykrywaniu ludzkich błędów w tym segmencie nauki [żywieniu]”. Prof. McCollum nie zanotował ani jednego kontrolowanego eksperymentu naukowego z użyciem cukru w okresie od 1816 do 1940 roku.
Tak się nieszczęśliwie składa, że dzisiejsi naukowcy nie mogą zbyt wiele dokonać bez sponsora. Protokoły nowoczesnej nauki zwiększyły koszty badań naukowych.
W tej sytuacji trudno być zaskoczonym, czytając we wstępie do Historii żywienia McColluma, że „autor i wydawcy są wdzięczni The Nutrition Fundation, Inc. [Fundacji ds. Żywienia] za dotację przeznaczoną na pokrycie części kosztów wydania tej książki”.
Można by zapytać, czym jest ta Fundacja ds. Żywienia, jako że autor i wydawca nie mówią nam tego. Tak się składa, że jest to fasadowa organizacja, za którą kryją się czołowi producenci żywności zawierającej duże ilości cukru, tacy jak American Sugar Refining Company, Coca-Cola, Pepsi-Cola, Curtis Candy Co., General Foods, General Mills, Nestlé Co., Pet Milk Co. oraz Sunshine Biscuits – łącznie około 45 tego typu przedsiębiorstw.
Zapewne najbardziej znaczącą rzeczą związaną z dziełem McColluma było pominięcie przezeń wcześniejszej monumentalnej pracy, którą pewien znany profesor Harvardu określił jako „jedną z tych epokowych prac badawczych, które sprawiają, że każdy inny badacz pluje sobie w brodę, że nigdy nie pomyślał o zrobieniu tego samego”.W latach 1930. dentysta badacz z Cleveland w stanie Ohio, dr Weston A. Price, podróżował po świecie – od siedzib Eskimosów po wyspy Morza Południowego i od Afryki po Nową Zelandię. Jego praca zatytułowana Nutrition and Physical Degeneration: A Comparison of Primitive and Modern Diets and Their Effects (Żywienie i fizyczna degeneracja – porównanie prymitywnych i współczesnych sposobów odżywiania i ich skutków)(6), ilustrowana setkami zdjęć, została po raz pierwszy opublikowana w roku 1939.
Dr Price uznał cały świat za swoje laboratorium. Jego druzgoczący wniosek zanotowany z przerażającymi szczegółami dotyczącymi każdego odwiedzanego miejsca był prosty. Ludzie, którzy żyją w tak zwanych prymitywnych warunkach, mają wspaniałe zęby i wspaniały stan zdrowia ogólnego. Jedzą naturalne, nie rafinowane pożywienie z ich miejscowego otoczenia. Importowanie w wyniku kontaktu z cywilizacją rafinowanego, słodzonego pożywienia zapoczątkowuje fizyczną degradację w sposób, który można wyraźnie zaobserwować w czasie jednego pokolenia.
Dawanie posłuchu propagatorom spożywania cukru wynika z naszej ignorancji dotyczącej prac, takich jak ta dra Price’a. Producenci cukru nie dają jednak za wygraną i sowicie opłacają badania naukowe, lecz laboratoria badawcze nigdy nie ogłaszają niczego konkretnego, co mogłoby być użyte przez nich do promowania cukru. Wyniki badań są niezmiennie złymi wiadomościami.
„Pozwólmy sobie na wizytę u niedouczonego dzikusa, zastanówmy się nad jego sposobem odżywiania i bądźmy mądrzy” – napisał profesor Harvardu Ernest Hooten w Apes, Men and Morons (Małpy, ludzie i debile)(7) – „przestańmy udawać, że szczoteczki i pasty do zębów są ważniejsze niż pasty do butów i ich czyszczenie. Przechowywane pożywienie jest tym, co daje nam sztuczne zęby”.
Gdy badacze kąsają ręce, które ich żywią, i na światło dzienne wypływają istotne wiadomości, powstaje niezręczna sytuacja dla wszystkich. W roku 1958 magazyn Time doniósł, że pewien biochemik z Harvardu i jego asystenci badali przez ponad 10 lat myszy w celu ustalenia, w jaki sposób cukier powoduje próchnicę i jak temu zapobiegać. Badania były finansowane przez Fundację do Badań nad Cukrem i pochłonęły 57000 dolarów dotacji. Potrzeba było aż 10 lat, aby odkryć, że nie ma sposobu, aby zapobiec próchnicy powodowanej przez cukier. Gdy badacze ogłosili swoje wyniki w Dental Association Journalu, źródło finansowania ich badań z miejsca wyschło. Fundacja do Badań nad Cukrem przestała ich wspierać.
Im bardziej naukowcy rozczarowują propagatorów spożywania cukru, tym bardziej muszą oni polegać na ludziach z reklamy.


SACHAROZA: „CZYSTA” ENERGIA ZA NISKĄ CENĘ
Gdy w latach 1920. kalorie stały się ważną sprawą i ludzie dowiedzieli się, jak je liczyć, propagatorzy spożywania cukru wystąpili z nowym wabikiem. Zaczęli zachwalać fakt, że w funcie cukru (0,454 kg) jest 2500 kalorii. Mniej niż ćwiartka funta cukru zaspokaja 20 procent całkowitego dziennego zapotrzebowania na kalorie.
„Jeśli mógłbyś kupić potrzebną sobie, zawartą w pożywieniu energię tak tanio, jak to można zrobić kupując kalorie zawarte w cukrze” – powiedzieli nam – „twój roczny rachunek za pożywienie byłby bardzo niski. Jeśli funt cukru kosztuje 7 centów, to cała potrzebna ci energia kosztowałaby rocznie poniżej 35 dolarów”.
Bardzo tani sposób na popełnienie samobójstwa.
„Oczywiście nie można żyć na żadnej tak niezrównoważonej diecie” – przyznali później – „ale liczba ta pozwala wyobrazić sobie, jak tani jest cukier jako zapewniający energię pokarm. Co kiedyś było luksusem jedynie dla wąskiej grupy uprzywilejowanych, teraz jest pożywieniem najbiedniejszych”.
Później propagatorzy spożywania cukru reklamowali, że cukier jest chemicznie czystszy od mydła Ivory, które zawiera czystego mydła tylko 99,4 procent, podczas gdy cukier zawiera aż 99,9 procent czystego cukru. „Żadne pożywienie naszej codziennej diety nie jest czystsze” – zapewniano nas.
Co oznacza czystość poza nie podlegającym dyskusji faktem, że w procesie rafinowania usunięto wszystkie witaminy, sole mineralne, włóknik i białka. W odpowiedzi na ten zarzut propagatorzy spożywania cukru zaproponowali nowy punkt widzenia dotyczący czystości.
„Nie trzeba go sortować jak ziaren fasoli ani myć jak ryżu – każde ziarenko jest identyczne z pozostałymi. Nie ma odpadków podczas jego stosowania. Nie pozostają nieużyteczne kości, jak w przypadku mięsa, ani fusy jak w kawie”.
„Czysty” jest ulubionym przymiotnikiem propagatorów spożywania cukru, ponieważ oznacza co innego dla chemików niż dla zwykłych śmiertelników. Jeśli miód jest oznakowany na nalepce jako czysty, oznacza to, że jest w swoim naturalnym stanie (ukradziony pszczołom, które go zrobiły), bez fałszowania sacharozą w celu zwiększenia jego ilości i bez szkodliwych pozostałości chemicznych, którymi mogą być opryskane kwiaty. Nie oznacza to, że cukier jest wolny od składników mineralnych, takich jak jod, żelazo, wapń, fosfor lub witaminy. Proces oczyszczania trzciny cukrowej i buraków cukrowych, któremu poddawane są one w rafineriach, jest tak efektywny, że jego końcowy produkt, cukier, jest chemicznie czysty jak morfina lub heroina. Propagatorzy spożywania cukru nigdy nam nie powiedzą, jaką wartość odżywczą przedstawia ten chemiczny ekstrakt.
Na początku I wojny światowej propagatorzy spożywania cukru przyoblekli swoją propagandę w gotowe hasło. „Dietetycy wiedzą od dawna, jak wysoką wartość odżywczą posiada cukier” – pisano w przemysłowej rozprawie z lat 1920. „Ale dopiero wojna spowodowała, że ta świadomość trafiła pod strzechy. Zawarta w cukrze energia dosięga mięśni w ciągu minut – było to przydatne w wojsku jako dawka żywieniowa podawana żołnierzom tuż przed rozpoczęciem ataku”. Propagatorzy spożywania cukru przez lata powtarzali do znudzenia o energetycznej mocy sacharozy, ponieważ nie zawiera ona nic więcej. Energia kaloryczna i smak tworzący nawyk, to wszystko, czym jest sacharoza.
Wszystkie inne produkty spożywcze zawierają oprócz energii coś jeszcze. Wszystkie produkty spożywcze zawierają niektóre czynniki odżywcze, takie jak białka, węglowodany, witaminy lub składniki mineralne, albo wszystkie je jednocześnie, natomiast sacharoza zawiera wyłącznie energię kaloryczną!
„Szybka” energia, która zdaniem propagatorów spożywania cukru wynosi opornych żołnierzy na szczyty, jest rezultatem tego, że rafinowana sacharoza nie jest trawiona w ustach lub w żołądku, ale przechodzi bezpośrednio do niższej części jelit i stamtąd do krwioobiegu. Nadzwyczajna szybkość, z jaką sacharoza przenika do krwi, przynosi więcej szkód niż pożytku.
Wiele zamieszania dotyczącego rafinowanego cukru powoduje wśród opinii publicznej język. Cukry są sklasyfikowane przez chemików jako „węglowodany”. To wymyślone przez nich słowo oznacza „substancję zawierającą węgiel z tlenem i wodorem”. Wszystko jest w porządku, dopóki chemicy stosują tego typu hermetyczne terminy w swoich laboratoriach podczas rozmowy ze sobą, jednak stosowanie słowa „węglowodany” poza laboratorium – zwłaszcza na oznakowaniu żywności i w języku reklam – do opisu naturalnych, pełnych ziaren zboża (które są podstawową żywnością człowieka od tysięcy lat) oraz rafinowanego przez człowieka cukru (który jest produkowanym narkotykiem i podstawową trucizną ludzkości od kilkuset lat) jest w oczywisty sposób niegodziwe. To nieporozumienie umożliwia propagatorom spożywania cukru rozpowszechnianie bzdur mających na celu umacnianie zaniepokojonych matek w przekonaniu, że cukier jest potrzebny ich dzieciom do życia.
W roku 1973 Sugar Information Foundation (Fundacja Informacji Cukrowej) umieściła pełnostronicowe reklamy w ogólnokrajowych miesięcznikach. W rzeczywistości były one zakamuflowaną ucieczką, do jakiej była ona zmuszona po przegranej bitwie z Federalną Komisją Handlu toczonej w sprawie wcześniejszej kampanii reklamowej, która głosiła, że małe dawki cukru przed posiłkiem „zmniejszą” apetyt. „Węglowodany są wam potrzebne i właśnie cukier jest najlepiej smakującym węglowodanem”. Równie dobrze można powiedzieć, że każdy potrzebuje codziennie płynu. Na podobnej zasadzie wielu ludzi może też powiedzieć, że szampan jest najlepiej smakującym płynem. Ciekawe, jak długo Kobieca Unia Chrześcijaństwa pozwalałaby, aby lobby napojów alkoholowych propagowało taki punkt widzenia.
Użycie słowa „węglowodany” do opisu cukru rozmyślnie wprowadza w błąd. Odkąd wymaga się dokładnego podawania wartości pokarmowych na opakowaniach i puszkach, rafinowane węglowodany, takie jak cukier, są umieszczone razem z takimi węglowodanami, które mogą lub nie mogą być rafinowane. Szereg rodzajów węglowodanów jest dodawanych razem dając ogólną zawartość węglowodanów. W rezultacie następuje ukrycie zawartości cukru przed nieświadomym tego faktu klientem. W dużym stopniu do tego zamieszania przyczyniają się chemicy, którzy stosują słowo „cukier” do opisu całej grupy substancji, które są podobne, ale nie identyczne.
Glukoza jest cukrem znajdującym się normalnie wraz z innymi cukrami w owocach i warzywach. Jest podstawową substancją w metabolizmie wszystkich roślin i zwierząt. Wiele naszych podstawowych produktów żywnościowych jest zamienianych w naszych ciałach na glukozę. Glukoza jest zawsze obecna w naszej krwi i często zwana jest również „cukrem krwi”.
Dekstroza, zwana również „cukrem zbożowym”, jest wydobywana syntetycznie ze skrobi. Fruktoza jest cukrem owocowym. Maltoza jest cukrem pochodzącym ze słodu. Laktoza jest cukrem mlecznym. Sacharoza jest rafinowanym cukrem produkowanym z trzciny cukrowej i buraków cukrowych.
Glukoza zawsze była podstawowym elementem krwi ludzkiej. Uzależnienie od sacharozy jest czymś nowym w historii ludzkiego zwierzęcia. Stosowanie słowa „cukier” do opisu dwóch substancji, które wcale nie są do siebie podobne, które mają różne struktury chemiczne i w różny sposób wpływają na organizm, powoduje zamieszanie.
Umożliwia to głoszenie bzdurnych sugestii przez propagatorów spożywania cukru, którzy mówią nam, jak ważny jest cukier jako podstawowy składnik ludzkiego ciała, jak jest utleniany w celu produkcji energii, jak jest metabolizowany wytwarzając ciepło itd. Opowiadają oczywiście o glukozie, która jest wytwarzana w naszych ciałach, ale słuchaczom wmawiają, że to chodzi o sacharozę, która jest produkowana w rafineriach. Sytuacja, w której słowo „cukier” może być używane na określenie glukozy zawartej w naszej krwi oraz sacharozy w Coca-coli, jest wprost wymarzona dla propagatorów spożywania cukru i jednocześnie bardzo niebezpieczna dla wszystkich pozostałych.
Ludzie skłaniani są do myślenia o swoich ciałach w taki sam sposób, w jaki myślą o swoich kontach bankowych. Są tak zaprogramowani, że kiedy podejrzewają, iż mają niski poziom cukru we krwi, sięgają po słodycze z automatu lub słodki napój w celu podniesienia jego poziomu. W rzeczywistości jest to najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Poziom glukozy w ich krwi ma tendencję do obniżania się, ponieważ są uzależnieni od sacharozy. Ludzie, którzy odrzucają uzależnienie od sacharozy i obchodzą się bez niej, stwierdzają, że poziom glukozy we krwi powraca do normalnego i taki pozostaje.
Począwszy od końca lat 1960. miliony Amerykanów powróciły do naturalnych produktów spożywczych. Nowy typ sklepów, sklepy z naturalną żywnością, zachęcił wielu do rezygnacji z usług supermarketów. Naturalna żywność może być instrumentem w przywracaniu zdrowia. Dla wielu ludzi „naturalne” zaczęło oznaczać „zdrowy”. W tej sytuacji propagatorzy spożywania cukru zaczęli wypaczać słowo „naturalne” w celu wprowadzenia w błąd opinii publicznej.
„Wykonane z naturalnych składników” – powtarzają w telewizji bez końca propagatorzy cukru zachwalając jeden produkt za drugim. Słowo „z” nie jest akcentowane w telewizji, a powinno. Nawet cukier rafinowany jest wytwarzany z naturalnych składników. To nic odkrywczego. Jego naturalne surowce to trzcina cukrowa i buraki cukrowe, ale słowo „z” z trudem przekonuje, że nadal zawiera on owe 90 procent elementów zawartych w trzcinie i burakach, które zostały zeń usunięte. Heroina także może być reklamowana jako wykonywana z naturalnych składników. Opium jest równie naturalne, jak burak cukrowy. Istotne jest to, co człowiek z nich wytwarza.
Jeśli chce się unikać cukru w supermarkecie, istnieje tylko jedna pewna droga. Nie kupować niczego, dopóki nie stwierdzimy, że na etykiecie w widocznym miejscu widnieje prosty zapis: „bez dodatku cukru”. Stosowanie słowa „węglowodany” jako „naukowego określenia” cukrów stało się standardową strategią obroną propagatorów cukru i jego medycznych apologetów. Jest to ich zasłona bezpieczeństwa.


PRAWIDŁOWE ŁĄCZENIE ŻYWNOŚCI
Czy to będą słodzone płatki zbożowe, ciasto, czarna kawa na śniadanie, hamburgery z coca-colą na lunch czy obiad „smakosza” wieczorem, z punktu widzenia chemii przeciętna dieta amerykańska jest formułą, która gwarantuje bulgoty i kłopoty żołądkowe.
Jeśli nie wziąłeś za dużo insuliny i nie znajdujesz się w stanie szoku hipoglikemicznego, praktycznie nie ma potrzeby spożywania samego cukru. Ludzie potrzebują go tak samo jak nikotyny w tytoniu. Głód to jedna sprawa, a potrzeba to inna. Od czasów Imperium Perskiego do dzisiaj cukier najczęściej używany jest do poprawiania smaku pokarmów i napojów jako składnik dodawany w kuchni lub jako przyprawa podawana na stole. Pozostawmy na moment z boku znany efekt działania cukru (długoterminowy i krótkoterminowy) na cały system i skoncentrujmy się na jego działaniu po spożyciu go razem z innymi codziennymi składnikami żywieniowymi.
Gdy babcia ostrzegała, że słodzone ciastka przed posiłkiem „zepsują twoją kolację”, wiedziała, co mówi. Jej wyjaśnienie nie jest może satysfakcjonujące dla chemika, ale jak wiele tradycyjnych aksjomatów z prawa mojżeszowego dotyczącego żywności koszernej i rozdziału w kuchni zasady te są oparte na latach prób i błędów i są oczywiście prawdziwe. Większość współczesnych badań dotyczących łączenia składników pokarmowych jest niczym innym jak odkrywaniem rzeczy, które babcia przyjmowała za pewnik.
Każda dieta lub reżym przyjmowany jedynie w celu utraty wagi jest z definicji niebezpieczny. O otyłości mówi się i traktuje ją jako chorobę Ameryki XX wieku. Otyłość nie jest chorobą. Jest jedynie symptomem, ostrzeżeniem, że z ciałem, organizmem jest coś nie w porządku. Stosowanie diety w celu obniżenia masy ciała jest równie głupie i niebezpieczne, jak branie aspiryny w celu usunięcia bólu głowy, zamiast szukania jego przyczyny. Usuwanie symptomu jest jak wyłączanie alarmu. Pozostawia przyczynę nietkniętą.
Każda dieta lub reżym stosowany obojętnie w jakim celu bez zamiaru przywrócenia pełni zdrowia całemu organizmowi jest niebezpieczny. Wielu otyłych ludzi jest niedożywionych, co mocno akcentuje w swojej wydanej w roku 1971 książce Overfed But Undernourished (Przekarmieni, ale niedożywieni) dr H. Curtis Wood. Ograniczenie jedzenia może pogorszyć ten stan, chyba że człowiek skoncentruje się na jakości pokarmu zamiast na jego ilości.
Wielu ludzi – włącznie z lekarzami – przypuszcza, że wraz z obniżeniem wagi (masy) ciała obniża się ilość tłuszczu w organizmie. Każda dieta, która jednakowo traktuje wszystkie węglowodany, jest niebezpieczna. Każda dieta, która nie bierze pod uwagę jakości węglowodanów i nie tworzy ważnego dla życia i śmierci rozróżnienia między naturalnymi, nierafinowanymi węglowodanami jak pełne ziarna i warzywa oraz rafinowanymi przez człowieka, takimi jak cukier i biała mąka, jest niebezpieczna. Każda dieta, która pozwala na spożywanie rafinowanego cukru i białej mąki, bez względu na to, jak bardzo „naukową” ma nazwę, jest niebezpieczna.
Odrzucenie cukru i białej mąki i zastąpienie ich pełnym ziarnem, warzywami i sezonowymi owocami jest podstawą każdego sensownego naturalnego reżymu żywienia. Zmieniając jakość węglowodanów można zmienić jakość swojego życia i zdrowia. Jeśli jecie naturalny pokarm dobrej jakości, jego ilość z reguły sama dba o siebie. Nikt nie zje pół tuzina buraków cukrowych lub całej skrzynki trzciny cukrowej. A nawet jeśli to zrobi, będzie to mniej niebezpieczne niż zjedzenie kilku uncji cukru.
Cukier wszystkich rodzajów – naturalne cukry, takie jakie znajdują się w miodzie i owocach (fruktoza), jak również rafinowany biały cukier (sacharoza) – ma skłonność do blokowania wydzielania soków żołądkowych oraz hamujący wpływ na naturalną zdolność ruchu żołądka. Cukry nie są trawione w ustach jak zboża lub w żołądku jak tkanki zwierzęce. Gdy są spożywane same, przechodzą szybko przez żołądek do jelita cienkiego. Gdy cukier jest jedzony z innymi składnikami pożywienia – na przykład z mięsem i chlebem na kanapce – zatrzymuje się na pewien czas w żołądku. Cukier w chlebie i w coca-coli zostaje tam zatrzymany wraz z hamburgerem i czeka, aż zostaną one strawione. Podczas gdy żołądek pracuje nad białkiem zwierzęcym i rafinowaną skrobią chleba, dodatek cukru powoduje szybką fermentację kwasową za sprawą ciepła i dużej wilgotności panujących w żołądku.
Jedna kostka cukru w twojej kawie wypitej po kanapce wystarczy, aby zmienić żołądek w komorę fermentacyjną. Jeden napój gazowany wypity razem z hamburgerem wystarczy, aby zmienić twój żołądek w kolumnę rektyfikacyjną. Ziarno połączone z cukrem, bez względu na to, czy kupujesz je już scukrzone w pudełku, czy sam dodajesz do niego cukier, prawie zawsze gwarantuje fermentację kwasową.
Od niepamiętnych czasów przestrzegano naturalnego prawa dotyczącego łączenia składników pokarmowych. Zauważono, że ptaki jedzą owady o innej porze dnia niż ziarna. Inne zwierzęta mają tendencję do jedzenia jednego pożywienia naraz. Białko zwierząt jedzących mięso jest surowe i czyste.
Na wschodzie zgodnie z tradycją spożywa się yang przed yin. Zupa z miso (sfermentowanym białkiem ziarna soi – yang) na śniadanie, surową rybę (więcej białka – yang) na początku posiłku, potem ryż (który jest mniej yang niż miso i ryba), a następnie warzywa, które są yin. Jeśli kiedykolwiek spożywałeś posiłek z tradycyjną rodziną japońską i naruszyłeś ten porządek, zapewne poprawili cię uprzejmie, ale bardzo stanowczo (jeśli byli twoimi przyjaciółmi).
Prawo stosowane przez ortodoksyjnych żydów zabrania wielu połączeń w tym samym posiłku, zwłaszcza mięsa i produktów mlecznych. Specjalne przybory kuchenne są stosowane do posiłków mlecznych a inne do posiłków z mięsa, co wzmacnia przestrzeganie tabu u źródła pożywienia, czyli w kuchni.
Człowiek bardzo wcześnie nauczył się, że nieprawidłowe połączenie żywności może mieć wpływ na jego organizm. Gdy bolał go brzuch z powodu połączenia surowych owoców z ziarnem lub miodu z owsianką, nie sięgał po tabletkę hamującą wydzielanie kwasu. Nauczył się nie jeść w ten sposób. Gdy obżarstwo i nadmiar zaczęły się rozprzestrzeniać, powołano przeciwko nim normy religijne i przykazania. Obżarstwo jest grzechem głównym w większości religii, lecz niestety nie ma specjalnych ostrzeżeń religijnych ani przykazań dotyczących rafinowanego cukru, ponieważ nadużywanie cukru podobnie jak narkotyków nie występowało w czasach, kiedy spisywano święte księgi.
„Dlaczego musimy akceptować jako normalne to, co znajdujemy w wyścigu chorych i osłabionych ludzi” – zapytuje dr Herbert M. Shelton. – „Czy zawsze musimy przyjmować jako pewnik, że aktualne praktyki odżywiania się człowieka cywilizowanego są normalne... Cuchnące stolce, luźne stolce, zaparte stolce, kamykowate stolce, cuchnące gazy, zapalenie okrężnicy, hemoroidy, krwawienie przy oddawaniu stolca, konieczność używania papieru toaletowego – wszystko to stało się normalne”(8).
Kiedy organizm trawi skrobię i złożone cukry (takie jak w miodzie i owocach), są one rozkładane na proste cukry zwane „monosacharydami”, które są użytecznymi substancjami – składnikami odżywczymi. Gdy skrobia i cukry są zjedzone razem i zachodzi fermentacja, zostają one rozłożone na dwutlenek węgla, kwas octowy, alkohol i wodę. Wszystkie te substancje, z wyjątkiem wody, są nie wykorzystywane – są truciznami.
W procesie trawienia białka rozkładane są na aminokwasy, które są wykorzystywanymi substancjami odżywczymi. Gdy białka są wymieszane z cukrem, gniją, rozkładają się na szereg ptomain i leukomain, które są nie wykorzystywanymi substancjami – truciznami.
Enzymatyczne trawienie żywności przygotowuje ją do wykorzystania przez nasze ciała, natomiast rozkład bakteryjny czyni ją dla nich nieprzydatną. Pierwszy proces daje nam substancje odżywcze, drugi truciznę.
Wiele z tego, co uchodzi za nowoczesne żywienie, jest związane z obsesją, manią podejścia ilościowego. Ciało traktowane jest jak konto bankowe. Odkładaj kalorie (tak jak dolary) i wybieraj energię. Odkładaj białka, węglowodany, tłuszcze, witaminy i substancje mineralne – zbilansowane ilościowo – dzięki czemu teoretycznie uzyskasz zdrowe ciało. Ludzie oceniani są dzisiaj jako zdrowi, jeśli mogą wyczołgać się z łóżka, dojść do biura i się podpisać. Jeśli nie mogą tego dokonać, wzywają lekarza, aby uznał ich za chorych i zastosował leczenie szpitalne lub kurację odpoczynkiem.
Co z tego, że spożywa się codziennie teoretycznie wymagane kalorie i substancje odżywcze, jeśli przypadkowe jedzenie w biegu, pokarm złożony z przekąsek, fermentuje i gnije w przewodzie pokarmowym. Jaki jest zysk z żywienia organizmu białkami, jeśli gniją one w przewodzie pokarmowym? Węglowodany fermentujące w przewodzie pokarmowym są przetwarzane na alkohol i kwas octowy, a nie na nadające się do strawienia monocukry.
„Aby spożywany pokarm był pożywieniem, musi być strawiony” – ostrzegał już przed laty dr Shelton. – „On nie może gnić”.
Oczywiście ciało może pozbyć się trucizn, wydalając je z moczem i poprzez pory; ilość trucizn w moczu może służyć jako wskaźnik tego, co się dzieje w jelicie cienkim. Ciało ustanowiło tolerancję dla tych trucizn, tak jak dopasowuje się stopniowo do wchłaniania heroiny. Ale jak powiada Shelton, „dyskomfort wynikający z akumulacji gazu, złego oddechu oraz cuchnących i nieprzyjemnych zapachów jest tak samo niepożądany jak obecność trucizn”(9).


CUKIER A ZDROWIE PSYCHICZNE
W średniowieczu osoby targane wewnętrznymi konfliktami rzadko zamykano w odosobnieniu z powodu ich szaleństwa. Zamykanie ich rozpoczęło się dopiero w Oświeceniu, po tym jak cukier pokonał drogę od przepisu aptekarskiego do produkcji cukierków. „Wielkie odosobnianie chorych umysłowo”, jak nazywa to jeden z historyków(10), zaczęło się w końcu XIX wieku, kiedy spożycie cukru w Wielkiej Brytanii wzrosło w ciągu 200 lat od szczypty lub dwóch w beczce piwa do ponad dwóch milionów funtów rocznie. W tym okresie londyńscy lekarze zaczęli dostrzegać i odnotowywać nieuleczalne fizyczne objawy „sugar blues”(11).
Gdy osoby spożywające cukier nie manifestowały wyraźnych objawów fizycznych i lekarze byli z tego powodu zdezorientowani, pacjentów nie uznawano już za będących pod wpływem czarów, ale za szalonych, chorych psychicznie lub niezrównoważonych emocjonalnie. Lenistwo, zmęczenie, rozpasanie, niezadowolenie rodziców – każdy z tych powodów wystarczał do zamknięcia każdego poniżej 25 roku życia w którymś z pierwszych paryskich szpitali dla psychicznie chorych. Aby do nich trafić, wystarczyły skargi zgłaszane przez rodziców, krewnych lub wszechpotężnych pastorów parafii. Mamki ze swymi dziećmi, nastolatki w ciąży, opóźnione lub uszkodzone dzieci, starcy, paralitycy, epileptycy, prostytutki lub lunatycy – zamykano każdego, kogo chciano usunąć z ulic lub pola widzenia. Szpitale psychiczne zastąpiły polowanie na czarownice i heretyków jako bardziej oświecona i humanitarna metoda kontroli społecznej. Lekarze i księża zajęli się brudną robotą oczyszczania ulic z niewygodnych osobników w zamian za królewskie przywileje.
Początkowo, gdy na podstawie dekretu królewskiego utworzono w Paryżu Szpital Ogólny, zamknięto w nim 1 procent jego mieszkańców. Od tego czasu do XX wieku wraz ze wzrostem konsumpcji cukru rosła – szczególnie w miastach – liczba ludzi umieszczanych w tym szpitalu. 300 lat później można już było z pomocą kontrolujących mózg leków psychotropowych zamieniać „emocjonalnie niezrównoważonych” ludzi w chodzące automaty.
Dzisiaj, pionierzy psychiatrii ortomolekularnej, tacy jak dr Abram Hoffer, dr Allan Cott, dr A. Cherkin, a także dr Linus Pauling, twierdzą, że choroby psychiczne są mitem i że zaburzenia emocjonalne mogą być pierwszym symptomem oczywistej niezdolności organizmu danego człowieka do zwalczenia stresu uzależnienia od cukru.
W swojej Orthomolecular Psychiatry (Psychiatrii ortomolekularnej) dr Pauling pisze: „Funkcjonowanie mózgu i tkanki nerwowej jest w sposób bardziej wrażliwy zależne od tempa przebiegu reakcji chemicznych niż funkcjonowanie innych organów i tkanek. Uważam, że choroby umysłowe są w większości powodowane przez nienormalny przebieg reakcji determinowany przez budowę genetyczną i dietę, a także przez nienormalne stężenie molekularne niezbędnych substancji... Wybór pożywienia (i leków) w świecie, który przechodzi gwałtowne naukowe i technologiczne zmiany, często może być daleki od właściwego”(12).
Z kolei w Megavitamin B3 Therapy for Schizophrenia (Terapii schizofrenii megadawkami witaminy B3) dr Abram Hoffer zauważa: „Pacjentom zaleca się stosowanie się do programu dobrego odżywiania z ograniczeniem sacharozy i bogatych w nią produktów”(13).
Badania kliniczne prowadzone z dziećmi nadaktywnymi lub psychotycznymi, a także dziećmi z uszkodzeniami mózgu lub zaburzeniami w uczeniu się, wykazały: „nienormalne wysoką historię rodzinną cukrzycy, to znaczy rodziców i dziadków, których organizm nie mógł kontrolować przyswajania cukru; nienormalnie wysoką ilość przypadków niskiego poziomu glukozy we krwi lub funkcjonalną hipoglikemię u badanych dzieci, co wskazuje, że ich system nie może dać sobie rady z cukrem; uzależnienie od wysokiego poziomu cukru w diecie wielu dzieci, których organizm nie daje sobie rady z jego przyswajaniem. Wywiad dotyczący historii diet pacjentów diagnozowanych jako schizofreników ujawnia, że wybierana przez nich dieta jest bogata w słodycze, cukierki, ciastka, kawę, napoje z kofeiną i żywność przygotowaną z użyciem cukru. Żywność, która stymuluje nadnercza, powinna być eliminowana lub ściśle ograniczona”(14).
Awangarda nowoczesnej medycyny odkryła na nowo to, czego skromne czarownice nauczyły się dawno temu przez cierpliwe badanie natury.
„Przez ponad 20 lat pracy psychiatrycznej” – pisze dr Thomas Szasz – „nigdy nie spotkałem psychologa klinicznego, który doniósłby na podstawie planowanego testu, że pacjent jest normalną, zdrową psychicznie osobą. Podczas gdy niektóre czarownice mogły przeżyć próbę wody przez pławienie, żaden «wariat» nie jest w stanie przejść pomyślnie testów psychologicznych... nie ma zachowania lub osoby, której nowoczesny psychiatra nie mógłby w sposób budzący zaufanie zdiagnozować jako nienormalnej lub chorej”(15).
Tak też było w XVII wieku. Gdy wzywano doktora lub egzorcystę, znajdował się on pod presją, aby coś zrobić. Gdy jego starania nie przynosiły skutku, biedny pacjent musiał być usunięty z drogi. Często mówi się, że chirurdzy zakopują swoje błędy. Lekarze i psychiatrzy dla odmiany usuwają je, zamykając w odosobnieniu.
W latach 1940. dr John Tintera odkrył ponownie doniosłą wagę systemu endokrynologicznego, szczególnie gruczołów nadnerczy, w „patologicznym działaniu mózgu” lub „leniwym mózgu”. Analizując 200 przypadków leczenia z hipoadrenokortyzmu (brak odpowiedniej produkcji hormonu kory nadnerczy lub brak równowagi między tymi hormonami) odkrył, że główne skargi jego pacjentów były często podobne do tych, jakie stwierdzał u osób, których organizm nie mógł dać sobie rady z cukrem: zmęczenie, nerwowość, depresja, obawy, łaknienie słodyczy, niezdolność metabolizowania alkoholu, alergie, niskie ciśnienie krwi. Sugar blues!
Dr Tintera zaczął nalegać, aby wszyscy jego pacjenci poddali się czterogodzinnemu testowi tolerancji glukozy (Glucose Tolerance Test; w skrócie GTT) w celu stwierdzenia, czy ich organizm może metabolizować cukier. Wyniki były tak zaskakujące, że laboratoria dwukrotnie sprawdziły swoje techniki, a następnie przeprosiły za coś, co uznały za nieprawidłowe odczyty. To, co ich zadziwiło, to niskie, mocno spłaszczone krzywe uzyskane u niezrównoważonych emocjonalnie młodocianych. Ta procedura laboratoryjna była wcześniej stosowana tylko u pacjentów z objawami fizycznymi nasuwającymi podejrzenie cukrzycy.
W definicji schizofrenii Dorlanda (dementia praecox Bleulera) znajdujemy zdanie: „często rozpoznawana podczas lub krótko po dojrzewaniu” – a w odniesieniu do hebefrenii i katatonii: „występuje wkrótce po osiągnięciu dojrzałości”.
Wydawać się może, że warunki te powstają lub zaostrzają się w czasie dojrzewania, ale sięgając do przeszłości pacjentów często odkrywa się wskazania, które były obecne podczas urodzin, w pierwszym roku życia, a także w latach przedszkolnych oraz szkoły podstawowej. Każdy z tych okresów posiada swój własny charakterystyczny obraz kliniczny. Obraz ten staje się bardziej znaczący w momencie osiągnięcia dojrzałości i często powoduje, że pracownicy szkolni skarżą się na młodzieńcze wykroczenia lub niedostateczne osiągnięcia.
Przeprowadzony w każdym z tych okresów test tolerancji glukozy powinien zaalarmować rodziców i lekarzy. Może on zaoszczędzić im niezliczonych godzin czasu i małych fortun traconych na poszukiwanie w psychice dziecka i w środowisku domowym wątpliwych przyczyn jego niedopasowania.
Negatywizm, nadaktywność i uparta niechęć do dyscypliny są dostatecznymi wskazaniami do przeprowadzenia przynajmniej minimum testów laboratoryjnych: badania moczu i morfologii, określenia poziomu jodu związanego z białkiem (PBI) i pięciogodzinnego testu tolerancji glukozy. Test tolerancji glukozy powinien być wykonany u małego dziecka mikrometodą, która zaoszczędzi mu urazu. W rzeczywistości nalegam, aby te 4 testy obowiązywały rutynowo wszystkich pacjentów, nawet zanim zostanie przeprowadzony wywiad i badanie fizyczne.
W prawie wszystkich dyskusjach dotyczących uzależnienia od leków, alkoholizmu i schizofrenii stwierdza się, że nie ma definitywnego typu konstytucyjnego, który byłby podatny na te przypadłości. Prawie zawsze stwierdza się, że wszystkie te osoby są emocjonalnie niedojrzałe. Od dawna staramy się przekonać lekarzy, bez względu na to, czy zajmują się oni psychiatrią, genetyką, czy fizjologią, do uznania, że jeden typ indywidualności endokrynologicznej przeważa w większości tych przypadków: hipoadrenokortyczny(16).
Tintera opublikował kilka epokowych artykułów medycznych. Wielokrotnie podkreślał, że poprawa, złagodzenie, uśmierzenie lub leczenie „zależy od odtworzenia normalnych funkcji całego organizmu”. Pierwszym, co zapisywał, była odpowiednia dieta. Wielokrotnie mówił, że „nie da się przecenić doniosłości diety”. Wprowadzał daleko idące trwałe zakazy używania cukru w jakiejkolwiek postaci i pod jakimkolwiek pretekstem.
Podczas gdy Egas Moniz z Portugalii odbierał nagrodę Nobla za wynalezienie lobotomii w celu leczenia schizofrenii, nagrodą Tintery było nękanie i napastowanie przez mędrców zorganizowanej medycyny. Chociaż daleko idące implikacje dotyczące cukru jako przyczyny tego, co się nazywa „schizofrenią”, mogły być publikowane w czasopismach medycznych, pozostawał osamotniony i ignorowany. Był tolerowany, dopóki ograniczał się do „swojego terytorium” – endokrynologii. Nawet kiedy sugerował, że alkoholizm jest związany z uszkodzeniem nadnerczy wskutek nadużycia cukru, nikt go nie słuchał, albowiem medycy zdecydowali, że w alkoholizmie nie ma dla nich nic do roboty, i scedowali ten temat na stowarzyszenia Anonimowych Alkoholików. Gdy jednak Tintera ośmielił się zasugerować w powszechnie dostępnym magazynie, że „mówienie o alergiach jest śmieszne, w sytuacji gdy jest ich tylko jeden rodzaj, który jest przejawem uszkodzenia gruczołów nadnerczy... przez cukier”, wzięto go na celownik.
 Same alergie powodują wielki rozgłos. Alergicy zabawiali się nawzajem przez lata skargami na egzotyczne alergie – od sierści konia po ogon homara. I tu pojawia się ktoś, kto mówi, że to wszystko jest bez znaczenia, że wystarczy przestać jeść cukier i trzymać się z dala od niego.
Przypuszczalnie przedwczesna śmierć Tintery w roku 1969 w wieku 57 lat ułatwiła profesji medycznej zaakceptowanie odkryć, które wydawały się jej przedtem tak samo odległe, jak proste zasady medycyny orientalnej dotyczące genetyki i diety, yin i yang. Dziś lekarze na całym świecie powtarzają to, co Tintera głosił wiele lat temu: nikt pod żadnym pozorem nie powinien zaczynać tego, co nazywa się „leczeniem psychiatrycznym”, bez wcześniejszego przeprowadzenia testu tolerancji glukozy w celu ustalenia, czy organizm danej osoby jest zdolny do przyswajania cukru.
Tak zwana medycyna prewencyjna idzie dalej i sugeruje, że jeśli myślimy, że nasz organizm może przyswajać cukier, ponieważ początkowo mieliśmy sprawne nadnercza, lepiej nie czekajmy na sygnały ich uszkodzenia. Zdejmijmy z nich ciężar już teraz usuwając cukier we wszystkich formach, zaczynając od tej szklanki gazowanego napoju, którą trzymamy w ręku.
Doprawdy aż kręci się w głowie, kiedy rzuci się okiem na to, co nazywamy historią medycyny. Przez stulecia zagubieni ludzie byli paleni za czary, egzorcyzmowani z powodu opętania, zamykani z powodu chorób umysłowych, torturowani z powodu szaleństwa masturbacji, leczeni z powodu chorób psychicznych i poddawani lobotomii z powodu schizofrenii. Ilu pacjentów uwierzyłoby, gdyby miejscowy uzdrowiciel powiedział im, że jedyną rzeczą, jaka powoduje ich dolegliwości, jest „sugar blues”?


OD TŁUMACZA
(Ponieważ nic tak nie przekonuje czytelnika, jak własne przeżycia autora, pozwalam sobie przytoczyć fragment IV rozdziału „Hipoglikemia” książki Alchemia Zdrowia Żywii Pląskowskiej, który opowiada o jego perypetiach zdrowotnych).
Bywa też inaczej – czasem chory znajduje rozwiązanie bez pomocy lekarza. Tak stało się w przypadku Williama Dufty’ego.
W dzieciństwie nagradzany słodyczami – przecież tak się postępuje na całym świecie – w szkole zamiast drugiego śniadania zjadał batoniki czekoladowe (proszę się przyjrzeć naszym sklepikom szkolnym!). Pił stale „pożywne” mleko z maltozą (malted milk). Był typowym przykładem amerykańskiego dziecka a później młodego chłopca. Typowe były też jego dolegliwości. W pierwszym rzędzie uporczywy trądzik młodzieńczy na całym ciele. Gimnastyka i basen stały się udręką. Jak można pokazać światu taką okropną skórę.
Następny etap to służba wojskowa. Zakupy w kantynach i nadmiar słodyczy, mleka z maltozą, słodkiej kawy, ciastek, czekolady, coca-coli itp. Skutki: krwawiące hemoroidy w wieku dwudziestu paru lat! Pełzające zapalenie płuc, wielomiesięczny pobyt w szpitalu. To już okres drugiej wojny światowej. Gdy wreszcie za pomocą fortelu wydostał się ze szpitala i wrócił do swojej jednostki, został wysłany na Saharę. Nadal słaby i chory. I wtedy nastąpił cud. Na Saharze nie było kantyn wojskowych. Żołnierze byli skazani na wyżywienie tubylcze. Wszystkie dolegliwości ustąpiły. Siły wracały z dnia na dzień. Doskonałe zdrowie nie opuszczało Dufty’ego i po przeniesieniu jego jednostki do Francji. W Wogezach jedli również to co miejscowa ludność, a ponieważ nadal trwała wojna, pożywienie stanowił czarny chleb, konina, króliki i wiewiórki. Mimo ostrej zimy nie miał nawet marnego kataru!
Po zakończeniu wojny i powrocie do Stanów nastąpił, rzecz jasna, powrót do dawnego stylu życia. Ciasta, coca-cola, bita śmietana z cukrem, mleko z maltozą, czekolada... Skutki nie dały na siebie czekać. Temperatura niewiadomego pochodzenia, odnowienie się hemoroidów, mononukleoza, malaria i dziesiątki innych chorób. W końcu nasz pacjent trafił do znajomego lekarza, który przepisał mu zmianę odżywiania. Jednak trudno było zerwać z dawnymi przyzwyczajeniami. I wtedy do rąk Dufty’ego trafiła mała książeczka, której sens zamknąć można w prostym zdaniu: „Jeśli jesteś chory, to jest to twoja własna wina. Wynik błędów, jakie popełniasz”.
Nagle przypomniały mu się dwa zdarzenia z dawnej przeszłości. Pierwsze, to spotkanie z Glorią Swanson. Ta słynna z wiecznej młodości gwiazda filmowa prowadziła specjalny styl życia, którego podstawą było naturalne odżywianie. Spotkanie miało miejsce na pikniku. Gloria Swanson nie tknęła niczego z przygotowanego dla gości jedzenia. Przyniosła własne. Do dziś dnia pamiętał wspaniały smak owocu, którym go poczęstowała. Owocu dojrzałego na drzewie, a nie w dojrzewalni. I grymas obrzydzenia, jaki pojawił się na jej twarzy na widok kostki cukru, którą wrzucał do kawy. Powiedziała wtedy cicho: „To jest śmiertelna trucizna”. Powiedziała mu również, że wie już dzisiaj, iż każdy musi się sam tej prawdy nauczyć, że cena tej nauki jest wysoka; że jest to droga ciężkich doświadczeń. Drugie wydarzenie dotyczyło wojny w Wietnamie. W 1956 roku pewien japoński filozof powiedział mu w rozmowie: „Jeśli naprawdę chcecie opanować Północny Wietnam, wyślijcie tam swoje kantyny wojskowe – cukier, ciastka i coca-colę. To pokona ich szybciej niż bomby”.
Czyż choroby nie były ciężkim doświadczeniem. I czy naprawdę odzyskanie zdrowia na pustyni i w Wogezach niczego go nie nauczyło?
Dufty wyrzucił z domu cukier i słodycze. Okazało się, że trzeba było wyrzucić również wszystkie konserwy – też zawierały cukier. Następne dwa dni to był czysty koszmar. Mdłości, obezwładniający ból głowy, niemożność wykonania jakiegokolwiek ruchu. Jednak po paru dniach nastąpił niemal cud. Noc przespana kamiennym snem. Przebudzenie z uczuciem odnowy. Zmiany następowały z dnia na dzień. Odnalezienie smaku w prostych potrawach. Cofanie się dolegliwości. Przestały krwawić dziąsła i hemoroidy. Wracało zdrowie.
Na okładce książki Williama Dufty’ego są dwa jego zdjęcia. Na późniejszym wygląda na człowieka o dwadzieścia lat młodszego.
Przełożył Jerzy Florczykowski


Przypisy:
1. William Coda Martin, „When is a Food a Food – and When a Poison?” („Kiedy pokarm jest pokarmem, a kiedy trucizną?”), Michigan Organic News, marzec 1957, str. 3.
2. ibid.
3. Elmer Verner McCollum, A History of Nutrition: A Sequence of ideas in Nutritional Investigation, Houghton Mifflin Co., Boston, 1957, str. 87.
4. op. cit., str. 88.
5. op. cit., str. 86.
6. Weston A. Price, Nutrition and Physical Degeneration: Diets and Their Effects, The American Academy of Applied Nutrition, Kalifornia, 1939, 1948.
7. Ernest A. Hooton, Apes, Men and Morons, Putnam, Nowy Jork, 1937.
8. H.M. Shelton, Food Combining Made Easy, Shelton Health School, Teksas, 1951, str. 32.
9. op. cit., str. 34.
10. Michel Foucault, Madness and Civilization: A History of Insanity in the Age of Reason, przekład (na język angielski) R. Howard, Pantheon, Nowy Jork, 1965.
11. Pojęciem „Sugar Blues” William Dyfty określa zespół fizycznych i umysłowych problemów spowodowanych spożywaniem przez ludzi rafinowanej sacharozy, zwanej powszechnie cukrem. – Przyp. tłum.
12. Linus Pauling, „Orthomolecular Psychiatry”, Science, vol. 160, 19 kwiecień 1968, str. 265–271.
13. Abram Hoffer, „Megavitamin B3 Therapy for Schizophrenia”, Canadian Psychiatric Association Journal, vol. 16, 1971, str. 500.
14. Allan Cott, „Orthomolecular Approach to the Treatment of Learning Disabilities”, streszczenie przedruku artykułu wydanego przez Huxley Institute for Biosocial Research, Nowy Jork.
15. Thomas S. Szasz, The Manufacture of Madness: A Comparative Study of the Inquisition and the Mental Health Movement, Harper & Row, Nowy Jork, 1970.
16. John W. Tintera, Hypoadrenocorticism, Adrenal Metabolic Research Society of the Hypoglycemia Foundation, Inc., Mt Vernon, Nowy Jork, 1969.
William Dufty
 Copyright © 2000

poniedziałek, 15 lutego 2016

Sławomir Pilarski - niesamowity głos, świetna muzyka


Oficjalna strona Sławka Polarskiego


BIOGRAFIA

Sławomir Pilarski urodził się 13 stycznia 1974 roku w Golinie, gdzie do dziś mieszka. Jego spojrzenie i światopogląd są ukierunkowane na człowieka, gdzie on jest w centrum zainteresowania. Każdy recital, niesie ze sobą spotkania, z ciekawymi ludzmi, którzy poszukują czegoś więcej niż komercji ukazującej się w tv.







poniedziałek, 8 lutego 2016

Dąb "Zawiadowca" w Koninie oficjalnie Pomnikiem Przyrody

Akcja, o której wcześniej pisałam tutaj zakończona sukcesem!
Niezmiernie ucieszyła mnie ta wiadomość, więc podzielę się nią z Wami;

Dodano: 05.02.2016 12:14
Konin ma kolejny pomnik przyrody. Na dębie zwanym „Zawiadowcą” zawisła już odpowiednia tabliczka.
W kwietniu ubiegłego roku ruszyła akcja ratowania dębu szypułkowego w byłym parku kolejowym, nieopodal dworca PKP. Według szacunków Białowieskiego Parku Narodowego drzewa ma około 250 lat. Grupa inicjatywna, która powstała przy stowarzyszeniu „Akcja Konin” w obawie przed wycięciem dębu w związku planowaną modernizacją dworca kolejowego, zbierała podpisy wśród koninian.
Pod inicjatywą uchwałodawczą podpisało się około dwóch tysięcy osób. Pod koniec listopada miejscy radni zdecydowali, że „Zawiadowca” zostanie pomnikiem przyrody. 






Dąb "Zawiadowca" uratowany! 
Ścinać tak przepiękny kawałek historii dla betonowej (kolejnej i kolejnej) galerii handlowej to szczyt debilizmu. Na szczęście udała się dobrym ludkom akcja ratunkowa i dąb będzie nam towarzyszył kolejne lata... Darz Bór! :)
 

niedziela, 17 stycznia 2016

PROTEST PRZECIW WYCINCE DRZEW W PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ

Drzewa w Puszczy Białowieskiej dawały sobie radę tysiące lat i teraz też tak będzie.
Ingerencja człowieka w Przyrodę zawsze źle się kończy. Tam, gdzie jest więcej kornika automatycznie zwiększa się populacja dzięcioła, ale człowiek to taki pazer, bo potrzeba desek na drewniane domki szejkom warszawskim.

PROTESTUJMY I PODPISUJMY PETYCJE PRZECIW WYCINCE DRZEW W PUSZCZY BIAŁOWIEJSKIEJ!!! 




(...) Odwołany dyrektor przeciwny wycince

Teren Białowieskiego Parku Narodowego nieomal całkowicie pozbawiony jest działań człowieka.
(...) 
Jednym z liderów protestu przeciw planom Lasów Państwowych jest Mirosław Stepaniuk, były dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego, odwołany kilka tygodni temu. Ofisjalnie, nie na piśmie, ale oficjalnie, w gabinecie pana ministra, dowiedziałem się, że za wojnę z Lasami - stwierdził Stepaniuk.  Minister Jan Szyszko nie podał uzasadnienia swojej decyzji. Zgodnie z prawem nie musiał tego robić.- skomentowała to Katarzyna Pliszczyńska, rzecznik Ministerstwa Środowiska.
 (...) 


Poniżej wybrany komentarz do artykułu:

~~basmen
        
W Beskidach było to samo...Lasu nie ma, kornik został.

 


źródło: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/lasy-panstwowe-chca-wiekszej-wycinki-puszczy-bialowieskiej,608413.html




NAJPIERW ÓWCZEŚNI RZĄDZĄCY PROTWSTOWALI PRZECIWKO PRYWATYZACJI LASÓW A TERAZ CHCĄ JE WYCINAĆ??????????




Przebrani za drzewa protestowali przeciwko wycince w Białowieży

 Co najmniej kilkaset osób protestowało w niedzielę w Warszawie w obronie Puszczy Białowieskiej. Uczestnicy "Marszu Entów" uważają, że puszcza jest zagrożona wycinką, którą trzeba zatrzymać.

 Jak informował Mateusz Szmelter, reporter tvnwarszawa.pl, o godz. 12 ponad 500 osób zebrało się na Agrykoli przy wejściu do Łazienek. Niektórzy byli przebrani za drzewa. Przynieśli transparenty: "Naszej puszczy nie oddamy", "Jeszcze puszcza nie zginęła", "Wycinać puszczę to jak burzyć Wawel". Uczestnicy marszu wykonali taniec, były również śpiewy i przemówienia.

Pochód przeszedł trasą: ul. Agrykoli - Plac na Rozdrożu - Aleje Ujazdowskie - Kancelaria Premiera. Ok. godz. 13 na ok. 20 minut zablokował Aleje Ujazdowskie.
W jego organizację była zaangażowana m. in. Partia Zieloni, a wśród uczestników można było zauważyć np. byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza.
Przed Kancelarią Premiera Rady Ministrów domagali się od premier Beaty Szydło, aby cofnęła zgodę na daleko posuniętą wycinkę w Puszczy Białowieskiej.



 Ekolodzy przekonują, że Białowieża poradzi sobie sama ze szkodliwym owadem, tak jak radzi sobie od tysięcy lat.

źródło: http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,przebrani-za-drzewa-protestowali-przeciwko-wycince-w-bialowiezy,191035.html

 20:25 ~Żubr
Dlaczego martwe świerki są potrzebne w Puszczy Białowieskiej

Zmiany klimatu nie pozostają bez wpływu na europejskie lasy. Gatunki drzew, takie jak świerk, wrażliwe na wysokie temperatury i niedostatek wody, osłabione letnimi okresami suszy, stają się podatne na intensywniejsze zasiedlanie przez leśne owady. Opanowane przez korniki świerki zamierają, ustępując miejsca drzewom liściastym, wymagającym dużej ilości światła i lepiej dostosowanym do aktualnych warunków środowiska. Naturalny proces zmiany struktury gatunkowej lasu jest długotrwały, jednak na żadnym z jego etapów nie ma zagrożenia dla trwałości leśnego ekosystemu. Las nadal żyje, choć radykalnie zmienia się skład i udział procentowy tworzących go gatunków drzew. Wygląda też inaczej niż kilka, lub kilkadziesiąt lat wcześniej. Często ten wygląd nie odpowiada naszym przyzwyczajeniom - gdy z gęstwiny młodych drzew sterczą w niebo pnie martwych świerków lub plątanina leżących kłód utrudnia poruszanie się po lesie - ale to nie oznacza, że jest to „las gorszej jakości” czy też „las umierający”.


http://www.polskiwilk.org.pl/puszcza-bialowieska 













Poniżej adresy stron na których znajdziecie petycje:
 



 Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las
 


wtorek, 29 grudnia 2015

10.01.2016 - 24.FINAŁ WOŚP!

 

24. Finał WOŚP
Mierzymy wysoko!


Na zakup urządzeń medycznych dla oddziałów pediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorów



120 tysięcy wolontariuszy WOŚP 10 stycznia 2016 roku wyjdzie na ulice nie tylko polskich miast, ale także zagra w kilkudziesięciu krajach na świecie. Przez 23 lata działalności Fundacja WOŚP zakupiła sprzęt medyczny wydając blisko 650 mln zł zebranych w corocznych Finałach. Sukces Orkiestry jest sukcesem wszystkich, którzy chcą pomagać przekazując datki zarówno w dniu zbiórki, jak i w trakcie całorocznej działalności Fundacji. 
 
Każdego roku szczegółowo określany jest cel finałowej zbiórki. Ubiegłoroczny 23. Finał WOŚP poświęcony był podtrzymaniu standardów leczenia dzieci na specjalistycznych oddziałach pediatrycznych. W efekcie tej zbiórki, po przeprowadzeniu 43. Konkursu Ofert zaplanowanego w dniach 23-25 listopada 2015 r., wyposażone zostaną dziecięce oddziały pulmonologiczne, reumatologiczne oraz kardiochirurgiczne, a po rozstrzygnięciu 44. Konkursu Ofert (grudzień 2015) – onkologiczne. W trakcie 23. Finału Orkiestra po raz trzeci zagrała także dla seniorów, dzięki czemu wsparcie otrzymały oddziały geriatryczne, a także kilkadziesiąt Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych  w całej Polsce. 
 
 
Zarząd Fundacji WOŚP po konsultacjach ze środowiskami medycznymi i prośbami spływającymi od polskich szpitali postanowił w czasie 24. Finału WOŚP po raz kolejny zbierać pieniądze dla pediatrii, tym razem wyposażając oddziały podstawowe, co umożliwi zakup sprzętu dla większej ilości szpitali, także tych małych. Zbliżający się Finał to również zbiórka na rzecz geriatrii.  

  
Ubiegły rok pokazał, że pediatria jest mocno zaniedbaną działką. Dokonując zakupów z pieniędzy zebranych podczas 23. Finału WOŚP zobaczyliśmy, że potrzeby na tych oddziałach są ogromne, z czego tak naprawdę nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy. Wspólnie z zarządem Fundacji podjęliśmy decyzję, że 24. Finał WOŚP również będzie poświęcony pediatrii, tak by odziały zostały kompleksowo wyposażone. Szpitale skupiają się na zakupie skomplikowanych urządzeń, a nie starcza na tak prozaiczne rzeczy jak łóżka, czy szafki. Komfort pacjenta jest również ważny w dochodzeniu do zdrowia. Nie zapominamy także o geriatrii, jest coraz lepiej. Dopiero kiedy Orkiestra zaczęła mówić głośno o pomijaniu tego tematu, zaczęto myśleć o seniorach bardziej serio. – mówi Jerzy Owsiak prezes zarządu Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
 
 
Fundacja WOŚP w trakcie swojej działalności wspierała pediatrię trzykrotnie. Podczas 11. i 12. Finału WOŚP, odpowiednio w 2003 i 2004 roku, zbiórka była poświęcona zakupowi sprzętu medycznego dla oddziałów niemowlęcych i dzieci młodszych. Następnie, po wieloletniej przerwie, WOŚP wróciła do pediatrii w 23. Finale.
 
Potrzeby oddziałów pediatrycznych w polskich szpitalach są ogromne. Często placówki muszą wybierać – zakup którego urządzenia jest bardziej priorytetowy, czy mogą sobie pozwolić na zakup nowego sprzętu, czy mają zmodernizować stare aparaty. Jak mówi prof. Alicja Chybicka, Prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego – Niedofinansowanie pediatrycznej opieki medycznej na wszystkich poziomach referencyjności sprawia, że ich wyposażenie jest niewystarczające, a istniejąca w nich aparatura przestarzała i często nie spełnia wymogów jakie powinny zostać spełnione w procesie diagnostycznym i terapeutycznym dzieci.  
 
W dniach 23-25 listopada 2015 roku odbędzie się 43. Konkurs Ofert WOŚP. Wtedy to zakupiony zostanie specjalistyczny sprzęt medyczny dla oddziałów pediatrycznych ze środków pochodzących ze zbiórki przeprowadzonej podczas 23. Finału WOŚP. Szpitale zostaną wyposażone między innymi w aparaty USG, aparaty echokardiograficzne czy zestawy do spirometrii. W grudniu zostanie przeprowadzony 44. Konkurs Ofert, w trakcie którego Fundacja WOŚP zakupi sprzęt dla dziecięcej onkologii, będą to między innymi dwa rezonanse magnetyczne, które trafią Warszawy (Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”) i Lublina (Uniwersytecki Szpital Dziecięcy).  

Pieniądze, które zostaną zebrane podczas 24. Finału WOŚP, mają pomóc w uzupełnieniu braków na oddziałach mniej specjalistycznych. Tym samym pomoc trafi w każdy zakątek Polski. Kiedy szpital zmaga się z decyzjami na temat zakupu zaawansowanej aparatury medycznej, nikt nie myśli o tak prozaicznych przedmiotach jak łóżka czy szafki przyłóżkowe, a te nierzadko pochodzą z lat 80-tych ubiegłego wieku. O sytuacji w polskiej pediatrii mówi prof. Teresa Jackowska, krajowy konsultant w dziedzinie pediatrii: 344 oddziały ogólnopediatryczne w Polsce pełnią niezmiernie ważną rolę na pierwszej linii opieki pediatrycznej. Odziały te przyjmują około 412 800 dzieci, które zgłaszają się w stanach nagłych, z zagrożeniem życia. Pierwsza godzina diagnostyki i leczenia i leczenia jest niezmiernie ważna dla późniejszych losów dziecka. Wyposażenie tych oddziałów dla monitorowania funkcji życiowych nie jest najlepsze, stąd konieczne są starania, aby równoległe z poprawą warunków hospitalizacji poprawić bezpieczeństwo pacjentów. Sprzęt medyczny do monitorowania funkcji życiowych i diagnostyki sprawiłby, że bezpieczeństwo pacjentów znacznie poprawiłoby się. 
  
Pediatria ma braki nie tylko w sprzęcie, ale i w specjalistach. Oceniając zasoby kadrowe oraz potrzeby w dziedzinie pediatrii prof. Anna Dobrzyńska – obecnie Kierownik Kliniki Neonatologii, Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Instytucie „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, pełniąca do stycznia br. obowiązki krajowego konsultanta ds. pediatrii, zauważa że W niektórych województwach liczba łóżek dziecięcych nawet wystarczająca, nie zapewnia właściwej opieki dzieciom chorym z uwagi na niedostateczną liczbę pediatrów. W wielu oddziałach dziecięcych brakuje po kilku lekarzy pediatrów, dyżury są łączone. Aktualnie w Polsce, według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, prawo do wykonywania zawodu lekarza pediatry posiada 17 025 osób, z czego zawód swój czynnie wykonuje 14 787 (stan na 31.08.2015r.). Jest to problem, który także będziemy poruszali w czasie styczniowego, 24. Finału WOŚP.
 
 

Geriatria 


Fundacja WOŚP w 2013 roku rozpoczęła planowe, systemowe wspieranie geriatrii. W pierwszej kolejności podjęto się kompletnej wymiany najbardziej podstawowego sprzętu na cały czas nielicznych szpitalnych oddziałach geriatrycznych. Do placówek trafiły łóżka, materace, aparaty do mierzenia ciśnienia, kardiomonitory, inhalatory, ssaki i setki innych, bardzo podstawowych urządzeń. Fundacja zainwestowała też w zaawansowany sprzęt diagnostyczny (ultrasonografy, aparaty EKG, densytometry) oraz w nowoczesne urządzenia, które zdecydowanie polepszyły komfort pacjentów oraz warunki pracy personelu medycznego.
 
 
W drugiej kolejności Fundacja skupiła się na wsparciu nowopowstających i rozbudowujących się oddziałów geriatrycznych, oraz również bardzo zaniedbanych zakładów opiekuńczo-leczniczych.  W ramach 42. Konkursu Ofert WOŚP z środków pochodzących z 23. Finału, Orkiestra zakupiła 3 986 urządzeń za łączną kwotę 32.656.739,56 zł. Były to między innymi łóżka sterowane elektronicznie, materace przeciwodleżynowe, wózki inwalidzkie, pompy infuzyjne, kardiomonitory, podnośniki, fotele kąpielowe, przyłóżkowe urządzenia rehabilitacyjne, ssaki, czy inhalatory. 
 
Łącznie, w ciągu trzech lat realizowania hasła godnej opieki medycznej seniorów, Fundacja WOŚP wydała na ten cel blisko 46 mln zł., wspierając 150 placówek zajmujących się leczeniem geriatrycznym.  









Spór o Trybunał Konstytucyjny w Polsce - Max Kolonko




Zachęcam do obejrzenia filmiku poniżej.

https://youtu.be/EJXUY3M_HPk


niedziela, 27 grudnia 2015

Czesław Białczyński - Pełnia (9999) – Magiczne znaczenie potraw wigilijnych, czyli dlaczego jecie to co jecie 24 12 7524! (szkic tematu z Księgi Tanów)


Uwaga: ten artykuł będzie systematycznie rozwijany i uzupełniany : ostatnia aktualizacja 26 grudnia 2015

Boska Strawa

Jak wiecie strawa to jeden z obrzędów związanych z pogrzebem i uczczeniem Dziadów – czyli Duchów Przodków/Zmarłych, ale strawa to po prostu pokarm bogów tak jak i żertwa – gorący posiłek (żar-ger) boski.

24 12 7524 – Pełnia Księżyca (9+9 + 99% = 9)

Ostatnia Pełnia 7524 (9) obejmuje 3 dni: 24 – 25 – 26 grudnia

Żercy w Gody – obrzęd (Słowiańska Wiara)

Witam Was w tym Świętym Borze!
Witamy Cię Świętoborze!
Oto dokonało się kolejne Koło Swaroże, dokonał się rok, przeminęły cztery jego pory i znów stoimy tu, u progu nowego cyklu. Nastały Gody – Szczodry Wieczór. Dziś żerzymy narodziny Bożica, Młodego Słońca Niezwyciężonego, Swaroga, który tego dnia najkrócej panuje, by po tej nocy odrodzić się i dać nową nadzieję i zapowiedź swej chwały. Nadchodzi zima, dzieciństwo Słońca, które będzie wzrastać z dnia na dzień, by w końcu pokonać ciemność u szczytu swej potęgi. Dla naszych Ojców był to czas odpoczynku i korzystania z plonów całego roku, radowali się więc oni tym szczodrym wieczorem.
Jak nasi ojcowie drzewiej, tak my dziś pomni i dumni swej Słowiańskiej Krwi i Tradycji chwalimy Bogów i Żywioły składając im trzebę. Ojców wspominamy i na ucztę prosimy, bo święta to rodzinne, pełne powagi, ale i radości i nadziei. Radujemy się w ten czas godowy, czas szczodry, bo ku nowemu zmierzamy wyzwaniu nieodgadnionemu, napełnieni nieśmiertelną siłą Swaroga. Pytamy więc dziś losu wróżby czyniąc, co nam pisane być może. Żerzymy i Chorsa – miesiąc nasz jasniejący, co zimową nocą drogi nasze oświetla, bo tak noc, jak i dzień w jeden mały cykl doby się składają wedle prawideł Natury.
Żerca I: Zamknijcie krąg, silną Zadrugę, by nic z zewnątrz nie miało doń dostępu, ni żadna siła nie rozerwała go od środka.
Żerca obchodzi wkoło kołacząc, potem sól sypiąc w krąg.
Żerca I: Swarogu! Ty wyznaczasz rytm życia naszego, ty dodajesz nam sił, dziś to Twe narodziny, witamy Cię więc Bożicu, trzebę tobie składając!
Żerca II: Swarożycu! Ziemski synu swego niebieskiego Ojca, Tobie to zawdzięczamy nasz rozwój, przyjm jak co rok w swe ciało naszą trzebę!
Żerca III: Dadźbogu! Oto Szczodry Wieczór, twoja to dziedzina, bo ty wspomagasz swą łaską nasz trud i wysiłek, zwracamy Ci Twe dary!
Żerca IV: Świętowicie! Perunie! Panie wszystkich Słowian, twój miecz i młot bierzemy na symbol naszej walki, dodaj nam odwagi i siły!
Żerca I: Welesie! Pomorski Trzygłowie! Patronie Zadrugi naszej, co na czarnym koniu bieżysz i pomorską dziedzinę w opiece masz, przyjm naszą trzebę!
Żerca II: Rodzie! Co dajesz początek życia wszelkiego, coś pierwociną ludu całego Sławskiego, łączysz go w łańcuchu tych co przeminęli, co są i co nastaną, przyjm naszą trzebę!
Żerca III: Siemie! Co rodziną się każdą opiekujesz, to Twój jest czas najszczęśliwszy, bo Szczodry Wieczór łączy rodziny w radości i dostatku, przyjm naszą trzebę!
Żerca IV: Strzybogu! By wnuki Twoje – wichry nie wiły się nam na przekór zatrzymaliśmy nasze wrzeciona! By Pogwizd co na dzikie łowy wyruszył raczył szeptać do nas przez korony drzew, przyjm naszą trzebę! Prosimy Was Stribogowe Wnuki na wieczerzę!

Kołacz Ręce Boga z symbolami Światła Świata – Świastykami

cytuję z Księgi Tura:
Gdy świdrem ogniowym rozpalono już ogień, wrzucano do niego Badniaka (często również przybranego w siwe włosy i brodę), siadano lub stawano w świętym kręgu i śpiewano o Koladzie-Kołodzie, z której wylęgnie się światło. Z iskier wznoszących się w niebo wróżono o plonach i stadach w następnym roku. Potem przenoszono żar z ogniska (każdy brał jedno polano albo węgielek) do swoich domów. Żar kładziono do pieców w domostwach i od niego rozpalano „świeży” ogień („stary” był od rana tego dnia wygaszony). Żar w piecu podtrzymywano przez cały rok.
Następnego dnia zasiadano w kręgu wokół Snopa-Kolędy (Macicy – Kłódzi, mającej symbolizować prawdziwą Kłódź Swąta, z której odradza się Swet-lnica, Boża Krówka). Tu odbywało się ciche, milczące oczekiwanie do wieczora, aż do chwili, gdy na niebie pokazywała się pierwsza gwiazda, owo Światło (Iskra Swąta). Widziano w niej obraz pierworodnej iskry – zaczynu istnienia (Skry Światła – Swetu, Skry Świata – Swetu, Skry Świętej – Swąta, Skry Świtu – Swiłtej). Niepojawienie się owej gwiazdy oznaczałoby koniec świata, zapowiadałoby niechybne zwycięstwo Sił Ciemności w mającej się rozpocząć nocnej bitwie, prorokowałoby nadejście nocy, która nigdy się nie skończy.
Kiedy gwiazda się wreszcie pokazała, Tajna Doba (czas tajemnicy i ciszy) dobiegała końca, rozpoczynała się zaś Potajna Noc. Od tej chwili śpiewano wesołe, skoczne kolędki, w których sławiono czyny Łada, Boża-Bożeńka (Boda-Bożeboga) i Body Zapaśniczki, opowiadano o Świetle i Kłódzi. Spożywano święte potrawy (kutję i kisiel),wróżono, obsypywano się owsem, Życzono sobie pożytków. Wszystko to działo się pod czechołem, białym obrusem zawieszonym u sufitu i skrywającym Jemiołę (symbol odwróconego Drzewa Drzew) albo Światliszcze – rozbudowany gałęziasto wisior wykonany ze słomek i ozdób (także symbolizujący odwrócone Drzewo Drzew).
Ta uczta nie była wcale przejawem radości, lecz lęku i stanowiła czynność obrzędową mającą na celu dodać ducha bogom i bogunom walczącym po dobrej stronie. Raczono się odurzającymi napojami po to, żeby dodać sobie otuchy, uzyskać śpiewny, święty trans i zapomnieć o tej strasznej bitwie, która przez całą noc trwała wokół biesiadujących. Tę noc nazywano właśnie potajną. W potajną noc nie wolno było wyrzucić żadnego wędrowca za próg. Byłby to akt obrazoburczy, wręcz barbarzyński, ponieważ na świecie, w ciemnościach, szalała bitwa, a przestrzeń wypełniały demony.
Po owej nocy cudownego ocalenia Bożej Krówki (kiedy Snop-Kołoda tryskał światłem pośród ciemności,
a zwierzęta przemawiały ludzkim głosem), nastawał dopiero czas prawdziwej radości ze wspaniałego zwycięstwa – wielkie święto, zwane Zapustami. Ruszał korowód z chorągwiami, wózkami kultowymi, w maskach, najpierw do kątyny lub miejsca świętego, na przykład na bugryszcze do sjenowitego drzewa rodu albo do zapisu – drzewa plemiennego. Odwiedzano żalniki z podziękowaniem dla bogów, duchów opiekuńczych i dla dziadów (zmarłych).
Obszedłszy miejsca święte i żalniki, pochód obchodził też całą wieś. Od tego momentu ruszały również korowody młodych ludzi, wtajemniczonych różnych bractw, grumad guślarzy, przedstawiających dzieje niebiańskiej bitwy.
W pochodach tych odtwarzano to wszystko, co według mitów działo się poprzedniej nocy na niebie. Stąd
w korowodzie obecność kozłów, turów (turoń) i niedźwiedzia.
Obrzędy związane ze Szczodrym Wieczorem, Tajną Dobą, Potajną Nocą i ogólnie mówiąc, Godami, były bardzo bogate i rozległe.
Kolędnicy, czyli zapustnicy, jeszcze w XIX wieku chadzali poprzebierani za tzw. drabów, z młodym wilczkiem albo sarną czy niedźwiadkiem. Wkładali na siebie kożuchy wywrócone włosem na wierzch i obwiązywali się powrósłami z pełnych kłosów albo grochowinami. Zwyczaj „obwiązywania” dotyczy też zwierząt domowych i drzew – miało to przynieść pomnożenie przychówku. Groch i pełne kłosy to symboliczne, roślinne wcielenia Sporów i Rgłów, bogów darzących powodzeniem i urodzajem.
Z chodzeniem po kolędzie wiąże się też postać Mikołaja (właściwie pogańskiego Mikoły-Mąda), który chodził
od domu do domu skuwając ziemię mrozem i lodem, a jednocześnie w wielkim worze roznosił podarki.
Pieczono także specjalne korowaje – okrągłe chleby symbolizujące rok, gody, słońce i wiele innych świętości.
Z początkiem nowego cyklu słonecznego związany jest, obchodzony wciąż przez Małorusinów i Białorusinów,
obrzęd Bohatego lub też inaczej Szczodrego Wieczoru. Gospodynie pieką na tę okazję placki i pierogi, gotują
mięsiwo, chłopcy i dziewczęta chodzą też wtedy powtórnie z kolędą. Ze Szczodrym Wieczorem wiążą się
wróżby. Dziewczęta rzucają siemię lniane na ogień, a gdy ono z trzaskiem pęka, chłopcy wypowiadają
życzenia.
Jak pisze Z. Gloger [w Roku polskim, str. 103], lud wiejski od Odry do Dniestru miał jednakowy zwyczaj
kolędowania z turoniem, niedźwiedziem, koniem, kozą, żurawiem i wilkiem.
W Krakowie ze wsi Piasek tuż przed postem wleczono słomianą kukłę zwaną Comberem. Comber był to
kawał kloca (symbol Bodnyjaka), do którego zaprzęgano złapanego kawalera, a wieńcem z grochowin
zdobiono mu głowę [pisze o tym Oskar Kolberg w tomie V dzieła Lud].
Jak podaje K. Moszyński [w KLS], najważniejszą konstelacją nieba północnego jest w wierzeniach ludowych Wielka Niedźwiedzica, zwana też Wielkim Wozem.
Według M. Składankowej [Mitologia Iranu, str. 201], w wierzeniach, także słowiańskich, Wielkiej Niedźwiedzicy przeciwstawiane są Plejady jako gwiazdy ptasie (zwane nieraz: Kwoka i Pisklęta, Kwoczki, Kruki). Do dziś na Syberii niedźwiedź jest zwierzęciem podziemnym. Szamanów niedźwiedzich zakopuje się głęboko pod ziemią i w podziemia trafia po śmierci ich dusza, przeciwnie niż szamanów ptasich, których dusza ulatuje do nieba i których zwłoki chowa się w konarach drzew.
Niedźwiedź jest symbolicznym zwierzęciem Wiłów – Władców Boru, bóstw korzennych, ciemnozielonego lasu – uznawanego przez badaczy symboli kultury i wierzeń za ekwiwalent zaświatów [patrz M. Derwich i M. Cetwiński Herby, legendy, dawne mity oraz M. Eliade Złota gałąź].
Plejad jest siedem i konkurują one wyraźnie z Wielką Niedźwiedzicą do miana symbolu Lata. W Aweście
miano Plejad brzmi Perune, co jakże znacząco nawiązuje do pojęcia pioruna i słowiańskiego boga błyskawicy Peruna.
Święto Godów trwało według pewnych tradycji 12 dni, w czasie których z niecierpliwością i lękiem
wypatrywano pierwszej gwiazdy na ciemnym niebie [patrz np. M. Składankowa Mitologia Iranu].
O Godach dużo pisze wielu uczonych, między innymi Z. Gloger w Roku polskim i Encyklopedii staropolskiej, a także K. Moszyński w KLS t. III, str. 986–1009.



Warza warzy także potrawy na stół bogów i piecze co roku nowy Kołacz, który następnie Łado dzieli na 48 części-roków, a Perun tnie na kawałki swoją jarzęcą Kamienną Błyskawicą. Dzieje się to zawsze na wiosnę. W owym najważniejszym z wypieków pomaga Warzy Rosza, która miesi ciasto. Mąkę na Kołacz miele boski młynarz Rgiełc, a ziarna przez cały rok zbierają z pól welańskich Żywia, Obiła i Reża. Odmienice, bogunki Źrzebów, posypują gotowy chleb makiem. Mak ów układa się ponoć w taki kształt, jaki jest Obraz Świata na kawałku Bai, który odpowiada owym 48 rokom. Co roku bogowie zjadają cały Kołacz, ale ucztę zaczyna ten, który danemu rokowi przewodzi. Prócz Kołacza, Warza przygotowuje przez cały czas inne święte potrawy, takie jak Knysze, Kaszę, Korowaje, Kutje, Kraszanki, Krupniaki, Kładziwo oraz napoje zwane Krużami. Bogowie spożywając Kołacz odradzają swoje siły, nadają sobie wieczną młodość, spożywając Kładziwo odnawiają wieczny żywot, zjadając Knysze zapewniają sobie wieczne zdrowie, a dzięki Kutii wieczyste powodzenie.



Bagietki to pozostałość południowoeuropejska po obrzędowym pieczywie dla Dziadów na ich Tany w ramach innych obrzędów Tanów Większych – takich jak na przykład Gody; było to dawniej pieczywo w kształcie podłużnych kładek, mostów i drabin, które niesiono za zmarłym i palono ze zwłokami na żarniku. Służyły one duszom zmarłych w zaświatach do „opuszczania się ” ze szczytu Szklanej Góry Wąwel przez  otwór na wierzchołku do Jaskini Skonu – Komory Sowiego. Są to wypieki zwane Kładziwo – chleby ofiarne, pierwowzory chlebów pokładnych znanych między innymi z biblii, tyle że o kilka tysięcy lat starsze jeśli idzie o ich pochodzenie, towarzyszące pogańskim pogrzebom ze spaleniem zwłok.   








Zanim wprowadzono zwyczaj dzielenia się opłatkiem wśród Słowian powszechny był podczas Święta Godów w dzień uczty, którą dzisiaj nazywamy Wigilią  zwyczaj łamania się kromką Kołacza. Kołacz pieczony własnoręcznie w domowym piecu chlebowym, był tym obowiązkowym pieczywem, służącym do „łamania się” i do wzbogacenia smaku pozostałych podawanych potraw.   Jak zauważacie wśród potraw wigilijnych nie ma ziemniaków, bo ziemniaki są tworem obcym, przywiezionym z Ameryki Południowej. Ich miejsce zajmuje kasza jaglana.

 


Korowaj – pieczywo przeznaczone Rgłom i Sporom

 

 

 

Pogańskość obrzędowej uczty wigilijnej i dzielenia się opłatkiem

Spożywanie natury i istoty samego bóstwa poprzez spożywanie fizycznego pokarmu (komunia święta) jest praktyką pogańską. Jakkolwiek jest to zaskakujące mówi o tym nawet sama Biblia:
   „Ty zaś nie wstawiaj się za tym narodem, nie zanoś za niego błagań ani modłów, ani też nie nalegaj na Mnie, bo cię nie wysłucham. Czy nie widzisz, co czynią w miastach Judy i na ulicach Jerozolimy? Synowie zbierają drewno, ojcowie rozpalają ogień, a kobiety ugniatają ciasto, by robić pieczywo ofiarne dla królowej nieba, a nadto wylewają ofiary z płynów dla obcych bogów, by Mnie obrażać. […] Wszyscy mężowie, którzy wiedzieli, iż żony ich składają ofiary obcym bogom, i wszystkie kobiety stojące w wielkiej gromadzie oraz cały lud mieszkający w ziemi egipskiej, w Patros, odpowiedzieli: Nie posłuchamy polecenia, jakie nam przekazałeś w imię Pana. Raczej wprowadzimy w czyn wszystko, co postanowiliśmy sobie: składać ofiary kadzielne królowej nieba, składać na jej cześć ofiary płynne, podobnie jak to czyniliśmy my, nasi przodkowie, nasi królowie oraz nasi przywódcy w miastach judzkich i na ulicach Jerozolimy. Wtedy mieliśmy pod dostatkiem chleba, powodziło się nam dobrze i nie spotkało nas nic złego. Od czasu, gdy zaprzestaliśmy składać królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, cierpimy niedostatek wszystkiego i giniemy od miecza lub głodu. A kobiety powiedziały: Ilekroć składamy królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, czyż nie za wiedzą naszych mężów przygotowujemy dla niej ciastka z jej wizerunkiem albo wylewamy płynne ofiary?” (Jeremiasza 7:16-18; 44:15-19)
   Sami Izraelici służąc obcym bogom sporządzali dla nich ‚ciastka z wizerunkiem’ bóstwa, które były następnie składane w ofierze temuż bóstwu. Powszechną pogańską tradycją było następnie spożywanie pokarmów i płynów ofiarowanych bóstwom, głównie na zasadzie wspólnych obrzędowych uczt. 
 W jakim celu spożywano i spożywa się nadal pokarmy, które najpierw ofiarowywano bogom lub Bogu? Otóż spożywanie pokarmu ofiarowanego bóstwu czyni człowieka bardziej duchowym i zbliża go do bóstwa, gdyż ofiarowany pokarm staje się uduchowiony i boski, poprzez uobecnienie się boga/energii w nim, za sprawą dokonanego obrzędu/aktu wierzeniowego. Pokarm ofiarowany bóstwu przestaje być zwykłym pokarmem, staje się nośnikiem natury bóstwa gdyż widzimy w nim ową boską naturę, poprzez nadanie temu aktowi mocy magicznej – czyli duchowej uruchomiamy w sobie świadomość obecności boga/energii/mocy/siły kosmicznej w produktach z których powstał pokarm poświęcony danemu bogu jak i w potrawie wykonanej z owych produktów. Akt Świadomy łączy nas ze Świadomością Nieskończoną i materialną siłą zawartą w pokarmie, roślinie, uruchamia w Nas ową boską cząstkę Piąty Element który łączy się z bogami/energiami i z Bogiem Bogów. 
Dlatego też, Rodzimowiercy sporządzają  na przykład ciasta z wizerunkami bóstwa królowej niebios, a po ofiarowaniu ich bogini zjadający takie ciastka uruchamiają owym świadomym aktem moc Królowej Niebios  w sobie i tym samym mają udział w jej boskiej mocy, w jej boskiej naturze. Poganie (czyli my rodzimowiercy polscy) wierzymy więc, iż wypieki z wizerunkami bóstwa lub innych symboli bóstwa (znaków, czert, taj, zwierząt i roślin totemowych) ulegają transubstancjacji w wyniku ofiarowania ich danemu bóstwu i sama istota bóstwa staje się obecna w owych wypiekach i pokarmach, jako uruchomiona aktem świadomości poprzez wyróżnienie aktem rytualnym/magicznym czynności poświęcenia.
W Biblii przytacza się dowody, że istotnie bóstwo uruchamiało się w obrzędowych pokarmach czy też poprzez nie. My poganie/rodzimowiercy wiemy, że nie jest to żadne niezwykłe zjawisko lecz zwyczajna manifestacja Świadomości Nieskończonej w obiektach materialnych, i że ma tu miejsce zwykła procedura uruchomienia mocy poprzez obrzęd.  Według Biblii, mimo, że pokarm (np. ciastko) pozostawało zwykłym ciastkiem i wino czy inny napój pozostawał zwykłym napojem,  bóstwo rzeczywiście wchodziło w spożywających pokarmy ofiarne wyznawców, przez co mogli oni doświadczać różnego rodzaju stanów uniesienia oraz wysokich duchowych i emocjonalnych doznań:
Tak zwani „prorocy starotestamentowi” napotykali na poważne problemy w walce z tego typu pogańskimi praktykami, gdyż ludzie spożywający ofiarowane pokarmy doświadczali nierzadko wysokich duchowych doznań o charakterze odmiennych stanów świadomości. Ponadnaturalne cuda związane z ofiarami składanymi pogańskim bogom także miały miejsce umacniając w przekonaniu co do prawidłowości i spełnienia ofiary wyznawców danego bóstwa (Wyjśćia 7:11.22; 8:7; Powtórzonego Prawa 13:2-4; Nahuma 3:4; Dzieje Apostolskie 8:9-11; Apokalipsa 16:14; 18:23).
Historia i archeologia także potwierdzają istnienie pogańskiej wiary w transubstancjację i fizyczne spożywanie istoty bóstwa poprzez zjadanie i picie ofiarowanych mu pokarmów:
Jednym z najlepiej udokumentowanych tego typu obrzędów jest staroceltycka uroczystość Lammas (Święto Chleba) obchodzona niegdyś z okazji pierwszych żniw od zmierzchu 1 sierpnia do zmierzchu 2 sierpnia. Jako że oddawano wówczas cześć bogu Lugh (utożsamianemu ze Słońcem i jako Moc Słońca odpowiadającemu za obfitość płodów ziemi) uroczystość tą nazywano także Lughnasadh. Jednym z głównych obrzędów tego święta było pieczenie chleba w kształcie bóstwa, który następnie spożywano. Zboże umierało po to, aby jedzący je ludzie mogli żyć. Obrzęd ten jest po dziś dzień obchodzony przez brytyjskich pogan (rodzimowierców).
 Spożywanie bóstwa poprzez zjadanie ofiarowanego uprzednio chleba było zakorzenione także w wierze przyrodzonej Azteków. Wierzenia te zostały dosyć obszernie opisane przez katolickiego zakonnika-dominikanina imieniem Diego de Duran w dziele „Historia Antiqua de la Nueva Espana” z roku 1585. Chleb komunijny nazywany był przez Azteków ‚tzoalli’ – poświęcony przez kapłanów i rozdzielany wszystkim podczas wspólnej uczty uważany był za ciało bóstwa.
Wiarę w udział w boskiej naturze poprzez spożywanie fizycznego pokarmu można odnaleźć także w kulcie Dionizosa i Bachusa oraz w mitraizmie. Dzięki malowidłom ściennym w licznych grobowcach wiemy także, iż podobna praktyka miała miejsce w starożytnym Mlekomedirze (Egipcie) i była związana z kultem Ozyrysa/Koszerysa (Przepląta) – tamtejszego boga zboża i umarłych. Corocznie pieczono specjalne ciasta zbożowe w kształcie człowieka będące podobizną Ozyrysa, które składano mu w ofierze a następnie zjadano. Podobnie jak w przypadku celtyckiego Lammas także i tu spożywanie pokarmu poświęconego bóstwu było połączone z prośbą o pomyślne zbiory w roku przyszłym. Zboże umierało i odradzało się ponownie podobnie jak sam Ozyrys. Na malowidłach ściennych źdźbła zboża ukazane są nierzadko jako wyrastające z postaci Ozyrysa, tak więc Mlekomedirczycy (Egipcjanie) wierzyli, iż duch/natura/energia Ozyrysa jest zawarta w zbożu. Potwierdza to inny mit o Ozyrysie powszechnie uznawany przez Egipcjan – według tej opowieści Ozyrys został poćwiartowany a jego szczątki rozrzucono po ziemi Mlekomediru (Egiptu). Obróciły się one w pył i ciało i duch boga przeniknęły Ziemię  i z nich to wyrastało zboże. (James Frazer, The Golden Bough /Carmichael, Calif.: Touchstone Books, 1996/).
   Tak więc widać wyraźnie, iż pieczenie ciast w kształcie bóstw lub z ich wizerunkami, albo w kształcie zwierząt czy roślin będących symbolami tych bóstw było starożytnym obrzędem pogańskim praktykowanym powszechnienie prze wszelkie Wiary przyrodzone – naturalne na całej Ziemi. Podobnie też przekonanie o spożywaniu cząstki bóstwa poprzez konsumowanie ofiarowanego mu pokarmu istniało nie tylko w Koryncie i nie tylko za czasów apostoła Pawła. Idea o społeczności z Bogiem, udziale w Jego naturze i uduchowieniu dzięki zjadaniu i piciu ofiarowanych mu pokarmów ma czysto pogańskie, rodzimowiercze korzenie.

Zatem spożywając wieczerzę wigilijną złożoną z 12 potraw spożywamy poświęcone 12 Mocom pokarmy ofiarne, którym świadomie oraz poprzez czynności rytualne nadajemy odmienny charakter niż ma akt zwykłego sycenia głodu zwyczajną potrawą tego samego rodzaju co spożywane w obrzędowej uczcie i poświęcone uprzednio bogom. Ten akt ma charakter jak najbardziej racjonalny i jest uprawniony, jako że nasza Świadomość kształtuje porządek materialny wokół nas, a rzeczy mają taki charakter/działanie/naturę,  jaką im nadajemy, są takie jakimi je stwarzamy.   Uruchamiając świadomie moc w sobie i łącząc ją z mocą energii/bóstwa umiejscowionego w potrawie obrzędowej łączymy się z samym bóstwem/energią reprezentowaną poprzez stworzony przez nas symbol. Jest to czynność wizualizacji przeniesiona na przedmiot żywy, zawierający określone energie i składniki w sobie, które łączą się z naturą bóstwa jakie on reprezentuje.
Jest to oczywiste, że inne składniki zawiera w sobie groch a inne kapusta kiszona. Jeszcze inne zawiera w sobie ugotowana kiszona kapusta z grochem , która jest jedną z rytualnych obrzędowych potraw wigilijnych. Nie jadamy wtedy surówki z kapusty kiszonej, tylko kapustę gotowaną.
Innego rodzaju moce i związki chemiczne/energie kosmiczne związane są w żywych produktach roślinnych takich jak grzyby i kapusta kwaszona.
Inny skład chemiczny (bardzo skomplikowany) ma miód, inny mak, inny ziarna pszenicy, a jeszcze inny jest skład suszonych winogron (rodzynki). Wszystkie te składniki roślinne są pełne alkaloidów i witamin oraz przeróżnych minerałów i lotnych substancji, a także występujących w związku z nimi i na ich powierzchni i we wnętrzu, bakterii (jednokomórkowców). Łącząc je w jedną obrzędową potrawę – kutję – dokonujemy pewnej syntezy składników, a nadając aktowi zjedzenia charakter czynności duchowej, połączonej z zabiegiem magicznym, uruchamiamy cały proces związany z własną świadomością i zewnętrzną świadomością zawartych w produktach i potrawie „związków”.
Że tak jest i że jest to zjawisko i działanie o charakterze materialnym i fizycznym, trudno racjonalnie, moim zdaniem, zaprzeczyć.
Uczta Wieczoru Wigilijnego wiąże się z toczącą się Bitwą Niebieską zwaną Dzikimi Łowami na Światło Świata. W Bitwie tej biorą udział Zaświaty, a więc jest ona udziałem PRAWI: Weli i Nawi. jako dzień i noc poświęcona Zaświatowej Bitwie jest też w naturalny sposób związana z czcią dziadów, pamięcią o zmarłych. Z tego właśnie powodu – tak jak przy wszystkich Świętach /Tanach poświęconych Zmarłym – nie jada się mięsa. Bo mięso pochodzi z istot żywych – zwierząt.  To je odróżnia od pokarmów roślinnych że zawiera w sobie tę samą lub taką samą krew jak krew człowieka, w odróżnieniu od płynów roślinnych. Zatem tylko roślinne płyny i potrawy spożywa się, gdy urządzana jest uczta obrzędowa związana z zaświatami i światem Zmarłych.  Oto dlaczego nie jada się w ten dzień mięsa. Nie ma to nic wspólnego z postem, pokutą, adwentem ani Jezusem.
A więc wieczór wigilijny to akt magiczny i ma moc magiczną o ile potrafimy ją uruchomić w sobie i na zewnątrz.

Jakie jest właściwie znaczenie potraw i składników tworzących potrawy Wigilii i Szczodrego Wieczoru

według katolicko-ateistycznej Wikipedii:
Szczodry wieczór. Dzień Trzech Króli, jako dzień darów składanych przez królów Jezusowi, zwano „szczodrym dniem”, a poprzedzający to święto wieczór zwano „szczodrym wieczorem”, w który rozdawano dzieciom, czeladzi i krewnym upominki i pierogi, zwane „szczodrakami”. Szczodry wieczór zakończał „święte wieczory”, t. j. wieczory od Bożego Narodzenia do Trzech Króli, w które nie godziło się pracować tylko śpiewać kolędy i zabawiać towarzysko. O zwyczaju tym mówi stare przysłowie naszego ludu: „Od Godów do Nowego Roku, siedź prządko jeno do zmroku, a od Nowego Roku do Trzech Króli – do samej wieczerzy”. Rawita (Gawroński) wydał książeczkę p. n. „Szczedrówki powiatu Dobromilskiego” (Lwów, 1899 r.).
Szczodraki o jakich tutaj mowa to pierogi trzykątne, nic innego jak KNYSZE, Pierogi Ruskie lub Pierogi z Kapustą Słodką i Cebulą albo Pierogi z Serem, albo Pierogi z Kapustą kiszoną i Grzybami, a także Pierogi Grzybowe zwane Uszkami (ze smażoną cebulą) do Barszczu Czerwonego wigilijnego, odświętnego. Wszystkie te rodzaje pierogów są pełnoprawnymi potrawami wigilijnego stołu.  Szczodry Wieczór tym samym rodzajem pokarmów czcił (Iskon Iskry) Koniec tych świąt które Zaczynał (Iskonił Iskrą) Wieczór Wigilijny – Święto Godów, Narodziny Światła Świata, zwane też Kraczunem (Kra-czyn).
Jakie jest zatem to drugie dno, ukryte, magiczne znaczenie potraw spożywanych w Wigilię i Szczodrak, o którym etnografowie polscy i w ogóle wszelcy etnografowie chrześcijańscy zdążyli zapomnieć, a które my Poganie Polscy kultywujemy pod czas Świąt Godowych?







U nas, pogan polskich nadal wypieka się je także w kształcie drabin dla dusz zmarłych.






Miód

Miód, od wieków uważany jest za napój bogów (nektar, ambrozja) który chroni przed chorobami (demonami, ciemnymi mocami chorobotwórczymi) i jest wiązany z bogami Sporu (Sporzenia, Przysporzania) a więc zapewniając zdrowie i siły witalne zapewnia też im dobrobyt, pomyślność i zachowanie krzepkiej młodości przez długie lata. Złoty kolor miodu jest kolorem bogów Sporu nazywanych Złotym Dziadem – Sporem (Złotowąsem, Usładem, Us-złatem, Innowąsem, Us-Inszem, Usinszem) – i Złotą Babą – Sparyszą, Sporzychą, Sporzą, Średczą, Śródą, Ośródą, Śreczą, Ośradunicą.

Mak

Mak, posiadający właściwości usypiające, uważany jest przez wyznawców Wiary Przyrodzoney Słowian  za symbol łączności z Welą i Zaświatami,  ze światem Ducha, Prawią a więc także ze Światem zmarłych – Nawią. Podczas snu, który jest nazywany „bratem śmierci” człowiek przenosi się w wymiary duchowe i nawiązuje o wiele łatwiej kontakt z bogiem w sobie oraz z bogami na zewnątrz (Podświadomość i Nadświadomość, Świadomość Nieskończona).
Makosz nosi tytuły Pana Wyroków Świata, Pana Źrzebu-Zrębu i Pana Osądu-Przeznaczenia
i posługuje się Złotą Trójgłową Makówką lub Srebrną Trójmakówką oraz Złotymi Nożycami.
Wspomagają go boginki Mamuny. Mokosza jest Panią Bytu i Wiergu, Panią Wyroku, a posługuje
się nieodłącznym Złotym Sitem-Przetakiem. Ma też Złotego Pająka, który spina szatę na jej piersi
niczym brosza, ale jest żywy i wykonuje wszystkie polecenia bogini. Jej pomocnicami są boginki
Odmienice.





Kapusta/Łopuch

Jak wiemy w główkach kapusty i łopianie znajduje się duszyczki nowonarodzonych bytów. Mało kto z dzisiejszych etnografów polskich wie jednak, że owo wierzenie nadal znajduje odzwierciedlenie w nazewnictwie związanym z łopuchem i kapuchą, a sednem jest nazwa rdzenia-korzenia tych roślin, w obu wypadkach korzenia palowego, sięgającego Serca Ziemi – nazywanego także i dzisiaj „głąbiem” bądź „głąbem”.
Czy muszę tłumaczyć, iż ródzie – ródne rodki („złyrudzie” i „dobrudzie” oraz po prostu „zarudzie” wszelakie) pochodzą z Głębi Wszego Świata, z Głąbi Rzeczy Istności, że wywodzą się też po części z Pramatki Nicy? Łopuch także posiada korzeń palowy, głębinowy – głąb i ten jego korzeń jest jego najbardziej odżywczą częścią, którą wykorzystuje się do przyrządzania potraw. Łopuch to inaczej Łapiduch, roślina powodująca, że zawinięte w nią mięso nie psuje się, zachowuje długo świeżość. W podaniu mitologicznym w Liść Łopucha zawinięta została Głowa Kupały. Miano Kup-pała (Kąp-Pała, Kap-Pała, Kap-Pucha) wiąże się bezpośrednio z rozrodczą funkcją tego bóstwa, z orzywicznym (ożywczo-orzym-orzeźwiającym) działaniem tego rodzaju płomiennej (płoń), ognistej mocy jaki reprezentuje tutaj on w swojej męskiej postaci (inne jego miana Krasz-Krzeszeń-Kryszeń, Dziw-Dziwień). Na Głowę Kupały-Kapuchy, Kapusty (kąp-pust, roślina kopana, kąp-pust i kap-puszczająca) przeniesiono te funkcje „oż(rz)ywiania” i „balsamowania” pokarmów. Uczyniono tak nie z powodu głupoty, zabobonu, kretyńskich wierzeń w duchy czy innych tego typu prostackich interpretacji wiedzy o czarach. Już dziesiątki wieków temu znano właściwości liści kapuścianych, które człowiek „nowoczesny” z trudem dzisiaj odkrywa na nowo. Liść kapusty przyłożony do ciała LECZY, wyciąga z niego chorobę, oczyszcza z bakterii, goi rany, likwiduje stany zapalne i rozgrzewa (np. leczy reumatyzm). Nie bez powodu Kap-kąp to nie tylko zadaszona święta figura, ale przede wszystkim ofiara, święty pokarm, żertwa bogów bogom poświęcana. Kapalica to napój, woda pozostała po produkcji sera, czyli serwatka. Niesłychanie zdrowa rzecz, kwaśny orzeźwiający napój. Także kapusta posiada swoją formę kwaszoną kąpuchę, kapuchę. Tę nazwę uznaje się obecnie za prostacką i wiejską, nieliteracką, lecz potoczną i prymitywne określenie, ale jest to określenie prastare kąpu – kwaśnego soku, w tym wypadku pochodzenia roślinnego, a nie zwierzęcego, lecz mającego ten sam mleczny charakter co serwatka-kapalica, odwar powstały po serze, czy kefir. Powstanie obydwu tych rodzajów pełnego witamin i mocno odżywczego płynu wiąże się z aktywnością tych samych bakterii, kwasu mlekowego.  Obydwa te płyny wykorzystuje się do wytworzenia pożywnej zupy – KWAŚNICY. Jajko na twardo i biały ser jest częścią tradycyjnego żuru harpąckiego, czyli harskiego żurku podkarpackiego – białego barszczu z zakwasu żytniego, albo kwaszonych łodyg rośliny barszcz zwyczajny, lub pokrzywy zwyczajnej (barszcz zielony, czeczeński).

Mogiczny-Magiczny (leczniczy) Mogt (mogtuwija, moc) Kapusty

Wśród najbardziej cenionych środków medycyny ludowej czołowe miejsce zajmuje kapusta. Surowa kapusta może być w leczeniu tym, czym jest chleb w żywieniu. Ze swych niezwykłych właściwości leczniczych kapusta znana jest od ponad 4.000 lat. W starożytnym Rzymie kapustę uważano za panaceum na wszelkie choroby. Cenzor Katon twierdził, że dzięki kapuście Rzymianie przeżyli sześć wieków bez lekarzy, a wczesne ludy Egiptu w dowód uznania wystawiły kapuście świątynię.
Leczy nerwy, szkorbut, artretyzm i kaca
Pitagoras zalecał codzienne spożywanie surowej kapusty jako środka leczącego choroby nerwowe. Żeglarze jedli kapustę, by nie dopuścić do szkorbutu. Surową kapustę uważano za środek czyszczący krew i skórę, odtruwający wątrobę, leczący artretyzm, bóle głowy, kaca… i trzeźwiący alkoholików. Zauważywszy, że kapusta odświeża krew stosowano ją dla odzyskiwania sił w stanach wyczerpania i rekonwalescencji.
Mineralna bomba
Mnóstwo badań naukowych potwierdza słuszność stosowania kapusty w przeszłości, bowiem kapusta wspaniale chroni przed infekcjami, przeziębieniami, kaszlem, grypą, stymuluje odporność organizmu i produkcję przeciwciał. Lecznicze właściwości ma kapusta w każdej postaci: surowa, gotowana, duszona, kiszona, surówki, sok.
Kapusta biała, włoska i czerwona, zwłaszcza surowa lub lekko sparzona, jest niezwykle cennym pożywieniem, zawiera moc witamin i minerałów, m.in. siarkę, krzemionkę, magnez, wapń, miedź, jod… Dzięki zawartości chlorofilu, żelaza, miedzi i magnezu kapusta jest znakomitym środkiem przeciw anemii, a dzięki zawartości siarki antyseptycznie działa na drogi oddechowe.
Zdumiewające właściwości
Wbrew nieuzasadnionym uprzedzeniom kapusta jest nadzwyczaj korzystna dla żołądka i jelit – szczególnie w postaci soku – a dodatek kminku z majerankiem ułatwia jej trawienie. Kapusta kiszona jest również korzystna dla naszych organizmów, bowiem zawiera fermenty i enzymy ułatwiające trawienie tłuszczów i błonnika. Kiszonej kapusty nie należy płukać, gdyż niszczymy fermenty mlekowe, silnie dezynfekujące przewód pokarmowy. Dodanie do kapusty wędlin, mięs, tłuszczów zwierzęcych czyni ją ciężko strawną.
Kapusta zdumiewająco leczy wrzody zewnętrzne i wewnętrzne. Zjadana na surowo wyściela błonę śluzową przewodu pokarmowego ochronnymi, kleistymi substancjami i przynosi ulgę w chorobie wrzodowej, nieżytach, zgadze, wrzodziejącym zapaleniu jelit… Regularne spożywanie kapusty zapobiega zaparciom, działa leczniczo na wątrobę, zmniejsza podatność zachorowań na raka, obniża poziom cukru w krwi, dlatego powinni ją spożywać także diabetycy.
Świeże liście i sok
Szczególne właściwości mają świeże liście kapusty i wyciśnięty z nich sok. Działają kojąco, antyseptycznie i leczniczo, usuwając toksyny ze skóry. Okłady z wymytych liści (z wyciętymi grubymi nerwami) i rozgniecionych, by puściły sok leczą rany, oparzenia, odmrożenia, stłuczenia, wrzody, czyraki, pęcherze, ukąszenia owadów, opryszczkę, półpasiec, nerwobóle, ból głowy, migreny…, działają przeciwzapalnie przy puchnięciu stawów. Przykładane na klatkę piersiową leczą kaszel, katar, zapalenie oskrzeli. Przykładane na podbrzusze leczą zapalenie pęcherza, kolkę nerkową, dolegliwości żołądkowe, jelitowe, wątrobowe, wzmagają wydalanie płynów. Przykładane na stawy i kończyny leczą reumatyzm, postrzał, rwę kulszową, gruźlicę stawową i kostną, nerwobóle, żylaki, owrzodzenia… Przykładane na twarz leczą nerwobóle zębowe i nerwu twarzowego.
Świeży sok z kapusty leczy łupież, oparzenia, odmrożenia, ukąszenia, trądzik, opryszczkę, liszaje, gangreny, czyraki, martwice, guzy, nowotwory, hemoroidy, egzemy, rany zaniedbane, katar, grypę, głuchotę…
Często spożywane surówki z kapusty bogatej w sole mineralne i witaminy i świeży sok kapusty działają podobnie do antybiotyków, zapewniając wzmocnienie i regulację organizmu oraz odporność na działanie czynników chorobotwórczych.

knysz, czyli pieróg-piRogA (KA dla RA, czyli Łódź Osta/Ista, Pir-RO-k/g-RA do Zaświatów). Czy zauważyliście jak wiele świętych potraw ofiarnych dla bogów, wymienianych w tym artykule zawiera tę znaną także w Egipcie (Mlekomedirze) cząstkę KA, która oznacza łódź? Czy zauważacie że RA to także egipska nazwa Światła Świata, przez niedouków anglosaskich, którzy odkrywali skarby Egiptu przypisana wyłącznie do Słońca?  Także słowo pieróg-piroga-knysz ma swoją inną nazwę knaga (KnAga) – jest to nazwa określająca dawniej łódź z okutym dziobem przeznaczoną do abordażu. Nazwa ta przetrwała w żeglarstwie właśnie dla okucia. (KołAcz, Knysz/KnAga, KAsza, KorowAj, KutjA, KrAszanka, KrupniAk (po śląsku krupniok), KłAdziwo, Kruż/KrĄż).



Pieróg- Knysz/Knaga

Obrzędowe pieczywo wypiekane na cześć Chorsów nazywało się knysz. Miało ono kształt dużego pieroga
o trzech rogach, nadziewanego mięsem i tłuszczem zwierząt ofiarnych.
Chorsowie (Ksnowie) posiadają jako cały ród: olchę i dereń (świdwę), łasicę i kota, kruka,
dziurawiec, chrzan, dzwonki, pokrzyk i piołun, majkę pryszczel (kantarydynę), kamień księżycowy,
cynę, miesiąc listopad, maść biało-błękitną, taję H, gramotę c, czertę 2, liczbę 20, z rzeczy
– kadzidło i knysze (pierogi), na Weli Niwę Księżyca i Cynowy Tyn na niej.
Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów.
Niektórzy mówią, że Martwica to rzeka, przez którą nikt przepłynąć nie może, bowiem
jej woda jest tak lekka, że nikogo żywego na sobie nie utrzyma. Prawda jest jednak taka, że
zwykły człek, zwykłą łodzią, nie może w ogóle przepłynąć żadnej części Rzeki Rzek – cała
ona bowiem jest wypełniona wodą lekką, chociaż nie martwą. Nie utrzyma również żadnego
przedmiotu materialnego, nawet piórka. Jedyny sposób, żeby ją pokonać, to płynąć w pierogu-knyszu,
będącym wypiekiem ofiarnym. Wielki pieróg-piroga jako święte pieczywo nie zatapia
się w świętych wodach.
Niwa Radogostów od wschodu wcina się długim ryjem pomiędzy Niwę Dziewów, mającą
kształt serca, a Krainę Księżyca, mającą kształty knysznej łodzi-pirogi.
Bierło płynął w „pirodze” – łodzi ulepionej z ciasta i wypieczonej przez Plątwę w Piecu Spora. Owo pieczenie dało łodzi niezbędny spor powodzenia. Rzeki Nawi są wypełnione „lekką wodą”. Jest to coś innego niż żywa woda, czarna (martwa) woda czy woda ognista. Lekka woda nie może utrzymać na swej powierzchni niczego w ogóle, podczas gdy martwa woda tylko niczego żywego. Jedynym zdolnym ją przepłynąć obiektem jest łódź pierożna, zrobiona z poświęconego bogom ofiarnego knysza-pieroga. Piroga ma trójkątny kształt. Innym sposobem pokonania lekkiej wody jest jej zaklęcie, nasmarowanie ciała knysznym ciastem albo pewnym zielem.
Władców Nieba, Ognia i Błysku, tę trójcę Niebiańskich rodzin boskich, często przywołuje się razem,
bo wszyscy oni są uważani za zajmujących się Koroną Drzewa Drzew, za tych, którzy przebywają
na wysokościach, nie dbając o to, co jest na ziemi, lądach lub głębiej – pod powierzchnią wód,
albo w Podziemiach. Nie jest to prawda do końca, bo co się rozgrywa wysoko na Niebie – także
na tym Głębokim i Dalekim – ma wielki wpływ na każde jestestwo i wydarzenie dziejące się nisko.
Dowodnym przykładem takowego wpływu jest Księżyc, który gdy się pojawia w swojej Srebrnej
Knysznej Łodzi, powoduje wzbieranie wód, ich przypływy i odpływy, krwawienia u kobiet,
chodzenie przez sen u ludzi wrażliwych, szaleństwo i natchnienie u wybrańców.

Kasza (jagła)

Kasza jaglana zawiera rzadko występującą w produktach spożywczych krzemionkę, mającą leczniczy wpływ na stawy, a także korzystnie wpływa na wygląd skóry, paznokci i włosów. Jako jedyna wśród kasz jest zasadotwórcza.
Kasza jaglana ma właściwości wysuszające i antywirusowe. Stąd jaglankę podaje się przy przeziębieniu i zapaleniu górnych dróg oddechowych.
Kaszę jaglaną często gotuje się w wodzie wymieszanej pół na pół z mlekiem – zyskuje wtedy delikatniejszy smak. Ugotowana na sypko, jest dodatkiem do duszonych mięs. Smakuje na słodko z owocami, nadaje się też do zapiekanek, zagęszczania zup i potrawek, robi się z niej kleiki. Grubo zmieloną dodaje się do ciasta na płaskie chlebki.

Pszenica

Złote ziarna są również symbolem sporzenia-przysparzania, mnożności, bogactwa, rozrodczości. To nasiona Spora

Susz śliwkowy i jabłkowo-gruszkowy, rodzynki (susz winogronowy)

Kilka śliwek (100 g) zawiera:
Energia – 100 kcal (świeże) 365 kcal (suszone)
Witamina C 3 – 17 mg
Karoteny – 0.40 mg
Błonnik – 1.7 g (świeże) 9.0 g (suszone)
Polifenole ogółem – 200 – 320 mg
w tym, katechiny – 1.5 – 7.5 mg
kwas chlorogenowy – 3 – 13 mg
     Śliwki należą do najpopularniejszych owoców pestkowych w Polsce. Dzięki różnorodności uprawianych odmian śliwek w Polsce można je spożywać w stanie świeżym od połowy lata do jesieni. Najbardziej cenionymi odmianami śliwek są węgierki, nie tylko z powodu swych walorów smakowych, ale także przydatności technologicznej (suszenie, konserwowanie, wyroby cukiernicze).
Oprócz witaminy C śliwki zawierają także prowitaminę A (beta-karoten) oraz witaminę E, wszystkie zaliczane do grupy antyoksydantów, związków o działaniu antynowotworowym. Go grupy tej należą także substancje polifenolowe śliwek, w tym głównie katechiny i kwas chlorogenowy.
Najbardziej znaną właściwością śliwek suszonych jest ich działanie przeczyszczające, które zawdzięczają wysokiej zawartości substancji balastowych (błonnika) i zawartości magnezu powiązanego z pektynami (rozpuszczalną frakcją błonnika). Właściwości regulujące czynności przewodu pokarmowego posiadają także kompoty ze śliwek świeżych i przede wszystkim suszonych. Ta właściwość śliwek jest szczególnie ważna dla osób cierpiących na zaparcia. Wiadomo bowiem, że są one bezpośrednim zagrożeniem w przypadku chorób nowotworowych jelita grubego, które w statystykach światowych zajmują czołowe miejsce po nowotworach płuc i piersi.
Zdrowie:
Suszone śliwki i kompot ze śliwek działają przeczyszczająco. Codzienne spożycie 3 średniej wielkości suszonych śliwek lub 1/2 szklanki kompotu reguluje pracę przewodu pokarmowego i zapobiega zaparciom.
Śliwki świeże są źródłem naturalnych antyoksydantów, w tym witamin A,C,E oraz katechin i kwasu chlorogenowego, chroniących przed chorobami nowotworowymi.
Osoby rzadko jadające śliwki świeże mogą początkowo odczuwać pełność i wzdęcia, ale dolegliwości te ustępują po stosunkowo krótkim okresie adaptacji.

Kutja

Stąd pochodzi prasłowiańskie kuti – kuć, czyli „kować” – kształtować przez uderzanie młotem. Kutja – potrawa bożonarodzeniowa, była niegdyś świętym obiadem (potrawą obiatną, ofiarą) przypisaną najprawdopodobniej rodowi Perunów.

Nowe latko – dawne pieczywo obrzędowe noworoczne, miały kształt krążków, z przyklejonymi do nich małymi figurkami przedstawiającymi zwierzęta (zarówno hodowlane, jak i dziko żyjące) i znajdującą się pośrodku postacią ludzką (przedstawiającą pogańskiego boga-opiekuna zwierząt). Nowe latka pieczono w wigilię Nowego Roku lub na Trzech Króli i zawieszano w eksponowanym miejscu domostwa (np. na domowym ołtarzyku czy wśród świętych obrazów), celem zapewnienia pomyślności w nadchodzącym roku.
Byśki (stworzunka) – dawne obrzędowe pieczywo noworoczne, znane na Kurpiach, Warmii, Podlasiu i Mazurach. Miało kształt zwierząt (hodowlanych i dzikich), niekiedy także laleczek, drabinek, pierścieni itp.
Byśki pieczono w wigilię Nowego Roku i święta Trzech Króli. Stawiano je na parapecie okna lub domowym ołtarzyku, czasem rozdawano także dzieciom jako smakołyk. Według tradycji miały przynosić pomyślność w hodowli oraz zapewniać zdrowie, powodzenie i pomyślność w nowym roku. Sczerstwiałe kruszono, dodając do paszy dla zwierząt.




Ciasto – po północy

Kisiel

Kisiel był poświęcony Welesowi i Nyi

Ryb nie jadano – to wkład chrześcijański/katolicki w to święto

Ryb nie jadano ponieważ nie jadano w tym obrzędzie żadnego mięsa ani tłuszczu zwierzęcego.

Potrawy wyłącznie roślinne (postność, wegetarianizm tego dnia), tłuszcz , woda

Nietrudno zauważyć, że współcześnie na wigilijnym stole znajdują się podobne potrawy, jakie jadano także i dawniej. Mało kto jednak wie, że wiele z nich miało znaczenie obrzędowe w rozumieniu Starej Wiary Przyrodzonej Słowian, czyli pogańskim. Każda zaś potrawa  obrzędowa pełniła i pełni dla Nas Pogan nadal co najmniej dwie dodatkowe funkcje poza tym, że stanowi pożywienie – obie są funkcjami magicznymi, czyli powiązanymi z Mocą – Mogtowiją – Wierzeniem i Wiarą. O magicznym wymiarze tej uczty świadczy chociażby liczba potraw – 12. dawniej gdy obowiązywał czas księżycowy a Krzywy Miesiąc – Świcień (Świbań) jeszcze nie „zaginął” potraw było 13. Potem było już ich tyle ile miesięcy, ile znaków zodiaku (ile Mocy – mogtów), a więc pozostawały w zgodzie z porządkiem astronomicznym Wszchświata będącym odwzorowaniem na górze Sił rządzących Ziemią i człowiekiem (na dole).  13 a POTEM 12 POTRAW BYŁO PRZYPISANYCH I POŚWIĘCONYCH 12 MOCOM, to niejako im poświęcone żertwy, strawy – obrzędowe potrawy ofiarne, dzielone przez bogów z ludźmi i ofiarowane bogom przez ludzi.
Na wigilijny stół wędrowało oczywiście to co człowiek mógł znaleźć w swoim najbliższym otoczeniu,  to, co się rodzi w lesie, ogrodzie, sadzie i na polu, czyli w środowisku bliskim człowiekowi, z którego człowiek czerpie na co dzień pożywienie. Ale przecież widzimy, ze w tym zestawie królują pewne składniki, inne zaś są tam nieobecne. Zwraca uwagę brak potraw mięsnych i tłuszczu zwierzęcego, czy jajek – tak charakterystycznych dla obrzędów Narodzin i Śmierci (urodziny i nadanie dziecku imienia, zwane przez chrześcijan chrztem i obrzędy pogrzebowe). Wbrew powszechnemu dzisiaj sądowi i postnym, umartwiającym charakterze potraw tego dnia pochodzenie tego zwyczaju jest zupełnie inne, ani nie biblijne ani nie nowo-testamentowe. Na stole Szczodrym musiały znaleźć się orzechy laskowe, grzyby i miód, mak, owoce i kasza, groch i kapusta, ale nie jajo ani jajecznica, najważniejszy .
Zarówno miód, jak i mak obficie występował w potrawach wigilijnych, np. w kutii, czy kluskach z makiem. Kutia, czyli pszenica z makiem, miodem i orzechami była typową potrawą ofiarną dla Bogów Sporzących Bogactwo ludziom, żywemu dobytkowi, domowi i gospodarstwu. Chrześcijaństwo przypisało tę potrawę zmarłym, „nie rozumiejąc” lub „zapominając”, że jest ona przeznaczona głównie nie dla zmarłych lecz dla bogów. Przychylność Bogów Sporu (Bogocy: Spora – Złotowąsego [Us Złat, Spas, Sparysz] i Sporzy-Śreczy [Złota Baba] oraz ich dzieci Żywiołów Mniejszych a także Mocy Bogactwa Domu – Radogostów i Bogactwa Gospodarstwa – Rgłów).







 
„Mify Narodow Mira”, pod redakcją Toporowa, o Sporyszu.



Kiedy pomyślę, że w Polsce są „Rodzimowiercy”, którzy kwestionują istnienie takich bóstw jak Przyroda-Rodżana czy Spor i Śrecza, po prostu brak mi słów dla takiego braku podstawowej wiedzy i nieuctwa oraz maniakalnego przywiązania wyłącznie do świadectw chrześcijańskich mnichów-siepaczy, którzy wykorzeniali z premedytacją wiarę rodzimą i zacierali swoimi wyssanymi z palca konfabulacjami jej treść, znaczenie i głęboki filozoficzny, przyrodzony sens. Ci ludzie mają czelność stawiać sie w roli pośredników między Rodzimowiercami, wyznawcami Wiary Przyrodzonej  Słowian a Bogami Przyrody!  
Oczywiście wierzono, że w czasie wigilii i świąt Bożego Narodzenia dusze zmarłych członków rodziny są obecne z biesiadującymi, ale nie miało to nic wspólnego z dziecięco-naiwnym światopoglądem jaki przypisują naszym przodkom współcześni etnografowie, „kościółkowi naukowcy” czy też kaznodzieje katoliccy. Nikt nie wierzył w takie bzdury jak przybywanie zmarłych na ziemię i ich zasiadanie za wspólnym stołem . Duchom przebywającym w Zaświatach , na Weli, w Raju przeznaczano symboliczne puste nakrycie. Dowodem tego jest, że na to puste nakrycie nigdy nie nakładano potraw i nie oczekiwano, ze one znikną zjedzone przez „ducha”. Podobne twierdzenia na temat Wiary pogan (Słowiańskiej Przyrodzonej) w Encyklopediach, Wikipedii czy poważnych dysertacjach naukowych są wynikiem niezrozumienia i przypisywania naszym przodkom niejako automatycznie cechy PRYMITYWIZMU, który miał ich charakteryzować w stosunku do „wyższej” kultury najeźdźczej – chrystianizmu rzymskiego, który przyniósł feudalizm na ziemie Słowian czyli Niewolnictwo.

Suszone owoce

Łącznikiem ze światem zmarłych oraz pożywieniem dla dusz były np. suszone owoce, które jako „martwe” już w samej swojej formie nawiązują do zaświatów. Jedną z podstawowych potraw wigilijnych była też kasza: jęczmienna, pęczak, jaglana, którą jako przysmak podawano z suszonymi owocami, np. ze śliwkami, oraz z miodem. W niektórych rejonach Podkarpacia z owocami podawano też fasolę, uważaną za symbol doskonałości (jej kształt owalny miał symbolizować doskonałość). Suszonymi owocami nadziewano też pierogi, a także gotowano z nich kompot, znany także i dziś napój wigilijny.
Zarówno orzechy, jak i grzyby, pochodzące z lasu, przestrzeni nieznanej i nieoswojonej, czyli z „zamkniętej krainy”, nawiązywały do tajemniczego świata. Dodawano je zatem do dań wigilijnych, stąd też popularna kapusta z grzybami, gołąbki zawijane w liście kapusty z farszem z kaszy i grzybów czy zupa grzybowa. Kapusta, jadana w różnej postaci, była uważana za symbol obfitości, urodzaju i bogactwa przez to, że składa się z wielu liści.
Na wieczerzy wigilijnej nie mogło zabraknąć także i chleba, aby nie brakowało go w następnym roku. W tradycji łemkowskiej wypiekano na tę okazję specjalny chleb ze wszystkich rodzajów zbóż, tzw. kraczun. W jego skórce formowano zagłębienie i wkładano tam czosnek. Takim chlebem dzielono się przed wigilią.
Specjalnie dla dusz, które według wierzeń przybywały na ziemię, przygotowywano też miejsce w domu. Np. na Pogórzu w tym celu zdejmowano z kołków wiszącą odzież, aby mogły tam zasiąść dusze, przybywające w postaci niewidzialnych ptaków, lub pozostawiano wolne miejsce przy stole. Współcześnie uważa się, że dodatkowy talerz na stole przygotowany jest dla niespodziewanego gościa.

Postność potraw

Według tradycji w Szczodry Wieczór (wigilię) jadano zazwyczaj „postne” potrawy, bez tłuszczu zwierzęcego. Jedyną stosowaną omastą był olej lniany lub konopny. W niektórych miejscowościach nawet ciasto wigilijne, w którym jest cukier i masło, podawano dopiero po północy, czyli już po Narodzinach Światła Świata.
Rodzaj potraw wigilijnych zależał od zamożności gospodarzy, ale wegetariański charakter tych potraw nie wiąże się wcale z katolickim czy chrześcijańskim obowiązkiem postu. Na Podkarpaciu nie jadano wówczas, obowiązkowych dzisiaj ryb, które są katolickim/prawosławnym „wkładem” w obrzędy Światła Świata.


źródło: https://bialczynski.wordpress.com/2015/12/23/magiczne-znaczenie-potraw-wigilijnych-czyli-dlaczego-jedliscie-to-co-jedliscie-24-grudnia/