W naszej słowiańskiej kulturze Dziady obchodzi się cztery razy do roku. Jest to czas, kiedy głównie wspominamy naszych zmarłych przodków, oddajemy im cześć oraz wdzięczność.
Jak zawsze, na stronie http://bialczynski.wordpress.com autor dość jasno i precyzyjnie opisuje sens Święta Dziadów;
Poganom
polskim chodzi o okazanie wdzięczności Dziadom, zachowanie ich w żywej
pamięci i podziękowanie za podarowaną nam przez przodków możliwość bycia
między żywymi i odbycia życiowej drogi na Ziemi.
[Podag-Mir
jest Panem Drogi Życia i Wszelkich Dróg, Opiekunem Pątników i
Podróżnych, Władcą Wypraw i Wędrówek. Stąd jego obecność w Komorze
Sowiego przy Moście Wąci Czynu i Prawa (Czinwat – Prawat, Czynwąt –
Prawąt), jako świadka owej wędrówki człowieka przez życie ziemskie.]
Dziady
obchodzono nie dwa razy do roku (to się robi wśród katolików i
prawosławnych do dzisiaj – na wiosnę i w jesieni, chociaż na wiosnę
nieoficjalnie, przy okazji Wielkanocy), ale 4 razy do roku, w terminie
Równonocy i Przesilenia, czyli zawsze pomiędzy dniem 20 a 26 danego
miesiąca, najlepiej w dniu Pełni Księżyca związanej z tym miesiącem.
Czasami Dziady Letnie i Zimowe nazywano też Babami.
Tak
więc pierwotne terminy i terminy obecne Dziadów powinny być pomiędzy:
20 a 26 marca, 20 a 26 czerwca, 20 a 26 września oraz 20 a 26 grudnia.
To
wyłącznie wysiłki chrześcijańskich misjonarzy na Słowiańszczyźnie
związały słowiańskie święto Dziadów (albo inaczej Święto Przodków –
Dziady i Baby) z dniem Wszystkich Świętych, przechrzciły je na Zaduszki i
przesunęły to święto w miejsce, w którym jest dzisiaj.
Dla
mnie osobiście święto Wszystkich Świętych, było od wczesnego
dzieciństwa czymś niezrozumiałym. Nigdy nie obchodziliśmy go w domu
rodzinnym. Obchodziliśmy Święto Zmarłych w Zaduszki – 2 listopada.
Ponieważ jednak i władze PRL i KK w PRL dążyły do likwidacji Zaduszek
oraz uczynienia jednego państwowo-kościelnego święta 1 listopada, które
nazywano oficjalnie Świętem Zmarłych, zmuszeni byliśmy w końcu do
oddawania czci Dziadom 1 listopada – w dniu wolnym ustawowo od pracy (do
1973 roku wolna od pracy była tylko niedziela, a dopiero od 1990 roku
wszystkie soboty były wolne bez odpracowywania).
W
świetle dziejów, gdy przyglądamy się historii nie dziwi, że KK wolał,
aby ludzie czcili jego świętych, a nie swoich własnych Dziadów. KK robił
wszystko co w jego mocy, żeby wykorzenić poszczególne ludy, plemiona i
narody z ich własnej wiary i tradycji podporządkowując je jednocześnie
Nowej Wierze. Pamięć Dziadów, którzy wierzyli w coś zupełnie innego niż
zmuszano wierzyć ich dzieci, nie była wcale wygodna Kościołowi – choć
wydaje się to sprzeczne z jego własną nauką i przykazaniami (Czcij ojca i
matkę swoją).
Oddawanie
czci zmarłym ma tradycję tak starą jak świat. Tę cześć oddawano zawsze
własnym przodkom w miejscach, gdzie grzebano zwyczajowo zwłoki lub
prochy – na smętarzach lub żalnikach, albo we własnym gospodarstwie.
Czczono też pamięć władców i bohaterów w specjalny sposób – sypiąc im
okazałe kurhany i kopce. W miejscach pochówku władców, tam gdzie usypano
ich kopce i kurhany odbywały się obrzędy zbiorowe – publiczne, Święta
Dziadów. Ponieważ obrzędy te były stare jak świat (jak człowiek
człowiekiem), więc miały charakter pogański. Stąd od samego początku
chrystianizacji KK stosował wszelkie środki, by o tym święcie
zapomniano, a jeśli to niemożliwe, żeby zapomniano o zwyczajach mu
towarzyszących.
To
się zupełnie nie udało i można powiedzieć, że dzisiejsi Katolicy w
Polsce, obchodzą nieco zmienione w formie święto Dziadów właśnie, a nie
żadnych katolickich świętych. Tak jak w Dziadach bowiem, najważniejszym
elementem tego dnia u polskich katolików jest bycie na cmentarzu i
oddanie czci własnym zmarłym. W tym dniu także katoliccy księża
pobierają myto od wiernych za wspominanie ICH przodków (a nie wszystkich
świętych katolickich) przez głośniki cmentarnych kaplic. Temu świętu
nadal towarzyszą jarmarki, na których sprzedaje się nie tylko cmentarne
akcesoria.
Nadal
też nie zaniknęły nie tylko obrzędy związane z paleniem świateł, z
ofiarą z kwiatów, ale także z ofiarą z pokarmu (miodek, chlebek) i z
kadzidłami – dymem ofiarnym (z ziół wonnych) posyłanym do Zaświatów
(Weli, Nieba) poprzez dym świec i kadzideł, który jest nosicielem
modłów, obiat oraz żalów tego dnia.
Dla
ludzi (co widać szczególnie wśród starszych, często schorowanych i
bardziej niedołężnych) najważniejsze jest nie być w kościele na mszy w
to święto , ale być na grobach przodków i jeśli im sił nie staje, to
prędzej porzucają to pierwsze, a nigdy tego drugiego.
Tak
więc w Polsce katolicy obchodzą współcześnie coś co możemy nazwać
Zaduszkami albo Świętem Zmarłych (czyli tak czy owak Dziady), a nie
Wszystkich Świętych – tyle, że czynią to albo w dniu 1 listopada, albo 1
i 2 listopada, jeżeli to jest możliwe, albo w okoliczne dni poczynając
nawet od poprzedzającego święto tygodnia (bo często, w związku ze
zmianami społecznymi jakie zaszły, trzeba pokonać spore odległości, aby
być na grobach ważnych osób ze swojej rodziny).
Gdy
idzie o cel Święta Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej, to nigdy
nie różnił się on od celów współczesnego Święta Zmarłych, czyli tych
które są obecnie realizowane przez Święto tzw. Wszystkich Świętych.
W
Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej jest to wspomnienie o duszach
zmarłych, które żyją wiecznie (jako dusze eteryczne) w Zaświatach, to
znaczy – zależnie od przyjętego do wierzenia podania (taji, baju,
bajorka Baji): albo w Niebie, albo na Weli, albo pod Wyrajem, albo w
Rajcu. Jest to też wspomnienie o tych, którzy znajdują się w Nawiach
czasowo, oczekując swojego kolejnego wcielenia ziemskiego.
Celem
jest oddanie czci przeszłym pokoleniom, które wydały nas na świat,
które spowodowały że ŻYJEMY TU i TERAZ, że JESTEŚMY.(...)
Święto
Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy
do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym
pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i
Rodżanie-Przyrodzie.
Bo
Rod jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale
także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako
patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za
przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Panią Wiary
Przyrodzonej.
Związanie
funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo
nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyraża ono
przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją
Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony –
cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.
Wiara
Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich
swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej
obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem
naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.
Tak
więc Dziady, to było i jest także - poza specjalnym świętem w rocznym
cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i
Rodżany-Przyrody.
Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.
Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.
Słowo
kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z
mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej
słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i
znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:
Koleso – Święte Koło Zdarzeń, Kole-Swęto (kole-swo, kole-so)
Lęda – ląd, ziemia
oraz Dar – darzyć, obdarowywać,
a
więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę dar, wreszcie
współczesne kalendarz, ros. kalendar’, białorus. kalandar, czes.
kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w
hindi – kailendara. To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego
żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą. Narzędzie miary
czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru. (...)
Wzywano
Dziadów do wspólnego posiłku i biesiady (strawy) chociażby dlatego, że
trudno biesiadować w domu gospodarza bez niego samego, a miejsce
pochówku (grób na smętarzu, urna na żalnikach, miejsce przodków w
domostwie – często pod owinem, albo pod progiem) było traktowane jak
pośmiertny dom zmarłego.
Czynności
związane z czarami, wzywaniem zmarłych w konkretnym celu, po to by
powiedzieli coś żywym, przekazali wiedzę – nie mają nic wspólnego ze
Świętem Przodków – Dziadów. To specjalna procedura i obrząd związany z
praktykami kącinnymi (świątynnymi).
W
bardzo, bardzo odległych czasach, kiedy nasi przodkowie dopiero co
wyszli z jaskiń w neolicie i przenieśli się do ziemianek i półziemianek,
całkiem poważnie wzywano Dziadów na pomoc w Przesilenia i Równonoce
(Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy), niejako chcąc wzmocnić Siły Boskie
walczące w te święte dni o Ocalenie Światła Świata, Zwycięstwo Światła
nad Ciemnością,
Uzyskanie
przewagi Białej Swątlnicy – Krowy Jasnego Dnia nad Ciemną Nocą –
Czarnym Bykiem Welesowym, było niezbędne po to, by zaczęła się wiosna i
wegetacja, albo by płody ziemi mogły dojrzewać w Mocnym Słońcu Lata, a
także w jesieni żeby Słabe Upadające Światło mogło ujść boskim
prześladowcom z Krainy Ciemności, a wreszcie w najstraszniejszym ze
strasznych dni – w Najdłuższą Noc Roku, aby w ogóle nie zgasło na wieki i
odrodziło się kolejnego ranka.(...)
Miód,
kasza, jajka – nie są pokarmem dla zmarłych, lecz ofiarą dla Bogów i
Bogunów. Tych szczególnie bogów, którzy są ludziom bardzo, bardzo
przychylni – stąd miód, kasza i orzechy (w kutji) dla Sporów (bogów
Powodzenia i Szczęścia), Rgłów (Bogów Upraw i Hodowli) i Bożebogów
(Bogów Domu i Domowego Ogniska – Radogostów). Przynoszono też inne
pokarmy, specjalne chlebki (podobnie jak na wesele, czy plony – dla
Ładów) i na przykład mak (w kutji) dla bogów Przeznaczenia – Mokoszy,
głownie dla 7 Bogiń Szczęśliwych, tj. Przychylnych Ludziom, ale w
gruncie rzeczy dla tych których szczególnie uczcić chcemy lub którym
składamy modły albo obiaty.
Wezwanie
dusz zmarłych do wspólnego posiłku, zaproszenie ich na biesiadę –
jeszcze raz powtórzmy – było też symboliczne. Także gdy obrzęd odbywał
się w domu (potem w pustych domach we wsi, potajemnie przed klechami)
należało przywołać jego dawnych budowniczych i gospodarzy – Dziadów i
podzielić się z nimi – symbolicznie.(..)
Dziady mają dalekie korzenie... bardzo pięknie opisuje to święto Adam Mickiewicz w swoich "Dziadach". Zjawiskowe dzieło.
Sam
Adam Mickiewicz – jeden z największych i najbardziej zasłużonych
Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian tak objaśnił to co zapisał przy
pierwszym wydaniu „Dziadów”: „…Jest to nazwisko uroczystości,
obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i
Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków.
Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się
niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz,
razem kapłan i poeta (gęślarz)”…
Nie
są to więc wcale Dziady w kształcie pogańskim, lecz reminiscencja.
Natomiast nazwa Uczta Kozła nie jest wyssana z palca, lecz nie dlatego
że koźlar (guślar, huślar) prowadził uroczystość. Uroczystość
przywoływania Dziadów (u Mickiewicza bardziej ta kącinna uroczystość niż
Święto Dziadów) była prowadzona przez gromadę koźlarów czyli guślarzy,
czyli kapłów Kozła. Kozioł to zwierzę Welesa , sam Weles był nie raz
ukazywany jako Bóg Koźlogłowy lub Koźlonogi, być może że od tego Boga
Zaświatów pochodzi na całym świecie współczesny wizerunek Diabła
upowszechniony przez chrześcijaństwo. Okryty czarnym futrem, koźlorogi i
koźlonogi , ogoniasty Weles – Pan Zaświatów, Bóg Śmierci, Władca Weli,
Król Nawi.(...)
Tak
naprawdę to dopiero po przeanalizowaniu opisu tego święta na ów
stronie, znalazłam idealny obraz, treść i pochodzenie Dziadów.
Wiedziałam tylko, że należy w tym czasie odwiedzić miejsca pochówku
naszych przodków i zapalić znicz. Reszta była niezrozumiała, jak sądzę
dla większości.

Na stronie http://www.mojeopinie.pl natknęłam
się na ciekawe porównanie słowiańskiego święta Dziady z Halloween. Czy
dziady mają coś wspólnego z tym celtyckim obrzędem? Być może, ale zawsze
warto poczytać.
""Dziady, czyli Halloween po słowiańsku
Autor: Juliusz Sabak
Dziady
kojarzą nam się dziś z „dziadostwem”, lub co najwyżej z dramatem
Mickiewicza którym męczono nas w szkole. A przecież święto Dziadów,
czyli noc z 31 października na 1 listopada, była jednym z
najważniejszych świąt słowiańskich. Od Dziadów do Samhain, irlandzkiego
przodka Halloween jest zaś o wiele bliżej niż wam się wydaje.
...Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy.
Nieprzypadkowo wspomniałem Adama Mickiewicza, bowiem to fragmenty z jego
„Dziadów”, a dokładnie części II, poprowadzą nas przez ślad pogańskiej
tradycji, której nie potrafiło pokonać przez tysiąc lat chrześcijaństwo,
a zmogła najwyraźniej komercja z Ameryki. Ze świecą, czy może raczej ze
zniczem, szukać dziś kogoś, kto pamięta, czym jest święto Dziadów i
czemu było tak ważne dla naszych przodków. A przecież jesienne Dziady
były jednym z głównych świąt słowiańskich. Noc przełomu października i
listopada wyznaczały zamknięcie się cyklu życia i otwarcie bram
zaświatów. Na tą jedną noc przodkowie przybywali z zaświatów, aby
obcować ze swymi rodzinami. Nie było to wcale święto smutne. Nadarzała
się przecież okazja spotkania z krewnymi, których kochano i szanowano.
Niestety wraz z nimi powracali do świata żywych także nieproszeni
goście. Dla jednych i drugich palono ogień. Ale zacznijmy może od samego
początku i po kolei.
Kilka słów o nawii, Nawii i Welesie
Aby zrozumieć wagę tego jesiennego święta musimy powiedzieć kilka słów o
wierzeniach naszych przodków. Przede wszystkim trzeba nam wiedzieć, że
nie znali oni koncepcji piekła i nieba. Słowianie wierzyli, że każdy
człowiek ma duszę, nazywaną nawią. Dusze dobrych ludzi trafiały do Nawii
– podziemnego świata wiecznej szczęśliwości, natomiast dusze kłamców
przestępców i ogólnie ludzi złych, nie miały do niej wstępu. Nawii
strzegł bóg Weles, któremu poświęcone było jesienne święto.
Weles nie był bóstwem złym, ani dobrym, natomiast niezaprzeczalnie
bardzo zapracowanym. Miał w swej pieczy podziemia wraz z wszelkimi
bogactwami i światem zmarłych, a prócz tego również rzemiosło, sztukę i
handel, a przede wszystkim bydło. Podlegały mu wszelkie słowiańskie
demony. Na Welesa powoływano się też przy wszelkich przysięgach i
traktatach. Jedynie wojownicy klęli się w takich sytuacjach na jego
antagonistę, a swego patrona, gromowładnego Peruna.
Nocą z 31 października na 1 listopada Weles otwierał bramy Nawii, aby
dusze zmarłych mogły się spotkać ze swymi krewnymi. Niestety przy tej
okazji do świata żywych przychodzili też ci, którym nie było dane zaznać
wiecznego szczęścia. Tych pierwszych nasi przodkowie chętnie
przyjmowali na świątecznych biesiadach, ale też bacznie strzegli swego
spokoju przed drugimi. Podobnie jak w celtyckim Samhain wielką wagę grał
tu ogień i ofiary dla duchów. Jednak, gdy Celtowie obawiali się ich
obecności, nasi przodkowie traktowali je jak wszystkich gości w tej
dzikiej krainie. Chętnie przyjmowali sobie przychylnych, ale bacznie
strzegli się przed agresorami i przestępcami. (...)
Aby
duchy trafiły do celu, rozpalano na rozstajach dróg oraz na miejscu
biesiady ogniska. Ogień miał ogrzać zmarłych i wskazać im drogę, ale był
też przeszkodą dla złych duchów. Na grobach przestępców, zbrodniarzy
oraz zmarłych tragicznie palono ogień, aby nie mogli ich opuścić i nękać
żywych. Stąd pochodzi najpewniej tradycja palenia zniczy w miejscach
tragicznej śmierci: wypadków, bitew, miejsc kaźni. W niektórych rejonach
kraju, na przykład na Podhalu, była tradycja składania gałązek w
miejscu czyjeś śmierci przez każdego mijającego je podróżnego. Powstały w
ten sposób stos drewna odpalano właśnie w dzień Dziadów.
Kiedy nasi przodkowie zapraszali duchy swych krewnych do wspólnego
biesiadowania, nerwowi Celtowie kryli się przed przybywającymi z
zaświatów, opuszczając swe domy i wygaszając w nich wszelki ogień, aby
nie przyciągały złego. Również oni wierzyli, iż tej nocy, z 31
października na 1 listopada, zaciera się granica miedzy światem żywych i
umarłych, lecz z tej okazji nie cieszyli się na spotkanie ze zmarłymi
krewnymi. Obawiali się za to duchów, które mogły posiąść ich ciała na
cały nadchodzący rok. Dlatego ubierali się w dziwne stroje,
przywdziewali maski i spędzali całą noc poza swymi siedzibami.
Pozostawiali też jedzenie dla głodnych duchów. Cóż, co kraj to
obyczaj. (...)
Gdy nic tobie nie pomoże,
Idźże sobie precz, nieboże.
A kto prośby nie posłucha,
W Imię Ojca, Syna, Ducha.
Widzicie Pański krzyż?
Nie chcecie jadła, napoju,
Zostawcież nas w pokoju!
A kysz, a kysz!
Oto ostatni dziś cytat z Mickiewicza, bowiem zbliżamy się do końca
Dziadów i nadejścia chrześcijaństwa. Nie mogąc sobie poradzić ze świętem
tak wrosłym w kulturę i świadomość społeczną, Kościół uczynił to, co
zwykle czynił w takiej sytuacji. Na starszej tradycji nadbudował nową.
Przy „Dniu Zadusznym”, czyli Zaduszkach przypadających 2 listopada,
spotykają się znów tradycje celtycka i prasłowiańska. Święto to pojawiło
się w X wieku we Francji i Anglii, właśnie jako przeciwwaga dla
pogańskich obrzędów poświęconych zmarłym, takich jak Samhain i jemu
pokrewne. W XII i XIII wieku zwyczaj ten rozpowszechnił się w całej
Europie, docierając również do Polski. Do XV wieku Zaduszki obchodzono
już w całej Koronie.
Tak żywot swój zakończyło święto zmarłych, pozostając jedynie
niezrozumiałymi dla ogółu strzępami tradycji zatopionymi w
chrześcijańskim anturażu: zwyczajem palenia zniczy, składania na grobach
kwiatów i wspominania zmarłych. Dziś nawet one zanikają pośród zgiełku i
tempa naszego życia. Zamiast dni wspomnienia zmarłych i zadumy nad
własną śmiertelnością, mamy maraton między cmentarzami. Kombinujemy
gdzie kupić znicze a gdzie kwiaty, jak dotrzeć najszybciej do cmentarza.
Pędzimy dzieci i krewnych w rozwrzeszczanym tłumie zalewającym
komunalne cmentarze. Próba spożycia rodzinnego obiadu na grobie dziadka
spotkałaby się w najlepszym wypadku ze znaczącymi spojrzeniami krewnych i
gniewnymi okrzykami otaczających ludzi. No chyba, że rzecz działaby się
np. na Romskim cmentarzu. Ale to już całkiem inna historia."

Ogień towarzyszy nam zawsze i wszędzie...
 |
Świat i Zaświaty - Pablo Amaringo
(fot ze str. http://bialczynski.wordpress.com/tag/dziady-2011/) |
 |
| Święto zmarłych w Meksyku |
 |
| 1 |
 |
| 2 |
 |
| 3 |
 |
| 4 |
 |
| 5 |
- “Zaduszki” by Witold Pruszkowski, oil on canvas, 1888
- Inscenization of Mickiewicz’s “Dziady” Słupsk, Polska
- “Dziady” Konin, Polska
- “Dziady” spektakl Narodowy Teatr Edukacji Wrocław
- Inscenizacja “Dziady” Słupsk, Poland
tekst z art.
https://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/search?q=dziady
Sława Bogom! Pamięć Przodkom!